Albus odciągnął Harry'ego i Hermionę na bok, jak tylko dziewczyna wróciła i poszli z powrotem do gabinetu Artura, gdzie po chwili dołączyli do nich Artur i Molly.

- Napędziliście nam stracha – powiedział siadając za biurkiem ze skrzyżowanymi rękami, palcami przeczesując białą brodę, niebieskie oczy zatrzymały się na Harrym. – Mogłoby któreś z was to wyjaśnić?

Wzruszył ramionami.

- Musiałem jej powiedzieć o Draconie i eliksirze, a potem zabrałem ją do mojego mieszkania w Bukareszcie. Zaczęliśmy rozmawiać i straciliśmy poczucie czasu.

- Nie zorientowałam się, że nie było nas tak długo, jak w rzeczywistości. Miałam wrażenie, że nas nie było raptem kilka godzin – dodała Hermiona.

Dumbledore przeniósł wzrok na nią unosząc brwi.

- Rzeczywiście – powiedział spoglądając znów na Harry'ego. – Wyglądałyby na to, że wszystko jest w porządku, chyba, że macie jeszcze coś do dodania.

- Nie, to wszystko – odparła Hermiona, a Harry się z nią zgodził.

- W takim razie, to by było na tyle.

- Harry, kochanie, Hermiono, chodźcie do kuchni, musicie umierać z głodu – powiedziała Molly.

- I to jak! – wykrzyknęła Hermiona zrywając się z krzesła. Poszła za Molly i Arturem, ale Harry został w gabinecie nie odrywając wzroku od Albusa.

- Mam nadzieję, że będzie pan bardziej dyskretny w przyszłości, panie Potter. – Zmarszczył brwi i spoważniał. – Nie lubię, gdy moi nauczyciele mają zmodyfikowaną pamięć.

- Nie zmieniałem jej wspomnień – odpowiedział Harry unosząc ręce w obronie. – Tylko rozmawialiśmy.

- Oczywiście.

Rozpoczęła się bitwa umysłów, błyszczące, zielone oczy Harry'ego przeciwko niebieskim oczom Dumbledore'a, a Harry miał świadomość, że starszy czarodziej wiedział, ale to powodowało, że był jeszcze bardziej uparty. Ale Albus ustąpił pierwszy, wzdychając i spojrzał na swoje naznaczone czasem dłonie.

- Nie wiem, jak ty, Harry, ale ja umieram z głodu, a jedyną kucharką lepszą niż skrzaty domowe w Hogwarcie jest Molly Weasley. Dołączymy do reszty?

Świąteczny dzień minął szybko, pełen prezentów i jedzenia, nowych żartów bliźniaków, rozmów o Quidditchu, Molly wciskającej wszystkim parujące talerze pełne jedzenia, krótkich gier w quidditcha i kolejnych rozmowach o quidditchu. Nagle była już północ, koniec Bożego Narodzenia, a Hermiona już od jakiejś godziny rozmawiała z Ginny. W końcu zgasiła światło, kiedy Ginny zaczęła przysypiać w połowie zdania.

Obudziła się wcześnie rano, założyła swoje jeansy, nowy sweter od Weasleyów i pozbierała swoje rzeczy. Molly zmusiła ją do zjedzenia śniadania z resztą rodziny – Harry i bliźniacy już wyszli, Harry wrócił do Rumuni, a bliźniacy do Londynu – ale była zadowolona, że została, chociaż chwilę dłużej. Usiadła z Ronem i Ginny rozmawiając z nimi jeszcze o quidditchu i zgodziła się śledzić mecze Armat Chudleya, dopóki Ginny dostarcza bilety.

Kilka minut przed dziewiątą Artur odłożył swój talerz do zlewu, pocałował żonę i córkę na pożegnanie i wyszedł do Ministerstwa. Krzesło zaszurało po podłodze, kiedy Ron je odsunął, żeby wstać i włożyć swój talerz do zlewu, a Hermiona poszła w jego ślady.

- Też muszę się udać do biura – powiedział Ron. – Mam papierkową robotę do nadrobienia.

- Wrócisz jeszcze dzisiaj, kochanie? – zapytała Molly z nadzieją w głosie.

- Mamo, wiesz, że w tygodniu zostaję w mieście.

