Niestety, Hermiona i Severus nie mogli poświęcić całego sobotniego poranka na rozgryzienie jej dziwacznego snu, jako że był to poranek , którego miał się odbyć najlepszy mecz quidditcha roku, Slytherin kontra Ravenclaw.
Severus, wciąż leżąc w łóżku, przeciągnął się i otrząsnął z resztek snu, gdy przypomniał sobie o meczu. Ta rozgrywka miała być decydująca w całym Pucharze Quidditcha, pomimo, że zostały jeszcze trzy mecze. Hufflepuff i Gryffindor miały wyjątkowo słabe drużyny i walczyły o przedostatnie miejsce w Pucharze.
- Cholera! – wyrwało mu się. Wstając z łóżka, zerknął, czy Hermiona już się obudziła.
- Hmm? – rozległ się senny pomruk, po czym obróciła się do niego.
- Prawie zapomniałem o dzisiejszym meczu, a raczej podejrzliwe by było, gdyby Opiekun Domu się na nim nie zjawił.
- Jasna cholera!
Hermiona poderwała się, odrzucając na bok kołdrę.
- Co? – zapytał, przekopując się przez ciuchy porozrzucane na podłodze w poszukiwaniu swoich spodni. – Nie ma dziesiątej, więc możesz spokojnie jeszcze godzinę pospać. Chciałem przed meczem porozmawiać z Tomem Traversem.
- Nie o to chodzi. Ron mówił, że będzie tu wcześnie, żeby załapać się jeszcze na śniadanie przed meczem.
Severus zamarł z jedną nogawką naciągniętą, wpatrując się w Hermionę.
- Zaprosiłaś Weasleya?
Wzruszyła ramionami, podchodząc do komody.
- Tak.
- Zaprosiłaś Ronalda Weasleya na mój mecz quidditcha?
- To nie jest twój mecz i tak, zaprosiłam go – zawołała przez ramię, nie wysilając się, by na niego spojrzeć. Czuła na sobie jego spojrzenie, więc w końcu westchnęła i obróciła się do niego. – Severusie, proszę. To mój przyjaciel.
Severus zmarszczył brwi, ale w końcu ustąpił, oczywiście dopiero po posłaniu jej odpowiedniego spojrzenia.
- Niech ci będzie, skoro nie mam nic do gadania w tej kwestii.
- Dziękuję – odpowiedziała, wywracając oczami. Sięgnęła po szare spodnie i niebieski sweter i zaczęła się przebierać.
- Nie ubierzesz zieleni i czerni, żeby wspierać moją drużynę?
Hermiona zerknęła na niego, gdy wciągnęła sweter przez głowę.
- Żartujesz, prawda? – Wzruszył jedynie ramionami, więc kontynuowała. – To by znaczyło, że ja, Gryfonka, otwarcie popieram ciebie, Ślizgona.
- Oczywiście, ludzie zaczęliby o tym mówić.
- Poważnie, nie przejmuję się nauczycielami, ale czy naprawdę chcesz być głównym tematem plotek uczniów? Ja wiem, że nie chcę.
- W końcu do tego dojdzie.
- Nie muszą o tym wiedzieć przed zakończeniem roku szkolnego – powiedziała, zakładając spodnie, przez co nie widząc mieszanych uczuć, które pojawiły się na chwilę na jego twarzy. Kiedy przez chwilę milczał, spojrzała na niego. – Co?
Zupełnie zapomniał, że miała odejść wraz z końcem roku. Potrząsnął jednak głową i zamiast tego odpowiedział:
- Myślałem o Traversie.
- Powinieneś chyba pójść i z nim porozmawiać. Ja muszę poszukać Rona.
- Panie przodem.
Hermiona złapała szaty w drodze do wyjścia i gdy tylko opuściła swoje kwatery, dostrzegła w oddali Rona i Ginny Weasley, praktycznie biegnących do niej przez korytarz. Westchnęła, marząc, by było już po burzliwej konfrontacji. Zmusiła się do uśmiechu i uścisnęła przyjaciół.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, Miona – powiedział Ron z uśmiechem. – Ginny chciała wlec się za mną, żeby zrobić mały rekonesans dla Armat.
