Kiedy tylko się aportowali, Hermiona odsunęła się od Harry'ego i rozejrzała się dookoła wsuwając rękę do kieszeni i zaciskając ją z niepokojem na różdżce, miała nadzieję, że podjęła dobrą decyzję w sprawie Harry'ego. Naprawdę nie wiedziała już komu może zaufać, bo nikt nie mówił jej całej prawdy, nawet Dumbledore.
Stali w salonie w małym mieszkaniu. Ściany były gołe, jeśli nie liczyć najnowszego plakatu Armat Chudley'a, na którym zauważyła błysk rudych włosów pędzących dookoła, a ich właścicielką mogła być tylko Ginny Weasley. Żółta, wytarta kanapa stała naprzeciwko odległej ściany, pomiędzy dwoma niedobranymi fotelami, jednym jasnoniebieskim i drugim pomarańczowym. Stare egzemplarze Proroka Codziennego i różnorodne pergaminy pokrywały dwa krzesła, jak i stolik do kawy.
Jak sądziła, korytarz na prawo prowadził do sypialni. Przez otwarte drzwi za sobą zobaczyła kuchnię, w której każda wolna powierzchnia była zajęta przez miski, talerze i szklanki ustawione na chwiejnych stosach. Wyglądało na to, że nie mieli skrzata domowego, ale nie wiedziała, czy z wyboru, czy braku funduszy.
- Draco! – zawołał Harry i skierował się w stronę sypialni machając ręką, żeby za nim poszła. – Tu jesteś. Mamy towarzystwo.
Wchodząc ostrożnie do pokoju, zobaczyła, jak Harry pomagał Draconowi usiąść na łóżku, zaintrygował ją jego fatalny wygląd. Jego długie do ramion platynowe włosy spłowiały i leżały niedbale na czaszce, wokół szarych oczu miał ciemne obwódki, jego usta były suche i popękane, a wyglądał przerażająco chudo. Mogła prawie policzyć jego żebra, które teraz były widoczne, jako że kołdra zsunęła się na jego uda.
- Hermiona Granger – powiedział drżącym głosem. – Wybacz mi, nie czuję się dziś dobrze.
- Draco – odpowiedziała chłodno, obserwując, jak Harry martwiąc się o niego poprawiał poduszki i podał mu szklankę wody. – Chciałabym powiedzieć, że przykro mi z powodu twojego ojca…
Zaśmiał się wymuszonym, sardonicznym śmiechem, który nie dotarł do jego oczu.
- Snape oddał mi przysługę likwidując go. Zrobiłbym to sam, gdybym miał tyle odwagi – dodał spuszczając wzrok. Po chwili spojrzał na Harry'ego i powiedział. – Myślałem, że tylko Dumbledore o mnie wie.
- Znasz ją, Draco, nie mogła przejść obojętnie obok jakiejś tajemnicy – odparł Harry siadając na krześle przy łóżku.
Draco kiwnął głową.
- Oczywiście, widziałaś książkę i poskładałaś wszystko razem.
- Trochę mi to zajęło, ale masz rację.
- I teraz chcesz odpowiedzi. – Draco westchnął, jego ramiona opadły tak, jakby utrzymywało go jedynie powietrze w płucach. – Harry, mógłbyś? Naprawdę, nie mam teraz siły.
