- Przeczytaj dedykację – poinstruowała go Hermiona, chodząc przed kominkiem.

Przerzucił kilka pierwszych stron książki i zaczął czytać na głos:

Dla L., mimo barku wiary w moje możliwości.

- Trzy pytania, kim jest „L".

Nastąpiła długa przerwa, zanim Severus w końcu się odezwał:

- Powinniśmy pokazać to Albusowi, będzie wiedział, co zrobić.

- Mam nadzieję – Hermiona westchnęła i osunęła się na fotel z głową w dłoniach. – Bo ja z pewnością nie wiem.

Obserwował ją wyczuwając jej bezradność i zdecydował, że sam znajdzie Dumbledore'a.

- Poczekaj tu, niedługo wrócę.

Z tymi słowami opuścił pomieszczenie i przeszedł przez korytarz. Nie spojrzała, kiedy wychodził. Kilka minut później Severus dotarł do kamiennej chimery strzegącej gabinetu dyrektora. Podał hasło otwierające przejście na klatkę schodową, ale nie było żadnej odpowiedzi, kiedy zapukał do drzwi, które były zamknięte. Następnie poszedł na dół do gabinetu McGonagall na pierwszym piętrze, ale jej też nie było. Skrzyżował ręce, zmarszczył brwi i stał na korytarzu myśląc. Parę chwil później Filch wyszedł zza rogu.

- Dzień dobry, profesorze Snape. – Nastąpiła chwila ciszy, w której Filch spojrzał zdziwiony na jego strój, a Severus przypomniał sobie, że wciąż miał na sobie ubranie, które Hermiona mu zmieniła, ale Filch nic nie powiedział. Za to zapytał. – Szuka pan profesor McGonagall?

- Właściwie to dyrektora.

- Obawiam się, że wyjechał korzystając z tego, że są święta. Zostawił profesor McGonagall w zastępstwie.

- Oczywiście.

Jakby się zastanowić, to coś sobie przypominał, że Albus przy śniadaniu wspominał coś o odwiedzeniu swoich siostrzenic i bratanków w święta, ale Severus nie bardzo go słuchał.

Nie mówiąc nic więcej do woźnego wrócił nachmurzony do lochów. Albus zawsze musiał wyjeżdżać wtedy, kiedy był potrzebny, a nie mógł zaryzykować mówienia tego komukolwiek innemu, nawet Minerwie. Kiedy doszedł do drzwi do pracowni, wciąż nie wiedział, co ma powiedzieć Hermionie.

Severus zatrzymał się w drzwiach, obserwując ją w ciszy, skuloną na tym samym fotelu z podciągniętymi kolanami i otaczającymi je ramionami. Podszedł do niej cicho i usiadł na drugim fotelu. Spojrzała na niego, jej twarz była mokra od łez, ale już nie płakała.

- Albus wyjechał – powiedział cicho. - Raczej nie wróci przed świętami.

Te słowa spowodowały, że łzy znów zaczęły płynąć. Szlochała cicho kryjąc twarz w ramionach. Siedział tam w ciszy, czując, że powinien zrobić coś, dzięki czemu poczułaby się lepiej, ale nie był pewien, co zrobić, aż w końcu łkanie ucichło i powiedziała z napięciem:

- Boję się, że coś mu się stało. Że nie żyje.

Severus chciał sięgnąć i przyciągnąć ją do siebie, uchronić ją przed tym bólem, ale wciąż siedział obserwując ją.

- I wtedy pomyślałam, że mogłoby być gorzej, że mógłby…

Hermiona załamała się, niezdolna dokończyć zdania, łzy znów popłynęły, a on nie mógł dłużej patrzeć, jak ona płacze. Uklęknął na podłodze przed nią i delikatnie odciągnął jej ręce od kolan, żeby móc złapać ją za dłonie, ale objęła go za szyję i ześlizgnęła się na podłogę ukrywając twarz w jego ramionach. Opanował się po chwili zdumienia i przytulił ją. Jedną ręką gładził jej plecy, drugą jej włosy.

Severus stracił poczucie czasu trzymając ją. Kolana zaczęły go boleć od kamiennej podłogi, ale przetrwał gorsze rzeczy. Wydawała się wątła w jego ramionach i bał się ją puścić. Ukrył twarz w jej włosach i pocałował szczyt jej głowy, tak jakby to robił tysiące razy wcześniej.

