Kiedy już wszyscy odpoczęli, Dumbledore wysłuchał sprawozdań trójki profesorów w sobotę po lunchu w gabinecie. Wasilij i Hermiona usiedli w fotelach przed biurkiem Dumbledore'a, a Snape usadowił się przy kominku. Wszyscy odmówili, gdy dyrektor zaproponował im cytrynowe dropsy.

Na początku omówili tylko nieobecność Wasilija, od czasu, gdy zniknął do momentu ich powrotu do Hogwartu. Następnie Dumbledore przeprosił Wasilija i wysłuchał Hermiony i Snape'a uzupełniającego ich wersję.

- Wygląda na to, że profesor Borodin nic nie wiedział o waszych działaniach poprzedzających jego uwolnienie, Severusie – rzekł wyglądając na zadowolonego. – Wierzę, że twój sekret jest wciąż bezpieczny.

- Co z Ministerstwem? – zapytał Snape.

Wyglądał bladziej niż zwykle, chociaż, jak pomyślała Hermiona, to było trudne do stwierdzenia, jako że zawsze jest wygląda blado. Zastanawiała się, czy to efekt uboczny jej eliksiru czy może Crucio.

- Minister rozważa moją radę na temat tej sprawy, ale nie chce się mieszać.

- A co z Voldemortem? A jeśli coś się wydało z tej strony? – Hermiona zapytała odwracając się do Snape'a.

- Nie pozwoliłby na to, szczególnie, że udało mi się uciec.

- Ale czy teraz nie powstrzyma się przed niczym, żeby z powrotem pana dopaść? Dlatego, że pan uciekł?

Snape wzruszył ramionami.

- Zdradę traktuje raczej poważnie.

Odwróciła się z powrotem do Dumbledore'a.

- Dyrektorze, uważam, że to może sprowadzić na Hogwart niebezpieczeństwo. Voldemort może zaryzykować atak, żeby dostać się do profesora Snape'a. Myślę, że warto by było zastosować lepsze zabezpieczenia.

Dumbledore przytaknął i powiedział:

- Oczywiście, Hermiono. Natychmiast wyślę sowę do Korneliusza. Severusie, nie życzę sobie, abyś opuszczał tereny zamku z jakiegokolwiek powodu. Jeśli jest coś, co byłoby ci potrzebne do twoich eliksirów, Hermiona może się tym zająć. Jeśli się nie mylę miała najlepsze oceny z eliksirów na roku.

Snape nie wyglądał do końca na zadowolonego sądząc po grymasie na jego twarzy, ale nic nie powiedział.

- Czy macie mi coś jeszcze do przekazania?

- Nie, proszę pana – powiedziała Hermiona, a Snape przytaknął.

- Dobrze więc.

Snape przyjął to, jako odprawę i wyszedł z gabinetu; Hermiona podążyła za nim doganiając go na schodach.

- Jak się pan czuje, profesorze? – zapytała niepewnie. – Są jeszcze jakieś efekty uboczne eliksiru, który panu dałam?

Odwrócił się na końcu schodów i spojrzał na nią.

- Nie spałem ostatniej nocy, mdłości wróciły, nie wspominając o ataku rozwolnienia, a moja czaszka ciągle czuje się jakby była pęknięta i otwarta. Poza tymi nie ma żadnych.

Ku jego zadowoleniu szczęka jej nieco opadła i chwilę jej zajęło dojście do siebie.

- Przepraszam – powiedziała szczerze. - Nie spodziewałam się, że to będzie tak poważne. Muszę nad tym popracować.

- I znajdź sobie inny obiekt badań, panno Granger – warknął, po czym odszedł zostawiając nachmurzoną Hermionę za sobą.

