Rodział 12.

Lorlen siedział w swoim gabinecie i wpatrywał się w Balkana i Vinarę z co raz większym przerażeniem. Wiedział o dzisiejszej wyprawie Akkarina i Sonei do slumsów tylko tyle, ile powinien. Nie chciał znać szczegółów, które zmusiłyby go do zgłoszenia sprawy Gwardii. Jego wzrok przesunął się na leżący przed nim czarny skrawek materiału z inkalem Gildii. Pamiętał, jak Akkarin opowiadał mu o włamaniu do rezydencji. Teraz wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Ichani chcieli zrzucić na niego podejrzenia i obarczyć go winą za morderstwo. Strach spłynął po plecach Administratora. Zerknął ukradkiem na czerwony pierścień. Czarny mag już pewnie wszystko wiedział. Tylko dlaczego jeszcze się nie odezwał?

- Administratorze? – głos Balkana wyrwał go z zamyślenia. – Mamy uzasadnione podejrzenia, że Wielki Mistrz jest zamieszany w sprawę morderstw w slumsach.

Lorlen miał nadzieję, że na jego twarzy nie widać paniki.

- Nieliczni świadkowie przestępstw nie byli w stanie rozpoznać zabójcy – Vinara westchnęła ciężko.

Balkan prychnął cicho.

- Materiał szat Wielkiego Mistrza znaleziony przy Mistrzu Jolenie daje dużo do myślenia – wojownik podniósł się z krzesła i zaczął nerwowo krążyć po gabinecie. – Jeżeli nie jest zabójcą, a jest zamieszany w tą sprawę, to może nas doprowadzić do mordercy.

Sytuacja była co raz gorsza, Lorlen zastanawiał się, czy nie lepiej by było powiedzieć o ichanich…

~ Nie!

Administrator z trudem powstrzymał się od nieobecnego wyrazu twarzy.

~ Dlaczego? Chcą cię oskarżyć o morderstwo!

~ Mówiąc im o ichanich zwrócisz na siebie ich uwagę. Będą myśleli, że również ty jesteś w to zamieszany. Sytuacja i tak wygląda poważniej niż myślałem. Będzie jeszcze gorzej, jeżeli wybuchnie panika! Gildia potrzebuje ciebie, Lorlenie.

Administrator zmarszczył brwi. Akkarin mówił tak, jakby spodziewał się najgorszej kary, a karą za praktykowanie czarnej magii była…

Lorlen zdusił nerwowe sapnięcie.

~ Wątpię, żeby skazali mnie na śmierć – po raz pierwszy w mentalnym głosie Akkarina dało się słyszeć cień lęku i żalu. – Nie mogą wydać wyroku bez Przesłuchania…

- Musimy wiedzieć więcej – nerwowy głos Balkana zmusił Lorlena do skupienia się na rozmowie. – Powinniśmy przesłuchać Akkarina…Gdzie w ogóle przebywa Wielki Mistrz?!

- Nie wiem.

Balkan wbił w Lorlena przeszywające spojrzenie.

- Należy przeszukać rezydencję.

~ Zrób coś, żeby opóźnić wasze przyjście jak najdłużej. Niedługo powinienem być na terenie Gildii – w głosie Akkarina pobrzmiewało dziwne roztargnienie.

Rozległo się pukanie do drzwi i służący wpuścił do gabinetu wojownika.

- Wysłałem do rezydencji Mistrza Derima, aby sprawdził, czy Wielki Mistrz jest w domu – Balkan spojrzał ostrożnie na Lorlena.

Uwaga trójki magów skupiła się na wojowniku.

- Wielkiego Mistrza nie było w rezydencji – młody mężczyzna wydawał się być lekko zażenowany. – Z ciekawości zajrzałem do sami musicie zobaczyć.

Lorlen poczuł, jak żołądek niebezpiecznie podchodzi mu do gardła.

~ Za późno.

Sonea z ociąganiem przełożyła koszulę przez głowę. Ostrożnie zsunęła się ze stołu.

- Dobrze się czujesz? – Akkarin wbił w nią uważne spojrzenie. Pożądanie w jego oczach nadal było widoczne. Przyjemne ciarki przebiegły po jej plecach

- Jak na razie wszystko w porządku – powiedziała spokojnie. Akkarin skinął powoli głową. Pomiędzy brwiami mężczyzny pojawiła się zmarszczka. Kolejne kłopoty. – Co się stało? – Sonea natychmiast znalazła się przy Akkarinie.

