Severus chodził w tą i z powrotem przed kominkiem w swoich kwaterach. Była prawie dziewiąta rano, a on już zdążył sprawdzić eliksiry, chociaż wiedział, że żaden z nich nie wymaga niczego więcej poza zamieszaniem; ocenić wszystkie testy; posprzątać i uporządkować magazyn. Był w stanie przespać jedynie nieco ponad cztery godziny, a desperacko pragnął spać dłużej. Zwykle uwielbiał okres świąteczny, gdyż wtedy nie było w pobliżu żadnych uczniów, ale teraz, kilka dni przed świętami, żałował, że nie ma normalnych lekcji, dzięki czemu nie czuł by się, jakby ciągle czekał.

Czekał, czekał, żeby zobaczyć Hermionę. Przypuszczał, że teraz, kiedy nie ma już lekcji, będzie spędzała więcej czasu w pracowni, ale gdy przyszło co do czego, wydawało się, że spędzała tam mniej czasu niż wcześniej. Zazwyczaj przyszłaby rano, później na kilka godzin po południu i może jeszcze na kilka wieczorem.

Postanowił pójść na śniadanie, które zawsze omijał i wiedział, że podświadomie chce tam spotkać Hermionę, chociaż nie miał pojęcia, czy już jadła śniadanie. Założył szaty i poszedł do Wielkiej Sali, zatrzymując się po drodze, żeby zamienić kilka słów ze Ślizgonką z szóstego roku o imieniu Hannah, która została na święta w Hogwarcie. Była jeszcze dwójka innych Ślizgonów, którzy zostali, brat i siostra z czwartego i piątego roku, ale nie spotkał ich.

Kiedy wszedł do Sali przyjrzał się stołowi stojącemu na środku. Byli tam Albus, Flitwick i Hooch oraz piątka uczniów, którzy nie wyjechali, ale nie zobaczył Hermiony i po części był zawiedziony. Dumbledore pomachał do niego i Severus został zobowiązany do zajęcia miejsca obok dyrektora.

- Dzień dobry, Severusie. I jak się bawisz w tym wolny czasie?

Prychnął w odpowiedzi.

- Muszę się udać na Pokątną.

- Świąteczne zakupy? – zapytał Albus z zachęcającym uśmiechem.

- Nie całkiem. Potrzebne mi składniki do eliksirów.

- Wolałbym, żebyś nie szedł tam, Severusie, wiesz dlaczego – odpowiedział z niepokojem w głosie. W końcu starszy czarodziej ustąpił. – Jeśli musisz, zabierz ze sobą Hermionę.

Severus nachmurzył się, mimo że przewidział odpowiedź dyrektora.

- Dobrze – westchnął, ale nie mógł oszukać Dumbledore'a, który spojrzał na niego z uniesionymi brwiami i niewielkim błyskiem w oku, ale nic nie powiedział. Severus zastanawiał się, czy Minerwa rozmawiała z nim o ich rozmowie sprzed kilku dni.

Przecierpiał krótką rozmowę z Albusem, w międzyczasie wypijając dwie czarne kawy, po czym go przeprosił. Poszedł do kwater Hermiony i obudził czarownicę z portretu, która pilnowała wejścia. Marudząc poszła poszukać Hermiony i bardzo szybko wróciła.

- Mam nadzieję, że jesteś zadowolony – narzekała. – Musiałam ją też obudzić.

Kilka sekund później otworzyły się drzwi i pojawiła się nich nie do końca obudzona Hermiona w koszulce i krótkich spodenkach z włosami w całkowitym nieładzie.

- Co chcesz? Jest wcześnie.

- Muszę się wybrać do Londynu, a Albus zdecydował, że masz mi towarzyszyć. Wybacz wczesną godzinę, nie sądziłem, że jeszcze mogłaś spać. – Kiedy nic nie odpowiedziała, dodał. – Możemy się tam wybrać później, jeśli ci tam wygodniej.

- Nie, w porządku, możemy teraz. Ale będziesz musiał poczekać, aż dokończę świąteczne zakupy – powiedziała w końcu, ignorując jego nachmurzoną minę. – Daj mi się ubrać. Wejdź, to będzie chwila moment.

