Zastrzeżenie: Postacie oraz świat Harrego Potter są własnością JK Rowling, ja tylko tworzę moją własną alternatywną historię, nie czerpiąc z tego żadnych dodatkowych korzyści.
Droga II – Wytrwałość
Miał do siebie żal, że opuścił szpital w tak wielkim pośpiechu, nie dlatego, że chciał usłyszeć coś jeszcze od Rona, nie czekał też na kogoś kto powie, że to nie jego wina, nie, żal miał do siebie, że nie przytulił Ginny jeszcze raz, że nie powiedział jej jak bardzo ją kocha. Teraz jednak był już setki kilometrów od szpitala, rozpoczął swoje poszukiwania. Legenda mówiła, że szukać należy u stóp najwyższej góry świata. Być może legenda ta mówiła o jakiejś górze magicznej, nie widzialnej dla mugoli, jednak swoje poszukiwania postanowił rozpocząć od góry znanej wszystkim, od Mount Everestu.
Do Tybetu dostał się świstoklikiem, a pod samą górę mógł już się spokojnie teleportować. Miał przy sobie tylko skromny zapas pożywienia, wystarczający na co najwyżej kilka dni, poza tym nie obciążał się żadnym dodatkowym balastem. Marsz u stup góry ciągnął się godzinami, jednak nigdzie nie dostrzegał, żadnej magicznej bariery. Wiele razy ogarniało go zwątpienie, w jego głowie wciąż rozbrzmiewały słowa Molly: „Twoje miejsce jest przy niej!", nocami nawiedzały go wizje Rona mówiącego: „To twoja wina!", budził się wtedy zlany zimnym potem szukając ukojenia w płaczu.
Pod koniec czwartego dnia wyczerpany schodził do kolejnej doliny gdy nagle wśród skał usłyszał pytanie:
- Kim jesteś? - Nie wiedział skąd dobiegał głos zaczął wypatrywać jego źródła, ale zewsząd otaczały go tylko kamienie, nagle spostrzegł po swojej prawej stronie, na szczycie urwiska, człowieka odzianego w białą szatę, zmrużył oczy, aby przyjrzeć mu się lepiej, lecz jego kształt rozpływał się w blasku zachodzącego słońca. Nieznajomy zszedł nieśpiesznym krokiem i gdy był zaledwie kilka kroków od Harrego powtórzył swoje pytanie:
- Kim jesteś? - Harry poczuł coś dziwnego, nieznajomy wydawał się emanować pozytywną energię, czuł też silną magię która go ogarniała niczym podmuchy wiosennego wiatru.
- Jestem Harry Potter, a Ty kim jesteś? - Przez twarz nieznajomego przeszedł delikatny uśmiech:
- Jestem Pielgrzymem. Co sprowadza Cię w tak odległe i opustoszałe rejony ziemi? - Harry zawahał się, nie wiedział jakiej odpowiedzi powinien udzielić, w końcu odparł:
- Poszukiwania. - Nieznajomy znów uśmiechnął się lekko, po czym odparł:
- Wydaje się, że tę noc przyjdzie nam spędzić wspólnie, więc może rozpalimy ognisko, bo zmierzch nadejdzie za kilka minut. - Harry przystał na tą propozycję i tak nie mając lepszego wyboru. Po przygotowaniu małego ogniska zasiedli po przeciwnych jego stronach, a Nieznajomy znów zapytał o cel jego podróży. Nie wiedział dlaczego, ale coś w tym człowieku sprawiło, że postanowił opowiedzieć mu wszystko, o celu poszukiwań i klątwie. Nieznajomy słuchał z uwagą tego co mówił Harry, jednak sam nie wypowiedział ani słowa. Kiedy skończył rzekł:
- Znam legendę o Eliksirze Życia, jednak wiesz zapewne, że tylko wybrani mogą sięgnąć po tą tajemnicę, dlaczego uważasz, że możesz być jednym z nich? - Harry spojrzał na płomień ogniska i zamyślił się przez chwilę, po czym odparł:
- Nie uważam się za wybrańca lecz nie ma innej drogi. Jeśli tylko ten eliksir istnieje zrobię wszystko, żeby go zdobyć i oddać Gin. - W jego oku pojawiła się łza, myślał o niej bezustannie, żałował, że nie trzyma teraz jej ręki, ale jednocześnie powtarzał sobie, że gdy tylko zdobędzie eliksir będą mogli żyć razem już po wsze czasy. Nieznajomy zdawał się odczytywać wszystkie informacje z jego twarzy. Obserwował go bardzo uważnie jakby badając jego dusze i przenikając umysł, w końcu po długiej chwili milczenia odparł:
- Mogę udzielić Ci pewnej pomocy. - Harry spojrzał na niego z lekkim zaciekawieniem.