- Ta, moja drużyna jest tak żenująca, że pomyślałam sobie, że sprawdzę, jak radzą sobie siódmoroczni i czy może nie szykują się tu jacyś przyzwoici gracze.
- Jestem przekonana, że będą podekscytowani okazją do zagrania w drużynie dzięki tobie, Ginny.
- Okazja? Granie dla najgorszej drużyny… – Ron urwał, gdy dostrzegł Severusa, który wyszedł z kwater Hermiony i zatrzymał się tuż za nią. – Co do…? Do ty tu, do cholery, robisz, Snape?
Zajmuję się twoją najlepszą przyjaciółką, co powinno być oczywiste, palancie – przeszło Severusowi przez myśl, ale zamiast powiedzieć to na głos, ograniczył się do szelmowskiego uśmieszku i uniesionej brwi. Sądząc po grymasie i spojrzeniu, jakie otrzymał w odpowiedzi, Ron zrozumiał przesłanie. Za to Ginny w ogóle nie wyglądała na zaskoczoną, co nasuwało Severusowi podejrzenia, że o wszystkim dowiedziała się już od Hermiony. Pozdrowił ją krótkim skinięciem głowy, na co uśmiechnęła się.
Położył dłoń na ramieniu Hermiony i pochylił się na tyle, by wnerwić Weasleya. Odwrócił wzrok od niego, by spojrzeć na Hermionę.
- Spotkamy się na trybunach.
- W porządku.
Ron odprowadził go spojrzeniem, ignorując Hermionę, wołającą go po imieniu.
- Ron, przysięgam na Merlina, że jeśli spróbujesz…
- Czy wy, czy wy… Merlinie, nie potrafię tego nawet powiedzieć!
- Masz na myśli, czy pieprzyła się ze Snapem? – zapytała Ginny i powstrzymała z trudem uśmiech, gdy Ron się wzdrygnął.
- Bogowie, Ginny! Teraz mam przerażającą wizję nagiego Snape'a!
- Och, dorośnij już, Ron – wtrąciła się Hermiona, objęła ich obojga ramionami i pociągnęła ich w stronę, z której przyszli. – Nie wiem, jak wy, ale ja umieram z głodu.
- Całonocne maratony potrafią wyczerpać – zachichotała Ginny.
- Ginny, jak się nie zamkniesz – zagroził jej Ron z drugiej strony Hermiony – przez miesiąc nie będziesz w stanie jeździć na miotle!
- Myślę, że jest po prostu zazdrosny – poinformowała Hermionę scenicznym szeptem. – Słyszałam, jak żalił się Billowi, że od ponad roku nie miał z żadną okazji.
- Ginny!
Ron próbował dosięgnąć Ginny, ale Hermiona odepchnęła go ze śmiechem.
- Nic dziwne, że tak desperacko pragnął, żebym go zapoznała z Anne.
- Anne? – zawołali równocześnie.
- Czyli tak ma na imię! – wykrzyknął Ron, zapominając o wcześniejszej złości na Ginny. – Będzie na meczu?
Hermiona wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, ale prawdopodobnie tak. Była w Ravenclawie, jak jeszcze się uczyła.
- Co nie znaczy, że masz u niej jakiekolwiek szanse.
- A niby czemu nie? Kto by nie pragnął przystojnego i czarującego aurora? – Ron nachmurzył się, gdy obie zachichotały. – Co?
- Nic takiego Ron – odparła Hermiona, obejmując go z powrotem ramieniem. – Pewnego dnia uszczęśliwisz jakąś czarownicę.
- Tak, jak się z nią rozwiedziesz.
Trzęsąc się ze śmiechu, Hermiona odwróciła się do Ginny, by ją zbesztać. Zbliżając się powoli do Wielkiej Sali, Ron spojrzał na nie obie.
- Wiedzie, doceniłbym chociaż odrobinę wsparcia od siostry i najlepszej przyjaciółki, ale chyba proszę o zbyt wiele!
