Jak tylko aportowali się na ścieżce do Nory Hermiona odsunęła się od Severusa i, szybko prostując szaty, poszła w stronę chwiejącego się domu. Drzwi domu gwałtownie się otworzyły i wybiegł z niego Ron Weasley, jego długie nogi szybko pokonały dzielący ich dystans.

- Miona! Czekaliśmy wieki! – krzyczał otaczając ją ramionami. Zatrzymał się w połowie uścisku dostrzegając Mistrza Eliksirów za nią. – Co on tutaj robi?

- Długa historia, ale obiecuję, że ci opowiem, jak tylko będę miała okazję.

- Ale Hermiona, są święta! Co…

- Nie mogę teraz o tym mówić, później, obiecuję. Ale lepiej zachowuj się porządnie – ostrzegła celując w niego palcem.

- W porządku, ale tylko, jeśli on też będzie – mruknął zachmurzając się. Na koniec Severus zbliżył się o krok, a Ron obserwował go zanim pozdrowił go ostrożnie. – Profesorze.

Severus zmierzył go chłodnym wzrokiem, zwracając uwagę na nieco obszarpane szaty Rona.

- Wciąż nosisz ubrania po starszym rodzeństwie, Weasley? – zapytał z podłym uśmieszkiem. – Sądziłem, że Ministerstwo lepiej opłaca swoich aurorów.

Twarz Rona nabrała koloru jego włosów i rzucił się w kierunku Snape'a wyciągając ręce.

- Ty tłusto włosy dupku, załatwię cię gorzej niż Harry!

Hermiona stanęła między nimi łapiąc Rona za ramiona i odpychając go w stronę domu, słyszała, jak Snape z niego drwił. Kierując się złością wyjęła różdżkę i machnęła nią przed Ronem, który natychmiast przestał się szarpać i wpatrywał się w nią z otwartymi ustami.

- Nie mam zamiaru bawić się dzisiaj w sędzię, słyszysz? – ryknęła. – Wchodź do środka, już!

- Lepiej uważaj, Weasley, panna Granger mówi poważnie.

Hermiona odwróciła się celując w starszego czarodzieja różdżką, której końca strzelały czerwone iskry.

- Nie chcę słyszeć już żadnego cholernego słowa! Silencio!

Rzuciła okiem przez ramię na Rona, który cofał się mrucząc coś. Wiedząc, że wciąż jest w zasięgu słuchu, Hermiona natarła na Severusa, który stał ze skrzyżowanymi rękami wpatrując się w nią z całą mocą. Rozpoznała to spojrzenie, jako to, które zawsze ją przerażało od czasu gdy miała jedenaście lat, ale tym razem jej złość sprawiła, że była na nie nieczuła.

- Nie obchodzi mnie, jaki masz problem z moimi przyjaciółmi, ale w mojej obecności będziesz ich szanował! Jesteś dzisiaj moim gościem i oczekuję, że będziesz się zachowywał porządnie. Jeszcze jeden taki numer i transmutuję cię w pieprzoną traszkę! – Drżała z wściekłości, jej oczy wwiercały się niego. – Rozumiemy się?

Zaskoczony jej nagłym wybuchem, Severus stał wpatrując się w nią, ale już nie piorunując jej wzrokiem, jego ręce opadły bezwładnie. Pojął, że wciąż żywiła do niego urazę za wczorajszy pocałunek, o którym starał się nie myśleć. Otworzył usta, żeby się odezwać, ale zamknął je z powrotem, jako że nie był w stanie mówić, a nawet nie wiedział co by miał powiedzieć, jego umysł był całkowicie pusty.

Hermiona zamrugała uświadamiając sobie sytuację i widział jak jej złość znika. Uniosła różdżkę i wymamrotała:

-Finite Incantatem.

