Hermiona leżała w półmroku wpatrując się w sufit. Severus spał obok niej na brzuchu, a ona obserwowała, jak jego plecy unosiły się i opadały w rytm oddechu. Spał od dłuższego czasu, nie wiedziała, jak długo, ale wydawało jej się, że jest koło północy. Godziny po tym, jak rozpalił w kominku, ogień wciąż płonął cicho trzaskając i wypełniając pomieszczenie delikatnym światłem. Jej oczy znów zwróciły się ku sufitowi.

Jej myśli tak się tłukły w jej głowie, że miała problem, żeby je wyśledzić. Żałowała, że nie miała myślodsiewni, żeby je jakoś uporządkować. Prawdopodobnie rano wybierze się do Hogsmeade i zaopatrzy w jedną.

Jedna myśl wracała do niej częściej niż inne: Co ja tu wciąż robię?

Ale nie miała na to odpowiedzi, nie była nawet pewna, czy to dotyczy jej obecnej lokacji w łóżku Snape'a czy generalnie w Hogwarcie. Nagle zapragnęła pójść prosto do gabinetu Dumbledore'a, złożyć rezygnację, wrócić do Londynu i być z powrotem aurorem, ale wiedziała, że by tego nie zrobiła, jako że nauczanie było jej przydziałem jako aurora.

Spałam ze Snapem.

To była druga myśl. Nie towarzyszyły jej żadne emocje, nie było gniewu czy wstrętu, to było zwykłe stwierdzenie faktu, z którym trzeba się pogodzić i to ją naprawdę martwiło.

Severus poruszył się przez sen odwracając się twarzą do niej. Przekręciła się na bok i delikatnie odgarnęła jego długie, czarne włosy z twarzy, przyglądając mu się przy tym. Wyglądał młodziej, kiedy się nie krzywił, może nawet przystojnie.

Minęło trochę czasu, od kiedy ostatni raz była z mężczyzną. Od czasu opuszczenia Hogwartu nie była w prawdziwym związku, nie żeby taki związek istniał wcześniej, nie mówiąc, oczywiście, o tej przygodzie na odległość z Wiktorem Krumem. Nigdy się naprawdę nie złączyła z mężczyzną. Prawdopodobnie ze względu na jej inteligencję, lub brak umiejętności towarzyskich, ale odkryła, że randkowanie jest strasznie denerwujące. Obowiązywało za dużo zasad i uprzejmości, których nie rozumiała.

Przekręciła się z powrotem i powróciła do obserwowania cieni tańczących na suficie. Naprawdę musiała z kimś porozmawiać, ale nie z Harrym czy Ronem, nigdy by tego nie zrozumieli, ani z Dumbledorem, bogowie, nie, czy innym nauczycielem, jeśli o tym mowa, wiedziała przecież, z jaką szybkością plotki przemieszczają się po Hogwarcie. Może mogłaby porozmawiać z Ginny. Ufała, że Ginny dochowa sekretu. Oto, co zrobi, rano wyśle sowę do Ginny i zobaczy, czy będzie mogła się wymknąć na herbatę do Hogsmeade. Kupiłaby wtedy myślodsiewnię, wypiła herbatę i porozmawiała z Ginny i jakoś sobie to wszystko uporządkowała.

Z tą decyzją Hermiona zamknęła oczy, wyrzuciła z głowy wszystkie zbłąkane myśli i po chwili zasnęła.

Severus obudził się ze świadomością, że w łóżku jest ktoś jeszcze, ręka automatycznie sięgnęła po różdżkę, ale przypomniał sobie poprzednią noc i zrelaksował się wypuszczając powietrze z płuc. Poniekąd oczekiwał po niej, że ucieknie w środku nocy i po części miał nadzieję, że to zrobi.

