Zapraszam na rozdział 9 ''Ciąg dalszy''
*Adam*
- Nie idź tam, błagam nie idź! Przecież to jasne jak słońce, że
za tymi drzwiami jest ten gościu z siekierą! No nie idź tam!
Nieeee! Mówiłem! A teraz będziesz miała rozwalony łeb!
Jak ja uwielbiam oglądać horrory w towarzystwie Neil'a.
Czy my naprawdę jesteśmy braćmi? A może porwało go UFO
albo został podmieniony w szpitalu? Gdyby nie fakt, że jesteśmy
jednak troszkę (ale tylko troszkę ) podobni to upierałbym się, że tak było.
- Adam. Ten film jest po prostu nudny, przełącz na coś innego.
- Jak będziesz co chwilę kłapał dziobem to będzie nudny.
- Nie bądź taki! Przejechałem przez pół Ameryki, żeby Cię zobaczyć
a ty mnie ignorujesz.
- Przesadzasz. Wcale Cię nie ignoruję tylko denerwuje mnie to
twoje ciągłe gadanie!
Jak sobie przypomnę na ile sposobów próbowaliśmy go uciszyć...
Co prawda to prawda. Przebył szmat drogi, żeby się z nami zobaczyć i
poznać ''niespodziankę'' związaną z naszą przyszłością.
Tak, rodzice mu powiedzieli, albo raczej przekazali szyfrem
albowiem nie zdradzili, że Sauli jest w ciąży tylko, że kogoś pozna jeśli do nas przyjedzie...
Nie moja wina, że Neil wybrał dzień w którym Fin zaplanował napad na
galerię handlową. Dlaczego nie mógł mnie zabrać ?
Otóż ten przebiegły lis przebił mnie w bitwie na argumenty,
podobno chciał załatwić jakąś niespodziankę... I przez poł godziny
wykłócał się ze mną, żebym pozwolił mu jechać samemu. Ciekawe co znowu
wykombinował.
- Sauli nie dzwonił ? Nic ? Żadnej informacji od niego ?
- Nie.
- Ugh! Ile można robić zakupy!?
- Długo.
- Nie zdradzisz o co chodziło mamie kiedy mówiła 'Adam chce żebyś kogoś poznał i dlatego musisz przyjechać z Nowego Jorku do Los Angeles w UWAGA ZAZNACZAM niewygodnym samochodzie.' ?
- Hahahah. Niestety nie mogę.
5 minut później:
- Proszę Cię! Powiedz coś. Jakiś mały szczególik.
- Nie.
25 minut później:
- Zaraz zwariuję ! Gdzie on jest?
- Robi zakupy.
- Przez 4 godziny ?!
- Nie znasz go. Gdyby mógł siedziałby tam 24/h.
1 godz. później:
Niewiarygodne! Przestał gadać! Muszę to zapisać w kalendarzu!
- Co to było ? - słuch jednak ma po tacie.
- Dźwięk otwieranych drzwi wejściowych do domu Pana Adama Lamberta i Pana Sauli'ego Koskinena.
- Sauli wrócił?
- Najprawdopodobniej tak. Jednak może to być włamywacz.
Całe szczęście to był Sauli... Wszystkie czarne wizje typu wypadku w drodze powrotnej z zakupów w którym Sauli został poszkodowany odpłynęły.
- Adam? Gdzie jesteś ? - czyżbym zapomniał wspomnieć mojemu kochanemu, że Neil przyjechał? Na to wygląda.
- Jesteśmy w salonie!
- Jesteście? Wy? - Tak. Na sto procent zapomniałem mu o tym powiedzieć.
- Tak my. Neil przyjechał.
- NEIL ! Tak się cieszę, że Cię widzę!
- Ja też. Tylko proszę wytłumacz mi jak można robić zakupy przez 5 godzin ?
- Jak to jak? Normalnie!
- Dobra, wybaczam Ci ! To gdzie jest ta osoba którą mam poznać? - Ależ mam niecierpliwego brata.
- O tutaj. - powiedział Sauli dotykając ręką swojego dość wyraźnie zaokrąglonego brzucha.
- Gdzie?! - Hahahaha! Trzeba było widzieć minę Neila gdy zrozumiał co blondyn ma na myśli.
- Tutaj. U mnie w brzuchu. - wytrzeszcz na twarzy Neila - bezcenny.
- Zostaniemy rodzicami - powiedzieliśmy z Saulim jednocześnie.
- Jestem w ciąży.
