Severus siedział naprzeciwko Albusa Dumbledore'a, wzrokiem prawie wypalając dziury w głowie dyrektora, który odpowiedział równie srogim spojrzeniem.
- Severusie, jak niebezpieczna może być próba odzyskania utraconych wspomnień.
- Ale to jest coś ważnego! Wiem to i jestem równie pewien, że to Potter za tym stoi!
- I co, jeśli się okaże, że to Harry zatarł jej wspomnienia? Co oczekujesz tam znaleźć? – Severus nie miał gotowej odpowiedzi na to pytanie, więc odwrócił wzrok, by spojrzeć w ogień. – Są pewne sekrety, które muszą pozostać w tajemnicy. Muszę więc nalegać, żebyś się powstrzymał przed przywróceniem tych wspomnień.
Wiedział, że temat był już zamknięty, że Albus nie ma najmniejszego zamiaru zmienić zdania, więc nachmurzył się i wstał z krzesła.
- Popełniasz błąd, pokładając tyle ufności w Potterze – warknął, spoglądając na starszego czarodzieja. – Zapamiętaj moje słowa!
Severus odwrócił się na pięcie, a jego szaty załopotały, gdy z impetem opuścił gabinet.
Harry Potter potarł oczy i spojrzał na postać śpiącą obok niego na łóżku. Stan Dracona znów się pogorszył i nie mógł już wmawiać sobie, że jest inaczej. Wstał z krzesła i wyszedł z pokoju, nie będąc w stanie myśleć jasno. Przemierzał salon, całkowicie ignorując śmieci i graty, pokrywające całą wolną powierzchnię i obskurne meble. Skupił się w pełni na swoich myślach, które coraz bardziej koncentrowały się na Voldemorcie.
Z pewnością Voldemort by wiedział, jak zneutralizować starożytną klątwę, która powoli zabijała Dracona. Czarny Pan znałby tak mroczną klątwę. Ale jak mógłby zwrócić się do niego bez wyjawiania wszystkiego – stanu Dracona, oszustwa Harry'ego i szpiegowania przeciwko niemu? Voldemort bez wątpienia zabiłby jego, Harry'ego Pottera, jak było przykazane, że jeden z nich powinien zabić drugiego. Zadrżał gwałtownie i objął się ramionami, gdy treść przepowiedni wypłynęła z zakamarków jego pamięci.
Opadł ciężko na podniszczony fotel i skrył twarz w dłoniach. Pozostał w takiej pozycji przez prawie godzinę, zanim w końcu wstał i z determinacją poszedł do kuchni, która została zmieniona w prowizoryczne laboratorium. Znalazł fiolkę, której szukał wcześniej i opróżnił ją jednym łykiem. Powstrzymał odruch wymiotny, gdy jego wnętrzności się skręciły, a skóra zapłonęła. Wszystko to jednak szybko minęło. Spojrzał na lewą rękę, na zwężające się palce. Jako że Draco był szczuplejszy od niego nawet, gdy był zdrowy, ubranie zrobiło się luźne, ale Harry nie przebrał się, a jedynie zarzucił na wierzch czarną pelerynę. Miało go nie być na tyle krótko, by to wystarczyło. Poza tym, wziął zwykły eliksir wielosokowy, zamiast ulepszonej wersji, więc znacznie szybciej wróci do swojej postaci.
Zatrzymał się przy drzwiach, by przypomnieć sobie, że postępuje właściwie. Dopiero wówczas opuścił mieszkanie, nie spoglądając za siebie. I tak Harry udał się do jedynego człowieka, który mógłby mu dać dokładnie to, czego potrzebował, bez zadawania całej masy zbędnych pytań: Albusa Dumbledore'a.
Hermiona siedziała w swoim gabinecie, wpatrując się w widoczną za oknem mżawkę, która trzymała ją i resztę mieszkańców zamku jako zakładników przez ostatnie kilka dni. Jak na razie marzec był szary i deszczowy i jedynie dołował. Severus posunął się nieco naprzód w łamaniu zaklęcia zapomnienia, ale mógł pracować nad tym tylko wieczorami , tym bardziej, że Dumbledore upominał go, że ma to zostawić w spokoju.
Kłótnia spowodowała spory rozłam między Albusem a Severusem, ale Hermiona nie chowała urazy do dyrektora. Widziała, że próbował jedynie chronić ją przed możliwą krzywdą, tak jak próbował chronić Harry'ego przed tym, co robił bez nadzoru, czymkolwiek to było. Ale Hermiona zaczynała mieć wątpliwości, dotyczące je najlepszego przyjaciela, tym bardziej, że sny zaczęły się nasilać.
Coraz trudniej było jej spać w nocy, a obecność Severusa była jedyną rzeczą, która pozwalała jej zachować stosunkowy spokój umysłu. Uspokajała ją sama świadomość, że był w tych snach razem z nią, nawet jeśli nie mogła do dostrzec i że był obok, by pomóc jej dojść do siebie, gdy było po wszystkim.