Miał dwie główne zasady, jeśli chodziło o kobiety: zawsze szedł z nią do domu, żeby mógł wyjść, kiedy tylko chciał i nigdy nie spał z nikim w pracy. Poprzedniej nocy złamał obie zasady, ale to nie martwiło go tak bardzo, jak sądził, że powinno. Usiadł cicho i spojrzał na nią, jej brzoskwiniowa cera błyszczała w świetle płomieni. Kręcone włosy otaczały jej twarz i musiał się powstrzymywać, żeby nie odgarnąć ich na bok, zamiast tego potarł swoje czoło.

Odrzucił na bok kołdrę i wzdrygnął się, kiedy zimne powietrze zaatakowało jego nagie ciało. Podniósł z podłogi szaty przesunięte ze swojego zwyczajowego miejsca w nogach łóżka. Delikatnie podniósł się z łóżka tak, żeby nie obudzić Hermiony i poszedł do łazienki.

Odkręcił pod prysznicem gorącą wodę pozwalając jej płynąć, kiedy się załatwiał. Stanął przed lustrem i przeczesał ręką długie do ramion, czarne włosy marszcząc brwi na widok oznak siwizny na skroniach. Czuł się naprawdę staro tego ranka, tym bardziej, że w jego łóżku leżała dwudziesto-trzy letnia dziewczyna. Upuszczając szaty wszedł pod prysznic i westchnął, kiedy gorąco woda spłynęła po nim.

Albus będzie miał niezłą zabawę, jak się o tym dowie – pomyślał ponuro Severus wyobrażając sobie starszego czarodzieja ściskającego jego rękę i klepiącego go po plecach, szczęśliwego, że dwójka jego protegowanych odnalazła siebie nawzajem. Sięgnął po mydło i zaczął się namydlać wyrzucając z głowy ten obraz.

Nie wiedział, co z nią teraz zrobić. Całe życie spędził unikając zbędnych związków i między innymi, dlatego zaczął przestrzegać tych dwóch reguł. Nagle zalała go złość, uderzył pięścią w kamienną ścianę, a ostry ból w knykciach rozwiał mgłę z jego umysłu.

Co ja sobie, do cholery, myślałem? – zgromił sam siebie. – Nie myślałem, w tym problem.

Jedyne wyjście, jakie teraz widział, to nigdy więcej się do Hermiony nie odzywać. Co było nie do przyjęcia, odkąd było koniecznością, by kontynuowali wspólnie pracę nad eliksirem tak, jak sam jej powiedział poprzedniej nocy.

Pewnie będzie równie zakłopotana, jak ja. Być może powie, że to był błąd i na tym się skończy.

Spłukując się nie pozwolił sobie na dłuższe rozmyślanie o tym. Wyszedł spod prysznica, wziął ręcznik i zaczął się niedbale wycierać. Osuszył swoje czarne włosy marszcząc brwi na widok swojego odbicia w lustrze. Wziął szatę i wyszedł z łazienki, przeszedł szybko przez sypialnię do szafy skąd wyjął swój standardowy, czarny strój, białą koszulę i potrzebną bieliznę.

Ubrany już, Severus obserwował śpiącą wciąż Hermionę. Leżała na plecach, ręce i nogi rozrzucone w poprzek łóżka, a jedna stopa wystawała spod kołdry. Podszedł do łóżka i usiadł na krawędzi wpatrując się w nią przez chwilę, aż wymamrotała coś i przekręciła się na bok, tyłem do niego. Wstał wtedy i przeszedł do salonu, gdzie wezwał skrzata domowego, żeby przyniósł mu kawę i porannego Proroka Codziennego.

Pół godziny później kończył właśnie gazetę, kiedy z sypialni wyszła Hermiona wyglądająca na lekko zdumioną z włosami w nieładzie. Wstrzymał oddech, a jego czarne oczy spotkały się z jej brązowymi na dłuższą chwilę.

- Dzień dobry – mruknął w końcu Severus.

- Dzień dobry – odpowiedziała niepewnie stojąc w drzwiach.