- Ale to jest takie głupie, żebyś wyrzucał pieniądze na czynsz za to obskurne mieszkanie, kiedy możesz wrócić do domu i chodzić do pracy codziennie, jak twój ojciec. Poza tym, nie wyobrażam sobie, jak możesz tak żyć, tam jest tak ciemno i przygnębiająco.

- W porządku, mamo. Przyjdę na obiad, ale to wszystko – odparł stanowczo Ron.

- Też już powinnam iść – dodała Hermiona.

- Zabrałaś wszystko, kochanie? Jeśli nie, to zawsze możemy ci to przesłać sową, albo ostatecznie podesłać Rona do Hogwartu – zaświergotała Molly obchodząc stół, żeby ją uściskać. – Zawsze będziesz mile widziana, jeśli będziesz potrzebowała wolnego weekendu.

- Dziękuję , Molly.

Uściskała wszystkich Weasleyów, poczekała aż Ron ucałuje matkę na pożegnanie i wyszli razem na zewnątrz w głęboki do kostek śnieg.

- Więc, teraz jest już wszystko w porządku z Harrym? – zapytał.

- W porządku. Obgadaliśmy wszystko dokładnie.

- Więc, on naprawdę jest w Rumuni?

Kiwnęła głową.

- Na to wygląda. – Zatrzymali się w połowie drogi, spoglądając na siebie nawzajem. – Jak tam twoja ręka?

- Moja ręka?

- No wiesz, szalona czarownica…

Ron wywrócił oczami, kiedy sobie przypomniał.

- A, ona, tak. Teraz już w porządku, po miesiącu się wyprowadziła na własne, nic tak naprawdę nie trzeba było robić.

- To dobrze.

- Ale się zastanawiam, co sądzisz o tatuażach. Znaczy, ilu znasz czarodziejów z tatuażami?

- Nie dużo – odpowiedziała z kpiącym uśmiechem. – Ale nie mów swojej mamie. Jeśli uważasz, że lubiła kolczyka Billa…

- Taa, chyba masz rację – powiedział, spuszczając wzrok, zanim ożywił się, a jego oczy zabłysły. – Ale może wtedy zadręczać mnie z przeprowadzką do domu. Wiesz, to chyba jeden z twoich lepszych pomysłów, Miona! – Uśmiechnął się i uściskał ją. – Lepiej już wrócę do pracy, wiesz, ekscytujące życie aurora.

- Taa, nie przypominaj mi – odparła wywracając oczami. – Bądź ostrożny.

Zasalutował jej żartobliwie i zniknął. Zamykając oczy uśmiechnęła się i aportowała na skraj Hogsmeade. Szybko podążyła w kierunku zamku, żałując, że nie załatwiła sobie jednego z powozów, żeby ją odebrał.

Minąwszy wielkie, dębowe drzwi zatrzymała się na chwilę niezdecydowana. Bardzo chciała zobaczyć się z Severusem, spróbować z nim porozmawiać, ale wiedziała, że wciąż będzie na nią zły, nie żeby miała mu to za złe. Zaczęła powoli iść w stronę schodów, po czym przyspieszyła odwracając się w stronę lochów. Powiedziała sobie, że tylko sprawdzi, co z eliksirem, a jeśli on tam będzie, mogłaby może spróbować z nim porozmawiać i powiedzieć mu, co się stało, a wtedy może by jej wybaczył ranienie jego uczuć.

Hermiona zastanowiła się, kiedy zaczęła się martwić uczuciami Snape'a. Zatrzymała się przed drzwiami pracowni, przypominając sobie nagle, jak go wcześniej nie znosiła, ale po miesiącach pracy z nim zaczęła go szanować. Wzięła głęboki wdech i otworzyła drzwi, ale pomieszczenie było ciemne i puste.

Wyjęła różdżkę, żeby zapalić świece, kiedy zauważyła słaby żar w kominku, ale w pomieszczeniu było ciepło, cieplej niż powinno być przy zgaszonym ogniu. Tak jakby był tutaj i wyszedł tuż przed tym, jak przybyła, gasząc płomień tak, jakby go tam wcale nie było.

Zapaliła świece i sprawdziła eliksir. Jej Veritaserum wciąż było pod zaklęciem zastoju, żeby mogła pokazać je siódmorocznym. Podeszła do Mortalis fallax i zdziwiła się widząc, że gotował się i był zielono-czarny. Zanim wychodzili był jasno żółty.

