Dla Alishacet, życzeniem była piosenka, której tytuł pozwoliłam sobie przywłaszczyć.
First of the gang to die
Nazwanie najstarszego syna George'a „Fred" trochę ulżyło – ułatwiło – rodzinie Weasleyów znoszenie straty. Przynajmniej znowu mieli o kim i do kogo mówić tym imieniem, zapełnili pustkę w codziennym języku.
Nadal odruchowo nakrywali dodatkowy talerz przy George'u, który nagłe został sobą, nie „jednym z bliźniaków". Wraz z rozrastaniem się jego rodziny problem jednak zblakł – teraz żona albo dzieci po prostu szybko zajmowały to miejsce, a on został „jednym z paczki Weasley-Johnson".
Tylko żarty mężczyzny ze swojej niesymetryczności i kalectwa pozostały tak samo gorzkie. „Nie słyszę was" udawał często, rozbawiając wszystkich. Ale wieczorami słyszeli, zaniepokojeni, jak mruczy do siebie „nie słyszę cię, Fred".
Dla kassumi.
Wyzwania dnia codziennego
— Mamoooo! George zabrał mi Gorriego! — Rozdarł się na całe gardło Charlie, pozbawiony przez brata zabawki, miniaturki smoka, ziejącej prawdziwym ogniem.
— Jesteś już za duży na takie głupoty — oznajmił nonszalancko bliźniak — wyświadczam ci przysługę.
— Dzieci mają prawo do dojrzewania we własnym tempie — wtrącił przemądrzałym tonem Percy, powtarzając mądrość wyczytaną w poradniku dla rodziców.
— Nie jestem dzieckiem! — jęknął Charlie.
— Oddaj mu to, George — zażądał Bill, który wpadł do pokoju na prośbę rodziców, zbyt zmęczonych, by interweniować.
— Jestem Fred — burknął bliźniak, uśmiechając się szelmowsko. — Demencja starcza daje ci się już we znaki, co?
— Nieważne, kim jesteś, łotrze. Masz zwrócić sir Charlie'emu jego wiernego towarzysza! — zaczął deklamować najstarszy Weasley, modulując teatralnie głos i wyciągając rękę w dramatycznym geście.
Fred parsknął śmiechem – ten moment nieuwagi wykorzystał Bill, który zaczął brata łaskotać. Po chwili bliźniak, krztusząc się chichotem, jął błagać o litość i obiecywać poprawę.
— Jak dzieci — oznajmił Percy, przewracając oczami. — Myślałby kto, że wykażecie więcej powagi, teraz, kiedy rodzice mają na głowie Ginny.
— Nie bądź taki dorosły, sir Percivalu — prychnął Bill. — Ten, kto zwątpienia uczy dzieci, na wieczność w grób cuchnący wleci.
Na widok miny Percy'ego nawet George się rozpogodził (fakt, że zdyszany Fred właśnie wyjawiał miejsce ukrycia zabawki, też pewnie nie był bez znaczenia).
