Po powrocie do skrzydła szpitalnego z przechadzki z Harrym, Hermiona zdrzemnęła się w gabinecie Poppy Pomfrey, zaś piątkowy poranek poświęciła na zapisanie na tablicy poleceń dla klas, by spędzili czas zajęć w bibliotece. Podążyła później do lochów, a nie usłyszawszy żadnego dźwięku dobiegającego z sali od eliksirów, zastanawiała się, co też Albus wymyślił dla uczniów, którzy mieli mieć zajęcia z Severusem. Jej usta wygięły się w uśmieszku, kiedy pomyślała, jaki będzie wkurzony, jak się obudzi.

Jeśli się obudzi – dodał natrętny głosik w jej umyśle, a uśmiech zniknął z jej twarzy.

Kiedy dotarła do pracowni, błyskawicznie skierowała się ku eliksirom, by je sprawdzić, jako że były pozostawione samym sobie już osiemnaście godzin. Wszystkie wydawały się być w porządku, więc rzuciła na nie zaklęcia zastoju, by móc zająć się nimi później. Następnie wzięła notatnik, którego Severus ostatnio używał oraz kilka książek, które zamierzała przejrzeć i wróciła z nimi do skrzydła szpitalnego. Spieszyła się z powrotem, gdyż przed wyjściem nie zdążyła sprawdzić stanu Severusa – Poppy obudziła ją tuż przed rozpoczęciem pierwszych zajęć.

W dalekim końcu skrzydła szpitalnego Poppy ustawiła parawany i dodatkowo rzuciła zaklęcia, by trzymać z daleka nieznośnych uczniów. Pielęgniarka zajmowała się akurat pacjentem, gdy Hermiona wróciła.

- Co z nim?

- Wydaje mi się, że trochę lepiej niż wczoraj w nocy – odpowiedziała, sprawdzając w tym czasie jego puls i zerkając na klatkę piersiową. – Tak, puls jest dzisiaj silniejszy.

- Dobrze. Dałaś mu już kolejną porcję eliksirów wzmacniających?

- Oczywiście, dostał też szklankę wody.

- Poppy, jesteś niesamowita – Hermiona obdarzyła starszą czarownicę uśmiechem pełnym wdzięczności.

- Robię, co w mojej mocy, moja droga. Och, dyrektor przyszedł, jak cię nie było. Chciał wiedzieć, czy spędzisz tu dziś cały dzień. Powiedziałam mu, że tak.

- Tak, jakby jeszcze tego nie wiedział – mruknęła pod nosem, a Poppy roześmiała się.

- Nie ma zbyt wiele rzeczy, które dzieją się w Hogwarcie, a o których Albus Dumbledore by nie wiedział. Nie pozwól jednak wmówić sobie, że jest wszechwiedzący, bo nie jest. Ma po prostu dużo oczu do dyspozycji, które dla niego obserwują.

- Postaram się o tym pamiętać następnym razem. Idź teraz odpocząć, ja się nim zajmę. Wpadłam do lochów i wzięłam notatki, żeby mieć się czym zająć.

- A jak tam wasze eliksiry? Nic się z nimi nie dzieje bez nadzoru? – zapytała Poppy.

- Nie, są w porządku. Nałożyłam na nie zaklęcia zastoju, a jak do nich wrócę, będą jak nietknięte.

- To dobrze. Jak będziesz czegoś potrzebowała, wołaj mnie, moja droga – powiedziała i wróciła do gabinetu.

Hermiona położyła przyniesione rzeczy na krześle, sama zaś usiadła na brzegu łóżka. Sięgnęła dłonią do jego szyi. Lekki zarost kuł ją w palce, jak kolce jeżozwierza. Odnalazła tętnicę szyjną i poczuła, jak krew przez nią przepływa, ale nie pozwoliła sobie na żadną nadzieję, wynikającą z tego drobnego postępu.

Jego oddech wciąż był płytki, a kładąc dłoń na jego czole, zauważyła, że jest nieco lepkie i trochę cieplejsze niż wcześniej. Odgarnęła na bok kosmyki długich włosów zakrywających jego twarz.