Z nadąsanym grymasem skrzyżował ręce na piersi, zanim Hermiona go przytuliła.
- Zawsze masz moje wsparcie.
- Właśnie, Ron, tylko żartowałam. No dalej, nie wkurzaj się.
Westchnął ciężko i podrapał się w głowę.
- No dobra, ale tylko dlatego, że jestem zbyt głodny, żeby się wkurzać.
Hermiona roześmiała się i klepnęła go w plecy, po czym cała trojka wkroczyła do Wielkiej Sali na śniadanie.
Severus usiadł za biurkiem, czytając eseje czwartorocznych, gdy rozległo się mocne pukanie do drzwi.
- Wejść.
Drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem, a do pomieszczenia wszedł Tom Travers, kapitan i ścigający Ślizgonów. Wysoki, barczysty i przystojny szóstoroczny z rudawo-złotymi włosami i przeszywającym spojrzeniem niebieskich oczu zatrzymał się przed biurkiem.
- Profesorze?
- Drużyna jest gotowa?
- Tak, proszę pana. Mieliśmy w tym tygodniu trzy ekstra treningi, żeby przygotować się do manewrów Krukonów.
- Dobrze, bo jeśli nie wygracie, przydzielę wam dodatkowe poranne ćwiczenia na każdy dzień aż do końca roku.
- Tak jest, proszę pana. Sporo ćwiczyliśmy nad obroną…
Severus przerwał mu spojrzeniem.
- Nie jestem waszym trenerem. Nie obchodzi mnie, co dokładnie robicie. Macie po prostu wygrać. – Na twarzy chłopaka nie było widać ani przez moment wahania. Stał spokojnie w milczeniu, zanim Severus nie powiedział: – To wszystko.
Travers kiwnął głową, odwrócił się na pięcie i wyszedł z gabinetu. Severus odchylił się w fotelu i nachmurzył się, spoglądając na eseje.
Ten miecz będzie jedynym dobrym w tym sezonie, chyba że Gryffindor albo Hufflepuff wbrew wszelkim oczekiwaniom zagrają porządnie, co, biorąc pod uwagę talenty, czy też raczej ich brak, było niemal nieosiągalne w przypadku obu drużyn. Ravenclaw miał niesamowity zespół ścigających i bardzo dobrego szukającego, ale ich obrońca i pałkarze grali raczej średnio, a pięciu członków drużyny było z siódmego roku. Natomiast jeśli chodzi o Ślizgonów, w zeszłym tygodniu wykazali się niebywałymi umiejętnościami i żaden członek drużyny nie kończył szkoły w tym roku, więc będą mieli jeszcze szansę na zwycięstwo w przyszłym, nawet jeśli tegoroczny Puchar Quidditcha nie trafi do nich.
Severus powrócił do eseju, który sprawdzał i błyskawicznie go oblał, dopisując na marginesie komentarze dotyczące niekompetencji autora. Po mniej niż godzinie miał za sobą wszystkie eseje i zdecydował się obejrzeć rozgrzewkę swojej drużyny, więc opuścił lochy, kierując się w stronę wielkich, dębowych drzwi.
Zapowiadał się piękny dzień na mecz quidditcha. Słońce świeciło z przejrzystego, błękitnego nieba, a lekki wiaterek bez pośpiechu muskał murawę. Severus wspiął się na trybuny, zasłaniając oczy przed promieniami słońca. Był wdzięczny, gdy przez niebo przemknęła mała chmurka, zasłaniając na chwilę kolę ognia. Idąc po schodach, zerknął na boisko, gdzie obie drużyny rozgrzewały się już w chłodnym powietrzu.
Gdy dotarł na samą górę, gdzie znajdowały się wydzielone trybuny dla grona pedagogicznego, w ogóle się nie zdziwił na widok Flitwicka, stojącego na pierwszej ławce i dopingującego swoją drużynę. Rozglądając się wokół, Severus dostrzegł sporą liczbę uczniów, którzy również przyglądali się wspólnej rozgrzewce.