Wszedł, zatrzaskując za sobą drzwi i obserwując, jak wracała do sypialni. Przejrzał jej biblioteczkę w poszukiwaniu nowych pozycji, które pojawiły się od czasu, gdy był tu po raz ostatni. Wziął książkę o klątwach i przeciwzaklęciach i siadając z nią, zaczął czytać.

Piętnaście minut później, Hermiona weszła do pokoju ubrana w jasnoniebieski sweter i spodnie koloru khaki, włosy miała spięte klamrą, ale kilka bezczelnych kosmyków wciąż opadało jej na twarz.

- W porządku, chodźmy – powiedziała kierując się do drzwi i nie oglądając się za siebie, żeby sprawdzić czy za nią idzie.

Szła żwawym krokiem przez zamek świadoma jego obecności za sobą. Nie rozmawiali dopóki nie dotarli do drzwi wejściowych.

- Dokąd musisz iść? – zapytała, kiedy drzwi się otworzyły wpuszczając świeżą warstwę śniegu.

- Do aptekarza.

- Tylko tam? – Kiedy kiwnął głową, zapytała – Czemu po prostu nie dasz mi listy?

- Mimo, że potrafisz warzyć eliksiry, nie ufam nikomu, jeśli chodzi o wybór odpowiednich składników.

Wywróciła oczami i stanęła twarzą do niego na skraju ścieżki prowadzącej do Hogsmeade.

- Dobra, to może mnie sprawdzisz? Dasz mi listę, a ja wybiorę składniki. Jeśli wszystko będzie zadowalające, stawiasz mi lunch.

- A jeśli nie będzie?

- Podaj swoją cenę – powiedziała śmiało, obserwując jego reakcję.

Skrzyżował ręce i spojrzał na nią myśląc uważnie. Uśmiechnął się z lekką wyższością i odpowiedział:

- Zamienimy się na tydzień stanowiskami. Ty będziesz uczyć Eliksirów, a ja OPCM.

- Dzień – odparła. – Tydzień to trochę za dużo, skoro ja dostanę tylko lunch, jeśli wygram.

- Niech będzie, dzień. – Ruszył w dół ścieżką, Hermiona szła tuż za nim. – Jak dużo zakupów muszę dzisiaj znieść?

- Znieść? Jakbyś zapomniał, to ja oddaję tobie przysługę idąc z tobą. Myślisz, że Albus puściłby cię samego? – Nachmurzył się, ale nie odpowiedział. Westchnęła. – Właściwie, to tylko kilka rzeczy. Coś dla Molly Weasley i dla Harry'ego i Minerwy. Muszę się też wybrać do mugolskiego Londynu po prezenty dla rodziców, ale to innym razem.

- Po co masz tam jechać drugi raz, skoro i tam będziemy w mieście? – spytał kierując w jej stronę krótkie spojrzenie.

- Bo jestem pewna, że jesteś jak każdy inny, prosty mężczyzna na tym świecie i będziesz jęczał i zrzędził przez cały czas moich zakupów. Zrobię to, więc, niedługo sama.

- Sprawdź mnie.

Hermiona spojrzała na szaty powiewające przed nią marszcząc brwi. On chciał iść na zakupy?

- Ty naprawdę chcesz iść na te zakupy?

- Nie szczególnie.

- To dlaczego…

Przerwał jej ostrym głosem, zanim zdążyła dokończyć pytanie.

- Ponieważ byłem trzymany w tym cholernym zamku od początku semestru i potrzebuję się wyrwać.

- Czekaj, nie opuszczałeś zamku od czasu, gdy wróciliśmy z Rosji? – zapytała z niedowierzaniem.

- Albus mi zakazał, czy może o tym zapomniałaś? – Pominął fakt, że Albus wcześniej zgodził się na wyjście pod nadzorem Hermiony, czego Severus uparcie odmówił. – Aż do teraz miałem wystarczające zapasy składników, więc nie miałem powodu do wyjścia.