- Zacząłem obserwować Dracona w marcu. Dumbledore pomyślał, że byłbym w stanie przekonać go do zostania szpiegiem, bo uważał, że kryje się w nim dobro. Pewnej nocy w kwietniu zniknął – na mroczną hulankę, jak sądzę – Draco kiwnął twierdząco głową. – i nie było go przez kilka dni. Zazwyczaj wracał po kilku godzinach, więc zacząłem się martwić. Pomyślałem, że mógł się zorientować, że go śledzę i uciec. Znalazłem go prawie martwego w alejce niedaleko jego mieszkania. Lucjusz był zły na niego, bił go, torturował Cruciatusem niezliczoną ilość razy, używał też innych paskudnych zaklęć, potem zostawił go na śmierć. Ale jakoś zdołał się teleportować z powrotem do Berlina. Zająłem się jego ranami najlepiej, jak potrafiłem, a potem napisałem do Dumbledore'a z prośbą o pomoc. Ściągnął magomedyczkę, która pomogła mu wrócić do zdrowia po kilku dniach, po czym szybko zmodyfikowaliśmy jej pamięć. Później, musieliśmy przekonać Lucjusza, żeby przyjął go z powrotem, co, w sumie, nie było takie trudne. I tutaj pojawia się książka – Przedłużając życie twoich eliksirów. Pozwoliłem, żeby Draco wręczył ją Lucjuszowi, jako prezent, jak również tą historię, którą ci opowiedziałem w Norze, żeby go przekonać. I podziałało. Lucjusz był na tyle arogancki, żeby uwierzyć, że Draco mógłby wrócić z płaczem i błagać, by mógł wrócić do ojca. A potem Snape zabił Malfoya w sierpniu… To było najlepsze, co mogło nam się przydarzyć. Jego śmierć pozostawiła lukę w wyższych szeregach, a Draco miał szansę zbliżyć się do Voldemorta, tym bardziej, że zachował różne kontakty swojego ojca, więc teraz jest głównym dostawcą eliksirów dla Śmierciożerców. Wydaje mi się, że t wszystko – powiedział Harry i spojrzał na Dracona, żeby sprawdzić, czy coś pominął, ale ten pokręcił głową.
Hermiona przyjrzała się staremu przyjacielowi, a Harry odwzajemnił spojrzenie, kiedy przetrawiała wszystkie informacje i zastanawiała się czy mówił jej prawdę. Zdecydowała, że tak, ale wciąż coś ukrywał.
- To by wyjaśniało, dlaczego cię nie widujemy – powiedziała w końcu przerywając długą ciszę i otrzymując od Harry'ego lekki uśmiech. – Więc Dumbledore jako jedyny naprawdę wie, co się dzieje?
Harry przytaknął.
- Nawet Knot nie wie dokładnie, o co chodzi. Wie tylko, że załatwiam interesy starego znajomego, ale „daje" mi zadania, takie jak polowanie na samotne wampiry, żeby sprawiać wrażenie, że jestem wygnany przez Ministerstwo. Widzisz, Voldemort lubi mieć mnie na oku, a Draco w tym pomaga. Czasem się nawet pojawiam w takich miejscach, żeby moja obecność została odnotowana.
Draco zaczął gwałtownie kaszleć, a Harry zeskoczył z krzesła i momentalnie znalazł się przy jego łóżku klepiąc go po plecach, a kaszel stopniowo się zmniejszał.
- Czas na twój eliksir – powiedział Harry, kiedy Draco już całkiem umilkł. Wstał szybko i podszedł do drzwi, odwracając się do niej po drodze. – Chcesz coś do picia?
- Wodę poproszę. – Kiedy wyszedł usiadła na wolnym już krześle i spojrzała na Dracona. – Wybacz, że pytam, ale co ci właściwie jest?
- A co nie jest? – zapytał Draco z ponurym uśmiechem. – Generalnie rzecz biorąc, ja umieram. Tej nocy, kiedy Harry mnie znalazł, ojciec mnie przeklął starą, mroczną klątwą, ale nie wiemy jaką. Powoli umieram, a ten eliksir jest jedyną rzeczą, jaka jeszcze mnie trzyma przy życiu, ale to nie wystarczy.
- A co bierzesz?
- To jest mieszanka, którą wymyśliliśmy z Harrym z małą pomocą Snape'a, zanim jeszcze został zdradzony. Siekane pijawki, korzenie mandragory, krew jednorożca.
- Krew jednorożca? –Hermiona wciągnęła gwałtownie powietrze. – Ale…
- Ja już umieram – wtrącił ostrym głosem, a jego szare oczy błysnęły ostrzegająco. – Jeśli będę miał szczęście, przeżyję jeszcze sześć, może osiem miesięcy. Nie znaleźliśmy jeszcze przeciwzaklęcia i nie spodziewam się, że to zrobimy. Jedynie opóźniam nieuniknione. – Westchnął ciężko zamykając oczy. – Eliksir jest silny, więc mogę go brać jedynie raz na czterdzieści osiem godzin. Prawie przedawkowałem cztery czy pięć razy podczas pierwszych kilku miesięcy, kiedy nad tym pracowaliśmy. Efekty utrzymują się jedynie przez trzydzieści trzy godziny, więc podczas pozostałego czasu wyglądam tak, jak teraz. Przez kilka następnych godzin nie mogę się ruszyć z łóżka, nie mogę zrobić niczego, nawet skorzystać z najprostszej magii.