Mag położył dłonie na jej biodrach i powoli przyciągnął ją do siebie.

- Starszyzna lada chwila zacznie się dobijać do moich drzwi. – Sonea zamarła przestraszona w jego ramionach. – Jeden z wojowników zwiedził nawet podziemne pomieszczenia w rezydencji – wyczuła nutę niezadowolenia w głosie czarnego maga. – Lorlen będzie robił wszystko, żeby spowolnić przeszukiwanie mojego domu, ale i tak musimy się pośpieszyć.

Przez jakiś czas szli w milczeniu, każde z nich pogrążone we własnych myślach.

- Odczytałem myśli Terima – Akkarin przerwał posępną ciszę. Sonea odwróciła się w stronę czarnego maga. Mężczyzna patrzył na nią z powagą – Kariko zdołał przekonać większość ichanich do najazdu - uzdrowicielka poczuła, jak strach ściska jej gardło. –Nie dowiedziałem się kiedy ma nastąpić inwazja. Terim najwyraźniej tego nie wiedział.

- Starszyzna podejrzewająca cię o morderstwo nie ułatwia sprawy. Co masz zamiar zrobić? – Sonea odetchnęła głęboko.

Akkarin zwlekał z odpowiedzią. Jego twarz przybrała zamyślony i nieobecny wyraz. Musiał obserwować poczynania magów przez krwawy pierścień Lorlena. Mężczyzna zaklął cicho. Sonea spojrzała na niego z niepokojem.

- Starszyzna z grupą wojowników zeszła do podziemi, przeszukali większość pomieszczeń i znaleźli księgi o czarnej magii. – Mag przyspieszył kroku tak, że Sonea musiała prawie biec. – Jakby tego było mało, mają Takana.

Z każdym krokiem znajdowali się co raz bliżej piwnic pod rezydencją. Korytarz, którym podążali, kończył się ścianą będącą zewnętrznym wejściem do podziemnych pomieszczeń. Serce Sonei zaczęło szybciej bić, gdy do jej uszu dotarło echo rozmów prowadzonych przez magów. Akkarin złapał ją za rękę, zmuszając do zatrzymania się. Mała kula świetlna uniosła się do góry, pozwalając jej dojrzeć twarz czarnego maga.

- Od teraz musisz zrobić wszystko, co ci powiem – spojrzenie czarnych oczu było twarde i nieustępliwe. To nie była prośba, tylko rozkaz. Kobieta niechętnie skinęła głową na znak zgody. – Założysz mój krwawy pierścień i zdejmiesz go dopiero wtedy, kiedy ci pozwolę. Starszyzna nie może dowiedzieć się o twoim udziale w tej sprawie, dlatego musimy się rozdzielić. Znasz korytarz, którym można dostać się do Domu Magów. Pójdziesz nim i wrócisz do swojego mieszkania.

Sonea zamrugała zszokowana, gdy dotarło do niej znaczenie jego słów. Akkarin chciał wziąć na siebie całą odpowiedzialność, którą powinni ponieść oboje.

- Nie ma mowy – powiedziała stanowczo, patrząc mu prosto w oczy.

Akkarin zmarszczył brwi i zacisnął usta z niezadowoleniem.

- Soneo… - w jego głosie pobrzmiewała stal.

Nie przestraszyła się groźnego spojrzenia mężczyzny. Doskonale wiedziała, co jest karą za praktykowanie czarnej magii. Pokręciła głową, czując jak łzy ściskają jej gardło. Drżącą dłonią przesunęła po jego torsie. Chciała wrócić do tej chwili, kiedy byli tak blisko siebie. Chciała jeszcze więcej.

- A co jeśli skarzą cię na śmierć? – wykrztusiła. – Jak ja sobie bez ciebie poradzę? Oboje braliśmy w tym udział i oboje powinniśmy ponieść konsekwencje. Nie mogę ciebie stracić – ostatnie słowa wypowiedziała szeptem.