W końcu łkanie zaczęło ustępować, aż ucichło całkiem, jej twarz wciąż była ukryta w jego szatach, ale nie odsunęła się. Jej oddech wyrównał się, podniósł głowę, żeby zerknąć na jej twarz i lekko zakłopotany zauważył, że zasnęła. Przesunął się, żeby móc wyciągnąć różdżkę z kieszeni, wsunął rękę od różdżki pod jej nogi, po czym nie budząc jej powoli wstał i cicho rzucił zaklęcie, żeby sobie pomóc. Przeniósł ją korytarzem do klasy, później do gabinetu, gdzie zdjął zabezpieczenia ze swoich kwater.

Przez chwilę zastanawiał się nad zabraniem jej do sypialni, ale uświadomił sobie, że to mogło by postawić ją w krępującej sytuacji, kiedy już by się obudziła, więc zamiast tego położył ją ostrożnie na skórzanej sofie. Przywołał koc i przykrył ją; zamrugała i otworzyła oczy, ale uspokoił ją odgarniając włosy z jej twarzy i zasnęła ponownie. Rozpalił ogień, po czym usiadł na fotelu naprzeciwko sofy zszokowany, gdy zerkając na zegar stojący na kominku odkrył, że była już prawie trzecia po południu.

Wpatrując się w płonienie myślał o odkryciu Hermiony. Mimo wszystko miał rację, kiedy powiedział jej, że albo coś się stało Potterowi, albo miał on konszachty z Voldemortem. Miał głęboką nadzieję, że to pierwsze jest prawdziwe, bo jeżeli Harry Potter dołączył do Czarnego Pana…

Nie chciał nawet kończyć tej myśli. Nie można zaprzeczyć, że Potter jest silnym czarodziejem, ale nie mógł sobie wyobrazić Pottera używającego tej siły dla zła.

Spojrzał na Hermionę, kiedy się poruszyła, ale ona jedynie odwróciła się. Wiedział, że w święta jechała do Weasleyów i ma być tam też Potter. Mogą się tam z nim spotkać i uporządkować ten bałagan.

Jeśli tylko Albus by tu był.

Mógł wysłać sowę do dyrektora i mieć nadzieję na szybką odpowiedź. Zrozumiał, że to jedyne wyjście, jeśli chciał poznać zdanie Albusa na ten temat, ale obawiał się wysyłać tyle informacji sową, szczególnie, jeśli chodziło o możliwe wyparcie się Harry'ego Pottera. Jeśli coś się stało Potterowi, to mogłoby całkowicie załamać ich stronę.

Nie, jedyną rzeczą, jaką mógł zrobić, to towarzyszyć Hermionie u Weasleyów i spróbować tam zdobyć jakieś odpowiedzi.

Hermionę obudziło lekkie migotanie płomienia w ciemnym pomieszczeniu. Zamrugała kilkakrotnie nie rozpoznając otoczenia, kiedy zobaczyła Severusa śpiącego w fotelu.

To pewnie jego kwatery.

Wstała, podeszła do niego i powiedziała cicho:

- Severus?

Nie było odpowiedzi, więc położyła lekko rękę na jego ramieniu.

- Severusie?

Podskoczył, w jego oczach pojawiła się dzikość, a Hermiona wzdrygnęła się, ale jego wyraz twarzy natychmiast złagodniał, jak ją zobaczył.

- Która godzina? Jak długo spałem? – wymamrotał. Usiadła z powrotem potrząsając głową i spojrzała na zegar. Była szósta piętnaście. – Jak się czujesz?

Westchnęła niepewnie.

- Nie wiem. Chyba trochę lepiej.

- Potrzebujesz czegoś? Jesteś głodna, spragniona? Cokolwiek?

Jego zmartwienie i towarzyszące mu współczucie zaskoczyły ją i zalały ją wspomnienia z popołudnia. Znów zaczęła płakać, łzy cicho płynęły. Severus w mgnieniu oka znalazł się przy niej i, po raz kolejny tego dnia, otoczył ją ramionami, dłonią delikatnie przysunął jej twarz do swojej szyi. Jej łkanie było cichsze, jako że wypłakała już większość łez.