Z ociąganiem opuściła miejsce przy jego boku i usiadła na krześle. Przez kilka minut przerzucała notatki Severusa, ale w końcu odłożyła je na bok i zajęła się książką. Zaczęła czytać, ale jej wzrok co jakiś czas ześlizgiwał się na łóżko, tak jakby mógł wymknąć się ze skrzydła szpitalnego, jeśli nie będzie co rusz upewniała się, że wciąż tu jest. Po godzinie przeglądania tekstu, który tylko połowicznie czytała, w końcu się poddała. Odłożyła książkę na bok i siedziała w ciszy, wpatrując się w Severusa.

Dotarło do niej, że tak naprawdę wiedziała bardzo mało o człowieku, który leżał teraz przed nią, pomimo ogromu czasu, jaki spędzili wspólnie nad eliksirami. Nie mówił o sobie niczego, ale ona też o nic nie pytała. Zastanawiała się, czy ktokolwiek prócz Albusa zna go tak naprawdę.

Obserwowała, jak pościel wznosiła się i opadała, zahipnotyzowana tym miarowym ruchem. Przybyła do Hogwartu nie z otwartym umysłem, a z takimi samymi uprzedzeniami do swego Mistrza Eliksirów, jak wtedy, gdy była uczennicą, pomimo tego, że z nim spała.

A teraz mogę go nigdy nie poznać w pełni – pomyślała ze złością. – Gówno mnie obchodził, zanim nie zaczął się zbliżać do śmierci, jakie to cholernie typowe.

Oczy ją zapiekły, a chwilę później po jej policzku spłynęła zbłąkana łza. Chwyciła z powrotem książkę i starała się zmusić wzrok do koncentracji, ale litery i całe słowa rozpływały się na stronie, aż w końcu książka wyślizgnęła się z jej rąk i upadła na ziemię. Pochyliła się i ukryła twarz w dłoniach, pogrążona w nagłej rozpaczy.

Hermiona chodziła po korytarzu na trzecim piętrze w tę i z powrotem niczym tygrys w klatce, zerkając co rusz na przechodzących uczniów. Poppy siłą wyrzuciła ją ze skrzydła szpitalnego późnym popołudniem, jako że nie była w stanie w tym samym czasie radzić sobie ze skrywaną frustracją Hermiony i zajmować się siódemką czwartorocznych Gryfonów i Puchonów, którzy pomimo wyraźnych uprzedzeń profesor Sprout zjedli liście raptuśnika i teraz biegali rozhisteryzowani po skrzydle szpitalnym.

Była zła. Uderzyła w nią niekontrolowana furia, ale wiedziała, że było to całkowicie irracjonalne, bo przecież ta złość nie miała żadnego celu, na którym by się opierała, może z wyjątkiem tego Śmierciożercy, który prawie zabił Severusa, ale Harry zajął się nim, zanim Hermiona zdążyła to zrobić. Zamiast tego, więc, była wściekłą na samą siebie, Poppy, każdego, nawet Severusa za wzięcie tego eliksiru bez chociażby jednego słowa. Mimo wszystko jednak najbardziej zła była na siebie, bo nie mogła zrobić już nic więcej, żeby uratować Severusa od śmierci.

Drugoroczny Ślizgon pojawił się nagle na korytarzu, zmierzając w jej stronę z rękami w kieszeniach.

- Nie powinien być pan gdzieś indziej, panie Rosier, zamiast włóczyć się po korytarzach? – warknęła na niego Hermiona.

- Idę do pani Pomfrey – odpowiedział, całkowicie zaskoczony jej wybuchem.

- W takim razie nie zatrzymuj się.

Rosier spuścił głowę i podążył szybkim krokiem do skrzydła szpitalnego, mijając w drzwiach Albusa Dumbledore'a, który właśnie stamtąd wychodził. Ujrzał Hermionę na końcu korytarza i spokojnie skierował się w jej stronę. Odwróciła się, marszcząc brwi, gdy usłyszała jego kroki.

- Wygląda na to, że nie ma żadnej zmiany w jego stanie zdrowia.

- Myślisz, że jeszcze o tym nie wiem? – warknęła Hermiona, zerknęła na niego, po czym wbiła wzrok w punkt na ścianie naprzeciwko nich. Albus jedynie ją obserwował, co jeszcze wzmagało jej wściekłość. – Zrobiłam wszystko, co mogłam i wciąż nic! Nie mogę już znieść tej… tej niepewności!

- Musisz być cierpliwa, Hermiono.