Poniedziałkowy poranek nadszedł szybko, a Hermiona obudziła się wyjątkowo zdenerwowana. Wygrzebała się z łóżka i wzięła prysznic, po czym spędziła niezmiernie dużo czasu na wybieraniu ubrań. Wreszcie ubrana wyszła z pokoju i zeszła na drugie piętro, gdzie zorientowała się, że nie ma przy sobie różdżki. Wróciła do kwater i znalazła ją, po czym zeszła do Wielkiej Sali uśmiechając się nerwowo do mijanych uczniów. Kiedy dotarła, stwierdziła, że nie ma apetytu, choć w rzeczywistości poczuła się piekielnie głodna, kiedy spojrzała na uczniów spożywających śniadanie i musiała zwalczyć chęć powrotu do kwater i zakopania się pod kołdrą.

Wspaniale, Granger. Pierwszy dzień i już załamanie?

Wspomniała słowa Anne z poprzedniej nocy. Po ceremonii przydziału i uczcie rozmawiała z Anne przedstawiając jej bardzo zmienioną wersję wydarzeń z ratowania Wasilija. Hermiona wtedy przyznała się do swoich obaw o jej zdolności nauczycielskie.

- Musisz ich zbajerować – odpowiedziała jej Anne. – Uczniowie myślą, że jesteś wykwalifikowana, bo jesteś nauczycielką. Nie możesz dopuścić, żeby widzieli cię nerwową.

Stawiła czoło tylu Śmierciożercom, więc co to jest kilka setek uczniów? Biorąc głęboki wdech przeszła przez drzwi do Wielkiej Sali i podążyła w kierunku reszty profesorów uśmiechając się do uczniów, których wzrok napotkała.

Dumbledore i McGonagall pogrążeni byli w rozmowie, kiedy się pojawiła, ale przerwali, aby ją powitać. Usiadła między Sprout a Hagridem i porozmawiała chwilę nakładając sobie trochę owoców i tosta wiedząc, że będzie umierać z głodu przed lunchem. Sączyła kawę obserwując uczniów i czując jak jej niepokój powoli znika.

Nagle puszczyk przeleciał przez wysokie okno i zanurkował lądując przed Hermioną. Trzymał czerwone jabłko i liścik. Odwiązała liścik i dała skórkę sowie, która zahukała z aprobatą. Rozwinęła papier i jej serce podskoczyło, kiedy rozpoznała pismo.

Wybacz, że nie mogłem się pożegnać, ale duchem jestem z Tobą. Pozdrowienia, H. P.S. Jabłko dla nauczycielki w jej pierwszym dniu.

Zaśmiała się i wyciągnęła skrawek papieru i naskrobała szybkie podziękowania, po czym przywiązała go do nogi sowy, która błyskawicznie odleciała. Hermiona dopiła kawę, wzięła jabłko i liścik i ruszyła do klasy, żeby się przygotować.

Kiedy doszła do Sali przypomniała sobie, że pierwszą lekcję miała mieć z czwartym rokiem ze Slytherinu i jęknęła wyraźnie. Miała nadzieję, że będą się zachowywać lepiej niż Ślizgoni, który byli z nią w Hogwarcie, chociaż w to wątpiła.

Piętnaście minut w klasie i jej wątpliwości się potwierdziły. Wpadła do lochów ciągnąc za sobą Ślizgona.

Severus Snape krążył po Sali Eliksirów z rękami złożonymi za plecami krytykując pierwszorocznych Gryfonów i chwaląc Ślizgonów, kiedy drzwi się otworzyły uderzając w kamienną ścianę. Snape odwrócił się gotów do zgromienia tego, który narusza jego lekcje, kiedy ujrzał całkowicie poirytowaną Hermionę Granger trzymającą ucznia za tył szaty. Błyskawicznie rozpoznał w uczniu jednego ze swoich, czwartorocznego Thomasa Wilcoxa, który często sprawiał kłopoty.

- Przepraszam, profesorze – zaczęła z błyszczącymi oczami. – Mogę zamienić z panem słowo w pańskim gabinecie?

- Jeśli pani nie zauważyła, profesor Granger, jestem w połowie lekcji.

- Tak jak ja powinnam być.

Wszyscy pierwszoroczni przerwali pracę nad eliksirami wpatrując się z wyczekiwaniem w dwójkę profesorów i ucznia, który był ewidentnie w tarapatach.