Serce mu pękało przy każdym szlochu, który wstrząsnął jej piersią, jego dłoń gładziła jej włosy, kiedy mruczał jej słowa otuchy do ucha. Co najbardziej go bolało, gdy patrzył, jak ona płacze, to że był świadomy jej wielkiej odwagi, której był świadkiem za każdym razem, kiedy próbowała go chronić, ale nie mógł nic zrobić, żeby rozwiać jej obawy.

Hermiona nie płakała długo. Po kilku minutach odsunęła się i z zaczerwienionymi oczami przyjrzała się jego twarzy. Jak zwykle, nie była w stanie wyczytać niczego z jego stalowo czarnych oczu, poza dziwną intensywnością, która spowodowała, że żołądek jej podskoczył. Jego dłoń założyła kosmyk włosów za jej ucho i zsunęła się na jej kark.

Wstrzymała oddech, nagle chciała go pocałować. Pogodziła się z tą myślą pochylając się, jej usta nieśmiało odszukały jego. Jego oczy rozszerzyły się w zdumieniu, zacisnął dłoń na jej karku, ale się nie odsunął. Ośmielona rozchyliła wargi i językiem gładziła jego usta. Skapitulował i z jęknięciem przyciągnął ją do siebie, żeby pogłębić pocałunek.

Ich języki tańczyły, przyciągnął ją bliżej czując krągłości jej bioder i piersi, wszystkiego co zmieniło ją w kobietę, naciskające na niego, kuszące go. Musiał ją mieć, potrzebował jej. Jego dłoń wsunęła się pod jej sweter, palce rysowały kółka na jej skórze, wydała stłumiony okrzyk w jego usta.

Jakby Potter mógł mnie teraz widzieć – pomyślał z dzikim uśmiechem.

Severus zamarł, jego oczy rozszerzyły się, gdy uświadomił sobie tą sytuację i odsunął się. Zmieszanie i poczucie zranienia na jej twarzy rozdzierało mu serce, ale zignorował je, wiedząc, ze musi to skończyć, zanim pomoże jej popełnić błąd.

- Jesteś zmartwiona. Nie powinniśmy tego robić.

Hermiona poczuła się zdradzona, bo czuła pasję w jego pocałunku, pragnienie w jego rękach. Ale miał rację; była teraz rozemocjonowana, a to by tylko prowadziło do późniejszej emocjonalnej traumy. Z pewnością, w normalnych okolicznościach, nie zainicjowałaby tego pocałunku. Wstała, kolana lekko jej drżały, rozprostowała ubranie.

- Ma pan rację, profesorze, oczywiście – powiedziała. Nigdy nie słyszał w jej głosie takiego chłodu. – Wyjście?

- Czekaj, Hermiono – wymamrotał, ale zignorowała jego prośbę i zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu drzwi. Westchnął ciężko marszcząc brwi. – To te drzwi – powiedział wskazując ręką.

Hermiona wyszła bez słowa. Po chwili Severus podszedł do szafki z dala od ognia i wyjął z niej butelkę Ognistej Whiskey Ogdena i szklankę i wrócił na sofę. Nalał sobie do pełna i wypił jednym haustem, po czym nalał znów i tez opróżnił szklankę od razu. Pochylił się pocierając twarz dłońmi.

Jak mógł do tego dopuścić? Była rozemocjonowana i pocałowała go, bo była samotna i przestraszona, nic więcej. Nie powinien był jej tak pocieszać. Ścisnęło go w żołądku, kiedy wspomnienie jej ust wróciło do niego nieproszone.

Jak mogła pomyśleć, że jej nie chciał? Musiał wykorzystać całą swoją samokontrolę, żeby ją odepchnąć i nie kochać się z nią dokładnie tam, na tej sofie, tak bardzo jej pragnął. Powinien był ją wziąć, kiedy z pewnością tego chciała, tak jak by to zrobił, gdy był młodszy, nie bacząc na jej stan emocjonalny.

Warknął i wrzucił pustą szklankę do ognia. Chwycił butelkę Ognistej i pociągnął z gwinta. Wstał niepewnie, po czym poszedł do sypialni wciąż trzymając w dłoni butelkę.

Hermiona szła do swoich kwater wciąż odczuwając boleśnie jego odrzucenie, jak i fakt, że bezbłędnie wskazał jej stan emocjonalny, nad którym się nie zastanawiała ani przez chwilę, zanim go pocałowała. Kiedy spojrzała w jego czarne oczy, wydawało jej się, że ujrzała w nich pożądanie, ale teraz nie była pewna, czy dobrze to odczytała.