Szli chwilę w ciszy, Hermiona nie była pewna reakcji Dumbledore, kiedy odkryje, że byli w mugolskim Londynie. Podjęła decyzję.

- Skoro idziemy do miasta, musisz zmienić swoje szaty – powiedziała w końcu, kiedy Severus zwolnił. – Mogę je transmutować w długi płaszcz, co powinno wystarczyć.

- To by było zadowalające. Jesteśmy wystarczająco daleko, żeby się deportować. Gdzie idziemy najpierw?

- Chcesz od razu swoje składniki czy w drodze powrotnej?

- Najpierw będzie zadowalające.

- Czyli idziemy do aptekarza. Do zobaczenia na miejscu.

Z dwoma głośnymi pyknięciami zniknęli i pojawili się na ulicy Pokątnej, przed sklepem, zaledwie kilka metrów od siebie. Severus podszedł do Hermiony, wyjął z szat kawałek pergaminu i podał jej.

- Twoja lista.

Wzięła ją bez słowa i otworzyła drzwi do apteki. W pierwszej chwili zalał ją potok zapachów, zanim zaczęła rozróżniać zapachy różnych ingrediencji. Spojrzała na listę i zauważyła kilka pozycji, o które musiała poprosić aptekarza.

Severus stal z tyłu i obserwował jak przeszukiwała półki sklepowe. Była bardzo metodyczna w swoich zakupach, a także bardzo dokładna. Jeszcze zanim przyjął jej zakład, wiedział, że będzie tak wymagająca, jak on by był. Podszedł i stanął za nią, gdy oglądała różne typy czarnych żuków.

- Jesteś pewna, że to bym wybrał? –mruknął nachylając się nad jej ramieniem, kiedy zaczęła wybierać egipskie żuki. – Te są dosyć drogie.

Odchyliła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się znacząco, mówiąc:

- Te są najlepsze, a takich zawsze używasz.

Uśmiechnął się do jej pleców, kiedy się cofnął, a Hermiona podeszła do lady, żeby uzupełnić listę. Uprzejmy, starszy czarodziej za ladą pomógł jej i wycenił całe zakupy na dwanaście galeonów i dwa knuty. Spojrzała wyczekująco na Severusa, który skinął starszemu mężczyźnie.

- Doliczyć do rachunku Hogwartu, profesorze Snape?

Czarodziej zapakował wszystko do małej, brązowej torby, oczywiście zaczarowanej tak, aby pomieściła dużo więcej niż jej rozmiar mógłby na to pozwolić, po czym podał ją Hermionie, która podziękowała i odwróciła się do Severusa.

- Więc? – zapytała wyczekująco, kiedy opuścili aptekę.

- Wygląda na to, że winien ci jestem lunch.

Hermiona uśmiechnęła się do niego, po części zdziwiona, że przyznał to tak łatwo; spodziewała się, że będzie musiała się wykłócać o swój lunch.

- Dziękuję. Jesteś pewien, że to wszystko, co potrzebujesz?

- Tak, możesz przejść do swoich świątecznych zakupów.

Poszedł za nią do Esów i Floresów, gdzie znalazła znakomitą książkę kucharską dla Molly, Magiczne uczty w minutę, i dla Minerwy Zadziorne Kociaki i Mądre Koty: Magiczna Historia Kotów Przez Wieki. Severus skwitował to prychnięciem, ale nie potrafił znaleźć lepszej propozycji.

Po zakupie książek poszli do Derwisza i Bangesa, żeby Hermiona mogła znaleźć coś dla Harry'ego. W końcu zdecydowała się na nowy model fałszoskopu, który widziała w Hogsmeade; ten, na który się zdecydowała, był pięknym złotym pierścieniem z czerwonymi rubinami osadzonymi w kształcie lwa. Po skończonych zakupach na ulicy Pokątnej skierowali się do Dziurawego Kotła. Co było dziwniejsze, Severus niósł wszystkie torby z zakupami.