Hermiona miała go już zapytać, co by się stało, gdyby Voldemort wezwał go, podczas gdy Draco byłby w takim stanie i tuż po tym, co powiedział ojcu o klątwie i flaczenie nie umarł, ani nawet nie zachorował, ale wrócił Harry ze szklanką wody, którą podał Hermionie i dużą, nieprzejrzystą fiolką wielkości małego grapefruita. Otworzył ją podchodząc do łóżka i delikatnie położył dłoń na szyi Dracona odchylając jego głowę do tyłu, by mógł wlać mu zielono-czarny płyn do gardła.
Zmiana była tak nagła, że Hermiona, zaskoczona, prawie upuściła swoją szklankę. Cera Dracona nabrała zdrowego, różowego odcienia, jego oczy i włosy natychmiast rozbłysły. Usiadł powoli, jakby jego mięśnie straciły całą wolę do poruszania się przez ostatnie piętnaście albo i więcej godzin. Właściwie, jedyną rzeczą jaka potwierdzała jego poprzedni stan była nienaturalna chudość. Zastanawiała się, jak mógł się porównywać do Lucjusza, Voldemorta czy kogokolwiek innego w dobry zdrowiu.
Nagle zakręciło jej się w głowie, kiedy pomyślała, że nie byłby w stanie nikogo oszukać, będąc tak chorym, jak jest, że Harry mimo wszystko nie mówił jej prawdy. Spojrzała na nich, obraz rozmywał jej się przed oczami, ale próbowała połączyć dwa wizerunki przed nią w jeden, solidny obraz, ale głowa coraz bardziej jej ciążyła. Spojrzała w dół i patrzała, jak szklanka powoli wyślizguje się z jej palców i upada na podłogę, woda rozpryskuje się w każdą stronę, krople chwytają błyski światła w swojej podróży w powietrzu, a dywan unosi się, by ją spotkać. Zamknęła oczy.
- Jezu, czemu ci to zajęło tyle czasu? – wykrzyknął Draco odrzucając kołdrę, ukazując swoje słabe nogi, dwa patyki pilnujące, żeby bokserki mu nie spadły. – Dlaczego jej po prostu nie ogłuszyłeś? Nie musiałbym tu siedzieć i pleść tych głupot.
Harry odłożył pustą fiolkę i uklęknął przy postaci śpiącej na podłodze palcami sprawdzając puls na jej szyi. Zadowolony, ułożył prostu jej ciało i odgarnął kosmyk z jej twarzy.
- Wiem, ale chciałem chociaż dać jej coś, co można usunąć z pamięci. Coś, żeby próbowała zapamiętać.
- Nie sądzę, żeby to było rozsądne, Harry – ostrzegł Draco, jego głos spoważniał. – Jeśli cokolwiek zapamięta, będzie skłonna tu wrócić.
- To się przeniesiemy. To nie będzie pierwszy raz. – Patrzył, jak Draco zakładał rdzawoczerwony sweter, jego wychudłe ramiona przekręcały się, kiedy wełna zsuwała się po jego bladym torsie. – Musisz więcej jeść. Powinniśmy kupić takie tuczące jedzenie, które Mugole produkują.
- I tak nie mogę niczego utrzymać w żołądku, wiesz o tym. Więc po co się wysilać?
Pracował właśnie nad parą czarnych spodni ostrożnie unosząc jedną stopę i balansując na drugiej. Zachwiał się raz, potem znowu, a Harry z przyzwyczajenia doskoczył do niego, ale zatrzymał się, kiedy Draco spojrzał na niego ostro.
- Bo wciąż jest szansa.
Draco kontynuował zakładanie spodni. Nie widział błagalnego spojrzenia Harry'ego, nie chciał widzieć w jego oczach fałszywej nadziei. Powiedział Hermionie prawdę, prawdę, której Harry nie chciał przyjąć do świadomości, że nie ma szans na znalezienie przeciwzaklęcia, ani żadnego cudownego eliksiru, który by sprawił, że poczuje się lepiej. Umierał.