- Dlaczego? – spytała, a jej głos wzniósł się na wyższe tony. – Ponieważ dobre rzeczy przytrafiają się tym, którzy na nie czekają? Nie jestem już dzieckiem, wiem, że dobre rzeczy nie zawsze przychodzą.

Wiedziała, że wciąż ją obserwował, praktycznie czuła współczucie emanujące z całej postaci mężczyzny, ale dalej patrzyła na ścianę, gdyż wiedziała, że się załamie, jeśli napotka jego spojrzenie. Nagle jego dłoń ścisnęła lekko jej ramię i w końcu odwróciła się do niego.

- Masz rację, moja droga i w innych okolicznościach i w przypadku innej osoby, nie ośmieliłbym się zapewnić cię, że wszystko się jakoś ułoży. – Przerwał na chwilę, a kiedy kontynuował, kąciki jego ust lekko się uniosły. – Jednak znając Severusa Snape'a dłużej niż bym pamiętał, mogę śmiało stwierdzić, że będzie całkowicie niezadowolony, jeśli cię tam nie będzie, gdy się obudzi.

Hermiona spojrzała w błękitne oczy Albusa i widziała, że mówił prawdę, że Severus się bez wątpienia obudzi. Nie mogła już powstrzymywać łez, gdy w końcu pozwoliła sobie uwierzyć, że Severus może przeżyć. Albus przyciągnął ją do siebie i przytulił, a ona zatopiła twarz w jego śnieżnobiałej brodzie. Po kilku minutach, gdy już się w miarę uspokoiła, odsunął się i uśmiechnął szeroko.

- Jeśli czujesz się na siłach, sądzę, że Poppy byłaby wdzięczna za pomoc z tymi rozhisteryzowanymi czwarto rocznymi.

Podążała ślepo przez mgłę, która przysłaniała wszystko z wyjątkiem pleców Harry'ego, więc podążyła za nim.

- Nie pamiętasz, że Draco umiera?

- Malfoy?

- Nic go nie uratuje, nawet ja.

- Draco?

Zniknął, a Hermiona pobiegła za nim, by odnaleźć go znów stojącego przed ogromnym łożem we mgle. Już miała upomnieć go za tę ucieczkę, kiedy zauważyła w łóżku Dracona. Skóra wisiała na nim niczym na jakiejś nieumartej istocie, a kiedy spojrzał na nią zapadniętymi oczami, wciągnęła gwałtownie powietrze.

- Umieram – wydyszał z trudem. – Nie pamiętasz?

Na jej oczach jego prawie białe włosy zaczęły wypadać niekontrolowanie, skóra wysychała, odsłaniając kości. Jedna dłoń Malfoya sięgnęła ku Harry'emu, który chwycił ją i złożył z powrotem na łóżku, koło szkieletu.

Hermiona poderwała się z krzesła i bez tchu rozejrzała się z oszołomieniem po pomieszczeniu. Wąska smuga światła wślizgnęła się przez szparę pod drzwiami do gabinetu Poppy w skrzydle szpitalnym. Hermiona odetchnęła, widząc gdzie jest. Zerknęła na zegarek i z przerażeniem zauważyła, że spała aż kilka godzin.

Sny były silniejsze i coraz bardziej dziwaczny za każdym razem, gdy zasypiała. Poppy zaoferowała jej eliksir na sen, gdy wcześniej wspomniała o swoich problemach ze spaniem. Po kilku minutach wewnętrznej dyskusji, zdecydowała się wziąć eliksir, by mogła być wypoczęta, gdy później będzie siedzieć przy Severusie.

To postanowiwszy, udała się do strzeżonej szafki za biurkiem i powtórzyła hasło, które dała jej Poppy. Bez problemu znalazła miksturę, odmierzyła właściwą dawkę i wypiła ją jednym duży łykiem. Sen ogarnął ją, gdy tylko dotknęła głową poduszki.

Krew z łomotem pulsowała mu w głowie, niczym tłum dzikusów grających nieustannie na plemiennych bębnach. Wręcz zmusił się do otwarcia oczu. Otoczony przez atramentową ciemność, Severus pomyślał, że może jego powieki nie funkcjonują, ale po chwili zaczął rozróżniać kształty. Odwrócił głowę i zauważył, że znajdował się w łóżku w jakimś szpitalu. Próbował poruszyć rękami lub nogami, ale te odmówiły współpracy. Odwróciwszy głowę w drugą stronę, zauważył na krześle skuloną, ciemną postać z gęstymi lokami, z których każdy włos kierował się w inną stronę.

