Rozdział II

Sonea wychodząc ze slumsów, zdjęła płaszcz i wepchnęła go do płóciennej torby z lekarstwami i bandażami. Przez całą drogę powrotną miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. To tylko twoja wybujała wyobraźnia, powtarzała sobie. Jednak już po chwili jej podejrzenia zeszły na drugi plan. Weszła właśnie do Wewnętrznego Kręgu, najbogatszej dzielnicy w mieście. Z zachwytem przyglądała się wspaniałym domom o imponujących fasadach. Tak bardzo różniły się od budynków w Slumsach, iż miała wrażenie, że znalazła się w innym mieście. Mimo późnej pory, na ulicach było sporo ludzi. Wszyscy bogato ubrani, o arystokratycznych rysach twarzy. Panowie i władcy świata; wszystko mają, nie muszą martwić się o jutro. Nie po raz pierwszy uderzył Soneę egoizm i hipokryzja tych ludzi. Patrzą ze wzgardą na żebraków i biednych, a kiedy któryś z nich poprosi o pomoc , odwracają się ze wstrętem lub wybuchają śmiechem.

Poczuła ja wzbiera w niej gniew. Ciekawe jakby to było odebrać im wszystko i zesłać w nędzę chociaż na jeden dzień.Dochodziła do końca Wewnętrznego Kręgu, na horyzoncie ujrzała wyłaniającą się z mroku bramę Gildii. Przez ostatnie pięć lat to miejsce stało się dla niej domem. Myśli Sonei natychmiast pobiegły do Rothena. Kiedy jej nowicjat dobiegł końca, Akkarin nie mógł trzymać jej dalej jako ,,zakładniczki". W przeddzień oficjalnego wyboru dyscypliny, wezwał ją i Alchemika na rozmowę. ,,Od jutra Sonea będzie pełnoprawnym magiem, więc podejrzanie wyglądałby wasz brak kontaktów ze sobą. Aby jednak zagwarantować sobie wasze milczenie, każde z was dostanie krwawy pierścień.'' Sonea jeszcze nigdy nie widziała Rothena tak wystraszonego i oburzonego, gdy Wielki Mistrz wyjaśnił mu, czym są krwawe pierścienie. Nie, pomyślała, po raz pierwszy wściekłego i przestraszonego Rothena widziałam, kiedy Akkarin przyszedł do jego mieszkania, żeby mnie zabrać. Szybkim krokiem przekroczyła bramę Gildii i z westchnieniem ulgi zdjęła pierścień.

Rothen nadal nienawidził Akkarina za to, co zrobił. Nie był jednak głupcem, aby niechęć do przywódcy Gildii jawnie okazywać. Ona sama nienawidziła Wielkiego Mistrza przez pierwsze miesiące. Jednak jej podejście do niego zmieniło się, od kiedy podzielił się z nią swoim sekretem i dopuścił ją do pomocy w walce z sachakańskimi szpiegami. Od ponad dwóch lat była czarnym magiem. Ukrywając ten fakt przed Rothenem, miała wrażenie, że go okłamuje. Nie raz chciała mu powiedzieć prawdę. Wwyjaśnić, dlaczego została czarnym magiem. Jednak trzymanie tej wiedzy w sekrecie było na tyle ważne, że na razie milczała.

Sonea skierowała się na ścieżkę prowadzącą do Rezydencji Wielkiego Mistrza. Przez dwa lata zdążyła nabrać do niego szacunku. Nawet go lubię. Może jest chłodny i potrafi być bardzo nieprzyjemny, ale jest dobry. Nigdy nie skrzywdził kogoś bezbronnego i niewinnego. Praktykuje czarną magię z tych samych powodów co ja; chce chronić siebie i swój dom. Akkarin i Rothen zgadzali się w jednej kwestii, która jej dotyczyła: praca w slumsach. Oboje uważali to za ryzykowne zadanie, ale żaden z nich nie zakwestionował jej decyzji.