- Spodziewam się, że chcesz, żebym to ja zmodyfikował jej pamięć. – Westchnął, kiedy Harry przytaknął i powiedział – Potrzebuję kilku godzin, zanim będę mógł. Nie wspominając, że muszę znaleźć coś odpowiedniego dla niej do zapamiętania.
- Nie spiesz się. Będzie niedysponowana przez dobrą chwilę po tym, co jej dałem. – Uśmiechnął się. – Szkoda, że nie może zobaczyć, jak polepszyły się moje umiejętności w zakresie eliksirów od czasów lekcji u Snape'a.
- To dlatego, że miałeś dobrego nauczyciela – powiedział Draco aksamitnym głosem.
Harry sięgnął, chwycił go za nadgarstek i pociągnął w dół.
- Myślałem, że ty jesteś najlepszy – warknął szukając ustami warg Dracona.
- Ja jestem najlepszy – odpowiedział otaczając Harry'ego ramionami, by przylgnąć do niego i przedłużyć i pogłębić pocałunek.
Severus chodził po gabinecie Artura Weasleya w Norze marszcząc brwi w zamyśleniu, chociaż jego myśli nie były tak głębokie, jakby się wydawało. Wracał do nagiego faktu, że pozwolił Hermionie zobaczyć Pottera bez żadnych zabezpieczeń. Zignorował Albusa Dumbledore'a, który stał obserwując śnieg podający za oknem tak jak Molly i Artura; jego siedzącego na swoim krześle za biurkiem i ją siedzącą po drugiej stronie biurka. Każde próbowało zmniejszyć jego obawy, ale on sam zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, w którym się znalazła, w którym ją umieścił.
- Severusie – powiedział Albus odwracając się do pozostałych. – Nie mam wątpliwości, że niedługo wrócą z doskonałym, logicznym wyjaśnieniem ich nieobecności. Z pewnością pamiętasz, jacy byli porywczy, jako uczniowie.
- Ale Hermiona jest teraz ostrożniejsza. Nie wyszłaby nie informując mnie o tym.
- Może po prostu zapomniała? – powiedziała Molly. – Długo nie widziała Harry'ego, więc pewnie była zbyt zaaferowana, żeby ci powiedzieć.
Nie wyszłaby nie informując mnie. Nie zrobiłaby tego.
Odwrócił się twarzą do Dumbledore'a.
- Wyjaśnij mi, skąd Draco Malfoy ma ten eliksir.
Starszy czarodziej westchnął i pogładził podbródek i brodę myśląc.
- To nie może opuścić tego pomieszczenia – zaczął spoglądając po kolei na wszystkich obecnych. – Wiosną, kiedy Harry studiował eliksir przysłany przez Hermionę, Draco zaatakował go i wszystko ukradł. Prawdopodobnie zostałby przy tym zabity, gdyby nie niemiecki Auror, który został wybrany, by go chronić.
- Tak mówi Harry? – warknął Severus, jego oczy pociemniały.
Albus obserwował go z powściągliwym zainteresowaniem w duchu zaskoczony złością promieniującą od młodszego czarodzieja. Może naprawdę przejmował się Hermioną. Minerwa robiła do tego aluzje, ale Severus zawsze niezwykle utrudniał rozpoznanie jego uczuć.
Pochylił głowę spoglądając z ponad okularów połówek.
- Tak, właśnie tak mówi.
Severus zrozumiał ukrytą wiadomość i zerknął na Molly i Artura upewniając się, że oni też. Harry Potter jest bliski utraty zaufania.
Opadł na krzesło obok Molly i zmarszczył brwi. Hermiony i Pottera nie było już od blisko siedmiu godzin, a jego żołądek z niepokoju podchodził mu do gardła.
To moja wina. Nie powinienem pozwolić jej iść samej. Powinienem był nalegać. To moja wina. Wszystko to moja wina.
Martwa cisza zapadła w gabinecie, aż w końcu Molly wstała.
- Nic nie osiągniemy zamartwiając się – oznajmiła szorstko. – Jako, że jest Wigilia, nie powinniśmy się siedzieć zamknięci w tym gabinecie. Co powiecie na to, ż zaparzę świeżą herbatę i dołączymy do pozostałych?