- Wracać do pracy! – Snape warknął. – Jeśli ktokolwiek z was nie dokończy swojego eliksiru przed moim powrotem wszyscy dostaniecie tygodniowy szlaban!

Po tych słowach ruszył do swojego gabinetu nie oglądając się na Hermionę. Pchnęła Thomasa na wolne krzesło i kazała mu usiąść, po czym podążyła za Snape'em do jego gabinetu i zamknęła za sobą drzwi.

Gabinet Snape'a nie zmienił się za bardzo przez te kilka lat. Półki wciąż były przepełnione książkami o eliksirach i słoikami wypełnionymi dziwnymi, marynowanymi rzeczami. Jego biurko było schludne, kilka rolek pergaminu ułożone było z boku.

- Co mogę dla pani zrobić? – powiedział przeciągając samogłoski, jego ton głosu jasno dawał do zrozumienia, że tak naprawdę go to nie interesuje.

- Może pan zdyscyplinować swoich uczniów, profesorze – rzuciła. – Ćwiczyliśmy proste zaklęcia obronne, kiedy Thomas odczul potrzebę podpalenia szaty Amandy Ashby. Jest teraz u pani Pomfrey.

Snape patrzył na nią chłodno przez chwilę nic nie mówiąc. W końcu odpowiedział:

- Dobrze, zajmę się jego ukaraniem.

Hermiona otworzyła drzwi gabinetu i zawołała chłopca, który wparadował do środka uśmiechając się z zadowoleniem do swojego Opiekuna Domu i usiadł na krześle przed biurkiem.

- Pozwoliłem ci usiąść? – Snape warknął nie po raz pierwszy poirytowany arogancją wypływającą z jego Domu. Thomas spojrzał na niego zaskoczony i szybko wstał. – Panie Wilcox, dzięki pańskiemu wybrykowi tego ranka zarobił pan właśnie tygodniowy szlaban z Hagridem. Zacznie pan dziś po południu.

- A ja odejmuję Slytheronowi czterdzieści punktów za pańskie wykroczenie – dodała Hermiona spoglądając gniewnie na Snape'a.

- Wracaj do pokoju wspólnego Slytherinu i zostań tam do następnej lekcji. Możesz odejść. – Poczekał aż Thomas opuścił gabinet zanim zwrócił swoją uwagę na Hermionę. – Czterdzieści punktów? Trochę za surowo jak dla mnie.

- Pan odejmował Gryfonom dużo więcej punktów za dużo mniejsze potknięcia, profesorze.

- To było bez wątpienia uzasadnione – powiedział jedwabiście, jego oczy wwiercały się w nią. – Jeśli to wszystko, panno Granger, mam salę pełną pierwszorocznych, którzy bez wątpienia zaczęli demolować moje lochy.

Miała już dość jego szyderczego tonu, tak jak „panny Granger".

- Profesorze Snape! Nie jestem już pańską uczennicą, tylko współpracowniczką, więc niech pan już więcej mnie nie nazywa panną Granger! Proszę do mnie mówić pani profesor, albo Hermiono!

Jej oczy błyszczały, uchwycił jej spojrzenie i stali tak nawet nie mrugając przez blisko minutę.

- Dobrze, pani profesor – warknął wlewając w głos tyle jadu ile tylko zdołał.

Wstał pospiesznie i minąwszy ją otworzył drzwi gabinetu piorunując wzrokiem uczniów chowających się za kociołkami. Hermiona podeszła do drzwi klasy uśmiechając się zachęcająco do kilku Gryfonów, którzy nieświadomie ryzykowali wystawienie się na gniew Snape'a obserwując jak wychodziła.

- Panno Jones, instrukcje wyraźnie mówią, że powinna była pani użyć zgniecionych, a nie całych oczy żuka – usłyszała jak Snape mówił rozpoznając ton głosu, którym zwykł gromić Neville'a Longbottoma i odwróciła się z powrotem. Oczy Snape'a odnalazły jej i uśmiechnął się złośliwie, kiedy dodał. – Dziesięć punktów od Gryffindoru za nieczytanie instrukcji.