Było już ciemno, kiedy w końcu dotarli do lasu niezauważeni, jak przeczuwał Wasilij. Zatrzymali się przed wejściem do lasu, kiedy Snape wreszcie zgodził się i pozwolił Hermionie zając się jego ranami. Wasilij stał obserwując granicę lasu.
Pracowała szybko i precyzyjnie zamykając cięcia i pielęgnując siniaki na jego twarzy. Kazała mu zdjąć szaty, na co zgodził się niechętnie rozbierając się do pasa. Stwierdziła, że był za chudy, ale też żylasty i silny sądząc po jego płaskich mięśniach. Był także blady. Dotknęła go dłońmi, czując jak nieznacznie łapie oddech. Mruczała cicho przesuwając dłonie po jego klatce piersiowej i zauważyła, że jago skóra jest bardzo ciepła. Przeniosła się na plecy i poczuła jak po jego skórze przebiegły ciarki zastanawiając się czy to przez nią czy z powodu zimna.
Skończyła, a Snape się ubrał z powrotem zauważając z irytacją, że czuje się lepiej, a przynajmniej z zewnątrz. W środku wciąż drżał jak galareta od Cruciatusa. Zazwyczaj po wizycie u Voldemorta dochodził do siebie w przeciągu dwóch dni, ale to nie była normalna wizyta. Ta była trochę bardziej osobista.
Patrzył z ciekawością jak mieszała eliksir, po czym mu go podała.
- Proszę, wypij to – zachęciła go gestem dłoni, kiedy na nią spojrzał.
- Co to jest?
- Wypij, to ci powiem.
- Panno Granger, odkryłem, że nie picie dziwnych eliksirów jest niezbędne dla mojego zdrowia. Poza tym, nie wypiję tej mikstury dopóki mi nie wyjawisz zawartości.
Zauważyła, że nie ma sensu się kłócić i zgodziła się.
- Dobra, w porządku. To prosty eliksir przeciwbólowy z korzeniem waleriany i łzami feniksa.
Spojrzał na nią sceptycznie, po czym spojrzał an eliksir i znowu na nią.
- Czy ja jestem królikiem, panno Granger?
- Słuchaj, Snape, jeśli naprawdę jesteś taki mądry, za jakiego się uważasz, powinieneś wiedzieć co to zrobi.
- Dobrze – warknął wypijając do końca eliksir, po czym podał jej pustą buteleczkę. – Próbowałaś już to na kimś wcześniej czy jestem królikiem doświadczalnym?
Bez skutku próbowała powstrzymać uśmiech.
- Chciałam, ale Ron nie pozwoliłby mi rzucić na niego Cruciatusa. Nie ufa moim eliksirom. Tak, jesteś pierwszym, praktycznym eksperymentem.
Snape zmarszczył brwi.
- Praktycznym? Więc robiłaś teoretyczne eksperymenty? – nagle zauważył, że ból, wewnętrzne pulsowanie, zaczął słabnąć, aż w końcu zatrzymał się na granicy świadomości, nie znikając do końca, ale Snape zorientował się, że może go zignorować.
- Tak, właściwie Harry jest geniuszem komputerowym i zrobił wszystkie te programy do określania prawdopodobieństwa w eliksirach, zaklęciach i innych. Więc miałam całkiem dobre pojęcie , jak ten eliksir zadziała.
- Bogowie, dlaczego Potter musi mnie dręczyć nawet teraz? Siedem lat nie wystarczyło, dalej muszę to znosić?
- Och, przestań być taki melodramatyczny.
- Zapewniam cię, nie jestem melodramatyczny, panno Granger. Jestem szczery. Wciąż jestem pod działaniem serum prawdy.
- Dobrze więc, skoro jesteś taki szczery, to może porozmawiamy o tym, co takiego zrobiłam, że tak cię wkurzam? – jej oczy rozbłysły, z twarzy znikły wszelkie ślady rozbawienia.
- Zrobiłaś dużo rzeczy, panno Granger – wymigał się. – I myślę, że moglibyśmy porozmawiać o tym w późniejszym, bardziej stosownym czasie.