Z wahaniem spojrzała mu w oczy czekając na werbalne uderzenie, które miało nadejść, ale nie nadeszło. Stali w ciszy, aż Hermiona spuściła wzrok na ścieżkę pokrytą śniegiem i westchnęła odwracając się w stronę domu. Jego zachowanie było czasem tak zadziwiające, że nie mogła – nie potrafiła – się z nim teraz dogadać.

- Pani profesor – zawołał Severus miękkim głosem. Niechętnie odwróciła się do niego, zobaczył niezliczone emocje w jej oczach i poczuł ucisk w piersi. Po chwili zapytał – Jak masz zamiar to zrobić?

- Najlepiej będzie, jak sama porozmawiam z Harrym. Pańska obecność zniechęci go do współpracy.

- Jak wyjaśnimy Weasleyom moją obecność?

- Uważałam, że będziesz bezpieczny tutaj, ze mną.

- Przypuszczam, że to by było za wiele poprosić, żeby Mistrz Eliksirów towarzyszył podczas Świąt – odparł uśmiechając się znacząco.

- A kto by w to właściwie uwierzył?

Odwróciła się, zanim ujrzał jej uśmiech, czując się już trochę lepiej i poszła do domu, Severus za nią. Kiedy tylko przekroczyła przekroczyła próg wpadła w mocny uścisk Molly Weasley i nie mogła powstrzymać uśmiechu.

- Hermiona! Jak się masz, kochana? – Molly odsunęła się, żeby spojrzeń na nią z zaintrygowaniem. – Ron mówił, że mamy gościa.

- Na pewno powiedział „gościa"?

- No, nie całkiem.

Severus wszedł do środka z lekkim grymasem niezadowolenia, a Molly zostawiła Hermionę i sięgnęła do niego.

- Severusie! Jak wspaniale mieć cię tutaj na Święta!

- Dziękuję, Molly – wykrztusił, kiedy starsza czarownica uczepiła się jego szyi i widział, jak Hermiona próbuje powstrzymać uśmiech.

- Wszyscy są w kuchni – ogłosiła Molly, kiedy już się odsunęła od Severusa. – W każdym razie cześć z nas.

- Właściwie, jeśli to możliwe, potrzebowałbym się odświeżyć – wtrącił Severus posyłając Hermionie spojrzenie. Rozszyfrowała je i kiwnęła głową, odgadując, że chciał, aby wyjaśniła jego obecność, kiedy jego nie będzie w pomieszczeniu.

- Oczywiście, mój drogi. Idź w dół korytarza, skręć w lewo i to będą drugie drzwi po prawej. A żeby dojść do kuchni, pójdź do końca tym korytarzem. Dobrze, Hermiono, chodźmy do pozostałych – powiedziała Molly otaczając Hermionę ramieniem i prowadząc ją do kuchni. – Oczywiście, Ginny jest, tak samo jak Fred i George, ale oni bez wątpienia wysadzają coś Billowi i Charliemu na dworze; oczywiście widziałaś już Rona. Harry śpi na górze, biedactwo, przybył późną nocą.

Kiedy Hermiona dotarła do kuchni, Ginny podskoczyła do niej z końca stołu, Ron zmarszczył brwi siedząc z dala od niej plecami do huczącego ognia, a pan Weasley spojrzał sponad Proroka Codziennego. Ginny przytuliła ją mocno.

- Dobrze cię widzieć, Hermiono! – zawołał Artur znad gazety.

- Dzień dobry panie Weasley – powiedziała Hermiona, kiedy Ginny ją puściła i mogła już złapać oddech. – Jestem pewna, że Ron już wspomniał, że nie jestem sama. Musiałam zabrać ze sobą Severusa, czuję się lepiej mając go w pobliżu.

- Oczywiście, kochana. To żaden problem – odpowiedziała natychmiast Molly, a Artur pokiwał głową w potwierdzeniu. Ron prychnął, a jego matka odwróciła się do niego. – Ronie Weasley, nie obchodzi mnie twoje nastawienie i nie życzę sobie, żebyś okazywał mu brak szacunku w moim domu. To dotyczy wszystkich – dodała posyłając Ginny przenikliwe spojrzenie.

