Święta w Hogwarcie były tak wspaniałe, jak Hermiona pamiętała. Hagrid przyniósł gigantyczne drzewko, a profesorowie McGonagall i Flitwick pięknie je przyozdobili. Wieńce i kokardy zakrywały niemal każde wolne miejsce w zamku, a małe chóry aniołków unosiły się na korytarzach śpiewając każdemu, kto zatrzymał się, aby ich posłuchać.
Na tydzień przed początkiem przerwy świątecznej uczniowie stawali się coraz bardziej niecierpliwi, wiedząc, że wolność jest na wyciągnięcie ręki. Siódmy rok był najgorszy i musiała odjąć co najmniej dwieście punktów od wszystkich czterech domów, tylko za nich.
Hermiona zdecydowała, że egzaminy dla wszystkich jej klas będą w dwóch częściach: pisemnej i praktycznej. Każdy uczeń napotka serię problemów, które jej lub jego rocznik pokonał w trakcie tego semestru, od stworzeń po zaklęcia.
Kiedy skończyła się jej ostatnia lekcja i Puchoni z piątego roku wybiegli piszcząc z klasy, podziękowała bogom i zastanowiła się, czy też była taka niedobra, jako uczennica. Musiała pamiętać, żeby zapytać Minerwę. Poszła do lochów, do eliksiru Mortalis fallax, co stało się ostatnio jej zwyczajem.
Każdego dnia, jak tylko skończyła ostatnią lekcję, Hermiona dołączała do Severusa w jego pracowni. Nawet jeśli danego dnia nie było nic do roboty, czytała o eliksirach, albo robili burzę mózgów na temat nowych pomysłów. Czasem była sama, ale zwykle Severus też tam był, czytał, albo szykował składniki. Nie poczynili znaczących postępów w trakcie tego miesiąca, kiedy Hermiona mu pomagała, ale miała nadzieję, że przełom się zbliżał.
Przez ten czas, kiedy razem pracowali, wytworzyła się między nimi swoista przyjaźń. Hermiona nie była pewna, czy to w ogóle była przyjaźń, ale było to coś więcej niż koleżeństwo. Jego zachowanie wobec niej stało się bardziej uprzejme, co jednak nie przeszkadzało mu w gromieniu jej za błahe błędy czy pytania, na które powinna znać odpowiedź. Po pierwszym tygodniu nauczyła się go zwyczajnie ignorować, kiedy miał jeden ze swoich humorów, których było coraz mniej z każdym tygodniem. Ostatnio nawet tolerował delikatne docinki z jej strony.
Severus czytał, siedząc w swoim zwyczajowym fotelu naprzeciwko kominka i nawet nie spojrzał, kiedy weszła bez pukania.
- Potrzebuję porcji Veritaserum dla moich siódmo rocznych na następny semestr – zawołała Hermiona zamiast powitania.
- I? – Spojrzał na nią ostro znad książki i zmarszczył brwi. – Raczej potrafisz to sama uwarzyć.
- Wiem, ale nie mam potrzebnych składników. A skoro to jest na zajęcia, sądziłam, że użyczysz mi swoich zapasów.
Bardziej zmarszczył brwi, ale ostatecznie ustąpił i powiedział:
- Dobrze. Odkąd pracujesz ze mną, przypuszczam, że powinnaś mieć do nich dostęp.
Wstał odkładając książkę i podszedł do otwartych drzwi, w których stała Hermiona. Przeszedł żwawo korytarzem do klasy z Hermioną idącą za nim i podszedł do schowka w rogu, w którym trzymał większość zapasów. Zdjął zabezpieczenia z magazynu, po czym odwrócił się do niej.
- Załapałaś wszystko? Czy może mam ci rozpisać?
Uśmiechnęła się lekko.
- Nie, raz wystarczy.
- Wszystko, o co proszę, to żebyś zrobiła listę tego, co zużyjesz, jako że chcę mieć dokładny magazyn. – Machnął ręką w stronę zbioru kartek zawierających listę wszystkich zapasów, przyczepionych do drzwi, które się pojawiły. – Bardziej… cenne składniki są zamknięte w moim biurze; możesz o nie poprosić, jeśli byłyby ci niezbędne.
- Nie ufasz mi wystarczająco, żebym sama je wzięła, co?
- Nikomu na tyle nie ufam.
- Nawet Albusowi?
- Powiedzieć, że Albus jest beznadziejny w eliksirach to rażące niedomówienie. Raz, kiedy cierpiałem na uboczne efekty wizyty u Voldemorta, uczył moje klasy. To cud, że zamek nie eksplodował. – Hermiona zaczęła się śmiać wyobrażając sobie Dumbledore'a stojącego przed kociołkiem, na próżno próbując trzymać swoją długą brodę z daleka od eliksiru, który usiłował przyrządzić. – Zapewniam cię, to nie było zabawne.