- Masz ochotę na kawę? – zapytał wskazując na parujący dzbanek stojący na stole przed nim.

- Nie, dziękuję. Um, na razie nie mam na nic ochoty. Wiesz, chyba powinnam wrócić i wziąć prysznic. – Jego oczy zachmurzyły się, kiedy ją obserwował. – Później wrócę tu na dół, muszę, Um, iść do Hogsmeade na zakupy, ale będę tu później.

- Tak, już o tym wspomniałaś.

- Racja – wymamrotała wyglądając na sfrustrowaną. – To ja już, w takim razie, pójdę. – Ruszyła przez jego kwatery, ale zawahała się i odwróciła z powrotem. – Sądzisz, że powinnam wyjść tyłem, czy… - zamilkła odwracając wzrok.

- Sądzę, że to bardzo wątpliwe, żeby ktoś był na korytarzu w lochach o tej porze – odparł Severus, jego oczy wbijały się w nią. – Ale jeśli wolisz, kuchnia zapewni ci odpowiednią osłonę dla twojego wyjścia.

Spojrzała na niego, a on ujrzał w jej oczach zdziwienie. Bez wątpienia spodziewała się, że będzie ją przekonywał do wyjścia tajnym przejściem, ale wiedział, że jej gryfońska wrażliwość nie pozwoli jej przemykać się ze wstydem. I miał rację.

- Nie, nie, to nie potrzebne. Poza tym, jeśli pójdę przez kuchnię, skrzaty mnie zatrzymają.

- Myślę, że będą pamiętały twoje próby uwolnienia ich od służby i umkną – powiedział, a kącik jego ust uniósł się nieco.

Hermiona zaśmiała się.

- Czy nie każdy ma czasem miękkie serce?

- Ja nigdy nie miałem.

- Oczywiście, każdy oprócz Severusa Snape'a – odpowiedziała z uśmiechem, który szybko zniknął. – Cóż, to chyba zobaczymy się później.

Patrzył, jak odchodziła, jego czarne oczy nie zdradzały niczego. Westchnął składając gazetę i rzucając niż na kanapę stojącą naprzeciwko niego. Wyglądało na to, że miał rację sądząc, że będzie tak samo zmieszana, jak on. Zdecydował, że lepiej pracować niż siedzieć i rozmyślać, udał się, więc do biblioteki przeprowadzić badania.

Draco Malfoy zwolnił krok zbliżając się do ciemnego domu. Pettigrew kazał mu być tu o ósmej, miał więc jeszcze kilka minut. Wzdrygał się wewnętrznie tak, jak za każdym razem, kiedy przygotowywał się do spotkania z Czarnym Panem, ale na pozór nie przejawiał niczego poza wyniosłą pewnością siebie, cechą charakterystyczną Malfoyów.

Drzwi frontowe otworzyły się same, kiedy podszedł, wszedł więc ostrożnie, rozglądając się w ciemnościach. Wyciągnął różdżkę, a z jej końca wystrzelił promień światła ujawniając zakurzony korytarz wejściowy z zamglonym lustrem i wieszak na płaszcze. Podążył korytarzem do ciemnego pokoju, jak zgadywał, salonu. Białe prześcieradła wisiały na różnych częściach mebli zgromadzonych przed wielkim, pustym kominkiem. Zadrżał, częściowo z zimna, częściowo z nerwów.

Podszedł do schodów po lewej. Skrzypiały i jęczały, kiedy wspinał się po nich w górę, wciąż poruszając się ostrożnie. Kiedy był już blisko szczytu usłyszał głosy dobiegające z pokoju na końcu korytarza, a z pod progu widoczne było słabe światło. Wziął głęboki oddech, przygotował się i sięgnął do gałki od drzwi, ale ona już się przekręcała, a po chwili w drzwiach pojawił się Peter Pettigrew.