- Co? – zawołała wznosząc ręce. – Ale ja nic nie powiedziałam.

- Jeszcze nie. Lepiej powiem pozostałym o profesorze – powiedziała Molly sięgając po płaszcz i wyszła na zewnątrz, by znaleźć swoich synów.

- Dalej grasz w rezerwie w Montrosach? – zapytała Hermiona idąc za Ginny do stołu i siadając obok niej i naprzeciwko Rona.

- Niee, przetransferowali mnie w zeszłym tygodniu razem z obrońcą za Aelfraed Ainsworth na pozycję szukającego.

- Chyba o nim słyszałam.

- To ona i musiałaś słyszeć – wtrącił się Ron zwalczając irytację, kiedy rozmowa zeszła na Quidditch. – Jest niesamowita! Ma tylko dziewiętnaście lat i jest tak dobra, jak Harry zanim został ranny!

- Niesamowite. Co więc teraz planujesz, Ginny?

- Co? Ron ci nie mówił? – zapytała z niedowierzaniem patrząc na Rona, który jedynie wzruszył ramionami.

- Wybacz.

- Gram w Armatach.

Hermiona zmarszczyła brwi.

- Ale czy oni nie są wciąż…

- Kiepscy?

- Najgorsza, cholerna drużyna w lidze – rzucił Ron otrzymując gniewnie spojrzenie od Ginny.

- Wiesz, że twoja matka nie znosi takiego słownictwa, Ron – powiedział Artur nie podnosząc wzroku znad gazety, więc nie widział, jak Ron wywraca oczami.

- Myślałam, że to była twoja ulubiona drużyna – powiedziała Hermiona.

- I była, zanim mnie wymienili na Ainsworth. Nie kłopotał się, żeby ci powiedzieć jaka cudowna ona jest i że jest w niej zakochany – odparła Ginny z miażdżącym spojrzeniem na brata, który wzruszył ponownie ramionami.

- Wciąż grasz zawodowa, panno Weasley? – dobiegł ją głos od drzwi.

- Zanim nie znajdę prawdziwej pracy – odpowiedziała z nieśmiałym uśmiechem. – Witam, profesorze.

Severus uprzejmie kiwnął głową.

Pan Weasley złożył swoją gazetę, po czym wstał, przeszedł przez kuchnię, uścisnął dłoń Severusa i klepiąc go po plecach wolną ręką wykrzyknął:

- Severusie! Słyszałem, że spędzisz z nami Święta! Świetnie, stary!

- Arturze.

Hermiona rzuciła Ronowi spojrzenie, na które odpowiedział, zanim mruknął:

- Profesorze.

Severus spojrzał na niego wzdłuż swojego długiego nosa i odpowiedział lekceważąco:

- Weasley.

- Proszę, Severusie, usiądź – powiedział Artur wskazując na puste krzesła przy stole i wracając na swoje miejsce. Severus usiadł na końcu stołu, skrzyżował ręce i zacisnął usta.

- Jak tam lekcje? – zapytała Ginny.

- Uch, nie pytaj. Jedyna rzecz, która pomaga mi przebrnąć przez te dni, to fakt, że za rok mnie tam nie będzie.

Severus spojrzał ostro na Hermionę, przez moment widziała zdumienie i zastanawiała się czy Albus poinformował resztę kadry nauczycieli.

Ron wstał wyciągając swoje długie ręce i powiedział:

- Idę poszukać mamy.

Odwrócił się, kiedy drzwi się otworzyły, a pomieszczenie wypełnił głośny gwar, gdy czterech wysokich rudzielców weszło szurając nogami szturchana przez ich matkę.

- O, Charlie, próbowałeś jednego z naszych nowych kremów? – zawołał Fred. – Rozwinęliśmy linię, żeby włączyć do niej…

- Fred, nie chce w tym domu żadnych eksperymentów, słyszysz? Bill, skarbie, nie mógłbyś ściągnąć swojego kolczyka chociaż na czas obiadu?