- Nie wydadzą wyroku bez Przesłuchania – prawa dłoń Akkarina głaskała policzek Sonei, a lewa zawędrowała do nasady jej pleców, przyciągając ją do niego bliżej. Ich biodra zetknęły się ze sobą. – Opowiem im o ichanich. Nie mogą być aż tak zaślepieni strachem, żeby nie zauważyć zagrożenia. Skazanie mnie na śmierć w takiej sytuacji było by skrajną głupotą. – Ciepło jego oddechu na jej ustach mąciło Sonei w głowie. Chociaż starał się ją uspokoić, dosłyszała w jego głosie nutę niepewności. Jednak nie to było teraz ważne. Zmartwienia i strach zeszły na drugi plan, gdy ją pocałował. Jęknęła cichutko, kiedy jego dłonie wsunęły się pod jej koszulę. Kolejne jęki zostały stłumione przez zachłanne usta Akkarina. Sonea przymknęła oczy z zadowolenia, gdy wargi mężczyzny zawędrowały na jej szyję. Przyciągnęła go do siebie. Akkarin spiął się. Z bólem serca pozwoliła mu się od siebie odsunąć. Zdrowy rozsądek wygrał z pożądaniem. Teraz mieli ważniejsze sprawy na głowie. Akkarin przesunął palcem po jej wargach. Na jego twarzy odbiło się niezdecydowanie. Westchnął ciężko. Jednak zaraz na ustach maga pojawił się krzywy uśmiech.

- O czym ja myślę – wymamrotał, ściskając ją mocniej.

Policzki Sonei oblały rumieńce. Wtuliła się w ramię Akkarina, wdychając jego zapach. Jej zdaniem zbyt szybko ją puścił.

- Załóż pierścień – powiedział cicho, poprawiając czarny płaszcz.

Byli co raz bliżej ukrytego wejścia. W ścianie przed nimi widniała drobna szpara, przez którą sączyło się światło. Powietrze zafalowało pod wpływem magii. Sonea spojrzała na Akkarina. Na czole mężczyzny pojawiła się pojedyncza zmarszczka, kiedy starał się jak najciszej przesunąć ścianę. Otwór powiększał się z każdą chwilą, odsłaniając co raz większą część podziemnego pokoju. Sonea zadrżała, kiedy światło rzucane przez kulę Mistrza Balkana padło na nią.

~ Soneo, idź już.

Kobieta niechętnie spojrzała w jedną z odnóg korytarza. Chłodne palce zacisnęły się na jej dłoni. Zerknęła na niego. Na twarzy Akkarina pojawił się smutek.

~ Uważaj na siebie.

Kąciki ust maga uniosły się nieznacznie.

~ Jak zawsze.

Niepokój Sonei nie zmalał. Akkarin ścisnął mocniej jej dłoń.

~ Idź już.

Z trudem zmusiła swoje nogi do ruchu. Szła co raz szybciej, czując jak strach o czarnego maga wzrasta z każdą sekundą. Miała tylko nadzieję, że nie widzą się ostatni raz.

Nie mogła spać całą noc. Przez cały czas wpatrywała się w budynek rezydencji. Była obojętna na hałasy, ciche rozmowy, odgłosy szybkich kroków dochodzących z korytarza. Sonea nerwowo zerknęła na niebo, które powoli zaczynało się rozjaśniać. Powieki ciążyły jej co raz bardziej. Przymknęła oczy, ale zaraz je otworzyła. Nie mogę teraz zasnąć.

~ Powinnaś.

Mentalny głos Akkarina przyniósł ze sobą ulgę, ale i tęsknotę za czarnym magiem.

~ Nie. Jeszcze ominie mnie coś istotnego.

Zamrugała lekko zdezorientowana, gdy zobaczyła grupę magów wychodzącą z domu Wielkiego Mistrza. Światło rzucane przez ich kule świetlne pozwoliło jej dostrzec maga odzianego w czarne szaty idącego pomiędzy Mistrzem Balkanem i Mistrzynią Vinarą. Za tą trójką szła grupa wojowników.

~ Co się dzieje?

~ Postanowili zwołać Przesłuchanie. Do tego czasu będę odizolowany na Arenie.

~ Lorlen nie wyszedł z rezydencji. Gdzie on jest?

~ Został w środku i razem z Osenem kontynuują przeszukiwania.

Sonea poczuła kwaśne rozbawienie. Starszyzna ufała mu jako Administratorowi Gildii, ale z pewnością nie brali pod uwagę scenariusza, w którym Lorlen będzie wiedział o zakazanej działalności Akkarina. Pewnie starał się zmniejszyć ilość dowodów obciążających Wielkiego Mistrza. Rozbawienie szybko wyparowało. Na jego miejscu pojawił się smutek. Lorlen musiał wybierać między swoimi obowiązkami, a lojalnością do przyjaciela i sumieniem.

~ Lorlen ukrył część ksiąg. Mówiłem mu, żeby tego nie robił, że zaszkodzić może tylko sobie. Nie jest mu łatwo łamać prawo Gildii.