Jej myśli znów zaczęły krążyć wokół dwójki Sachakan. Nie zachowywali się jak szpiedzy, którzy byli wysyłani przez ichanich do Imardinu. W głosie każdego z niewolników, których pokonała z Akkarinem, zawsze słychać było mieszaninę strachu i nienawiści do sachakańskich czarnych magów. Natomiast ta dwójka mówiła o Kariko, jak o kimś równym sobie.

Ostatniego szpiega wysłanego przez ichanich zlikwidowali rok temu. Był on całkiem potężny i bardzo sprytny, więc wytropienie go zajęło im dobre dwa miesiące. Sonea i Akkarin myśleli, że ten był ostatni, ale nadal obserwowali sytuację w mieście. Wielki Mistrz sprawdzał każdą pogłoskę o podejrzanej śmierci. Mieli kilka fałszywych alarmów, ale tylko fałszywych… Teraz sytuacja wyglądała znacznie gorzej.

Sonea musnęła palcami klamkę drzwi do Rezydencji, które otworzyły się, ukazując niewielki salon. Z jednego z luksusowych foteli podniósł się wysoki mężczyzna odziany w czarne szaty.

- Wielki Mistrzu – powiedziała, kłaniając się nisko.

- Mistrzyni Soneo – przyglądał jej się uważnie, delikatnie unosząc kąciki ust do góry w dobrze jej znanym półuśmiechu. – Takan mówi, że za pięć minut będzie kolacja, nie dajmy mu czekać. Wiesz jaki jest niezadowolony, kiedy jedzenie stygnie.

Nie patrząc na nią, odwrócił się i zaczął wspinaczkę po schodach. Sonea ruszyła za nim. Nie rozmawiali ze sobą. W jadalni czekał na nich Takan, który skończył już przygotowywać duży stół do kolacji.

- Wielki Mistrzu – służący ukłonił się Akkarinowi z szacunkiem – Mistrzyni Soneo – wymawiając jej imię, przyjrzał się jej uważnie.

Sonea zauważyła w jego oczach cień ulgi. Najwidoczniej czarny mag zdążył poinformować go o jej odkryciu w slumsach. Służący zaczekał, aż oboje zajmą miejsca i nałożą sobie potrawy. Dopiero wtedy nalał każdemu z nich wina do kieliszków. Sonea przyjrzała się bordowemu płynowi. Ciemne anuren. Życząc im smacznego, Takan wycofał się do drzwi, rzucając znaczące spojrzenie Wielkiemu Mistrzowi. Nie zdarzyło się to po raz pierwszy. Od jakiegoś czasu, kiedy przychodziła do Rezydencji, zauważyła, że Takan od czasu do czasu rzuca jej oceniające spojrzenie. Później ukradkowo zerkał na Akkarina i oddalał się z westchnieniem. Nie rozumiała tego, ale ilekroć chciała zapytać się o to służącego, ten sprytnie zmieniał temat, albo przepraszał grzecznie, tłumacząc, że ma coś ważnego do zrobienia. Wzruszając ramionami, Sonea wróciła do przerwanego posiłku. Kolacja przebiegła w milczeniu i dopiero jak skończyła jeść deser, rozległo się ciche chrząkniecie z drugiego końca stołu. Uniosła ostrożnie głowę i napotkała uważne spojrzenie Akkarina. Zawsze, gdy tak na nią patrzył, miała wrażenie, że rozbija ją na drobne cząsteczki i analizuje każdą z nich z osobna.

- Rozmawiałem dziś z Arcymistrzynią Vinarą. Chciałaby, abyś zajęła się również chorymi, którzy zgłaszają się do Domu Uzdrowicieli. Mamy mało Uzdrowicieli, a chorych nie brakuje. Każda para rąk do pomocy jest potrzebna.