Hermiona pospiesznie przyjrzała się twarzy Billa i mało co nie zemdlała. Wciąż tak samo przystojny, jak zawsze, mrugnął do niej, jego białe zęby rozbłysły w uśmiechu.

- Cześć, Hermiona! – zawołał George, a ona uśmiechnęła się i pomachała mu.

- Mamo, możemy już jeść? Hermiona jest tutaj – jęknął Ron. – Umieram z głodu.

- Ktoś musi obudzić Harry'ego – powiedziała Ginny podnosząc głos, by przekrzyczeć bliźniaków, którzy głośno rozmawiali z Billem i Charliem o interesach.

- Ja pójdę – zaoferowała się Hermiona. – I tak muszę z nim porozmawiać.

- Jest w moim pokoju – powiedział Ron. – Pamiętasz, gdzie?

- Nie czekajcie, to może zając kilka minut.

- Jesteś pewna? Możemy zaczekać…

- Mamo!

- W porządku, pani Weasley, nie musicie.

Hermiona wstała i przeszła przez kuchnię lekko kiwając głową Severusowi, gdy go mijała. Poszedł za nią i złapał ją lekko powyżej łokcia, kiedy byli w korytarzu.

- Jesteś pewna, że to rozsądne spotykać się z nim samotnie? – zapytał. – Możesz być w poważnym niebezpieczeństwie.

- Bez względu na sprawę, twoja obecność, by go wystraszyła. Powiedział mi, że da mi odpowiedzi na temat Malfoya i eliksiru, więc zobaczę, co ma do powiedzenia. A jeśli nie będzie chciał rozmawiać dobrowolnie, mam Veritaserum.

- Weźmie je?

- Nie wiem – przyznała Hermiona. – Jeśli nie będziemy na dole za dwadzieścia minut, chodź mnie poszukać. Zabierz Rona albo Ginny, żeby cię zaprowadzili.

- To mi się wciąż nie podoba – warknął zaciskając mocniej palce na jej ręce, zanim ją puścił. – Dobrze. Bądź ostrożna.

Posłał jej długie spojrzenie, w którym zauważyła nie do końca skrytą troskę. Odwrócił się gwałtownie i wrócił do kuchni powiewając za sobą szatami. Wpatrywała się w niego przez chwilę, po czym ruszyła w górę schodów.

Wspięła się po krętych schodach zauważając pusty pokój należący niegdyś do Percy'ego. Ron nie chciał o nim rozmawiać, a ona nie śmiała go do tego przymuszać. Musiała pamiętać, żeby zapytać Harry'ego.

Jeśli to naprawdę jest Harry – przypomniała sobie ponuro.

Wchodziła dalej po schodach zastanawiając się, co ma powiedzieć Harry'emu. Dotarła do piątego piętra i zawahała się chwilę zanim zapukała lekko. Kiedy nie było odpowiedzi, zapukała jeszcze raz, głośniej. Uchyliła ostrożnie drzwi zaglądając na postać rozłożoną na łóżku.

- Harry?

Dotarło do niej z łóżka stłumione mruknięcie i otworzyła drzwi szerzej.

- Harry – odezwała się ponownie wchodząc do pokoju i siadając na skraju łóżka. – Harry.

- Hermiona! – wykrzyknął zdziwiony Harry, kiedy usiadł, kołdra zsunęła mu się na uda odsłaniając jego szeroką i bladą klatkę piersiową, a on sięgnął po okulary. – Na pieprzonego Merlina! Prawie mnie zabiłaś!

- Och, nic ci nie będzie! Słyszałam, że późno przyjechałeś.

- Taa, miałem coś do załatwienia.

- Doprawdy?

Nie odpowiedział, potarł za to oczy i ziewnął.

- Ominęło mnie coś emocjonującego?

- Nie szczególnie.

- Która jest, w ogóle, godzina?