- Oczywiście, że nie – powiedziała z chytrym uśmieszkiem. – Wielki Severus Snape niczego nie uważa za zabawne.
Severus spojrzał na nią gniewnie, ale bez przekonania. Obserwował, jak przechodziła między składnikami, w zamyśleniu zakładając zbłąkany pukiel włosów za ucho, ostrożnie wybierając te, których będzie potrzebowała do eliksiru.
Jeśli miałby być ze sobą całkowicie szczery, czego nie cierpiał, musiałby stwierdzić, że zaczął lubić jej towarzystwo, ale oczywiście, nigdy by się nikomu do tego nie przyznał. Wciąż miała tendencję do bycia Wiem-To-Wszystko, ale teraz nie raziło to tak bardzo, bo rzeczywiście wiedziała o czym mówi. Wciąż był pod wrażeniem, jak była na bieżąco z eliksirami i zaklęciami, pomimo olbrzymiej ilości czasu, który poświęciła na bycie aurorem.
W przeciwieństwie do dużej ilości mężczyzn, Severus nie został zniewolony urodą czy wyglądem, aczkolwiek nie mógł zaprzeczyć, że spał z więcej niż kilkoma kobietami wyłącznie z powodu ich urody. Jeszcze mniejsza, zaś była liczba kobiet, z którymi spał, za względu na to, że szanował ich umysły, co cenił bardziej niż piękno.
Kiedy tam stał, obserwując Hermionę, uzmysłowił sobie, że szanował Hermionę za jej umysł i, że naprawdę była piękna. Spojrzała na niego i posłał mu nieśmiały uśmiech, zanim zwróciła z powrotem swoją uwagę na składniki. Żołądek podszedł mu do gardła i pomyślał, że chyba się rozchoruje.
- Jest coś, co muszę zrobić. Zamknij jak skończysz.
Gwałtownie opuścił klasę. Zaczął iść korytarzami, rzucając mroczne spojrzenia mijanym uczniom, którzy ośmielili się spojrzeć mu w oczy, podczas gdy jego myśli kłębiły się wokół Hermiony. Szedł bez celu przez jakąś godzinę, aż zorientował się, że stoi przed otwartymi drzwiami gabinetu Minerwy McGonagall. Widział, jak siedziała przy biurku podpisując dokumenty; zaczął odchodzić, ale zawahał się, po czym wrócił i zapukał.
- Proszę – nadeszła odpowiedź i Severus znów się zawahał. Kiedy nikt nie wszedł Minerwa uniosła wzrok, a ostre rysy jej twarzy złagodniały i uśmiechnęła się. – Severusie. Wejdź.
Wszedł do gabinetu i usiadł na krawędzi prostego krzesła stojącego przed biurkiem. Obserwowała o wyczekująco, aż w końcu wstał i powiedział:
- Jesteś zajęta. Porozmawiamy innym razem.
Był w połowie drogi za drzwiami, kiedy Minerwa okrążyła biurko i zatrzymała go kładąc rękę na jego ramię. Odwrócił się do niej i poczuł jak jego maska obojętności opada, kiedy zobaczył niepokój w jej oczach.
- Severusie, proszę. Z jakiegoś powodu tu przyszedłeś – powiedziała łagodnym głosem. – Prosisz mnie o coś, tylko wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebujesz, więc proszę, pozwól mi sobie pomóc.
Pozwolił jej zaprowadzić się z powrotem do gabinetu i pokierować go na jeden z foteli przed kominkiem. Następnie zamknęła drzwi i wyczarowała parujący dzbanek herbaty i parę filiżanek ze spodkami.
- Dziękuję – wymamrotał, kiedy podała mu filiżankę z herbatą.
Usadowiwszy się w drugim fotelu z własną filiżanką, zapytała:
- Jak się mają sprawy, Severusie? Trochę czasu minęło od twojej ostatniej wizyty.
- Równie dobrze sama mogłaś mnie odwiedzić – narzekał, nie całkiem patrząc jej w oczy. Sączyła herbatę w ciszy przyglądając mu się znad kwadratowych okularów. Westchnął. – Nie wiem już co się ze mną dzieje, Minerwo. Czuję się zagubiony.
Spojrzał jej w oczy i uderzył ją widok tylu emocji w jego oczach. Nigdy go takim nie widziała. Odłożyła swoją filiżankę, jak również i jego, po czym uchwyciła obie jego dłonie. Nie wyrwał jej się, co normalnie by zrobił. Uścisnął za to delikatnie jej dłonie zadowolony z tego fizycznego kontaktu.