- Dobrze, ale najpierw odpowiedz mi na jedno. Czy to dlatego, że cię nie posłuchałam? Że nie przyjęłam twojego stypendium w Kalifornii? – zapytała gotując się ze złości.
Nie chciał wykłócać się z nią akurat teraz, jako że mogłoby to zejść to niepożądane tematy, ale głównie oszczędzał energię na urządzenie jej prawdziwej awantury.
- Tak. Po części – zmarszczyła brwi i szybko dodał. – Przedyskutujemy to później, daję ci moje słowo.
- Dobrze – odpowiedziała zmuszając się do wyluzowania. – Chyba powinnam ci powiedzieć, że mogą się pojawić pewne skutki uboczne po eliksirze – kontynuowała nie zwracają c uwagi na jego niezadowolone spojrzenie. – Może podrażnienie żołądka. Coś jelitowego.
Jak na zawołanie zaczął mieć nudności i wyzbył się mizernej zawartości swojego żołądku, a mianowicie obojętnego już eliksiru, prosto na ziemię. Stał pochylony jeszcze przez chwilę, zanim się do niej odwrócił.
- Mogłaś mnie uprzedzić o skutkach ubocznych przed podaniem mi go. Sądzę, że wolałbym poprzedni ból niż to.
Kiwnęła głową przyznając się do błędu i dołączyła do Borodina na skraju lasu.
- Zaklęcie anty-teleportacyjne rozciąga się na jakieś 5 do 7 kilometrów. Obejmowałoby, w tym momencie, też miasto.
- To trochę więcej niż zwykle – zadumała się Hermiona. – Może zawierać też jakieś zaklęcie wykrywające. Może pan coś dodać, profesorze Snape?
- Nie zajmowałem się nigdy zabezpieczeniami, moją specjalnością zawsze były eliksiry, a nie zaklęcia.
- Głupie machanie różdżką, czyż nie? – zapytała niewinnie ignorując jego gniewne spojrzenie. – Cóż, raczej nie spodziewają się, że ktoś uciekł, prawda? Więc powinniśmy być niedaleko granicy.
- Właściwie nie sądzę, że użyli zaklęcia wykrywającego na lesie, bo byłoby zakłócone przez wilkołaki – wtrącił się Wasilij. – Dzisiaj jest pełnia.
- Więc pójdziemy przez las – zdecydowała Hermiona spoglądając na duży, częściowo skryty księżyc.
- Wspaniale – powiedział Snape przeciągając samogłoski. – Cóż to za noc na pokonywanie Śmierciożerców bez walki z wilkołakami w tym samym czasie?
- Nie chcesz iść z nami? Proszę bardzo, możesz sam znaleźć drogę powrotną – powiedziała wzruszając ramionami. – Zabrałeś różdżkę Malfoya? Daj ją Wasilijowi, będzie jej potrzebował.
Snape nachmurzył się jeszcze bardziej i rzucił różdżkę na ziemię koło Wasilija, który podniósł ją i zaczął iść w głąb lasu. Hermiona poszła za nim wyciągając mapę Dumbledore'a i sprawdziła, że Wasilij rzeczywiście prowadził ich w dobrym kierunku. Próbowała też oszacować zasięg zaklęcia, które okazało się kończyć dokładnie w środku lasu. Lasu wypełnionego wilkołakami w czasie pełni.
Nic dziwnego, że nie jest zadowolony. – zrozumiała.
Snape wlókł się za nią z ponurą miną ukazując swoje niezadowolenie. Zwolniła, oddalając się o kilka kroków od Wasilija i zbliżyła do Snape'a. Jego twarz wykrzywiła się w bólu, chociaż wyglądało, że w mniejszym niż wcześniej.
- Więc, niech pan mi powie, profesorze. Nie chce pan tu być, to nie ma nic wspólnego z Lupinem i Blackiem, prawda?
Usłyszała jad w jego głosie, kiedy prychnął.
- Oczywiście, że ma. A co innego mogłoby to być?