- Chyba trochę po pierwszej – powiedziała, patrząc jak znowu ziewał i tym razem się przeciągnął, zwiotczałe mięśnie jego klatki piersiowej i ramion pracowały i zastanawiała się, nie po raz pierwszy, dlaczego musiała myśleć o Harrym jak o bracie. Uświadomiła sobie, że gapiła się, a on uśmiechał się do niej.

- Okej, o co chodzi Miona? Widzę, że coś cię martwi.

Zaśmiała się nieco.

- Powiedziałeś, że Draco Malfoy ukradł mój eliksir. Co się stało?

- Bogowie! Nie mogę uwierzyć, że tak to spieprzyłem – powiedział zrzucając kołdrę ze swoich nóg i zsuwając je z łóżka. – Wpadłem na starego przyjaciela, jak byłem w Berlinie. Jadłem obiad przeglądając notatki, które mi wysłałaś, kiedy pojawił się Malfoy i zdecydował się na wspominanie razem z kilkoma paskudnymi klątwami, a jedna z nich mnie trafiła i znokautowała na jakieś trzy dni. Wziął moje papiery i zniknął. Mam szczęście, że nie zabrał mnie jako pamiątki dla Voldemorta.

- Dlaczego tego nie zrobił?

- Był ze mną Jäger, niemiecki Auror, wiesz, i wyprzedził Malfoya i zabrał mnie bardzo szybko do szpitala.

- Szczęście – powiedziała.

- Tak, mów mi o tym –odparł i wstał, żeby wziąć swoje spodnie khaki z krzesła pod oknem. Nałożył je na bokserki, chwycił białą koszulkę i założył ją, a na wiesz czarny sweter. Z przyzwyczajenia przeczesał ręką włosy, ale, jak zwykle, wciąż były potargane.

- Harry, muszę wiedzieć, co się dzieje. – Posłał jej puste spojrzenie, a ona dodała. – Co robiłeś przez cały ten czas, kiedy nie mieliśmy od ciebie wiadomości.

- Wiesz, że nie mogę o tym mówić.

- Musisz mi powiedzieć prawdę, zaczynam się martwić – prosiła, a on usiadł na krześle uśmiechając się.

- Nie powinnaś się martwić. Nic mi nie jest, jestem bezpieczny.

- Kim jest w takim razie Moyra Faldco?

- Kobietą, u której mieszkam – odpowiedział prosto. Jego zielone oczy napotkały jej, a jej żołądek się wzburzył. Nie chciała wierzyć, że kłamie, ale nie mówił jej prawdy, wiedziała o tym.

- Ja nie… Ja ci nie wierzę – powiedziała, z początku jej głos zadrżał, ale zebrała całą odwagę. – Moyra Faldco jest anagramem. Robisz coś z Draconem, nieprawdaż, ale nie wiem, co.

Harry otworzył usta, żeby zaprotestować, ale na widok jej spojrzenia zrozumiał, że to daremne. Pochylił się opierając łokcie na kolanach i uśmiechając się lekko.

- Tak myślałem, że mogłabyś zauważyć – westchnął ciężko. – Masz rację. Noc, kiedy Draco mnie zaatakował? Nie wydarzyła się. Znalazłem go prawie martwego na ulicy w Berlinie. Wkurwił Lucjusza, który pozwolił mu umrzeć po wielu rundach bicia i traktowania Crucio. Zabrałem go do domu, pomogłem wyzdrowieć, a on zaczął pracować jako szpieg przeciwko Voldemortowi.

Hermiona spojrzała na niego sceptycznie marszcząc brwi.

- Draco jest szpiegiem? Możesz to udowodnić?

- Wiesz o tym Veritaserum, pod wpływek którego był Snape w Rosji? – Kiedy kiwnęła głową zapytał. – Kto według ciebie sporządził ten eliksir dla Lucjusza? Snape nie mówił ci, że eliksir nie działał do końca tak, jak powinien?