Wzięła notatnik Severusa leżący obok eliksiru i przewracała strony, aż znalazła to, czego szukała.

26 grudnia, 9:29

Dodany gram egipskich żuków, kolor jest…

Przed chwilą tu był! Skąd mógł wiedzieć, że była w drodze do lochów? Urwał w połowie zdania, pozostawił swoje cenne notatki niedokończone, raptem kilka chwil, zanim otworzyła drzwi. Poczuła ucisk w sercu, kiedy zrozumiała, że nie przyszła tu dla eliksiru, ale dla niego.

Wzięła porzucone na biurku pióro i pochyliła się nad notatnikiem, odgarniając wolną ręką włosy.

26 grudnia, 9:33

Kolor jest zielono-czarny, właściwy.

Położyła pióro koło notatnika, który pozostawiła otwarty.

Kilka dni później Hermiona wciąż nie widziała Severusa. Nie wychodził z lochów na posiłki, nawet według mapy huncwotów nie opuszczał lochów. Unikał jej, wiedziała o tym. Jeśli był w pracowni zajęty eliksirami, znikał stamtąd zanim tam doszła. Nie wiedziała, skąd on o tym wiedział, ale nie był subtelny w unikaniu jej.

Dni po powrocie spędziła przygotowując plany zajęć na semestr wiosenny, skupiając się szczególnie na piątorocznych, żeby pomóc im przygotować się do SUMów. Zmęczona pracą rozprostowała ręce i spojrzała przez okno w swoim gabinecie, w północnej części zamku, ukazujące jedynie mało spektakularny widok na Zakazany Las zacieniony szarymi chmurami, które groziły kolejnymi opadami śniegu w to zwyczajne popołudnie.

Jej myśli po raz milionowy skierowały się na Severusa, Hermiona westchnęła. Zachowywał się, jak dziecko, unikając jej, tak jakby nie odzywanie się do niej miało coś pomóc, za wyjątkiem ewentualnego pogłębienia konfliktu. Desperacko pragnęła, by Albus w jakiś magiczny sposób wpadł ze swoją nieskończoną mądrością na coś, dzięki czemu przekazałby jej część informacji, która pomogłaby jej wszystko zrozumieć.

Dodarło do niej, że prawdopodobnie zaczarował schody prowadzące do lochów tak, by został ostrzeżony o jej przybyciu, ale musiałby przejść obok niej, by dotrzeć do swojego gabinetu i kwater. Chyba, że była inna droga, skrót, o którym nie wiedziała wcześniej. Wyciągnęła mapę z górnej szuflady biurka i rozłożyła ją dotykając jej różdżką i szepcząc słowa, by pojawił się przed nią cały Hogwart. Skierowała swoje oczy na lochy i uśmiechnęła się ponuro widząc, jak Severus Snape przemieszczał się ze swoich kwater do pracowni.

Poderwała się, złapała szaty i pospieszyła do drzwi, sprawdzając dwa razy mapę, po czym schowała ją do kieszeni szaty i pobiegła w dół korytarza. Zwolniła, kiedy dotarła do drugiego piętra, a na mapie zobaczyła czającego się Filcha, który, jak się okazało, zmywał wielką kałużę otoczony topniejącymi pozostałościami bałwana.

Ku jej własnemu przerażeniu, poczuła potrzebę zaoferowania pomocy, ale Filch machnął na nią, mamrocząc pod nosem coś o „niesfornych uczniach", „braku dyscypliny" i „porządnej karze", na co Hermiona ukryła uśmiech i przyspieszyła kroku przechodząc przez korytarz. W końcu zwolniła zbliżając się do marmurowych schodów i zeszła po nich do sali wejściowej.

Znalazła Severusa na mapie, wciąż był w laboratorium, i skierowała się do schodów z oczami utkwionymi na nim, powoli wyciągając różdżkę. Zaczęła schodzić obserwując mapę, każdy jej krok był powolny i przemyślany, by dokładnie się zorientować, w którym miejscu jest umieszczone zaklęcie, ale, jak się zbliżała do lochów, martwiła się, że pomyliła się co do zaklęcia. Nagle jej stopa dotknęła przedostatniego stopnia, a mała postać Severusa Snape'a podskoczyła i podeszła do dalekiej ściany, gdzie zniknęła w – ziemi! A przynajmniej w ziemi według mapy, ale jego imię poruszało się dalej, mimo tego, że nie mogła go widzieć.