To oczywiście był wciąż drażliwy punkt. Wiedziała, że Syriusz i Remus byli sporadycznymi gośćmi w Hogwarcie, sprawy Zakonu, jak przypuszczała. Wątpiła, że ich ciągła obecność w czymś pomagała. Szli chwilę w ciszy, Hermiona zbierała się na odwagę.
- Powiesz mi teraz? – kiedy jego milczenie się przedłużało, dodała. – Dlaczego mnie nie znosisz?
- Jak rozumiem, nie dasz mi spokoju, dopóki ci nie powiem, czyż nie, panno Granger?
- Możesz już skończyć z panną Granger? Nie jestem już twoją uczennicą, a to się robi już nużące.
Snape spojrzał na nią w półmroku zaskoczony beznamiętnością jej głosu. I znowu otoczyła ich cisza. Już chciała się odezwać, kiedy ją przerwał głosem tak cichym, że musiała się wysilić, aby go usłyszeć.
- Po części masz rację. Nie wierzyłem w twoje kompetencje przy przyrządzaniu tego eliksiru.
- Mortalis fallax – wyszeptała.
- Tak, najtrudniejszy eliksir, chociaż miałaś z nim niewielkie trudności. Na drugim roku uwarzyłaś eliksir wielosokowy, odkryłem to po pewnym czasie. Nawet teraz, wciąż pracujesz nad eliksirami i zaklęciami. Mogłaś robić cokolwiek byś chciała, a zamiast tego zdecydowałaś się zostać wynajmowaną kupą mięśni. Używając siły zamiast umysłu.
Była zszokowana. Nie spodziewała się niczego więcej, poza projektem z eliksirów i odmową na jego sugestię o Berkeley i była zdumiona, że tak bardzo przejmował się jej wyborem kariery.
- Czy to wszystko? Jeszcze jakieś powody? – zapytała sarkastycznie.
- Tak. Ukradłaś moje składniki.
- Tylko jeden, skórę boomslanga, do wielosokowego – sprzeciwiła się.
- A co ze skrzelozielem podczas tych wygłupów z Czarą Ognia?
- To nie byłam ja i dobrze o tym wiesz.
- Ale zostało skradzione na korzyść twojego przyjaciela Pottera.
- A co to właściwie ma do mnie? Czy byłam osobiście odpowiedzialna za kradzież twojego skrzeloziela?
Spojrzał na nią gniewnie.
- Nie.
- Odkąd wybór mojego powołania jest całkowicie mój, nie wiem, jak… - zamilkła, kiedy zobaczyła, że Wasilij się zatrzymał i skinął na nich pilnie. Pospiesznie do niego dołączyli.
- Jest jeden po lewej – wyszeptał. – Jakieś pięćdziesiąt metrów stąd.
Rozejrzała się badawczo niemal natychmiast zauważając wilkołaka. Stał nad zwłokami jelenia i pożywiał się; jeszcze ich nie zauważył. Przeklęła siebie w myślach wiedząc, że sama by go spostrzegła, gdyby nie sprzeczała się ze Snape'em.
- Proszę mi powiedzieć, profesor Granger – powiedział Snape przeciągając samogłoski. – Skoro dzierży pani stanowisko nauczycielki Obrony Przed Czarną Magią, jak powinniśmy się zachować wobec tego wilkołaka?
- Ogłuszymy go i ruszymy dalej. Będzie wystarczająco długo nieprzytomny, żebyśmy zdążyli odejść.
- A wtedy pochwyci nasz zapach i zapoluje. Zabijemy go.
Wasilij zgodził się.
- On ma rację, musimy go zabić. Te wilkołaki są wyjątkowo szybkie. Dodatkowo zapach krwi rozproszy uwagę innych w pobliżu.
Ustąpiła, a Snape kiwnął głową, kiedy zapytała:
- Klątwa zabijająca?
Podkradli się do stwora z wyciągniętymi różdżkami. Gałązka trzasnęła i drapieżnik spojrzał prosto na nich, raptem z odległości dwudziestu metrach i ruszył w ich kierunku.
- Teraz! – krzyknęła raczej niepotrzebnie. Mężczyźni wycelowali swoje różdżki w stworzenie i rzucili zaklęcia , zielone promienie wystrzeliły z obu różdżek. Wilkołak zatoczył się i zawył, ale nie upadł.