- Wspaniały pomysł, Molly. Jednakże, osobiście nie miałbym nic przeciwko czemuś mocniejszemu – powiedział Albus z błyskiem w oku, a Artur zaraz podchwycił pomysł.
- Co o tym sądzisz, Severusie? Mam schowaną butelkę niezłej szkockiej i oczywiście Ognistą whisky.
Severus siedział przygarbiony z rękoma skrzyżowanymi, podbródek opierając o pierś i patrzył gniewnie na biurko.
- Nie, dziękuję, Arturze. Wolałbym być teraz sam.
- Dołącz do nas, jak poczujesz się na siłach do tego – powiedziała Molly poklepując go po ramieniu. – Przynieść ci herbatę, albo coś innego?
Potrząsnął głową.
- Albusie? – zapytał Artur wstając i zmierzając do drzwi.
- Za chwilkę dojdę. – Weasleyowie opuścili pomieszczenie zamykając cicho drzwi, a on przysiadł na rogu biurka Artura. Severus wpatrywał się stanowczo w przykryty brodą brzuch przed sobą odmawiając napotkania łagodnego spojrzenia Albusa. Cisza panowała przez prawie minutę, kiedy to zastanawiał się nad swoim Mistrzem Eliksirów.
- Więc jak się układa między tobą a Hermioną?
Severus zakaszlał gwałtownie i wstał, a jego czarne oczy wwiercały się w zalążki uśmiechu na twarzy Dumbledore'a i błyszczące niebieskie oczy.
- Do czego właściwie zmierzasz? – warknął.
- Do czegokolwiek, co chciałbyś mi powiedzieć. Czegoś, wszystkiego, albo niczego. Dawno temu zwykłeś ze mną rozmawiać, Severusie.
Severus pot rzedł do okna. Obserwował, jak płatki śniegu dryfują w ciemności, jego myśli wróciły do niej i zadrżał, opatulił się mocniej szatami. Słyszał ciche kroki za sobą, a dłoń Albusa spoczęła na jego ramieniu.
- Też się o nią martwię.
Potarł jedną ręką usta, przeczesał tłuste włosy i w zastanowieniu odetchnął głęboko.
- To nie tylko… Pozwoliłem jej iść tam samej, wiedząc, że może się znaleźć w niebezpieczeństwie. Pozwoliłem jej iść.
Niechętnie przeniósł wzrok na spojrzenie Dumbledore'a i nagle życzliwość, którą tam ujrzał zalała go i nie mógł dłużej udawać. Pozwolił starszemu czarodziejowi wszystko zobaczyć, każdy smutek, ból, strach, pozwolił się objąć Albusowi, co przeczyło jego wyrobionej sławie i nawet uniósł ręce, by zwrócić uścisk, ale jedynie na moment. Odsunął się od Albusa, oczy zamgliły się, kiedy odwrócił się z powrotem do okna.
- Wszystko będzie dobrze, Severusie, wszystko. Zobaczysz. – Słyszał, jak Dumbledore się odsuwa od niego i jak zaskrzypiały drzwi. – Poprosić Molly, żeby przyniosła ci szkocką? – Nie było odpowiedzi, żadnego sygnału, że został usłyszany. – Uznam to za tak – powiedział i zamknął za sobą drzwi.
Usiadł niedbale na najbliższym krześle i odchylił głowę zamykając oczy. Otworzył je tylko, kiedy chwilę później Molly zapukała i weszła ze szklanką ognistej, którą wziął z wdzięcznością.
- Daj mi znać, jeśli będziesz czegoś potrzebował, mój drogi – powiedziała klepiąc go po ramieniu i wychodząc.
Dopóki nie wycofała się w dół korytarza, nie zauważył, że Molly zostawiła całą butelkę na biurku. Wypił drinka, którego miał w ręku i sięgnął po nią czując ciepło rosnące w jego żołądku i powoli wnikające w jego żyły. Sączył powoli drugiego drinka pogrążając się w ponurych myślach.