Powróciła do testów, które ignorowała przez ostatnie pół godziny i zmusiła się, by się skoncentrować, ale jej umysł wciąż powracał do snu i Harry'ego. Desperacko pragnęła obecności Severusa, który mógłby bez problemu ją uspokoić, ale wiedziała, że był w połowie podwójnych Eliksirów. Odłożyła na bok pióro, którym się bawiła i westchnęła.
Wstała i już miała zabrać się za robienie herbaty, gdy od strony kominka dobiegł hałas. Odwróciła się, by spojrzeć na głowę Albusa tkwiącą między zielonymi płomieniami.
- Profesor Granger, mógłbym zamienić z panią słówko w moim gabinecie?
Hermiona błyskawicznie opanowała zdumienie i odpowiedziała:
- Oczywiście, dyrektorze, zaraz u pana będę.
Szybko opuściła pomieszczenie, kierując się do gabinetu dyrektora. Podała hasło chimerze, która bezgłośnie odsunęła się, by wpuścić ją na schody. Po chwili już otwierała drzwi na szczycie schodów.
- Hermiono, proszę, wejdź i usiądź. – Albus zza biurka wskazał dzbanek, który świergotał wesoło. – Masz ochotę na herbatę, moja droga? Właśnie miałem sobie zrobić.
Uśmiechnęła się, siadając przed potężnym biurkiem.
- Tak, poproszę. Miałam akurat zaparzyć dzbanek u siebie, jak się odezwałeś.
- Jak szczęśliwie się zatem złożyło, że nie musimy pić herbaty w samotności.
Napełnił dwie filiżanki i jedną podał Hermionie, która ostrożnie wzięła łyk. Dumbledore uśmiechnął się do niej ponad swoimi okularami połówkami, popijając spokojnie swoją herbatę. Przez chwilę siedzieli w ciszy.
- Jak się miewasz? Wszystko w porządku? – zapytał, gdy oboje odstawili filiżanki na spodki.
Wzruszyła ramionami.
- Mniej więcej.
- Mam nadzieję, że uczniowie cię nie wykańczają?
- Nie, są w porządku i jestem naprawdę wdzięczna, że nie muszę się dłużej zajmować pierwszo i drugorocznymi. Dzięki temu mam więcej czasu na eliksir.
- Na to właśnie liczyłem. A jak idą prace z miksturą?
- Nie dokonaliśmy ostatnio żadnego większego przełomu, ale tego właśnie się spodziewaliśmy, chociaż nie ukrywam, że jestem trochę rozczarowana.
- Wyobrażam sobie. – Jego błękitne oczy przyjrzały jej się uważniej przez moment. – A jak się miewa Severus? Jest całkiem uzdolniony w unikaniu mnie, gdy nie ma ochoty mnie widzieć.
- O tak, jest. Wydaje się, że dobrze z nim. Wciąż jest zdenerwowany, ale przejdzie mu. Kiedyś.
- A ty? Też czujesz się przeze mnie zawiedziona?
Cisza zaległa w gabinecie, gdy Hermiona wpatrywała się przez chwilę w trzaskające płomienie w kominku. W końcu spojrzała na niego i odpowiedziała:
- Już nie. Z początku byłam, ale potem zrozumiałam, że starasz się nas wszystkich chronić.
I znów Albus obserwował ją w milczeniu. Zmarszczki na jego twarzy pogłębiły się, a w oczach pojawiło się zmęczenie.
- Cokolwiek jest ukryte w twoim umyśle, wierzę, że stało się tak dzięki dobrym intencjom, a nie złym. Jeśli Harry będzie… skompromitowany, będzie to oznaczało jego śmierć i triumf Voldemorta. Dlatego proszę, żebyś nie próbowała dostać się do tych wspomnień. Dla dobra nas wszystkich.
- A co jeśli jest tam coś, co powinnam wiedzieć? Jeśli to jest ważne?
Albus potrząsnął głową.
- Obawiam się, że musimy zaufać Harry'emu. Tylko on jeden może powstrzymać Voldemorta.
Ale czy potrafi zrobić to sam? – zapytała samą siebie, ale powstrzymała się przed głośnym wypowiedzeniem wątpliwości.
- Skusisz się na Fasolki Wszystkich Smaków Bertiego Botta? – zapytał Dumbledore, popychając w jej stronę miseczkę pełną kolorowych słodkości. Odmówiła, a po chwili przerwy, Albus znów się odezwał. – Obawiam się, że muszę porozmawiać z Hagridem. Dostałem ostatnio całkiem sporo listów od rodziców, skarżących się na jakieś nowe krzyżówki, nad którymi ostatnio pracował.
Hermiona powstrzymała wzdrygnięcie, przypominając sobie spotkanie z jednym z wcześniejszych eksperymentów Hagrida, sklątką tylnowybuchową.
- I tak miałam już iść do lochów. Muszę sprawdzić eliksir.
- Może powinienem ci towarzyszyć po drodze. Dawno nie miałem okazji mu się przyjrzeć, a Severus raczej nie będzie się przejmował moją obecnością, kiedy pracuje.
