-*Sauli*
Rano obudził mnie dzwonek w komórce Adama.
- Kto dzwoni o tak wczesnej porze? - Wyszeptałem próbując sięgnąć i-phona, lecz ledwo co zdołałem ruszyć ręką a poczułem ramiona czarnowłosego zaciskające się ciaśniej wokół mojej talii. Telefon przestał dzwonić by za chwilę zacząć od początku.
- Ugh! - Wydusiłem z siebie - nawet nie dadzą człowiekowi pospać!
Nagle komórka spadła na panele roztrzaskując się w drobny mak- no pięknie. Ale ten dźwięk obudził Adama. Otworzył szybko oczy i wybełkotał zaspany.
- Co się dzieje? Gdzie strzelają?
- Nigdzie głuptasie. Tylko na przyszłość nie kładź komórki na brzegu szafki bo gdy znów ktoś będzie się do Ciebie dobijał o 8 rano to wibracje zepchną ją na podłogę.
- Acha . Fajnie. A kto dzwonił?
- Nie mam bladego pojęcia.
- Jak to ? Nie sprawdziłeś?
- Chciałem , lecz jeśli ma się chłopaka który gdy tylko się poruszysz zaciska uścisk to najlepszym wyjściem jest się po prostu nie ruszać. No chyba, że ktoś chce zakończyć swoje życie poprzez uduszenie - wymamrotałem.
- Oj. Przepraszam. Nic Ci nie zrobiłem?
- Nie nic mi nie jest. Choć nie można tego powiedzieć o twoim i-phonie. Życzę miłego szukania części Kochanie.
- Nie pomożesz mi?
- Nie. Ja idę szykować śniadanie-mówiąc to wstawałem z łóżka.
- Nigdzie nie pójdziesz - złapał mnie za rękę uniemożliwiając mi dalsze wykonywanie mojego szatańskiego planu (czyt. Robienia śniadanka)
- jeszcze zobaczymy - próbując się mu wyrwać prawie nadepnąłem na obudowę telefonu (a raczej jej część) Upss...
- Proszę pomóż mi . - powiedział Adam robiąc minkę pt. 'Puppy Eyes'.
dlaczego ja mu zawsze ulegałem? Wystarczyło, że tylko spojrzał na mnie smutnym wzrokiem a już nie potrafiłem mu odmówić. To się widocznie nazywa 'miłość' Ehh...
- Dobrze już dobrze, pomogę. odparłem
- Dziękuję. Wiesz jak bardzo Cię kocham. Prawda?
-Taaa... Nie podlizujesz się troszkę?
- Ja? Nieeeee :)
- Yhm. Wazelina.
- Oj tam, oj tam- odpowiedział i przytknął swoje usta do moich a językiem rozsunął mi wargi, ustąpiły zaskakująco łatwo. Całowaliśmy się, aż zabrakło nam powietrza w płucach. Oderwaliśmy się od siebie próbując złapać oddech.
- Kocham Cię - wydyszałem.
- Tak. Teraz to mnie kochasz a przed chwilą nie chciałeś mi pomóc zbierać telefonu z podłogi- odparła czarnowłosy udając obrażone dziecko.
- No właśnie telefon! Mogło chodzić o coś ważnego.
- Tak jasne. Już zbieram. Hej uważaj! Tam leży bateria! - krzyknął widząc, że zamierzam postawić nogę na baterii od i-phona której oczywiście nie widziałem.
- Oj. Sorki.
Składanie telefonu zajęło nam więcej czasu niż szukanie części. Dziwne... Jak bardzo skomplikowana może być komórka. Skończyliśmy około 10. Łał.
*Adam*
Nareszcie. Udało się! Kto by pomyślał, że kartę pamięci trzeba ''wkliknąć'' bo inaczej fon jej nie widzi ? Ok zobaczmy kto dzwonił.
- Ojej, niedobrze.
- I co, kto się dobijał?
- Będę miał przesrane.
- Kto?
- Menadżerka
- Ojć.
- No właśnie
Wybrałem numer i nawet nie zdążyłem wymyślić jakiegoś wiarygodnego kłamstewka. Przecież jej nie powiem , że przez półtora godziny składałem telefon... Ugh. Odebrała od razu.
- Gdzieś ty był? Próbuję się do Ciebie dodzwonić już od dwóch godzin!
- Sorki. Telefon mi się rozładował.
- Ach... Adam Adam. Dobra. załatwiłam Ci wywiad na dzisiaj.
- Tak! To świetnie. A o której?
- O 18;30
- Co? Nie da się tego jakoś przesunąć? Chociaż o godzinkę?
- Niestety nie. Zaplanowałeś już coś na tę godzinę?
- Yyy. tak. O 18;35 przychodzi deratyzator.
- Ty sobie chyba jaja robisz!
- Uwierz mi - chciałbym
- No trudno.
- Dobra pogadamy o tym później.
- OK. Pa
- Pa
Rozłączyłem się.
- I o co jej chodziło - spytał Sauli
- Mam dzisiaj wywiad...
- To świetnie - przerwał mi
- ... o 18;30
- ohh. I co teraz?
- Nic. Odwołam
- Jak chcesz ja mogę zostać i poczekam na tego gościa.
- Nigdzie nie idę. Słyszysz mnie?
Następnie zaliczyliśmy łazienkę i kuchnię do której wszedłem z miotłą w ręce :)
Po zjedzeniu śniadanka zasiedliśmy przed telewizorem i Sauli włączył jakiś horror na DVD
(nie chcę nic mówić ale szczurów to się boi a po horrorach śpi jak niemowlę...) Nie wiem co to było ale w paru momentach krzyknąłem.
Naprawdę dobry film. Potem zaczęliśmy oglądać ''Czystą Krew''. Tak się wciągnąłem, że nie skapnąłem się która to już godzina. Dochodziła 18.
Za chwilę miał się pojawić szczuro-łap.
Nagle Sauli wystrzelił jak z procy i pobiegł do łazienki. Poszedłem za nim. Ale zakluczył drzwi. Słyszałem tylko odgłosy wymiotowania. Ojejej.
- Sauli mogę wejść?
- Nie. Idź sobie.
- Pozwól mi pomóc!
- Nic mi nie pomoże!
Co mu jest zatruł się czymś? a może... Już wiem ! A może jest w ciąży?
- Sauli a nie jesteś przypadkiem w ciąży?
- Haha. Bardzo śmieszne.- mruknął wychodząc z łazienki.
Ale nie zdążył dojść do kanapy a musiał tam wracać.
- Może zadzwonię do lekarza?
- Nie. nic mi nie będzie. To tylko zatrucie pokarmowe.
Jakoś w to nie wierzyłem. Ale dobra jak chce. Możemy poczekać, i jak mu nie przejdzie zadzwonię do znachora. Nie mogę patrzeć jak cierpi!
Drzwi się otworzyły
- Chyba wyrzygałem wszystko...
- Chodź zaniosę Cię do łóżka.
- Dobrze.
Która to już godzina? 18;40. Hmm. A tego nie ma. Szczuro-łap nawalił. Sauli chory. Ojć ale się porobiło...