Hermiona zatrzymała się przed wejściem do pubu, zdjęła pelerynę i wyciągnęła różdżkę. Zamknęła oczy, mruknęła inkantację i z zamaszystym ruchem nadgarstka jej peleryna zmieniła się w długi, szary płaszcz. Niezwłocznie założyła go na siebie i odwróciła się do Severusa.

- Szaty? – zapytała wyciągając rękę. Podał jej, a ona powtórzyła proces, ale zostawiła czerń. Zanim mu oddała, przypatrzyła się jego ubraniom. – Będziesz się wyróżniał w tym stroju. Sprawdzimy marynarkę.

Z gniewną miną zaczął odpinać mnóstwo guziki, aż skończył i podał jej. Zmieniła jego strój w zwyczajną marynarkę i oddała mu. Zarzucił ją na siebie i poczuł się dziwnie nagi bez guzików aż do szyi.

- Dalej nie wyglądasz całkiem dobrze – powiedziała podchodząc do niego. Gwałtownie wciągnął powietrze, kiedy odpięła kilka górnych guzików jego wykrochmalonej, białej koszuli, widocznej teraz spod odpiętej marynarki ignorując wyraz jego twarzy. Gdy założył długi płaszcz, odsunęła się i przyjrzała mu się oceniająco.

- Nie jest źle, profesorze – powiedziała z uśmiechem.

- Jeśli już skończyłaś – przeciągnął samogłoski, w sekrecie zadowolony z jej reakcji.

Przeszli przez Dziurawy Kocioł, Hermiona przywitała się szybko z Tomem, którzy pozdrowił ich zza baru i przez frontowe drzwi weszli do Londynu. Jako że były dwa dni do świąt, ulice były zatłoczone rozmawiającymi mugolami, załadowanymi świątecznymi zakupami. Poszli najpierw do księgarni, gdzie przeglądała książki o stomatologii, podczas gdy Severus rozglądał się z wielkim zainteresowaniem. Pierwszy raz był w mugolskiej księgarni i był zafascynowany. Hermiona wybrała kilka książek dla ojca, jedną o stomatologii w Renesansie, inną wypełnioną anegdotami stomatologicznymi. Zapłaciła za swoje zakupy, po czym musiała wyciągnąć Severusa z działu Chemicznego.

- Czytałaś jakąś z tych książek o mug… o chemii?

- Oczywiście. Mam nawet kilka książek, które mogą być przydatne przy eliksirach – powiedziała patrząc na niego z zainteresowaniem. – Mogę ci je pożyczyć, jeśli chcesz.

Poszli kilka sklepów dalej, do butiku z ciuchami dla kobiet; Hermiona ignorowała jego protesty. Pół godziny później stała przy ladzie kupując jedwabną apaszkę i kolczyki dla matki. Jego oczy się zwężyły, kiedy podała sprzedawczyni plastikową kartę podpisaną Gringott.

- Czym ty płacisz? – zapytał Severus, a Hermiona pośpiesznie szturchnęła go łokciem w żebra.

- Mówiłam ci, że opłaciłam kartę kredytową w zeszłym miesiącu – powiedziała cierpko, unosząc brwi i posyłając mu spojrzenie mówiące Powiem-ci-później, kiedy kobieta oddała jej kartę.

Gdy wyszli ze sklepu, odwrócił się do niej.

- Czy stłuczenie mi żeber było naprawdę konieczne?

- Prawie się tam zdradziłeś. Zapłaciłam kartą kredytową, mugolskim wynalazkiem, który Gringott niedawno przejął specjalnie dla ministerstwa. – Kiedy spojrzał na nią w osłupieniu, konturowała. – Mogę tą kartą płacić w mugolskim świecie, a w Gringotcie automatycznie pobierają z mojego konta taką ilość, jaką wydałam. Zajmują się też wymianą walut.

- Więc zamiast płacić pieniędzmi, używasz tej karty.

- No cóż, wciąż płacę pieniędzmi, w końcu są one zabierane z mojego konta, po prostu nie korzystam z gotówki. To jest bardzo wygodne podczas podróży za granicę.