Musi tam być jakiś korytarz, o którym Fred i George nie wiedzieli – pomyślała.

Tak szybko, jak zniknął, pojawił się w swoich kwaterach. Będzie musiała kogoś o to zapytać, kogoś, kto zna zamek naprawdę dobrze. Nie Dumbledore'a, bo nie chciała, żeby wiedział więcej niż już odkrył, i nie Filcha, bo wypaplałby Snape'owi. Będzie się musiała nad tym zastanowić.

Wróciła do drugiego schodka celując różdżką dookoła, jej usta ledwie się poruszały.

- Comperio invisus.

Zajęło jej to chwilę, ale znalazła, lustro wiszące obok niej wypełnione było zaklęciem. Po chwili zrozumiała, że trudno by było wykiwać zaklęcie, by mogła przejść, tak samo jak nie ostrzec go, że majstrowała przy jego zaklęciu. Schowała różdżkę i wróciła w górę schodów, a w jej głowie formował się plan.

Kilka godzin później Hermiona znalazła najlepszy plan działania. Szybka rozmowa ze Zgredkiem dostarczyła jej informacji o tajemniczym korytarzu w lochach, jak i wejściu do niego z kuchni. Wracając na górę miała już pomysł. Wyjęła pióro i pergamin z szat i naskrobała notatkę. Pospieszyła do sowi arni, gdzie znalazła sowę, która przeniosłaby jej wiadomość.

Wróciła do wejścia do lochów i wyciągnęła różdżkę, kiedy dotarła do drugiego stopnia. Mruczała pod nosem, jej słowa odbijały się echem w zamkniętej przestrzeni. Kiedy skończyła, odsunęła się i wyjęła z kieszeni mapę, żeby się upewnić, że Severus wciąż jest w pracowni. Nie była w stanie znaleźć sposobu, żeby unieszkodliwić zaklęcie, które umieścił, ale pomyślała, że mogłaby je odrobinę zmienić bez alarmowania go, jak przynajmniej miała nadzieję. Niedługo miała się dowiedzieć czy się udało.

Poszła do kuchni dziękując skrzatom, które powitały ją z pełnymi talerzami, kiedy starała się wyjaśnić im, że nie przyszła tam po jedzenie. Podeszła do drzwi z jednej strony kuchni, a gdy je otworzyła ujrzała spiżarnię. Niezrażona, zamknęła drzwi, stuknęła w nie trzy razu różdżką, po czym otworzyła je ponownie i uśmiechnęła się lekko, kiedy świece zamigotały ujawniając wilgotny korytarz, mech obrastający kamienną podłogę i mdłe, przytłaczające powietrze.

Hermiona ostrożnie zamknęła za sobą drzwi i odwróciła się w lewo, w kierunku pracowni jego kwater, a w międzyczasie zastanawiała się, co się znajduje w drugiej części korytarza. Będzie musiała pamiętać, by rozrysować później cały ten korytarz i dodać go do mapy.

Podążyła w dół korytarza przechodząc ostrożnie nad kępkami mchu. Zwolniła zbliżając się do drzwi, drzwi prowadzących do pracowni, jak mówiła mapa, na której jej imię widniało obok pomieszczenia. Severus wciąż tam był, wyglądało na to, że czyta przy kominku.

Tydzień temu byłabym w środku i czytała razem z nim.

Zmarszczyła brwi i zacisnęła wargi. Brakowało jej czytania w ciszy z nim, brakowało jej obserwowania, jak poruszał się między eliksirami, jego błyskotliwego umysłu, który zapewniał jej wyzwanie, jego ciętego dowcipu i ironicznego humoru.

Tęsknie za... nim – uświadomiła sobie. – Bogowie, tęsknię za Severusem Snapem. Harry i Ron nigdy więcej się do mnie nie odezwą.

Minęła drzwi trochę zła, że w ogóle pozwoliła sobie przejmować się Snapem. Zerknęła na zegarek w słabym świetle i przyspieszyła kroku mijając róg i ciężkie, dębowe drzwi prowadzące do jego kwater. Spojrzała na mapę, a jej plan zaczął się wypełniać.