Był w połowie trzeciej porcji, kiedy dotarł do niego hałas z głównego korytarza. Słyszał głosy, głośne i burzliwe i wypadł z gabinetu kierując się za dźwiękami, jego serce podskoczyło, na widok Hermiony stojącej przy wejściu i rozmawiającą żywo z Molly i Ginny. Jego wzrok powędrował dalej i zobaczył Harry'ego trzymającego ciasto śmiejącego się z Ronem, Fredem i Georgem; Artur, Charlie, Bill i Albus stali za nimi rozmawiając przyciszonymi głosami. Dumbledore napotkawszy jego spojrzenie, kiwnął nieznacznie głową, jakby chciał powiedzieć Widzisz.
Zmarszczył brwi czując się nie na miejscu pośród pełnej radości rodziny przed nim. Hermiona spojrzała na niego, kiedy Ron mówił i uśmiechnęła się lekko, jakby przepraszająco, ale spiorunował ją wzrokiem i podszedł do drzwi.
- Wygląda na to, że wszystko jest już w porządku, więc powinienem wracać do Hogwartu – oznajmił, jego zimny głos prześlizgnął się między różnymi rozmowami, po czym prześlizgnął się przez drzwi na zewnątrz zanim ktokolwiek odpowiedział.
Hermiona, zdezorientowana, spojrzała na Dumbledore'a, który kiwnął do niej głową, usprawiedliwiła się i poszła za nim.
- Profesorze, niech pan poczeka – zawołała do jego oddalającej się sylwetki. Rzuciła się za nim. – Severusie!
Zwolnił, pozwalając jej się dogonić. Żółte światła z Nory oświetlały twarz Hermiony, ale jego pozostała w cieniu. Wpatrywał się w jakiś punkt na lewo od Hermiony głowy odmawiając kontaktu wzrokowego.
- Popełniłam błąd – mruknęła, a on z trudem ją usłyszał. – i przepraszam. Powinnam była ci powiedzieć, że idę.
Mniej więcej tego oczekiwał, chociaż może z mniejszymi emocjami niż by sobie życzył. Zimno prześlizgnęło się przez jego płaszcz, którego nie zapiął, ciarki mu przeszły po ciele, ale nie poruszył się, ani się nie odezwał. Odepchnął od siebie złość i emocje utrzymując zimny i pozbawiony zainteresowania wyraz twarzy.
- Dowiedziałam się też, co się stało z eliksirem. – Jego oczy przelotnie wbiły się w jej, a widząc niepokój spojrzał gdzie indziej. – Draco zaatakował Harry'ego, ukradł mu go, a potem to opublikował.
W końcu się odezwał, jego oczy spojrzały z dystansem na nią, poprzez nią.
- A co z wysyłaniem listów do M. Faldco?
- Próbował zmylić Dracona poprzez wysyłanie listów na fałszywe nazwisko.
- I to odkryłaś podczas tych siedmiu godzin? – zapytał głosem ociekającym jadem, jego oczy wwiercały się w jej. Jej oczy zwęziły się, usta próbowały uformować jakieś słowa, ale nic z tego nie wyszło. – Wystarczająco czasu zmarnowałem tu dzisiaj.
Minął ją nieświadomy jej reki sięgającej za nim, by schwytać jego szaty i pociągnąć go z powrotem, w wyniku czego stanął twarzą do niej i oddalony od niej o kilka cali, spoglądał na nią wzdłuż nosa powodując, że jej wnętrzności drżały i nieśmiało go puściła.
- Severusie, przepraszam, naprawdę. – Jej oczy wpatrywały się w niego błagalnie.
Spoglądał na nią gniewnie myśląc o przeszłości i tym razem widziała wszystko, mogła wreszcie wyczytać wszystko z jego oczu. Wzdrygnęła się widząc ból i poczucie zdrady, złość i odrobinę smutku.
- Wesołych świąt – warknął, patrzył jak te zimne słowa uderzają w nią z całą siłą, po czym odwrócił się na pięcie, odszedł kilka metrów i zniknął.
Hermiona patrzała jak śnieg wirował w miejscu, gdzie Severus jeszcze przed chwilą stał i powstrzymała łzy, chcąc iść za nim, żeby spróbować go jakoś pocieszyć. Stała tam, aż jej palce skostniały od zimna i wróciła do domu i rozkręcającego się przyjęcia wigilijnego w środku.