- Coś sobie przypominam, że o tym wspominał. Ale skąd mogę wiedzieć, że mówisz prawdę? – Wyjęła z kieszeni małą fiolkę Veritaserum. – Wypijesz to?

- Mogę cię zabrać do Draca. Nie mogę wziąć Veritaserum, bo są jeszcze pewne rzeczy, o których wciąż nie mogę ci powiedzieć. – Zielone oczy błagały ją; zawahała się.

Hermiona przypatrywała mu się uważnie zanim zdecydowała.

- Daj mi swoją różdżkę.

Severus obedrze mnie za to ze skóry, jak wrócę. Jeśli wrócę. Cholera, co ja robię?

Nie wahał się wyciągając różdżkę i podając ją jej, co dawało jej jakieś zabezpieczenie. Oboje wstali, a Harry zbliżył się do niej o dwa kroki i otoczył ją ramieniem, żeby szybko ją uścisnąć.

- Dobrze cię widzieć, Miona.

- Ciebie też.

Zniknęli z pyknięciem.

Severus zmusił się do zjedzenia talerza pysznego jedzenia, kiedy czekał nerwowy, aż Hermiona wróci z Potterem. W ogóle mu się nie podobał ten pomysł, ale nie mógł niczego zrobić w tych okolicznościach, kiedy Dumbledore wyjechał.

- Wspaniałe, Molly – powiedział z całą szczerością odkładając brudny talerz na szafkę.

- Najadłeś się, Severusie? Jeszcze sporo zostało! Przydałoby ci się nabrać trochę ciała – odparła Molly patrząc na niego oceniająco.

Pewien, że usłyszał chichoty od strony stołu, odwrócił się i rozejrzał, ale wszyscy młodzi Weasleyowie zdawali się rozmawiać z ustami pełnymi jedzenia i nie patrzeli na niego. Usiadł z powrotem na krześle i zerknął na zegarek. Hermiony nie było już od trzydziestu minut.

Odchrząknął.

- Może powinniśmy sprawdzić co z profesor Granger i panem Potterem.

Ron zmarszczył brwi.

- Proszę ich zostawić samych, nie wiadomo, kiedy Hermiona znowu będzie miała okazję się z nim zobaczyć.

- Już dość długo ich nie ma – stwierdziła Molly.

- Ja pójdę – wymamrotała Ginny pod spojrzeniem swojej matki. Odsunęła krzesło i podeszła do drzwi.

- Pójdę z tobą, jeśli to nie problem – powiedział Severus również wstając, a Ginny wzruszyła ramionami.

Poszedł za nią w dół korytarza do krętych schodów i w górę przez pięć pięter, aż doszli do drzwi podpisanych: „Pokój Ronalda".

Ginny zapukała dwa razy i otworzyła drzwi krzycząc:

- Mam nadzieję, że zachowujecie się przyzwoicie!

Nachmurzył się zauważając u siebie ukłucie zazdrości na myśl, że mogliby zastać Hermionę i Pottera w kompromitującej pozycji. Gwałtownie wciągnął powietrze na widok pustego pokoju.

Ginny, jednakże, myślała, że chcą im spłatać figla.

- Gdzie jesteście? Schowaliście się pod peleryną niewidką?

- Ich tu nie ma – mruknął stojąc za nią. – Wyczułbym ich aurę.

Spojrzała na niego krytycznie, a on uniósł brew.

- Racja. To chyba powinniśmy ich poszukać – powiedziała i ruszyła z powrotem na dół otwierając po kolei wszystkie drzwi.

Z każdym kolejnym pustym pokojem Severus czuł coraz większy ucisk w okolicy żołądka. Kiedy potarli na parter, poszedł za Ginny do kuchni.

- Dobra, gdzie oni są? – zapytała Ginny spoglądając na przemian na Rona i bliźniaków, jakby to oni gdzieś schowali Harry'ego i Hermionę.

- Kto? – spytał głupio Ron.

- Harry i Hermiona, oczywiście!