Eleanora Fawcett zadrżała lekko idąc w dół schodami prowadzącymi do lochów, jej długie, czarne szaty z emblematem Ravenclawu ciągnęły się po ziemi. Jej krótkie, jedenastoletnie palce szarpały kawałek pergaminu, a po chwili znów na niego spojrzała.

Panno Fawcett,

Proszę dzisiejszego wieczora około godziny 8:15 przyjść do lochów. Mam książkę o gryfach, która powinna się pani spodobać. Będę w pomieszczeniu za klasą eliksirów. Jeśli mnie tam nie będzie, książka będzie leżała na stole po prawej stronie.

Profesor Granger

Zadrżała na stopniach w lochach, modląc się, żeby nie wpaść na profesora Snape'a i wyjaśniać jej obecność w lochach, podczas gdy on stały nad nią i się w nią wpatrywał. Tak, jak mnóstwo uczniów przed nią, prawdziwie bała się Mistrza Eliksirów. Biorąc głęboki wdech zaczęła schodzić na dół.

Severus siedział w swoim fotelu przy kominku czytając najnowszy magazyn o eliksirach. Mortalis fallax gotował się łagodnie po drugiej stronie pomieszczenia obojętny na zbliżające się wydarzenia. Mały brązowy dzwonek leżał na stole obok niego, cichy, dopóki nie wzniósł się w powietrze i zaczął przenikliwie brzęczeć.

Marszcząc brwi wyciszył dzwonek i schował go do kieszeni. Nie trudził się gaszeniem ognia, jako że Hermiona bez wątpienia wiedziała już co się dzieje. Wciąż trzymając magazyn podszedł do biblioteczki przy oddalonej ścianie i sięgnął do trzeciej książki na drugiej półce, czarny grzbiet był tak starty, że nie dało się odczytać tytułu. W chwili, gdy dotknął książki, biblioteczka odsunęła się na bok umożliwiając mu wejście do korytarza. Wychodzenie za każdym razem, kiedy ona wchodziła do lochów zaczynało być już nieco nużące i czasem powodowało zakłócenia w eliksirze, chociaż Hermiona była wystarczająco bystra, by go dokończyć bez względu na to, co on będzie robił.

Minęło już pięć dni, prawie tydzień, od wydarzeń w Norze, a Severusa zaczynało męczyć unikanie jej, ale nie był też gotów na konfrontację z nią i wyjaśnianie powodów swojego wybuchu, kiedy ona i Potter wrócili ze swojego małego wypadu.

Przekopując się przez falę emocji przepływających przez niego, zorientował się nagle, że oprócz złości, poczucia zdrady i smutku musiał dodać do tej listy samotność. Mimo, że chował do niej urazę, też mu jej brakowało.

Minął róg korytarza prowadzący do jego kwater i zatrzymał się nagle na widok Hermiony opierającej się o ścianę, ręce opierała na bokach, jej twarz była żółte od delikatnego blasku świec, a jego umysł wyłączył się całkowicie, kiedy chciał cokolwiek zrobić.

Bez względu na nadchodzące następstwa, Hermiona zapamięta widok Severusa Snape'a w prawdziwym osłupieniu i niemogącego znaleźć słów, jako triumf. Jego usta otworzyły się i zamknęły, po czym jego oczy zwęziły się, a w końcu doszedł do siebie na tyle, by warknąć na nią niskim i niebezpiecznym głosem.

- Co ty robisz?

- Czekam na ciebie. – Skrzyżowała ręce i spojrzała na niego wyzywająco odmawiając bycia onieśmieloną.

Odpowiedział jej spojrzeniem. Nie odzywali się przez jakiś czas.

W końcu Hermiona odwróciła wzrok, jej oczy przesunęły się na ścianę za nim, kiedy zdecydowała się poruszyć neutralny temat.

- Miałeś jakieś problemy z Belladoną?

- Oczywiście, że nie.

- Oczywiście, że nie – odpowiedziała mu z odrobiną sarkazmu zauważając błysk w jego oku.

Znów stali w ciszy, jak para hipogryfów okrążających się nieufnie wyczekując sygnału do ataku.