- Och, witaj, Severusie – powiedział mały czarodziej, oklaskując energicznie wykonany idealnie manewr. – Doskonale, Perpetuo!
- Filiusie.
Severus udał się do czwartego rzędu od końca, gdzie usiadł, opatulając się dokładniej peleryną, by chronić się przed chłodnym wiaterkiem, zanim wyjął omnikulary, by ustawić ostrość na drugi koniec boiska, gdzie ćwiczyli Ślizgoni. Po piętnastu minutach zniżyli lot i wylądowali, by skryć się w szatni na krótkie spotkanie drużynowe. Kiedy Krukoni uczynili to samo, Flitwick obrócił się do niego.
- Muszę zauważyć, Severusie, że ostatnimi czasy wyglądasz zdrowiej.
Severus powoli przeniósł wzrok na starszego czarodzieja.
- Doprawdy? Nie zauważyłem.
- To musisz być jedyną osobą, która tego nie dostrzegła.
- Ufam, że nasz drogi Severus poświęca więcej czasu na sen, niż zazwyczaj – rozbrzmiał od schodów donośny głos, a Flitwick niemal ześlizgnął się z ławki z radochy.
- Dziękuję, Albusie – prychnął Severus, obserwując dyrektora, gdy ten zmierzał do swojego miejsca na trybunach.
Siadając koło Severusa, Albus posłał Filiusowi wymowne spojrzenie, które niższy czarodziej potwierdził mrugnięciem.
- Wybaczcie mi, proszę, chciałbym jeszcze zamienić kilka słów z moją drużyną i dodać im otuchy przed meczem. Niech wygrają lepsi.
- Przygotowałeś się już psychicznie na porażkę?
- Wręcz przeciwnie, Severusie – odparł Filius z uśmiechem i zniknął na schodach.
Severus odwrócił się do Albusa, by spojrzeć na niego niepewnie.
- Więc? O co chodzi?
Starszy czarodziej uśmiechnął się na widok nieufności w jego oczach.
- Po prostu chciałem się sprawdzić, jak się czujesz ostatnimi czasy, nic więcej. Czy dyrektor nie może się martwić o swoich nauczycieli?
Severus zmarszczył brwi, odrywając wzrok od hipnotyzującego spojrzenia błękitnych oczu.
- Dlaczego zawracasz mi głowę takimi pytaniami? Nie myśl, że nie zauważyłem, jak szperasz w mojej głowie.
- To, co wiem, a to, co mi mówisz, to są dwie różne rzeczy – odparł Albus po chwili zadumy. – Najlepszy wgląd w twoje prawdziwe uczucia daje mi to, co sam mi mówisz. Sam znasz najlepiej ograniczenia legilimencji.
Severus błyskawicznie odwrócił głowę, by rzucić mu paskudne spojrzenie, ale Albus jedynie się roześmiał.
- Nie musisz mi mówić, jak bardzo mnie nienawidzisz, już to wiem. – Spojrzał w niego, pogrążając się we własnych myślach. – Wszyscy nauczyciele się o ciebie martwią, Severusie. Nie zapomnij o tym.
- Jak wielu z nich ma dojście do moich prywatnych spraw? – warknął.
- Nie mogę ręczyć za Argusa, bo jeszcze o tym nie rozmawialiśmy – powiedział Albus z uśmiechem, obserwując Severusa, gdy ten wzdrygnął się na samą myśl, że Filch mógłby wiedzieć cokolwiek o jego prywatnym życiu. – Ale wydaje mi się, że większość personelu orientuje się w sytuacji, która pojawiła się między tobą, a profesor Granger. Właściwie nawet Sybilla poświęciła swój czas, by odwiedzić mnie jednego dnia. Wspominała, że przewidziała, że coś takiego nastąpi, jak jeszcze Hermiona była uczennicą.
- Nie wątpię – mruknął Severus, ignorując szeroki uśmiech na twarzy dyrektora. – Z pewnością też się tego spodziewałeś.
Albus roześmiał się.
- Nie mogę zaprzeczyć, że przeszło mi to przez myśl więcej niż jeden raz.