- Inni Uzdrowiciele nie pofatygują się, aby pójść do slumsów i leczyć biedotę – powiedziała podniesionym głosem. – Każdego dnia zgłasza się do mnie tylu pacjentów, że ledwo nadążam z przygotowywaniem leków. Mistrzyni Vinara wyrażając zgodę na moją pracę w slumsach, wiedziała, że chcę poświęcić się leczeniu biedoty. Mówiłam jej o tym. Nie mogę tych ludzi zostawić – dodała cicho.

W jego oczach odbiło się zrozumienie.

- Nie możesz, ale po tym, co dzisiaj się wydarzyło, musisz na jakiś czas przestać chodzić do slumsów.

- Rozumiem – Sonea upiła łyk wina - ale mam pacjentów, którzy wymagają stałego dozoru. – Uśmiechnęła się żałościwie. – Jeśli nie zdążę kogoś zbadać, to przerzucam go na następny dzień i do takich osób idę zawsze na początku.

- Cóż… radzę ci przedyskutować to z Vinarą. Skontaktuję się ze Złodziejami - westchnął ciężko, pocierając skronie. – Wygląda na to, że mamy dwóch szpiegów pod nosem.

- Może to ichani? – spytała, czując jak chłód przenika przez jej ciało. Gdyby to byli sachakańscy czarni magowie, a nie zwykli szpiedzy…Sonea poczuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła . Akkarin rozważał jej słowa przez chwilę.

- Tym bardziej nie powinnaś chodzić teraz do slumsów.

Sonea poczuła narastającą senność. Z trudem stłumiła ziewniecie.

- Nie będę cię tu dłużej zatrzymywał, bo mi zaśniesz – powiedział, patrząc na nią z lekkim uśmiechem.

Sonea ostrożnie wstała. Miała wrażenie, że brzuch jej pęknie z przejedzenia. Dzisiaj prawie nic nie jadła. Dodając do jej głodu mistrzowską kuchnie Takana… aż żal było przestać jeść.

- Dobranoc, Wielki Mistrzu – powiedziała, kłaniając się.

- Dobranoc.

Cery siedział na dachu jednego ze swoich magazynów i obserwował nocne niebo. Wesołe dźwięki dobiegające ze spylunek do niego docierały jakby przez mgłę. Przed godziną Gol przekazał mu wiadomość od Akkarina. W mieście pojawili się nowi szpiedzy. Do tego Wielki Mistrz podejrzewał, że tym razem mogą to być ichani. Bardzo długo cieszyliśmy się spokojem.

- Cóż to, Ceryni daje się zaskoczyć .

Złodziej odwrócił się z uśmiechem do stojącego za nim mężczyzny. Nie po raz pierwszy Cery pogratulował sobie wyboru ochroniarza, który okazał się również dobrym przyjacielem. Wysoki i dobrze zbudowany Gol siał postrach wśród bylców, gdy tylko pojawił się na ulicy.

- Ochroniarz za to zaniedbuje swoje obowiązki – Cery przybrał groźną minę.

- Z tym wyrazem twarzy możesz nastraszyć co najwyżej dwulatka – Gol uśmiechnął się do niego, ale zaraz spoważniał. – Co sadzisz o dwójce tych Sachakan? Może to kolejna zmyłka.

Cery spojrzał w zamyśleniu na gwiazdy, jakby to one były odpowiedzią na pytanie wielkoluda.

- Akkarin nie zdecydowałby się na spotkanie tak szybko, gdyby nie miał uzasadnionych podejrzeń.

Gol zatarł ręce z zadowoleniem. Najwyraźniej ta wiadomość go ucieszyła.

- No, nareszcie coś się dzieje. Już miałem wrażenie, że reszta życia upłynie nam na piciu wina.

Cery zaśmiał się w odpowiedzi.

- Mnie taka przyszłość całkiem odpowiada. Chociaż…Jeżeli ma się coś dziać, to nie możemy pozwolić, aby opuściła nas cała zabawa.