- Hermiona – próbował powiedzieć, ale jego język był na tyle ociężały, że gdy otworzył usta, by się odezwać, słowa zmieniły się w bezładną mieszaninę sylab.

Hermiona drgnęła, obudzona hałasem i gwałtownie wciągnęła powietrze, zauważając skierowany na nią jego wzrok. Pochyliła się, by zapalić świeczkę na stoliku przy łóżku.

- Wody – wymamrotał z trudem.

Poderwała się z krzesła, by napełnić szklankę. Severus próbował sięgnąć po nią, ale jego mięśnie były na tyle słabe, że był w stanie unieść rękę jedynie na kilka cali.

- Proszę – mruknęła, siadając na brzegu łóżka. Jedną ręką delikatnie uniosła jego głowę, zaś drugą zbliżyła szklankę do jego ust.

Pił wodę szybko, niczym wyczerpany, pustynny wędrowiec. Zakrztusił się, gdy chciał przełknąć na raz zbyt dużo. Hermiona odstawiła szklankę na bok, ułożyła jego głowę z powrotem na poduszce, otarła jego twarz rękawem szaty, ale nie opuściła łóżka.

- Ostrożnie, powinieneś pić wolniej.

Uchylił usta, by wydobyć z siebie słowa. Tym razem mu się powiodło, ale jego zwyczajowy jedwabisty głos brzmiał dla niego bardziej jak skrzeczenie żaby.

- Co się stało?

- Byliśmy na meczu Ginny, kiedy zaatakowali nas Śmierciożercy.

- Pamiętam to, ale wszystko pozostałe jest jakież mgliste.

- Nie dziwię się. Zostałeś trzy razy trafiony Avadą kedavrą.

Jego głos zadrżał, gdy spytał:

- Trzy razy? – Hermiona przytaknęła. – Przypuszczam, że eliksir działa nadzwyczaj dobrze.

- Na to by wyglądało. Jak się czujesz?

- Jakby śmierć była korzystniejsza.

- No cóż, mam nadzieję, że nie dlatego, że razem z Poppy ciężko pracowałyśmy, żeby utrzymać cię przy życiu. – Wyciągnęła różdżkę. – Zrelaksuj się, muszę cię przebadać.

Severus obserwował, jak Hermiona pochyliła się nad nim, przesuwając różdżkę po jego ciele od jednego punktu do kolejnego. Już wcześniej był blisko śmierci, więcej razy niż mógłby zliczyć, ale po raz pierwszy był naprawdę zadowolony, że ktoś mu pomógł. Hermiona, zadowolona z rezultatów, wyprostowała się i ukryła różdżkę w szatach.

- Idę powiedzieć Poppy, że już się obudziłeś – poinformowała go i zniknęła za parawanem.

Wykorzystał wszystkie swoje siły, by unieść się odrobinę, jednocześnie próbując oprzeć ręce na wezgłowiu. Dyszał z wysiłku, ale nie mógł podnieść się bardziej, a jego obecna pozycja nie była zbyt komfortowa. Właśnie wtedy pojawiła się Poppy.

- Severus! Jak cudownie widzieć, że nie śpisz! – wykrzyknęła. – Hermiona poszła poinformować Albusa.

Mistrz Eliksirów zmarszczył brwi i mruknął niechętnie:

- Potrzebuję pomocy, żeby usiąść.

Szybko pomogła mu wygodnie usiąść, umieszczając poduszkę za jego plecami, by mógł się oprzeć. Odwróciła się potem do stolika przy łóżku, by sięgnąć po matową butelkę.

- Coś mi się wydaje, że pora na kolejną dawkę eliksiru wzmacniającego.

Z wdzięcznością przyjął eliksir, czując jak mikstura przepływa przez mięśnie, napełniając je energią. Odsunął na bok kołdrę i zsunął nogi z łóżka.

- Severusie – ostrzegła Poppy surowym głosem. – Nie pozwolę ci opuścić tego łóżka.

- Bogowie, kobieto, chcę po prostu stanąć – mruknął, ostrożnie przenosząc ciężar ciała na nogi.