- Legenda o Eliksirze Życia przedostała się również, do świata ludzi niemagicznych i znana jest nie którym jako Legenda o Shangri-La. Co bardzo nietypowe, to właśnie niemagiczni ludzie przeszli dalej w swoich badaniach niż czarodzieje. Choć z powodu bariery nie mogą wejść do wnętrza, ciągle szukają tej legendarnej świątyni szczęśliwości. Harry słuchał z coraz większym zaciekawieniem słów nieznajomego.
- W dawnych czasach, były na świecie trzy wielkie ośrodki magii. Jeden znajdował się w dzisiejszej Ameryce Południowej, a zamieszkiwały go ludy, z których później powstali Majowie i Aztekowie. Badano tam magie przyrody i gwiazd. Drugi wielki ośrodek znajdował się w Egipcie, tam z kolei zajmowano się wróżbiarstwem i magią śmierci, stamtąd też wywodzi się nekromancja. Ostatnim z wielkich ośrodków była Shangri-La, tu badano magię życia i nieśmiertelności. Jednak ludzka chciwość doprowadziła ten świat do zagłady. Egipski Wielki Labirynt został zasypany, Złote Miasto zalała woda, tylko Shangri-La ocalało, wielcy magowie stworzyli ochronne bariery, aby strzec zawartej tam wiedzy, lecz zostali zdradzeni, wszyscy zginali, poza jednym, który przyrzekł, że będzie strzec wszystkich tajemnic po wsze czasy, aby ludzie już nigdy nie osiągnęli takiej mocy niszczenia. Dzisiejsza legenda jest tylko nikłym echem dawnej świetności, echem w które mało kto wierzy. - Harry słuchał z niedowierzaniem, nie wiedział co myśleć o tym wszystkim, a na usta cisnęło mu się tylko jedno pytanie:
- Skąd to wiesz? - Nieznajomy nie odpowiedział uśmiechnął się tylko delikatnie. Harry zapytał:
- Czy możesz wskazać mi drogę do tej świątyni? - Nieznajomy spojrzał na niego swoim przenikliwym wzrokiem i rzekł:
- Powiedziałem, że mogę Ci pomóc, a nie dać rozwiązanie. Każdy musi odnaleźć własną drogę do tej świątyni, dla każdego jest ona inna, musisz iść za głosem swojego serca, a Twoja magia zaprowadzi Cię tam gdzie znajdziesz cel swoich poszukiwań. Pamiętaj jednak poszukiwanie eliksiru życie to poszukiwanie boskości. - Harry milczał, rada nieznajomego nie była bardzo pomocna jednak coś sprawiało, że wiedział iż to wystarczy, jeśli będzie dość silny. Po chwili ciszy nieznajomy dodał:
- Mogę dać Ci pewien dar jednak, od tego nie będzie odwrotu. Mogę przenieść cześć bólu i cierpienia z Twojej ukochanej na Ciebie, jednak jeśli to zrobię nie można tego już cofnąć, z każdą sekundą będziesz czuć coraz większy ciężar, lecz jej da to kilkanaście dodatkowych godzin ulgi. - Harry nie musiał się długo zastanawiać nad odpowiedzią, zdawał sobie sprawę, że to jeszcze bardziej przeszkodzi w jego poszukiwaniach, ale jeśli pragną czegoś naprawdę to było to uratowanie Ginny, lub też przynajmniej złagodzenie jej cierpień.
- Chcę to zrobić. - Stanowczość jego wypowiedzi wydawał się w ogóle nie zaskakiwać nieznajomego, nie odpowiedział też ani słowem, wstał tylko wyciągną rękę i wypowiedział jakieś słowa w języku którego Harry nigdy wcześniej nie słyszał. Po kilku chwilach poczuł ból, nie dochodził on z żadnego członka jego ciała, po prostu czuł go w sobie, był dość silny lecz jeszcze nie tak straszliwy jak się tego spodziewał.
Szpital świętego Munga kilka godzin później:
Uzdrowiciel przeprowadzał kolejne badanie, kiedy otrzymał wynik, aż krzyknął z niedowierzania. Weasleyowie obecni na sali podnieśli głowy, a na ich twarzach na przemian malowało się pytanie to zaskoczenie. Uzdrowiciel nie powiedział ani słowa, powtórzył test ponownie, a kiedy wynik okazał się taki sam z szokiem wypisanym na twarzy odparł:
- Nie wiem jak to wyjaśnić, nigdy jeszcze nie widziałem takiego rodzaju magii, ale wygląda na to, że ktoś przeją część bólu, który powoduje ta klątwa. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale chyba da nam to trochę więcej czasu, a jej na razie pozwoli spać i niczego nie czuć, jak długo nie wiem, ale … - nie zdołał skończyć zdania, bo w tym momencie wtrąciła się Molly i powiedziała
- To Harry - Zapadła cisza, a Ron spuścił głowę z wyrazem ogromnego wstydu.