Kiedy czekała na schodach, aż się ustawią, uświadomiła sobie, że umiera z głodu. Rozważała powrót do Wielkiej Sali, gdzie był akurat środek obiadu, ale nie miała ochoty na rozmowy. Przywoła skrzata domowego, gdy już dotrze do swoich kwater. W końcu schody się zatrzymały, a Hermiona dotarła do swoich pokoi chwilę później.

Przywołała skrzata, który błyskawicznie wrócił do kuchni i pojawił się moment później z innymi skrzatami. Rozłożyły na jej stole miniaturową ucztę, a Hermiona rzuciła się na nią bez opamiętania. Gdy już się najadła, skrzaty pojawiły się znowu i posprzątały wszystko.

Podeszła do biblioteczki szukając czegoś, co zajmie jej myśli, ale nie znalazła niczego, co by chciała przeczytać. Spacerowała chwilę przed kominkiem z niespokojnymi myślami, kiedy wróciła do zdarzeń z popołudnia. Wciąż nie mogła uwierzyć w nic z tego. Harry poparł Voldemorta, albo coś złego mu się stało. A potem pocałowała Snape'a! Co ona sobie myślała?

Zmęczona ciasnymi kwaterami zdecydowała, że przejdzie się po zamku. Złapała szaty i wyszła.

Było grubo po północy, kiedy wciąż wzburzona wróciła do swoich pokoi. Przebrała się i położyła do łóżka, ale sen nie przyszedł od razu. Po kilku godzinach wpatrywania się w sufit, w końcu zapadła w niespokojny sen pełen Śmierciożerców, ale jedynymi jakich rozpoznała byli Harry i Severus.

- Hermiona – zawołał głos z oddali. – Hermiona, obudź się! On znowu tu jest! Powiedziałam mu, żeby sobie poszedł, ale odmówił! Mówi, że to pilne. Hermiona!

Hermiona w końcu skupiła wzrok i zobaczyła Lucindę, wiedźmę z portretu strzegącego wejścia do jej kwater, stojącą na wzgórzu i otoczoną kozami.

- Hermiona!

- Cholera! Nie śpię!

- To znowu profesor Snape. Nie chce odejść!

Usiadła pocierając oczy.

- W porządku, zajmę się nim.

Wstając zerknęła na zegar stojący na stoliku nocnym i gwałtownie wciągnęła powietrze. Była prawie pierwsza, a ona powiedziała Molly Weasley, że będzie w Norze koło południa.

- Proszę – zawołała, poirytowana, że już była spóźniona, i że musiała stawić czoło Snape'owi w tym samym czasie. Po wczorajszym popołudniu nie chciała go widzieć przez co najmniej tydzień, nie wierzyła, że byłaby w stanie się powstrzymać od uderzenia go w twarz.

- Profesor Granger?

- Zaraz przyjdę – odpowiedziała cierpko, sięgając pod łóżkiem po jeansy, które miała zeszłej nocy. Założyła je i złapała koszulkę. Zgarnęła włosy do tyłu w luźny kok, po czym wpadła do salonu, gdzie cierpliwie czekał Severus. – Dwa poranki pod rząd, profesorze. Czemu zawdzięczam ten zaszczyt?

- Bez wątpienia zdążyłaś zauważyć, że to już nie jest poranek. – Spojrzał na nią twardo, ale w jego głosie brakowało zwyczajowego jadu. – Sądzę, że to rozważne, żebyś nie szła do Wesleyów sama.

- Więc to ja potrzebuję ochrony? – zapytała drwiąco.

- To nie będzie ochrona, a wsparcie. Zastanów się nad tym, co wiemy: albo Potter jest martwy lub porwany, przy czym ktoś, prawdopodobnie Malfoy, podszywa się pod niego; albo pracuje teraz dla Voldemorta, co jest jeszcze gorsze. – Nachmurzyła się, ale zignorował to i dodał. – W takim razie nie powinnaś być sama.

Miał rację. Zawsze miał rację, a to ją wkurzało. Przepchnęła się koło niego brutalnie sięgając po skórzaną torbę na ramię. Wróciła do sypialni, wzięła ubrania na zmianę i włożyła je do torby. Wzięła też zielony sweter i założyła na koszulkę. Później dołożyła do torby różne prezenty świąteczne.