Przez chwilę stał, po czym zachwiał się niebezpiecznie. Poppy objęła go ramieniem i pomogła mu wrócić do łóżka.

- Nie ruszysz się stąd, dopóki nie będę zadowolona z twojego stanu – zarządziła wściekłym głosem. Severus domyślił się, że nie przełamie jej żadnym argumentem. – Wszyscy się o ciebie martwiliśmy, a szczególnie Hermiona. W ogóle stąd nie wychodziła.

Spojrzał na nią uważnie. Nie zauważyła jego wzroku, poprawiając pościel, którą zrzucił.

- Jaki mamy dzień?

- Niedzielę.

Zastanowił się. Był tutaj od czasu ataku w czwartek, a Hermiona przebywała z nim przez cały ten czas, opuszczając nawet zajęcia.

- Jesteś spragniony?

Kiwnął głową, a Poppy wręczyła mu szklankę wody. Kiedy skończył pić, Albus Dumbledore wkroczył za parawan, mając na sobie szmaragdowo zielone szaty narzucone na długą, szarą koszulę nocną, a za nim podążała Hermiona. Wzrok Severusa zatrzymał się na chwilę na niej, po czym spojrzał na starszego czarodzieja, który usiadł obok niego na łóżku.

- Severusie!

- Dyrektorze.

- Jak się czujesz?

- Bywało gorzej. – Zwęził oczy i pozwolił wyślizgnąć się małemu uśmieszkowi, kiedy dodał – Jestem jednak pewien, że mój wygląd w żaden sposób się nie zmienił.

Poppy zacmokała z dezaprobatą, gdy Hermiona i Albus zachichotali. Każde z nich z zadowoleniem i ulgą zauważyło, że zachował chociaż część poczucia humoru.

- Nisko się cenisz, Severusie. Jestem przekonany, że panie mogą to potwierdzić – odparł Albus z szerokim uśmiechem, spoglądając jednocześnie na Hermionę.

Zaśmiała się nerwowo, odwracając wzrok od Severusa, który obserwował ją z niekłamanym zainteresowaniem. Odkaszlnęła, zanim odparła.

- Ma rację.

Była zadowolona widząc, że Poppy przytaknęła, zanim wymknęła się do swojego gabinetu.

Severus oderwał od niej spojrzenie i zwrócił się do Albusa z pytaniem.

- Ktoś jeszcze został ranny podczas ataku?

- Charlie Weasley zginął, a Artur i Ginny zostali zabrani do świętego Munga. Ginny już wypuścili, ale jeśli chodzi o Artura, Molly spekuluje, że może tam zostać przez kolejny tydzień.

Severus z syknięciem wciągnął powietrze, marszcząc przy tym brwi.

- Przypuszczam, że nie wiemy, kto stoi za tym atakiem?

Albus pokręcił przecząco głową, jednak odpowiedziała mu Hermiona.

- Wydaje mi się, że to Malfoy, tym bardziej po tej wizycie w Hogwarcie.

- Na Dracona to było zbyt niezorganizowane. Jest bardzo precyzyjny i zaatakowałby mnie w chwili, gdy byłbym sam, a nie otoczony przez dobrze wyszkolonych czarodziei i czarownice. Osobiście stawiam na Pettigrew.

- Jestem skłonny się z tobą zgodzić, Severusie – odparł Albus. – Draconowi powiódłby się ten atak.

- Prawdopodobnie macie rację – przyznała Hermiona. – Jednak to dalej nie wyjaśnia, dlaczego zdecydowali się zaatakować.

- Zapewne byliśmy zbyt kuszącym celem: Albus, Potter, Artur Weasley, nie wspominając już o tobie, urodzonej w rodzinie mugoli.

- Nie zapominajmy o tobie, szpieg, który został odkryty i wciąż żyje.

- Jestem niemal zawiedziony, że Voldemort nie przejmował się zbytnio czy będę żywy czy martwy – mruknął.

- No tak, rozumiem cię, kto by nie chciał być poddanym wielogodzinnym torturom, zanim dopadnie go przerażająca śmierć – odparła Hermiona głosem przesiąkniętym sarkazmem. – Bardzo dobrze, że wziąłeś ten eliksir, zanim wyruszyliśmy, ale wciąż nie rozumiem, dlaczego ukryłeś to przed wszystkimi.