Severus już miał na końcu języka kąśliwą odpowiedzieć, ale powstrzymał się przed wypowiedzeniem jej, gdy na szczycie schodów pojawili się Hermiona, Ron i Ginny, a tuż za nimi szli Minerwa z Filiusem, rozmawiając o drużynie Krukonów i ich szansach na wygraną. Minerwa, oczywiście, chciała by wygrał którykolwiek dom, oprócz Slytherinu, więc skrupulatnie przekazywała całą swoją wiedzę o quidditchu Flitwickowi, by zwiększyć szanse jego drużyny.
- Hermiono, obawiam się, że zająłem twoje miejsce – zawołał wesoło Albus, a Severus posłał cierpki uśmiech Hermionie, która zarumieniła się, słysząc bezczelne stwierdzenie dyrektora.
- Nic się nie stało, może pan tam zostać, jeśli pan chce, dyrektorze – zaczęła mówić, ale starszy czarodziej już wstał, by przywitać ich wszystkich i uścisnąć dłonie Ronowi i Ginny.
- Wspaniale jest widzieć was oboje z powrotem w Hogwarcie! Zdaje się, jakby to było zaledwie wczoraj, gdy oboje prowadziliście Gryffindor do zwycięstwa.
- Też grałeś w quidditcha? – zapytała Anne, a uszy Rona gwałtownie poczerwieniały.
- Tak, ale nie byłem tak dobry, jak Ginny czy Harry.
Hermiona i Ginny spojrzały na siebie i równocześnie zachichotały, przypominając sobie, jak kiepsko Ron sobie radził na początku. Hermiona ruszyła w kierunku Severusa, by usiąść obok niego, a Ginny podążyła za nią. Kilka minut później, Ron ruszył wzdłuż trybun z Anne tuż za sobą, nie przerywając ożywionej rozmowy.
- Nie mogę uwierzyć, że ona wciąż z nim rozmawia – szepnęła Hermiona do Ginny.
- Jakbyś zapomniała, to jedyni faceci tutaj są naprawdę starzy – odparła Weasley, a gdy Severus pochylił się, by spiorunować ją wzrokiem, szybko dodała: – Miałam na myśli wolnych facetów, profesorze.
Jego grymas złagodniał i pozwolił sobie nawet na nieznaczny uśmieszek, który błyskawicznie zniknął, gdy Hermiona zaczęła mówić.
- Nie poznałaś jeszcze Wasilija! Jak skończyliśmy szkołę, dostał stanowisko nauczyciela Numerologii. Rosjanin, naprawdę zachwycający… ał!
Ginny szturchnęła ją w żebra i wskazała wzrokiem na Severusa, więc Hermiona odwróciła się, by napotkać kolejne piorunujące spojrzenie, tym razem zaadresowane do niej.
- Ale nie ma tyle sprytu i wspaniałego sarkazmu, któremu nie mogę się oprzeć.
Severus objął ją w talii, gdy oparła się o niego i położyła dłoń na jego udzie. Ron, idąc przez trybuny, dostrzegł ich oboje, a jego brwi wystrzeliły w górę w niedowierzaniu, by zaraz zjechać z powrotem i stworzyć niemal jedną czerwoną linię, gdy się nachmurzył. Severus napotkał jego spojrzenie, a jego czarne oczy zdawały się przenikać Rona na wskroś. W końcu rudzielec odwrócił wzrok i usiadł obok Ginny.
Po dziesięciu minutach pojawiła się reszta nauczycieli, włączając w to Wasilija. Ginny zgodziła się z Hermioną, że był zachwycający. Kilka minut później wśród głośnych oklasków na boisko wkroczyły obie drużyny. Dołączyła do nich pani Hooch, niosąc skrzynkę z piłkami.
- Mamy wspaniały dzień na mecz quidditcha i czeka nas równie wspaniałe starcie: Ravenclaw kontra Slytherin! – wykrzyknął Stephen Stebbins, pełen życia Puchon, który był komentatorem.