- Miałeś rację, panie – zawołał przez ramię otwierając szerzej drzwi Draconowi, który wszedł pospiesznie do pokoju.

Jedyne światło w pomieszczeniu dobiegało od huczącego ognia w kominku. Kurz przykrywał podłogę i kominek, a sam pokój zawierał w większości przykryte meble. Voldemort obserwował go swoimi czerwonymi oczami z jedynego fotela.

Draco podszedł szybko, padł na kolana i pocałował skraj szaty Voldemorta.

- Draco – rozbrzmiał zimny głos, kiedy wstał.

- Mój panie.

- Powiedz, jak się sprawy mają? Widziałeś Pottera?

- Nie widziałem Pottera od czasu, gdy ostatnim razem byłem w Rumunii, prawie dwa tygodnie temu. Zdobyłem za to interesujące informacje dotyczące Hermiony Granger.

- Ta szlama! – wykrzyknął Pettigrew. – Do czego nam ona?

Draco odwrócił się do małego, łysiejącego mężczyzny i zmierzył go zimnym spojrzeniem.

- Szlama czy nie, Granger to czarownica, na którą należy uważać. Chyba zapomniałeś ilu z nas złapała w pojedynkę, albo że była zamieszana w morderstwo mojego ojca.

- Nikt nie zapomniał o nieszczęśliwej śmierci Lucjusza, tak samo, jak nikt nie powinien lekceważyć Granger – powiedział Voldemort zwracając uwagę Dracona powrotem na siebie. – Powiedz, czego się dowiedziałeś?

- Wiesz, oczywiście, że została odesłana na rok do Hogwartu. Moje źródła donoszą, że na tym polegała część kary Pottera, rozdzielić ich i odesłać ją do Hogwartu. Wszyscy w ministerstwie wiedzą, że nie jest zadowolona z tego przydziału. Jednakże, teraz pracuje razem ze Snapem nad bardzo ważnym eliksirem, który byłby w stanie powstrzymać Avadę kedavrę.

- Czy tak jest?

Draco przytaknął.

- Z tego co wiem dokonali pewnych postępów, prawdopodobnie jedynie na tyle, żeby powstrzymać jedno uderzenie klątwy.

- Zadowalająco – warknął Pettigrew z okolicy kominka pisząc coś palcami w kurzu i krzywiąc się. – Ile czasu potrzeba, zanim dotrą do dwóch, trzech, albo i jeszcze więcej?

- Tego nie wiem – przyznał Draco. – Może, jeśli udałoby się nam umieścić kogoś w Hogwarcie, żeby ukradł próbkę, byłbym w stanie sam nad tym popracować i sprawdzić.

Voldemort kiwnął głową, jego czerwone oczy rozbłysły.

- Mógłbyś sam się pofatygować, Draco, i złożyć wizytę twojemu staremu przyjacielowi, Severusowi.

- Pod jakim pretekstem?

- Z twoją pomysłowością na pewno znajdziesz jakiś powód do wizyty.

- Zajmę się tym natychmiast, mój panie. Miło byłby uciąć sobie małą… pogawędkę ze Snapem.

Voldemort uśmiechnął się, powodując okropny widok swoją ściągniętą białą skórą na twarzy, a czerwone oczy błyszczały.

- Tak – syknął. – Też bym się cieszył, mój drogi Draco, ja też. Prawdopodobnie na moje spotkanie z nim przyjdzie jeszcze czas. Bardzo dobrze, w takim razie to wszystko, możesz iść.

- Mój panie – powiedział Draco znów padając na kolana i całując skraj szaty jego mistrza. Krótko kiwnął głową Pettigrewowi, po czym odwrócił się na pięcie i opuścił pokój.

Zatrzymał się dopiero z dala od tego domu, kiedy już aportował się w Berlinie, gdzie zatrzymał się na chwilę na ulicy. Przetarł usta skrajem swojej czarnej szaty, po czym ruszył dalej w stronę mieszkania.