~ Z pewnością czułby się gorzej obciążając ciebie jeszcze bardziej – Sonea z trudem wdychała powietrze. Strach sparaliżował ją całkowicie. Poczuła ukłucie współczucia dla Administratora, które złączyło się ze zrozumieniem. Jej samej nie łatwo było zdecydować się na naukę czarnej magii. Często miała wyrzuty sumienia w stosunku do Rothena z tego powodu.

~ Przepraszam, Soneo. Nie powinienem był uczyć cię czarnej magii.

~ To była moja świadoma decyzja, Akkarinie.

~ Decyzja, od której mogłem cię odwieść.

~ Żałujesz, że ci pomagałam?

~ Nie. Współpraca z tobą była czystą przyjemnością – nastąpiła chwila ciszy. – Zwłaszcza ostatni wieczór.

Sonea zaśmiała się cicho. Pożądanie wzmogło tęsknotę za nim.

~ Też tak uważam.

Wyczuła jego samozadowolenie. Wzrok Sonei padł na stojące nieopodal łóżko. Do jej umysłu wkradła się kusząca myśl o przespaniu tych kilku godzin.

~ Odpocznij.

Wsunęła się pod kołdrę. Nie chciała spędzać tej nocy sama…nie po tym, co między nimi zaszło. Dolna część brzucha Sonei zapulsowała bólem. Skuliła się, chcąc zmniejszyć poczucie samotności. Ostatni raz spojrzała na krwawy pierścień, a potem zasnęła.

Kręciła się niespokojnie na łóżku. Niepewna przyszłość nie dawała jej odpocząć przez długi czas. W końcu wszystko się uspokoiło. Do jej snów wkradł się mag w czarnych szatach Przyniósł ze sobą pożądanie, które tak bardzo chciała ugasić. Czarny materiał w jej dłoniach, ciepło jego warg, jego dotyk na jej ciele… Teraz śniła już tylko o nim.

- Soneo! – ktoś nią potrząsał i to nie była Viola. – Soneo, wstawaj!

Z trudem otworzyła oczy. Nad nią stał Rothen z zatroskanym wyrazem twarzy.

- Co się dzieje? – wymamrotała, przecierając oczy.

Alchemik spojrzał na nią ponuro.

- Przesłuchanie Akkarina.

Sonea natychmiast otrzeźwiała. Jak mogłam zapomnieć! Szybko zerwała się z łóżka i zaczęła wyjmować szaty uzdrowicielki z szafy.

- Poczekam w salonie. Tylko się pospiesz – z tymi słowami Rothen wyszedł z sypialni, dając jej czas na przebranie się.

Koszula nocna z cichym szelestem opadła na ziemię. Trzeba było nie zasypiać, pomyślała niezadowolona zapinając pas szaty. Ziewnęła. Nadal jestem zmęczona. Spojrzała na łóżko Nie mogła powstrzymać się od lekkiego uśmiechu, kiedy przypomniała sobie, o czym śniła.

~ Nie powiem, masz ciekawe sny – w mentalnym głosie Akkarina dało się słyszeć rozbawienie.

Policzki Sonei oblała purpura, gdy przypomniała sobie, że cały czas ma na palcu krwawy pierścień czarnego maga.

~ Nie zdejmuj go! Muszę mieć z tobą kontakt podczas Przesłuchania.

Natychmiast spoważniała.

~ Mam nadzieję, że nie pomyliłeś się co do zdrowego rozsądku Starszyzny.

- Soneo, pośpiesz się! – z salonu dobiegł ją ponaglający głos Rothena.

Z westchnieniem wygładziła szatę i wyszła z sypialni z pozornym spokojem wypisanym na twarzy.

Szum podniesionych głosów w Radzie Gildii ucichł, gdy do pomieszczenia wszedł Wielki Mistrz w otoczeniu wojowników. Akkarin rozejrzał się po zebranych magach. Tłum szat rozstąpił się robiąc dla niego przejście. Ale to nie była oznaka szacunku, tylko strachu. W powietrzu dawało się wyczuć mieszaninę niepewności i poczucia zdrady. Akkarin przybrał swoją codzienną maskę obojętności i powagi. Spojrzał na Lorlena, który starał się zachować spokój, ale nie za bardzo mu to wychodziło. Administrator popatrzył na niego nerwowo. Wzrok czarnego maga powędrował ku drobnej uzdrowicielce. Sonea. W ciemnych oczach kobiety widział strach i niepokój, które odczuwał również przez krwawy klejnot na jej dłoni. Burza jej uczuć, myśli wirujące szybko w jej umyśle. Zatrzymał na niej dłużej spojrzenie. Chciał powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale nie mógł.