Było już prawie południe, kiedy wrócili do Dziurawego Kotła na lunch. Rozmawiali trochę przy jedzeniu, za które Severus, bez narzekań, zapłacił. Kiedy po wszystkim weszli na uliczkę za pubem, żeby wrócić do Hogwartu, Hermiona zatrzymała się, uświadamiając sobie, że o czymś zapomniała.

- Muszę jeszcze iść do Esów i Floresów, zanim wrócimy.

- Znowu? – zapytał Severus marszcząc brwi. – Już raz tam dzisiaj byliśmy.

- Tak, ale zapomniałam, że miałam odebrać książkę dla Anne. Obiecuję, to zajmie tylko minutkę.

- Wątpię. Widziałem już ciebie pośród książek – powiedział, a kącik jego ust lekko się uniósł. – No dobrze.

- To naprawdę nie zajmie długo.

Kilka minut później byli w księgarni, a Hermiona znalazła i zapłaciła za książkę, którą Anne zamówiła. Kiedy wychodzili, jej uwagę przykuło ogłoszenie naprzeciwko drzwi. Ciekawa, zatrzymała się, żeby przeczytać.

Z powodu niefortunnych okoliczności Moyra Faldco nie przybędzie w styczniu na podpisywanie książek. To wydarzenie nie zostanie przełożone. Przepraszamy za wszelkie niedogodności z tym związane.

Hermiona zmarszczyła brwi, jej myśli pędziły. Moyra Faldco była autorką książki Przedłużając życie twoich eliksirów, która zawierała eliksir stabilizujący Hermiony, ten który Draco, jakimś sposobem zdobył od Harry'ego. Coś ją niepokoiło, ale nie bardzo wiedziała co.

Moyra Faldco.

Gwałtownie wciągnęła powietrze.

- Co jest? – zapytał Severus czekając przy drzwiach.

- Musimy wracać! Teraz!

- Więc teraz jesteś gotowa do powrotu? – narzekał, kiedy wypadła na zewnątrz.

Do czasu, aż sam wyszedł, ona już znikała. Poszedł w jej ślady, a kiedy aportował się na ścieżce do Hogsmeade, biegła już w stronę zamku.

- Granger! – zawołał za oddalającą się postacią.

Zwolniła na tyle, żeby odkrzyknąć przez ramię:

- Spotkamy się w lochach, muszę coś znaleźć!

Hermiona pobiegła dalej nie czekając na odpowiedź. Severus wrócił powoli do Hogwartu, wciąż niosąc wszystkie torby, decydując, że nie będzie próbował rozgryźć jej nagłego i dziwnego zachowania. Kiedy dotarł do lochów, udał się prosto do pracowni i znalazł ją wędrującą w tą i z powrotem i mamroczącą coś pod nosem.

- Zamierzasz mi powiedzieć, o co chodzi? – zapytał, odkładając torby na ziemię.

Nie wydawała się go zauważać.

- Jak mogłam być tak głupia! Powinnam była to odkryć wieki temu!

- Co? – spytał, podchodząc do niej. – Co powinnaś była odkryć?

Hermiona w końcu go usłyszała i odwróciła się do niego.

- To. Miałeś rację.

Zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, a Hermiona podała mu książkę, którą skojarzył jako Przedłużając Życie Twoich Eliksirów i kawałek pergaminu. Szybko przeczytał notatkę na pergaminie, którą był list od Rona Weasleya informujący jak skontaktować się z Harrym, gdy był poza krajem.

- Planujesz mi wytłumaczyć, co to jest? – zapytał, jego cierpliwość się zmniejszała.

Zaczęła z powrotem chodzić i powiedziała:

- To jest książka z moim eliksirem, który wysłał ci Draco. Jest napisana przez Moyrę Faldco. – Kiedy mówiła, Severus znów spojrzał na pergamin. – Kartka, to informacja o kontakcie z Harrym, zawierającym wysłanie listu zaadresowanego do M. Faldco.

- Kurwa.

- Jest jeszcze gorzej.

- Moyra Faldco jest anagramem – mruknął, pocierając skroń wolną dłonią.

- Dokładnie. Dla Draco Malfoya.