Wraz z gwizdnięciem obie drużyny wystrzeliły w powietrze, a pani Hooch wypuściła wszystkie cztery piłki. Ravenclaw jako pierwszy zdobył kafla i Perpetua Clearwater, kapitan i gwiazda drużyny, zanurkowała i podała do innego gracza, któremu kafel wyślizgnął się z rąk i został błyskawicznie przejęty przez Trevora Groota, najlepszego ścigającego, jakiego Ślizgoni kiedykolwiek mieli.
- Ścigający Frank Fawcett upuszcza kafla prosto do rąk Trevora Groota! I mamy dwóch na jednego, Balbina Zabini dołącza się i leci prosto do bramki!
Dwójka ścigających zapikowała w stronę obrońcy, Cynthii Ackerley. Groot odbił w lewo, próbując odciągnąć obrońcę podał błyskawicznie do Zabini, która ustawiła się przy prawym słupku i przerzuciła kafla przez pętlę, zdobywając bez trudu dziesięć punktów.
- Slytherin zdobywa przewagę, 10-0.
Krukoni wrócili do gry z kaflem w rękach Fawcetta, który podał do trzeciego ścigającego, Kevina Entwhistle. Kevin śmignął wzdłuż boiska, unikając starannie tłuczka i wykonał długie podanie do Clearwater, która rzuciła kafla do bramek Slytherinu, dokładnie pomiędzy rozłożonymi rękoma obrońcy.
- Ravenclaw odpowiada skomplikowanymi podaniami i jest 10-10!
Andrew Pritchard, ścigający Ślizgonów, zanurkował z kaflem i zwolnił na tyle, by Bradley Bole mógł odbić tłuczek, po czym podał do Groota.
Severus wyciągnął znów omnikulary, by wśród graczy odszukać Traversa. Dostrzegł go śledzącego uważnie szukającego Krukonów, Rogera Sherwyna, niewielkiego czwartorocznego o bystrym spojrzeniu i niesamowitych umiejętnościach latania na miotle. Jego oczy bezustannie błądziły po boisku w poszukiwaniu błysku złota i żółtych promieniach słońca. I nagle Sherwyn przypadł do miotły i wystrzelił naprzód. Travers machnął szaleńczo na najbliższego pałkarza, Keene'a Broadmoora. Broadmoor poświęcił moment na wyliczenia, zanim precyzyjnie uderzył w tłuczek, kierując go dokładnie w stronę pikującego szukającego. Tłuczek trafił w ogon miotły, z impetem zrzucając szukającego, który przekoziołkował nad własną miotłą.
Minerwa gwałtownie wciągnęła powietrze, a Flitwick zasłonił oczy, gdy szukający zawisł nad boiskiem, trzymając się miotły jedną ręką. Rozkołysał się, przerzucił nogę nad trzonkiem miotły i podciągnął się z powrotem. Przez stadion przepłynęło westchnienie ulgi, zakłócane syknięciami Ślizgonów.
- Było blisko! Celny strzał Ślizgońskiego pałkarza, Keene'a Broadmoora, prawie całkiem wyłączył z gry Sherwyna!
Severus uśmiechnął się z wyższością, spoglądając na Minerwę i Filiusa, który w końcu odsłonił oczy i teraz stał na ławce, by widzieć, jak najwięcej.
- Ofensywa może ściągać widzów, ale to defensywa daje zwycięstwo – powiedział jedwabistym głosem.
Pani Hooch dmuchnęła w gwizdek i sprawdziła, czy szukający Krukonów był w stanie dalej grać, zanim wznowiła rozgrywkę. Ślizgoni wciąż byli przy kaflu. Groot podał do Andrew Pritcharda, który prześlizgnął się między kryjącymi go graczami i zdobył kolejne punkty, zmieniając wynik na 20-10.
Ścigająca Krukonów Clearwater zanurkowała i odbiła w lewo, by wyminąć Zabini, po czym podała do Fawcetta, ale Pritchard przemknął między nimi, przechwytując kafla, jakby spodziewał się takiego zagrania i zawrócił w stronę bramek.
Severus spojrzał z wyższością na Hermionę, gdy Ślizgoni zdobyli następne punkty.