- Kiedy tylko będziesz gotowa, panno Granger – warknął Snape nie spuszczając wzroku i różdżki ze stworzenia.
Zmarszczyła brwi na jego odwrót celując różdżką w wilkołaka i mrucząc klątwę. To nie był pierwszy raz, kiedy używała klątwy zabijającej, wykorzystała ją kiedyś przeciwko Śmierciożercy, który nie zwlekał próbując ją zabić, więc ona zabiła go pierwsza. Nie, żeby później tego nie żałowała.
Trzeci zielony promień uderzył w stworzenie, które w końcu padło na ziemię. Wasilij zbliżył się ostrożnie do nieruchomego ciała sprawdzając ludzką już postać i zawołał:
- Jest martwy.
Ruszyli dalej przez las, znów z Wasilijem na czele, Hermioną zaraz za nim kontrolującą ich postępy na mapie i Snape'em i jego myślami w tyle.
Eliksir Mortalis fallax. Momentalnie wyłącza ciało ofiary, zasadniczo uśmiercając, po czym przywraca je do normalnego funkcjonowania. Snape nie mógł sobie przypomnieć właściwego celu eliksiru i musiał tego poszukać znajdując w końcu w Najsilniejszych eliksirach, więc nie zaskoczył go widok Granger spędzającej czas w Dziale Ksiąg Zakazanych w bibliotece. Eliksir nie ma właściwie praktycznych zastosowań, więc był ciekaw jej wyboru, ale nigdy nie wyjawiła swoich powodów, a on nigdy nie pytał.
Eliksir błąkał się na skraju jego myśl od czasu, gdy ogłosiła chęć uwarzenia go na koniec projektu. W noc uczty pożegnalnej, przed jej ukończeniem siedział nachmurzony w gabinecie zastanawiając się czy przeciwstawić się Dumbledore'owi i zostać w kwaterach całą noc zamiast robić za opiekuna. W ten wyjątkowo zły wieczór stwierdził, że wolałby zostać wezwanym do Voldemorta i stawić czoła niewybaczalnym, pomimo zapewnień Dumbledore'a, że wieczór będzie „fajny". Jego umysł był całkowicie pochłonięty eliksirem Hermiony zastanawiając się czy jest on w stanie oszukać Avadę kedavrę.
Myśli te tak bardzo zaniepokoiły Snape'a, że zdecydował, że musi porozmawiać o tym z Hermioną. Błyskawicznie założył szaty i zaryzykował wejście na zabawę. Znalazł ją w końcu w ogrodach i Potterem i Weasley'em, oczywiście, a także kilkoma innymi Gryfonami. Zdecydował się na odciągnięcie jej od reszty Gryfonów, ale Harry i Ron nie chcieli puścić Hermiony samej z nim.
- Dlaczego wybrałaś eliksir Mortalis fallax? – zapytał ją lekko ostrym głosem. – Co chciałaś z nim zrobić?
Spojrzała na niego obojętnie odpowiadając:
- Wybrałam go z książki, to wszystko.
- Nigdy nie zastanawiałaś się nad użyciem go przeciwko klątwie zabijającej?
- Przeciwko klątwie… - zaczęła mówiąc niewyraźnie. Zatoczyła się na Rona i szepnęła dość głośno. – Widzisz? Mówiłam, że nie spodoba mu się mój eliksir.
Pili- zorientował się z rosnącą złością.
- Panno Granger – syknął niebezpiecznie ignorując Harry'ego i Rona, którzy przysunęli się do niej opiekuńczo. – Brałaś Avadę kedavrę pod uwagę czy nie, kiedy przyrządzałaś Mortalis fallax?
- Nie. Wybrałam go, bo wydawał się trudny i interesujący – odpowiedziała odważnie napotykając jego spojrzenie, chociaż jej serce łomotało.
- Dobrze – odpowiedział oddalając się o krok. Uszanował jej milczenie. – Niech mi pani powie, panno Granger, wybrała już pani ścieżkę kariery?