Wzruszył ramionami.

- Nie wziąłem go dlatego, że spodziewałem się zasadzki. Od miesiąca piję ten eliksir codziennie, żeby sprawdzić, czy podczas długotrwałego zażywania nie pojawią się jakieś komplikacje. Jedyne co odkryłem, to że temperatura ciała wzrasta nieznacznie.

- Och – mruknęła Hermiona, ze zmieszaniem odwracając wzrok.

Niespodziewanie koło nich pojawiła się znów Poppy, dzierżąc butelkę z eliksirem nasennym.

- Wystarczy już tych wizyt, mój pacjent musi odpoczywać – poinformowała ich. Albus uśmiechnął się w odpowiedzi.

- Dobrze, moja droga. Severusie, później przyjdę sprawdzić, jak się czujesz. – Dyrektor poklepał Severusa po ramieniu, po czym wstał, kiwnął głową Poppy i Hermionie i skierował się do parawanu. – Dobranoc, moje panie.

Poppy odwróciła się do Severus i próbowała wcisnąć mu butelkę z miksturą, ale on jedynie ją odepchnął.

- Severusie, jeśli dobrowolnie nie weźmiesz tego eliksiru – zaczęła pielęgniarka z niepokojącymi błyskami w oczach – będę zmuszona poprosić profesor Granger, żeby cię przytrzymała, gdy ja będę go siłą w ciebie wlewać.

- Poppy, do tej pory nigdy nie wziąłem żadnej z twoich nasennych mikstur i nie zamierzam tego dziś zmieniać!

Starsza czarownica skrzyżowała ręce, spoglądając na niego, ale Severus, będąc mistrzem spojrzeń, był nieugięty. Kiedy uniósł brew, odpuściła i zwróciła się do Hermiony.

- Czy w takim razie zostaniesz tutaj trochę? Żeby się upewnić, że się nie wymknie?

- Em, ja… nie wiem, nie myślałam o tym – zająknęła się Hermiona, zerkając raz na nią, raz na łóżko, skąd Severus przyglądał im się uważnie. – Nie sądzę, żebyśmy musiały go teraz pilnować. Co o tym sądzisz?

- Mogłabyś dotrzymać mi towarzystwa przez jakiś czas – odparł Severus, nie odrywając wzroku od jej oczu. Hermiona poczuła suchość w ustach.

- Byle nie zbyt długo, Severusie – mruknęła Poppy, kierując się w stronę parawanu. – Dobranoc, moi drodzy.

Hermiona usiadła na krześle, przygryzając dolną wagę, podczas gdy jego czarne oczy wwiercały się w nią nieustannie.

- Poppy powiedziała mi, że byłaś tu od czwartku – oznajmił po chwili.

- Tak, przez większość czasu – odparła z wahaniem, nie będąc pewną, dokąd ta rozmowa zmierza. – Sprowadziłam cię tutaj ze stadionu. Wyszłam kilka razy, żeby sprawdzić eliksir i przydzielić zadania moim klasom i rozprostować nieco nogi i powstrzymać się przed zamordowaniem kogokolwiek – czy Poppy przed zamordowaniem mnie – ale to wszystko.

- Dziękuję.

- Za to, że tu byłam? – spytała z nutą zdziwienia w głosie. Kiwnął głową. – Co innego mogłam zrobić?

- Zająć się z powrotem swoim życiem, jak bym się spodziewał.

Spojrzała w dół na swoje ręce.

- Ja… nie mogłabym. Tak się martwiłam…

Przyjrzał się w ciszy, jak spoglądała to na swoje ręce, to na łóżko, czy okno, wszędzie, tylko nie na jego twarz. Zrozumiał, że nie mogła go opuścić dokładnie z tego samego powodu, dla którego cieszył się, że została. Jego serce eksplodowało, rozpadając się na tysiące kawałków. Nie mógł dłużej ignorować tęsknoty własnego serca, był zmęczony udawaniem, że mu nie zależy. Może to przez bliskość śmierci, ale nie obchodziło go to teraz, kiedy postanowił pozbyć się pozorów obojętności.

- Hermiono – mruknął niskim i miękkim głosem, na co uniosła swoje brązowe oczy do jego onyksowych. – Podejdź tu.