- Nie bądź taki pewny, wciąż mają dobrego szukającego – mruknęła.
Sherwyn wzniósł się nad boisko, wciąż wypatrując, jakby to bliskie spotkanie z tłuczkiem w ogóle się nie wydarzyło. Ślizgoński szukający na powrót uczepił się jego ogona, zaś po nimi dalej toczyła się rozgrywka. Doskonała obrona na tyle dobrze powstrzymywała Krukonów, że Ślizgoni osiągnęli znaczne prowadzenie zmieniając wynik na 80-30. W chwili, gdy Krukoni przechwycili kafla, Travers dostrzegł uskrzydloną złotą piłkę i wystrzelił w jej kierunku, wiedząc, że ma zaledwie kilka sekund przewagi nad przeciwnikiem.
- Uwaga, wygląda na to, że obaj dostrzegli znicz!
Tłum wstał pospiesznie, wpatrując się w dwóch szukających mknących na miotłach wysoko ponad boiskiem i niemal wszyscy wstrzymali oddech, gdy w kierunku Sherwyna pomknął tłuczek, ale Krukon bez problemu go uniknął, obniżając gwałtownie lot, przez co jednak oddalił się od znicza.
Groot, ścigający Ślizgonów, oddalił się od akcji toczącej się wokół kafla, by staranować Sherwyna i zepchnąć go z obranego kursu. Stadion niemal zatrząsł się od głośnego „Faul!", wykrzyczanego przez setki gardeł, ale pani Hooch nie dostrzegła tego zagrania i gra toczyła się dalej. Kiedy Sherwyn próbował wrócić do pościgu za zniczem, Travers pochylił się mocniej, starając się wyciągnąć ze swojego Nimbusa 3000 wszystkie możliwości. Nagle złota piłeczka opadła dwadzieścia stóp w dół i skręciła w lewo, trafiając dokładnie na trasę lotu Rogera Sherwyna.
- Nie wierzę! Roger Sherwyn złapał znicz! Ravenclaw zwycięża! Finałowy wynik, 180-80!
Trybuny wybuchły oklaskami i pełnymi radości krzykami, a między nimi dało się jeszcze słyszeć gwizdy, dobiegające ze strony Ślizgonów. Hermiona zerknęła na Severusa, który zmarszczył brwi z wyjątkowym niezadowoleniem i skrzyżował ręce na piersi. Gdy położyła rękę na jego ramieniu, powoli wypuścił powietrze, które wstrzymał, kiedy Krukoński szukający chwycił znicz, po czym odwrócił się do Hermiony z wyraźnym zmęczeniem na twarzy.
- No cóż, Gryfoni pokonaliby Krukonów – powiedziała z nadzieją, na co Severus jedynie prychnął.
- Będę musiał czekać kolejny rok, by odzyskać Puchar Quidditcha. Ale przynajmniej nie będzie tym razem należał do Minerwy – dodał.
- Jestem przekonana, że ona myśli dokładnie tak samo.
Ginny szturchnęła ją w żebra i wtrąciła się.
- Idziemy do Trzech Mioteł, wybierasz się z nami? Pan też, profesorze Snape.
- Z wielką chęcią – odpowiedziała natychmiast Hermiona i odwróciła się do Severusa, który pokręcił głową.
- Muszę dopilnować eliksir.
- Jesteś pewien, że nie możesz zostawić go w zastoju i iść z nami? – Pokręcił znów głową, więc zdecydowała, że nie będzie naciskać. – W takim razie wpadnę, jak będę wracać.
- Odpowiada mi to – odparł Severus, wstając.
Jego długie palce na moment uścisnęły jej dłoń, a ich oczy się spotkały, zanim ruszył wzdłuż trybun, zatrzymując się, by pogratulować Filiusowi i uścisnąć mu dłoń. Hermiona uśmiechnęła się do siebie.
- Chyba nie jest taki zły, jak zachowuje się po ludzku, Miona – odezwała się Ginny, obserwując Severusa, rozmawiającego z Minerwą, zanim obrócił się, by spojrzeć ostatni raz na Hermionę i opuścił stadion.