Severus podszedł do Artura i powiedział cicho:

- Muszę z tobą porozmawiać.

- Oczywiście. Możemy skorzystać z mojego gabinetu.

Severus wyszedł za Arturem z kuchni i poszedł za nim wzdłuż tego korytarza z łazienką. Słyszał hałas dobiegający z kuchni, wskazujący na to, że Ginny wreszcie ich uświadomiła, że poszukiwanej dwójki nie ma na górze. Wzdłuż innego korytarza doszli do małego pomieszczenia wypełnionego dziwnymi przedmiotami, z których kilka z nich Severus rozpoznał jako mugolskie urządzenia. Jedna ściany była wypełniona w całości wtyczkami elektrycznymi, a druga plakatami z różnymi mugolskimi samochodami.

Artur szybko rozpalił ogień w kominku i usiadł za małym, drewnianym biurkiem, które było przykryte górami papierkowej roboty. Severus usiadł na krześle naprzeciwko.

- Więc, o co chodzi?

Nie czekając przedstawił skróconą wersję wydarzeń, pokrótce opowiadając, jak odkryli, że Draco Malfoy miał eliksir Hermiony i że Harry w jakiś sposób zdradził.

- Profesor Granger poszła na górę z zamiarem skonfrontowania się z Potterem, a teraz ich obojga nie ma.

Artur potrząsnął głową.

- Nie zapowiada się dobrze. Jeśli się aportowali, nie da się sprawdzić, dokąd się udali.

- Moim zdaniem powinniśmy się niezwłocznie skontaktować z dyrektorem. Wywnioskowałem, że Potter składa więcej raportów Albusowi niż Ministrowi.

- Nawet ja nic nie wiem, o poczynaniach Harry'ego – przyznał Artur. – Powinniśmy od razu wysłać sowę do Albusa. Obawiam się, że nasza rodzinna sowa jest w okropnej formie, ale sowa Rona, Świstoświnka, powinna być w stanie wykonać to zadanie. – Otworzył szufladę w biurku i wyjął z niej pergamin i pióro, które podał Severusowi. – Pozwól, że pójdę po sowę.

Severus wziął pióro, kiedy Artur opuszczał pomieszczenie. Nie wiedział, jak zacząć.

Drogi Albusie, mam nadzieję, że dobrze się bawić na urlopie, podczas gdy Potter pracuje dla Voldemorta i porywa ci nauczycieli.

Zmarszczył brwi i zaczął pisać; po chwili odłożył pióro.

Potter i Granger zniknęli. Proszę o radę. SS

Składał pergamin, kiedy wrócił Artur niosąc małą kulkę piór, która świergotała z entuzjazmem. Sowa podleciała do biurka i podskakiwała wyczekująco.

- Uspokój się – zbeształ ją Severus, a Świnka natychmiast go posłuchała. Przywiązał liścik do małej, sowiej nóżki, po czym uniósł ją całą. – Znajdź niezwłocznie Albusa Dumbledore'a. To ważne.

Świstoświnka zahukała w potwierdzeniu, machnęła skrzydłami unosząc się, podczas gdy Artur otworzył okno wpuszczając do środka chłodne powietrze i wyleciała na zewnątrz.

Severus osunął się na krześle i schował twarz w dłoniach.

- Nie powinienem był jej puszczać samej – mruknął.

- Nic jej nie będzie – uspokajał go Artur. – Hermiona jest w stanie dać sobie radę.

Sama też tak sądzi – pomyślał ponuro i westchnął.

- Nic więcej nie możemy zrobić, Severusie, jedynie czekać. Więc czemu nie pójdziemy z powrotem, żeby spróbować przepysznych deserów Molly? Wiem, że zrobiła trzy placki i jeszcze ciasto.

Pozwolił Arturowi zaprowadzić się z powrotem do kuchni, gdzie Molly zaatakowała ich talerzami ze słodkościami, ale Severus nie jadł, jedynie siedział przy stole sam na sam ze swoimi obawami.