Posłuchała bez zbędnych pytań. Jej nogi ruszyły w jego kierunku, nie czekając na sygnał z mózgu, który po chwili ocknął się. Tuż przy łóżku zawahała się. Widząc jej niepewność, delikatnie objął ją w talii, pociągając ją w dół na łóżko. Usiadła obok niego z milionami emocji, wypisanymi na twarzy. Wolną dłonią dotknął jej policzka.

- Hermiono – powiedział znów z aksamitnym brzmieniem w głosie.

Hermiona poddała się jego dotykowi, a w jej oczach zebrały się łzy, gdy zaczął gładzić kciukiem jej policzek. Delikatnie przyciągnął ją do siebie, obejmując ją mocniej ramieniem, kiedy łzy spłynęły po jej twarzy.

- Myślałam, że cię stracę – wykrztusiła z trudem, łkając cicho. Objął ją jeszcze mocniej, czując łzy przesiąkające przez jego cienką koszulę.

- Ciiii. Już w porządku, nie mam zamiaru cię opuszczać – wyszeptał w jej włosy. – Potrzeba więcej niż setkę Śmierciożerców, żeby mnie od ciebie zabrać.

Hermiona zaszlochała głośniej, obejmując ręką jego pierś i wtulając się w niego mocno. Jej nadgarstek wbijał się w jego żebra, ale Severus nie zwracał na to uwagi, a nawet tego nie zauważył, leżąc na niewygodnym materacu w skrzydle szpitalnym, w zamyśleniu głaszcząc jej włosy.

Poczuł, jak oddech Hermiony z wolna zaczął się uspokajać, a ona sama po chwili zasnęła. Objął ją mocniej, starając się nie zasypiać. Tyle myśli krążyło niespokojnie po jego głowie, na temat eliksiru, Hermiony, jego klas, jednak szczególnie na temat eliksiru, ale nie był w stanie pozostać rozbudzony i po chwili sam zasnął.

Severus poczuł nagle zmianę ciężaru na łóżku. Drgnął, budząc się natychmiastowo, obawiając się, że może to Hermiona chce odejść. Zamiast tego jednak ujrzał nad sobą błyszczące oczy Albusa Dumbledore'a. Zmarszczył brwi.

- Co tu, do cholery, robisz? – syknął, na co starszy czarodziej uśmiechnął się szeroko.

- Miałem problemy ze spaniem, więc postanowiłem sprawdzić, jak się czują pacjent i jego opiekunka, nic poza tym. – Urwał, by spojrzeć na nich sponad okularów. Ramiona Severusa otaczały opiekuńczo Hermionę, natomiast jej głowa spoczywała na jego klatce piersiowej. Obraz ten wywołał u dyrektora szerszy uśmiech. – Widzę, że pojawiły się postępy.

- Jestem pewien, że sprawia ci to wielką przyjemność, mam rację? W końcu czekałeś na to od dawna.

- Na to, żeby zobaczyć cię szczęśliwego, Severusie? Tak, tak, czekałem.

Severus nachmurzył się i spojrzał na postać śpiącą w jego ramionach.

- Szczęście jest przelotne.

- Co nie znaczy, że nie jest warte zachodu.

- Tak, tak, wiem, nie musisz mi znowu cytować Tennysona.

- Cieszę się, że wreszcie zaczynasz słuchać, co do ciebie mówię.

- Masz jakiś prawdziwy powód, dla którego tu jesteś?

- Tak, jak mówiłem, po prostu sprawdzam, co z tobą.

- W takim razie wynoś się, zanim Poppy się obudzi i cała szkoła się dowie!

- Dobrze – odparł Albus wstając. Jego błękitne oczy rozbłysły, gdy skierował się w stronę parawanu. – Ale każdy i tak niedługo się dowie, bo w końcu kto widział kiedykolwiek zakochanego Severusa Snape'a?

Severus warknął niebezpiecznie, ale Albus zdążył już zniknąć, a on wciąż nie miał sił, by ruszyć w pościg. Nachmurzył się, postanawiając kategorycznie bronić swojej reputacji szkolnego łajdaka, pomimo czegokolwiek między nim a Hermioną.

Jednak Severus nie widział Poppy, stojącej w drzwiach gabinetu, zasłaniając dłonią szeroki uśmiech, gdy pojawił się Albus, ani też nie zauważył mrugnięcia, które Albus skierował do niej wychodząc.