- Czuję się rozpruty. Jakby wszystko, co kiedyś myślałem było nieistotne. – Urwał, ale dalej nic nie mówiła, za co był jej wdzięczny. W końcu, kontynuował. – Wierzę, że to się zaczęło po moim powrocie z Rosji.
- Byłeś pod wielką presją przez to spotkanie z Sam-Wiesz-Kim. Wszyscy wiedzieliśmy, że są coraz gorsi. Kiedy wróciłeś z Rosji, byłeś wolnym człowiekiem. Nie musisz już dzierżyć tego brzemienia, Severusie.
- A co jeśli to była jedyna rzecz, która trzymała mnie, dawała mi poczucie samego siebie? – zapytał z błaganiem w oczach.
- Co, bycie Śmierciożercą? – zadrwiła Minerwa. – Jesteś ponad to.
- A co, jeśli nie jestem? – cofnął ręce i wpatrzył się w ogień. – Otworzyłem się przed Hermioną Granger miesiąc temu. Powiedziałem jej, jak zostałem Śmierciożercą.
- I jak to przyjęła?
Zesztywniał, kiedy przypomniał sobie, jak go pocieszyła.
- Nie tak, jakbym się spodziewał. Wysłuchała mnie, a potem… wyciągnęła do mnie rękę. Minerwo, myślę…
Jego oczy napotkały jej, podpowiedziała mu delikatnie:
- Myślisz co?
Przez dłuższą chwilę siedział w ciszy. Nie sądził, że był w stanie wykrztusić te słowa, aż w końcu powiedział:
- Myślę… że chyba ją kocham.
Mimo że była trochę zszokowana jego wyznaniem, lata radzenia sobie z dziwnymi sytuacjami pozwoliły jej zachować kamienną twarz.
-Rozumiem – odparła po chwili, po czym wstała i podeszła do szafki za biurkiem, skąd wyjęła dużą, prawie pustą butelkę szkockiej. – Spodziewam się, że nie tylko ja tutaj potrzebuje drinka.
Hermiona nie widziała Severusa odkąd wyszedł. Nie było go na obiedzie, na którym swoją drogą nie było też Minerwy, ale nic to dla niej nie znaczyło, jako że nauczyciele nie musieli być na posiłkach, chyba że było to jakieś święto, czy inna ważna okazja.
Wróciła później do pracowni, mając nadzieję, że tam będzie. Odkryła coś interesującego w starym tomie o stabilizowaniu eliksirów, co prawdopodobnie pozwoliłoby im zwiększyć ilość belladonny w eliksirze. Belladonna były kluczem do wywołania „fałszywej śmierci", ale gwałtownie się rozkładała; do tej pory w pewnym stopniu pomagała im smocza krew, ale nie całkiem tego potrzebowali.
Usiadła w swoim fotelu i wzięła starą księgę. Przeczytała fragment kilka razy, po czym pozwoliła swoim myślom to przetrawić. Wydawało się to mieć sens, ale chciała, żeby Severus się z tym zapoznał, zanim zacznie jakieś eksperymenty. Zaczęła notować w dzienniku, żeby nie zapomnieć niczego później.
Niecałą godzinę później odłożyła podkładkę i pióro i podeszła do kociołka, w którym bulgotało jasno niebieskie Veritaserum. Wszystko wydawało się być w porządku; zamieszała delikatnie.
Severus wrócił otwierając z hukiem drzwi. Spojrzała na niego lekko zdziwiona, ale nie mogła nic wyczytać z jego mrocznego spojrzenia.
- Muszę ci coś pokazać – powiedziała, kiedy skierował się do Mortalis fallax, który stał na stole za nią, ale zatrzymał się, gdy ją mijał.
- Za często go mieszasz – zbeształ ją chwytając jej nadgarstek. – Stanie się zbyt gęsty i nie będziesz w stanie dodać piór memortka we właściwym czasie.
Odwróciła się do niego, ale nie puścił jej nadgarstka. Stał blisko niej, na tyle blisko, że czuła jak jego szaty ocierają się o jej. Uniosła wzrok, ale wciąż nie była w stanie nic wyczytać z jego twarzy. Wydawało jej się, że poczuła alkohol w jego oddechu, ale szybko odrzuciła tą myśl, uznając ją za śmieszną. Nagle puścił jej rękę, odwrócił się i podszedł do eliksiru. Zmarszczyła nieco brwi odprowadzając go wzrokiem przez pokój.
- Wszystko w porządku? – zapytała, ale nie odpowiedział. – Musisz to przejrzeć.
Wzięła księgę z fotela i podeszła do niego. Odwrócił się, żeby na nią spojrzeć, kiedy podawała mu otwarty tom. Jego czarne oczy uchwyciły jej i przytrzymały prze moment, aż w końcu spojrzał na książkę w jej rękach. Jej żołądek podskoczył, odwróciła wzrok.