Obserwował ją w ciszy stojąc w drzwiach do sypialni. Była wściekła, widział to, ale właściwie nie starała się tego ukryć. Zastanawiał się, jak dużo tej złości sam spowodował. Podszedł do niej od tyłu.

- Hermiono – odetchnął dotykając dłońmi jej ramion. – Wiem, że jesteś zła i zgadzam się, że masz powód być. Ale nie pozwól, żeby ta złość przysłoniła ci niepewność twojej sytuacji.

Z tymi słowami odwrócił się i opuścił jej kwatery. Stała tak zamurowana jeszcze przez chwilę. Merlinie, nienawidziła, kiedy miał rację. Wzięła torbę i płaszcz i opuściła za nim kwatery biegnąc w dół korytarzem. Dogoniła go na marmurowych schodach prowadzących na pierwsze piętro.

- Profesorze – zawołała lekko zdyszana. Odwrócił się, żeby na nią spojrzeć. – Doceniłabym, gdyby towarzyszył mi pan w Norze.

Wpatrywał się z nią dłuższą chwilę, jego oczy były ciemniejsze niż zazwyczaj. Zaczęła myśleć, że jej odmówi, ale kiwnął z powagą głową.

- Kiedy wyruszamy?

- Właściwie to teraz. Mówiłam Molly, że będę u nich godzinę temu.

- Dobrze. Potrzebuję kilku rzeczy zanim pójdziemy.

Poszła za nim do lochów, zachowując między nimi bezpieczną odległość, żeby nie musieć z nim rozmawiać. Czuła się bardzo zakłopotana z powodu wydarzeń z wczoraj. Za każdym razem, kiedy pomyślała o Harrym, nie mogła się przestać myśleć o tym, jak Severus ją pocieszał i o pocałunku, a to powodowało u niej dreszcze za każdym razem. Ale jego odrzucenie bolało, mimo że teraz rozumiała, że podjął decyzję dla jej dobra.

Kiedy wszedł do klasy, aby dotrzeć do swoich kwater, nie poszła za nim, ale za to przeszła do pracowni sprawdzić eliksiry. Mortalis z nowym stabilizatorem z Belladoną będzie gotowy do przetestowania w Nowy Rok i była ciekawa, żeby zobaczyć, jak działa. Pracowali od miesięcy bez żadnych znacznych popraw i czuła, że są już blisko przełomu.

Eliksir wydawał się być w porządku, więc podeszła do kociołka z Veritaserum. Od razu zauważyła, że Severus musiał rzucić na eliksir zaklęcie zastoju, o czym ona zapomniała. Wyjęła szklaną filkę i napełniła ją ostrożnie eliksirem.

Drzwi się otworzyły i Severus nie wchodząc do pomieszczenia powiedział:

- Właśnie miałem to zrobić. Jestem gotowy.

Hermiona zakorkowała fiolkę i schowała ją do kieszeni płaszcza. Zaczęła iść w stronę drzwi, ale zatrzymała się, jej umysł pracował.

- Sądzisz… - zaczęła i urwała. Obserwował ją uważnie. – Sądzisz, że powinniśmy zabrać ze sobą trochę Mortalisa?

Zastanowił się nad jej propozycją, między innymi dlatego, że sam tego nie rozważał.

- Biorąc pod uwagę okoliczności uważam, że zabranie Mortalisa byłby najrozsądniejsze. – Podszedł do szafki w dali i otwierając ją wziął kilka fiolek eliksiru utrzymanego w zastoju. Podał jej dwie z nich. – Pamiętaj, potrzeba jakichś trzydziestu minut, żeby eliksir zaczął działać.

Kiwnęła głową i opuścili pomieszczenie, Severus zabezpieczył je, po czym poszli schodami w górę do frontowych drzwi. Wyszli na zewnątrz, gdzie sypał lekko śnieg. Szli w ciszy do miejsca, gdzie mogli się teleportować.

- Wiesz, dokąd się wybieramy?

- Nie.

- W porządku. Trzymaj się – powiedziała Hermiona otaczając rękoma jego ramiona. Kiedy objął ją w talii, przypomniała sobie nagle, jak ją przytulił i zadrżała. Nie mogła tak myśleć, jeśli chciała się teleportować i nie rozczepić ich. Unikając patrzenia na jego twarz, odwróciła się przywołując w myślach obraz Nory.

Deportowali się z pyknięciem.