Opuściła wzrok, a Harry szturchnął ją.
- No dalej, powiedz mu.
Ron kiwnął głową.
- Właśnie, Miona.
Podniesiona przez nich na duchu spojrzała mu w oczy.
- Jestem aurorem. Wczoraj z Harrym i Ronem zostaliśmy przyjęci.
Oczy Snape'a pociemniały i został zalany falą emocji, złościł się na nią za to, że nie postanowiła studiować dalej czegokolwiek, za bycie samolubną w swoich myślach, kiedy mogła się nimi podzielić i za przekazanie mu tego eliksiru, co, jak wiedział, było ważne, ale nie mógł tego zrozumieć. I znienawidził Pottera i Weasleya za branie w tym udziału, na pewno pomagali jej podjąć decyzję. Zobaczyła, że jego oczy rozbłysły zanim znów stały się nieprzeniknione i nie ujrzała w nich już nic prócz nienawiści.
- Bez wątpienia, panno Granger, łatwiej jest podążać ścieżką kogoś innego niż trudzić się odszukaniem własnej – uśmiechnął się szyderczo, spojrzał na Pottera i Weasleya i odszedł gniewnie powiewając szatą.
Szli przez las prawie nie rozmawiając. Minęli punkt wyznaczający pięć kilometrów, ale zaklęcie nadal trzymało. Szli dalej przystając co rusz na chwilę, żeby Wasilij spróbował się teleportować. Niedaleko szóstego kilometra Wasilij rzeczywiście zniknął zaskakując i Snape'a i Hermionę.
Dom – pomyślała. Spojrzała na Snape'a z obawą i zapytała. – Może się pan teleportować?
- Nie jestem pewny – warknął poirytowany, że musiał się przy niej przyznać do zmartwienia. Przyzwyczaił się do bólu, ale wciąż był fizycznie wykończony, nie wiedział czy ma wystarczająco dużo sił na deportację.
- Czy chce pan… czy potrzebuje pan pomocy?
- Oczywiście! Tylko się pospiesz! – posłał jej swoje najlepsze mordercze spojrzenie, kiedy podeszła do niego luźno otaczając rękami jej ramiona, kiedy objęła rękoma jego talię. Zamknął oczy i poczuł jak jej ręce zaciskają się chwilowo, a jego oddech osłabł, kiedy zniknęli.
Wciąż było ciemno, kiedy otworzył oczy odczuwając ulgę na widok znajomych ścieżek Hogsmeade i braku śniegu. Kiedy uwolnił się od Hermiony zobaczył Wasilija usiłującego rozmawiać z Dombledore'em, podczas gdy pani Pomfrey próbowała mu wcisnąć eliksir. Na widok Snape'a i Hermiony zostawiła Wasilija i eliksir i popędziła do nich.
- Severusie! Nic ci nie jest?
- A czy wyglądam jakby mi nic nie było? – zapytał retorycznie. – Dzisiaj w nocy dostałem więcej Cruciatusów niż kiedykolwiek wcześniej, zostałem zmuszony do wypicia potężnej dawki serum prawdy, a potem musiałem znieść silne nudności żołądka.
- Potrzebujesz teraz…
- Długiego snu w moim własnym łóżku! – Jego głos przez chwilę był ostry, ale zaraz złagodniał. – Poppy, nic mi nie będzie. Muszę tylko odpocząć.
Kiwnęła głową i odwróciła się do Hermiony, która zbyła ją krótkim:
- Nic mi nie jest.
Dumbledore zostawił Wasilija i podszedł do nich.
- Severusie, Hermiono, dobrze was znowu widzieć – zaczął z ulgą w głosie. – Domyślam się, że powinniśmy wszystkie dyskusje odłożyć do jutra rana. Sam jestem zmęczony.
Widok starszego czarodzieja powstrzymującego ziewnięcie spowodował, że Hermionie jeszcze bardziej zachciało się ziewać. Nie zauważyła jak bardzo jest zmęczona, nie wiedziała nawet, która jest godzina, kiedy ruszyła za pozostałymi z powrotem do zamku.