- Zamierzasz unikać mnie aż do wakacji? – zapytała w końcu Hermiona, ale nie czekała na odpowiedź. – Bo jeśli o to chodzi, powinniśmy rozpisać przydział na pracownię, żebyś nie musiał uciekać do swoich kwater za każdym razem, kiedy będę chciała rzucić okiem na eliksir.

- Panno Granger, wierzę, że to może być pani najmądrzejszy pomysł ze wszystkich – rzucił Severus.

- Profesor Granger! – warknęła podchodząc do niego o krok, a jej dłonie zwinęły się w pięści. – A jeśli ci się nie podoba, z chęcią wysłucham twojej propozycji.

- Wręcz przeciwnie, uważam, że powinniśmy natychmiast skorzystać z twojej sugestii.

- Gdybym wiedziała, że moja obecność jest dla ciebie tak irytująca – zaczęła powoli Hermiona nie spodziewając się, że mógłby zgodzić się z jej pomysłem, właściwie, to miała nadzieję, że zaprotestuje. – nigdy bym się nie zgodziła na pomaganie ci przy eliksirze.

Oparł się o zimną ścianę za sobą, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i obserwował ją.

- Nie było moim życzeniem, żebyś mi pomagała.

- W takim razie czyim? Dumbledore'a? – Syknęła przez zaciśnięte zęby, kiedy przytaknął. – Powinnam o tym wiedzieć! Powinnam wiedzieć, że nigdy byś dobrowolnie nie poprosił o pomoc, a w szczególności mnie! W takim razie nie będę ci dłużej zawracać głowy.

Przeszła obok niego powstrzymując siłą łzy cisnące jej się do oczu. Zaskoczony, sięgnął dłonią do jej ramienia, ale odepchnęła go i szła dalej korytarzem.

- Profesor Granger – zawołał. – Nie będę cię gonił, więc jeśli chcesz usłyszeć, co mam do powiedzenie, proszę, poczekaj, Hermiono.

Zawahała się niechętnie zatrzymując się na rogu, po czym odwróciła się do połowy do niego. Skierował się w jej stronę, czarne oczy odszukały jej brązowe i przytrzymał jej spojrzenie przechodząc przez korytarz.

- To prawda, że nie życzyłem sobie twojej pomocy przy eliksirze. Ten pomysł należy całkowicie do Albusa. Jednakże, w czasie tych miesięcy, kiedy mi pomagałaś osiągnąłem więcej postępów w pracy nad Mortalis fallax niż w ciągu poprzednich dwóch lat. – Przyjrzał jej się w ciszy, a ona studiowała mech na podłodze koło jej lewej stopy. – Pomimo naszych prywatnych odczuć do drugiej osoby, to jest konieczne, żebyśmy kontynuowali pracę nad eliksirem nie osobno, ale razem, to jest dużo bardziej efektywne niż zostawianie sobie notatek zawierających pomysły czy wnioski.

Spojrzała na jego twarz zaskoczona ukrytym w jego zdaniu komplementem. Musiał rozpoznać jej zaskoczenie, gdyż kącik jego ust uniósł się nieco.

- W porządku – mruknęła.

Stali w krępującej ciszy z rodzaju tych następujących po kłótni między nowymi przyjaciółmi. Brązowe oczy Hermiony wpatrywały się w niego intensywnie, a on odwrócił wzrok. Tak, jakby był nerwowy, pomyślała.

W końcu Severus odchrząknął i powiedział:

- Eliksiry są jak należy. Do wieczora zajmę się moim magazynem. Dobranoc.

- Przepraszam, że opuściłam Norę i nic ci nie powiedziałam – wyrwało jej się, kiedy odwrócił się do swoich kwater. Zmarszczył brwi spoglądając na nią. – Przepraszam, że straciłam poczucie czasu i zostawiłam cię czekającego i martwiącego się… Zawiodłam cię, wiem o tym.

Widziała, jak jego twarz przybiera kamienny wyraz, widziała, jak odsuwa się od niej, jak nabierał do niej dystansu, ale nie pozwoliła mu na to i zmniejszyła dzielący ich dystans kładąc rękę na jego ramieniu.

- Severusie, przez ostatnie kilka dni czułam się, jakbym straciła najlepszego przyjaciela, ale to było śmieszne, Harry i Ron są moimi najlepszymi przyjaciółmi, a nigdy nie myślałam o tobie inaczej, jak o kompletnym, cóż, łajdaku, ale mimo to, ja… brakowało mi rozmawiania z tobą, prowadzenia inteligentnych konwersacji, pracowania z tobą i po prostu… po prostu siedzenia z tobą przed kominkiem.