- I nie nienawidzi ciebie. Wciąż nie mogę zrozumieć tej jego upartej nienawiści do Harry'ego i Rona. – Hermiona wychyliła się, by spojrzeć na Rona i Anne, wciąż pogrążonych w rozmowie mimo, że mecz już się skończył, a trybuny prawie opustoszały. – A niech mnie, musiał ją zaczarować!
- Żartujesz sobie? Nie byłby w stanie zrobić eliksiru miłosnego, albo rzucić jakiekolwiek zaklęcie miłosne, nawet gdyby od tego zależało jego życie.
- W takim razie może ona naprawdę go lubi.
- Biorąc pod uwagę, że to jest Ron, to ona albo musi go lubić, albo być lesbijką. – Ginny zerknęła na Wasilija, rozmawiającego z Flitwickiem. – Hej, myślisz, że Wasilij chciałby wybrać się z nami na drinka?
Wasilij rzeczywiście z chęcią dołączył do wyprawy do Hogsmeade, tak samo jak Minerwa, Hagrid i Filius, jak tylko usłyszeli zaproszenie. Ku rozczarowaniu Ginny, która nie mogła przez to zbyt długo rozmawiać z Wasilijem. Godziny błyskawicznie zleciały i zanim ktokolwiek się zorientował, zapadła noc. Ginny i Ron pożegnali się ze wszystkimi – Ron, korzystając z okazji, wsunął Anne kawałek pergaminu do ręki – i aportowali się.
Nauczyciele wrócili do Hogwartu, rozdzielając się w sali wejściowej. Hermiona udała się schodami na dół, do lochów, gdzie wraz z Severusem zjadła obiad w pracowni i spędziła większość wieczoru wśród eliksirów. Kilka godzin później razem udali się do kwater Severusa i Hermiona bardzo szybko zasnęła.
Gdy tak leżała, śniąc o Harrym i Draconie, Severus ułożył się obok niej i wniknął do jej umysłu, który w czasie snu był właściwie pozbawiony wszelkiej ochrony.
Ledwie moment później utknął już w jej śnie, w którym Hermiona była otoczona przez mgłę, a z daleka dobiegał głos Harry'ego.
- Draco umiera, nie pamiętasz?
Severus przyjrzał się uważnie otaczającej ich mgle, ale nie dostrzegł w niej żadnych cieni. Wspomnienia były wręcz wyczuwalne, ale wciąż pozostawały poza zasięgiem, więc podążył za Hermioną, gdy ruszyła biegiem, starając się dotrzymać jej kroku. Bezcielesny głos zdawał się przybliżać, aż w końcu znaleźli Harry'ego, stojącego przed wielkim łóżkiem, na którym leżał Draco, wyglądający jak żywy szkielet. Odwrócił powoli głowę, by spojrzeć poprzez nich swoimi zimnymi, szarymi oczami.
- Umieram, nie pamiętasz?
Draco przygasł, skóra oderwała się od kości, jasne włosy wypadły i pozostał jedynie szkielet. Harry wspiął się na łóżko, by zbliżyć się do tego, co pozostało z Dracona.
Hermiona obudziła się, wciągając głośno powietrze, a Severus ujrzał fragment, ledwie mignięcie czego, co zapomniała, wizję bardzo chorego Dracona, leżącego w łóżku, zanim wszystko zniknęło. Severus wycofał się z jej umysłu i przytulił ją mocno. Trzymał ją blisko siebie, aż jej oddech się wyregulował i uspokoiła się.
- I co? – zapytała.
- Wydaje mi się, że było użyte jakieś potężne zaklęcie modyfikujące pamięć. Natknąłem się na coś, ledwie kawałek czegoś większego, co wygląda, jakby było siłą usunięte z twojej głowy.
- Możesz to przywrócić?
- Prawdopodobnie. To zajmie trochę więcej czasu.
- Co… co się według ciebie stało?
Severus przez chwilę milczał, zanim odpowiedział cicho.
- Wydaje mi się, że masz jakiś pomysł.
- To był Harry, prawda? On to zrobił.