- Co to jest? – zapytał szorstko Severus i odepchnął księgę z powrotem w jej stronę.
- Przeczytałeś to w ogóle? To jest stabilizator do belladonny.
- Więc dlaczego jeszcze nie zaczęłaś go warzyć? Nie poradzisz sobie sama z eksperymentowaniem?
- I mam ryzykować twój gniew za robienie czegoś bez twojej zgody? Nie mogę z tobą wygrać, prawda?
Słysząc złość w jej głosie zostawił eliksir, żeby się gotował na wolnym ogniu i odwrócił się do nie, a rysy jego twarzy i głos złagodniały.
- Nie jesteś już uczennicą. Wiesz, co robisz, więc nie potrzebujesz mojego pozwolenia, żeby coś zacząć, Hermiono.
Wstrzymała oddech, kiedy Severus wyszeptał jej imię i znów zatonęła w jego oczach. Poczuła nagłą, niewytłumaczalną chęć, aby unieść się i pocałować go; zastanawiała się, skąd się to wzięło, jako że nigdy nie myślała o nim inaczej jak o Snape'ie. Ale ta myśl nie była tak nieprzyjemna, jak Hermiona by się spodziewała. Odchrząknęła gwałtownie.
- Muszę przyrządzić nową porcję Mortalis, żeby był przygotowany z dodatkiem belladonny – poinformowała go odchodząc do trzeciego stołu, na którym były rozłożone różnorodne składniki i noże.
- Zacząłem już szykować składniki do nowej porcji, więc możesz ich użyć.
Podziękowała mu i zaczęła przyrządzać eliksir. Severus usiadł przy kominku i zaczął sprawdzać testy pierwszorocznych, zerkając na nią powściągliwie i przypatrując jej się od czasu do czasu. Popołudniowa rozmowa z Minerwą pomogła mu ułożyć sobie niektóre myśli w głowie. Niestety nie była w stanie zaoferować pomocnych rad, innych niż ta, że w jego interesie było teraz nie skrzywdzić Hermiony, w przeciwnym razie mogą go spotkać przykre rzeczy.
Wciąż nie był pewien, czy naprawdę ją kocha; większość jego umysłu kpiła sobie z takiej możliwości, ale za każdym razem, kiedy na nią patrzył, a ich oczy się spotykały, jego serce prawie wyskakiwało mu z piersi. Po kilku godzinach daremnych prób ocenienia testów i ukradkowego zerkania, jak Hermiona pracowała nad trzema eliksirami, poczuł się znudzony i odłożył pergaminy.
- Jak ci idzie? – zapytał cicho, kiedy zbliżył się do niej, stojącej przy Veritaserum.
- Och,miałeś rację, Veritaserum jest trochę za gęste. Ale dodałam pióra bez problemu – zaczęła, po czym podeszła do eliksiru stabilizującego, który stał obok nowej porcji Mortalis fallax. – Jestem prawie gotowa, żeby dodać tu belladonnę razem ze stabilizatorem. Ile czasu potrzebuje jeszcze drugi Mortalis?
Severus skierował wzrok na bulgoczący kociołek na drugim końcu stołu.
- Będzie gotowy do przetestowania jutro po południu.
- W takim razie przyjdę po lunchu. Możesz mi przez chwilę pomóc? – poprosiła Hermiona mieszając Mortalis. – Trzeba cały czas mieszać w trakcie dodawania stabilizatora, więc ty musisz go wlać.
Kiwnął głową i dołączył do niej, biorąc mniejszy kociołek i trzymając go w górze.
- Powoli – poinstruowała go, kiedy zaczął wlewać.
- Mieszaj dalej – odparł zauważając jej uśmiech. Nie przerywał dodawania mikstury, dopóki nie była zadowolona z efektu, po czym odniósł brudny kociołek do dużego zlewu, żeby mógł być później wyczyszczony.
- Dziękuję. Nie mam pojęcia, jak sam sobie z tym radzisz.
- Magia, panno Granger – odparł z cieniem uśmiechu. Hermiona uśmiechnęła się w odpowiedzi i skończyła mieszać eliksir.
- Chyba już tu skończyłam, więc pójdę się przespać – powiedziała biorąc swoje książki i notatki i skierowała się do drzwi.
Zanim do nich doszła, Severus zapytał:
- Przyjdziesz rano sprawdzić eliksiry?
- Nie, oba muszą się gotować na wolnym ogniu przez co najmniej dwanaście godzin. – Zatrzymała się na chwilę przy drzwiach, żeby na niego spojrzeć i dodała. – Dobranoc.
Kiwnął głową i patrzył jak wychodziła zamykając za sobą delikatnie drzwi i wyszeptał:
- Dobranoc.