Jej oczy błagały go, a on zatoczył się w szoku, próbując przyswoić sobie to, co właśnie powiedziała. Jakaś część jego nie była w stanie uwierzyć, że Hermiona, czy ktokolwiek inny, mógłby tęsknić za jego towarzystwem. Zacisnął szczękę i odwrócił się zamykając oczy. Dlaczego robiła to teraz? Nie chciał myśleć o tym teraz, czy kiedykolwiek indziej, chciał iść do swoich kwater i dokończyć czytanie tego cholernego magazynu przy kominku prawdopodobnie ze szklanką whiskey, robić cokolwiek, byle o niej nie myśleć, a teraz zagwarantowała mu, że nie będzie w stanie myśleć o czymś innym.

Obserwując go, Hermiona uświadomiła sobie, że właśnie widziała prawdziwego Severusa Snape'a, jego maska zsunęła się odsłaniając jego twarz wykrzywioną siłowaniem się z własnym demonem i zrozumiała niepewność sytuacji. Wyciągnęła z wahaniem rękę, jej palce pogłaskały go po policzku, odwrócił się do niej z zamglonymi oczami, a Hermiona wspięła się na czubki palców przyciągając jego twarz do swojej, jej serce podskoczyło dziko, kiedy ich usta napotkały się, z początku nieśmiało.

Severus całował ją, mimo, że jego umysł krzyczał, że oboje nie byli w odpowiedniej kondycji psychicznej, by uciekać się do fizycznej przyjemności, ale wtedy uświadomił sobie, że potrzebował tego tak samo, jak ona, nie zważając na konsekwencje w przyszłości. Minęły lata, odkąd po raz ostatni był z kobietą, sam z kobietą, którą pożądał i na ten moment nic innego się nie liczyło.

Ramionami otoczył jej talię przyciągając ją bliżej. Uchyliła usta, a ich języki tańczyły. Jego ręce przesunęły się na mosiężne zapięcia przytrzymujące jej szatę, zręcznie je rozpiął i zsunął szaty z jej ramion odsłaniając żółty sweter w serek i jeansy. Splotła ręce na jego karku przysuwając się bliżej.

Hermiona wsunęła palce w jego włosy, zaskoczona ich miękkością i gwałtownie wciągnęła powietrze, kiedy Severus zjechał ustami na jej szczękę, badając drogę w dół, na jej szyję, skąd przeniósł się na jej obojczyk. Delikatnie przygryzał jej skórę, co powodowało jej jęki, a jej palce zaciskały się na jego włosach. Przesuwał usta wzdłuż jej kołnierzyka i dotknął jej lewej piersi palcami muskając sutek, a Hermiona wciągała gwałtownie powietrze i wygięła się w łuk.

- Severus! – wykrzyknęła głosem zachrypłym od pożądania.

- Sądzę, że to wysoce niestosowne, pani profesor. Co, jeśli inny nauczyciel, czy, bogowie, darujcie, jakiś uczeń będzie tędy przechodził i nas przyuważy? – zapytał jedwabistym głosem. Oczy mu płonęły, a dłoń wślizgnęła się pod sweter i odnalazłszy jej sutek pod bawełnianym biustonoszem masował go kciukiem. – To po prostu by się nie mogło wydarzyć.

- W takim razie – powiedziała przerywając, żeby złapać oddech. – powinniśmy iść gdzieś indziej.

Pochwycił jej usta i zniewolił je, podczas gdy jego druga ręka zsunęła się na jej pośladki przyciągając ją do siebie, po czym przycisnął ją do kamiennej ściany. Hermiona czuła jego erekcję pulsującą poprzez warstwy ubrań. Wsunęła ręce pod jego szaty, a jedną rękę zsunęła między nich, by chwycić go przez spodnie. Severus wciągnął gwałtownie powietrze całując ją brutalnie, zanim się odsunął.

- Accio! – warknął łapiąc zapomniane szaty Hermiony, które do tej pory leżały na podłodze. Odwrócił się z powrotem do niej i zaoferował jej rękę, którą uchwyciła kurczowo. – Możemy?