- W tej chwili ma zajęcia, więc mamy całe laboratorium dla siebie.
Wspólnie opuścili gabinet dyrektora i skierowali się do lochów, przez całą drogę rozmawiając o Pucharze Quidditcha. Omówili ostatni mecz, Gryffindor przeciwko Hufflepuffowi, który Gryfoni wygrali i który był chyba najnudniejszym meczem w tym stuleciu, a także wymienili kilka uwag na temat zbliżającego się meczu Slytherinu i Hufflepuffu, który Puchoni mieliby szansę wygrać tylko, jeśli przydarzyłby się jakiś cud. Oboje się również zgodzili, że prawdopodobnie Krukoni zdobędą puchar, chyba że w jakiś magiczny sposób zostaną pokonani przez Gryfonów w ostatniej rozgrywce.
Kiedy w końcu dotarli do pustej sali, która służyła jako laboratorium, Albus uważnie wysłuchał cierpliwych objaśnień Hermiony co do zawartości kociołku, przez cały czas przytakując, by pokazać, że rozumie złożoność eliksiru, nad którym tyle się napracowali.
- Mógłbym dostać próbkę tego eliksiru? – zapytał Albus, gdy skończyła wszystko wyjaśniać. – Chciałbym, żeby ktoś rzucił na to okiem.
- Oczywiście – odparła Hermiona bez namysłu i zaraz dodała: – Dopóki w żaden sposób nie dostanie się w ręce Voldemorta, nie widzę najmniejszego problemu.
Podeszła do szafki, w której Severus trzymał gotowy eliksir i przelała odrobinę do małej fiolki. Zakorkowała ją i podała Albusowi ze słowami:
- Wystarczy na dwie porcje.
Albus uśmiechnął się, a jego błękitne oczy zamigotały, gdy chował fiolkę w szatach.
- Dziękuję ci, moja droga. Informuj mnie o postępach w pracy, dobrze? Obawiam się, że Severus nie raczy tego zrobić. A teraz wybacz mi, ale muszę się zobaczyć z Hagridem. Jeszcze raz dziękuję za eliksir.
Pożegnawszy się, dyrektor opuścił pracownię, a Hermiona zakopała się w notatkach Severusa, zapominając o tym zdarzeniu.
Wydawało jej się, że cała ta prośba o próbkę eliksiru i dokładne obserwowanie postępów ich pracy były nieistotne, więc nie powiedziała o tym Severusowi. Wspomniała dopiero po kilku dniach.
- Co? – syknął niebezpiecznie cichym głosem. – Albus wziął eliksir, a ty mi nic nie powiedziałaś? Dlaczego, co cholery, tego nie zrobiłaś?
- Nie widziałam w tym nic złego…
- Nie widziałaś w tym nic złego? – powtórzył jej słowa mrużąc oczy. – Żadna cząstka eliksiru nie ma opuszczać tego pomieszczenia bez mojej zgody, rozumiesz? I nie obchodzi mnie, czy to będzie Albus Dumbledore, Minister Magii, czy cholerny Harry Potter!
Hermiona naprawdę nie rozumiała, dlaczego się tak zdenerwował.
- A co takiego się stało? Przecież Dumbledore nie da tego eliksiru Voldemortowi.
- To mój eliksir i nikt nie będzie go ruszał – powiedział, a w jego czarnych oczach było wyraźnie widać, że to koniec tematu.
Hermiona obserwowała go, jak usiadł na krześle przy kominku, a jej umysł pracował na pełnych obrotach.
- Myślisz, że wysłał go Harry'emu? Tego się obawiasz? – W odpowiedzi Severus spiorunował ją wzrokiem. – Wiem, że Harry zachowuje się dosyć dziwnie, ale myślę, że Dumbledore ma rację. Musimy mu zaufać.
- Ze wszystkich ludzi akurat ty nie powinnaś tak chętnie obdarzać go zaufaniem – odparł powoli. – Czy może już zapomniałaś, że cię oszukał?
- Nie! Ale uważam, że nie wiemy wszystkiego o tym, co się właściwie dzieje i może powinniśmy się w to nie mieszać!
Severus zmrużył oczy.
- Czyli Albus nie tylko wziął eliksir.
- Tak, rozmawialiśmy, jeśli o to ci chodzi. A jeśli ma rację? Może lepiej, żebyśmy pozostali z daleka od tego.
- Czy to znaczy, że nie obchodzi cię, co się kryje w twojej głowie?
Otworzyła usta, ale zamknęła je i przez chwilę milczała, zbierając myśli.
- Nie wiem. Prosił mnie, żeby odpuściła, ale to są moje wspomnienia i czuję, że mam do nich prawo, nieważne, co takiego Harry ukrywa.
- Bardzo dobrze – odparł Severus z triumfalnym uśmieszkiem. – W takim razie nie róbmy nic, dopóki nie odkryjemy, co się chowa w twoim umyśle.
Hermiona zgodziła się. W głębi duszy miała nadzieję, że to właściwie nic takiego, ale wiedziała, że jest inaczej.