Tej nocy nie padło już między nimi żadne słowo, Harry wiedział, że nieznajomy nie zdradzi mu żadnego rąbka swojej tajemnicy, więc nawet nie próbował pytać. Ból stawał się z każdą godziną silniejszy, uniemożliwił mu jakikolwiek sen, więc Harry spędził pozostałą część nocy na rozmyślaniu nad wyborem dalszej drogi, w jego głowie wciąż tliła się nadzieja, że nieznajomy udzieli mu choć troszkę dokładniejszej wskazówki, jednak rozwiała się zupełnie wraz z nadejściem świtu. Nieznajomy, czy też Pielgrzym, jak sam siebie nazywał, znikną, pozostawiając Harrego z natłokiem myśli i rosnącym bólem. Postanowił posłuchać jego rady, zresztą i tak nie miał innej możliwości. Wybrał drogę zgodnie z własnym instynktem, zaczął kierować się do podnóża góry, mając nadzieje, że zobaczy cokolwiek co wskaże mu granice bariery, jeśli ta w ogóle istniała.
Droga z każdym krokiem stawał się coraz trudniejsza choć nie był pewien czy to efekt klątwy, terenu czy też jego zmęczenia. Niestety prawda pewnie zawierała wszystkie trzy elementy. Klątwa rosła w siłę, tego był pewien, ale nadal dostosowywała się do swojej ofiary, dlatego był jeszcze w stanie się poruszać i jako tako logicznie myśleć, jednak jeśli Uzdrowiciel miał racje pozostało mu już tylko kilka, może kilkanaście, godzin zanim zacznie odczuwać ból zbyt silny, aby zrobić cokolwiek.
Nagle zza kolejnego skalnego wyłomu wyłoniła się niewielka grota. Harry poczuł nieodpartą chęć wejścia do niej, nie wiedział dlaczego, ale postanowił poddać się temu uczuciu. Przeszedł przez wejście do groty i naglę ogarnęła go jasność. Przed sobą zobaczył postać wyglądała jak zjawa. Harry stał bez słowa spoglądając w jej oblicze. Zjawa przemówiła:
- Czegóż szuka człowiek śmiertelny w królestwie nieśmiertelności? - Zjawa mówiła głosem chłodnym pozbawionym jakichkolwiek emocji. Harry nie odpowiedział od razu, starał się dobrze dobrać słowa, po chwili namysłu powiedział:
- Szukam lekarstwa dla najdroższej mi osoby. - Zjawa nie zareagował na jego słowa, powiedziała tylko:
- Otwórz swój umysł. - Harry zrobił posłusznie to o co prosiła, czuł, że i tak nie ma innej drogi, a walka z tą zjawą byłaby z góry skazana na porażkę. Nagle poczuł jak magia wpływa do jego umysłu, ale nie było to uczucie jakie towarzyszyło znanym mu zaklęciom, nie, ten rodzaj magii był znacznie bardziej subtelny, owszem odczytywał wszystkie jego wspomnienia, ale nie było to bolesne, to było raczej podobne do opowiadania starych wspomnień, a nie przeżywania ich na nowo. Zjawa opuściła jego umysł tak szybko jak do niego weszła. Harry stał niecierpliwie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, w końcu zjawa przemówiła:
- Jeśli chcesz wejść do Królestwa Nieśmiertelności i Życia musisz udowodnić, że jesteś tego godzien, jeśli jesteś na to gotów pójdź tą o to drogą - nagle przed Harry pojawiły się dębowe drzwi z dużą metalową klamką, zjawa kontynuowała:
- Jeśli zaś zechcesz zawrócić do swojego świata możesz wybrać drzwi znajdujące się za tobą, pamiętaj jednak od żadnej z tych decyzji nie ma odwrotu. Obdarzono Cię darem możliwości wejścia na ścieżkę wybranego, teraz decyzja należy do Ciebie - po tych słowach zjawa znikła.
Harry nie potrzebował wiele czasu na podjęcie decyzji. Drzwi otworzyły się bez najcichszego nawet dźwięku, za nimi znajdowała się długa ścieżka prowadząca pośród skalnych wyłomów i dziwnych trochę przerażających wodospadów do kolejnej groty, całość była oświetlona jakimś dziwnym rodzajem magicznego świata, wyglądającego trochę jak światło zachodzącego słońca. Przejście ścieżką mimo iż dość stromą poszło nad wyraz szybko i zaledwie w ciągu kilku chwil znalazł się przed wejściem do groty, przystaną, wziął głęboki oddech i ruszył przed siebie.
Dziękuje wszystkim, którzy przeczytali drugi rozdział mojego opowiadania i proszę o pozostawienie komentarza.
Dla zainteresowanych kontynuacją: następny rozdział pojawi się w najbliższą niedzielę.