- Przesłuchanie uważam za otwarte! – Lorlen uderzył w gong, ucinając szmery dochodzące z sali.

Akkarin wyprostował się dumnie. Spektakl czas zacząć.

Przez długi czas panowała cisza. Magowie zebrani w Radzie Gildii zwrócili się ku Starszyźnie i Królowi. Milczenie przerwał Lorlen.

- Zebraliśmy się tu dziś, aby rozpatrzyć sprawę oskarżenia Wielkiego Mistrza Akkarina o posługiwanie się czarną magią i zabójstwo Mistrza Jolena – Administrator wpatrzył się w maga w czarnych szatach. – Akkarinie z rodu Delvon, Domu Velan, czy przysięgasz mówić prawdę?

Przywódca Gildii przyklęknął na jedno kolano, wypowiadając krótkie „przysięgam". Jedno słowo, a takie ma znaczenie. Sonea przymknęła oczy. Chciała, żeby to wszystko okazało się tylko okropnym snem. Wiedziała doskonale, że dziś wyjdzie na jaw szantaż Akkarina na niej i Rothenie oraz prawdziwe powody przejęcia nad nią opieki kilka lat temu. Świadomość, że będzie musiał złamać przysięgę, aby chronić ją i po części Lorlena, objawiła się nieprzyjemnym uciskiem w żołądku.

- Czy przyznajesz się do praktykowania czarnej magii? – Balkan wpatrywał się w Akkarina z podejrzliwością i skupieniem.

- Tak.

Przez dobrą chwilę Lorlen nie mógł ujarzmić szumu, który powstał.

- Czy zabijałeś za jej pomocą? - Mistrzyni Vinara jak zwykle zadała celne pytanie.

Sonea nabrała nerwowo powietrza. Odpowiedź mogła być tylko jedna…

- Tak.

Jeszcze więcej krzyków, wzburzonych głosów i obraźliwych komentarzy. Najwyraźniej niektórych poniosło. Powinna stać obok niego. Była tak samo winna, o ile nie bardziej. Ona nauczyła się zakazanej sztuki z własnego wyboru, on wyboru nie miał.

~ Pamiętaj, że obiecałaś mi posłuszeństwo.

Sonea nie była w stanie odpowiedzieć. Milczała, b a…

- Czy zabiłeś Mistrza Jolena?

- Nie.

Wszystkie szmery ucichły. Cisza.

Król przyglądał się Akkarinowi zmrużonymi oczami, jakby analizował jego prawdomówność. Balkan wydawał się zamyślony, a Lorlen najlepiej jak umiał, nie pokazywał po sobie żadnych emocji.

- Od jak dawna studiowałeś i praktykowałeś czarną magię?

Przez twarz Akkarina przebiegł ledwo zauważalny cień.

- Pierwszy raz…to było osiem lat temu, zanim wróciłem do Gildii.

- Kto był twoim mistrzem? Gdzie pobierałeś nauki? Z jakich powodów? – tymi pytaniami Administrator przeszedł do najważniejszej części dzisiejszego Przesłuchania.

Sonea znała tą historię, ale dopiero teraz potrafiła dostrzec lekkie szyderstwo i gorycz w jego głosie, gdy opowiadał o swoich podróżach w poszukiwaniu starożytnej magii. W opowieść wkradł się cień strachu, kiedy mówił o latach niewoli i okrutnych zwyczajach ichanich. Wyczuła nutę żalu, gdy relacjonował swoje spotkanie z mężczyzną, który nauczył go czarnej magii. Sonea myślała, że zobaczy na twarzy Akkarina tą paletę emocji. Odwróciła się ku magowi. Jak zwykle wyglądał na opanowanego, czarne oczy utkwione były we władcy.

- Dwa lata po wybraniu mnie na stanowisko doszły mnie słuchy o tajemniczych morderstwach. Gwardia podejrzewała Złodziei, ale ja wiedziałem swoje. Chodziłem do slumsów w przebraniu, wypytywałem się i zbierałem informacje – Akkarin zamilkł na chwilę, ostrożnie dobierając słowa. – W końcu wytropiłem mordercę i moje podejrzenia okazały się słuszne. To był sachakański niewolnik uwolniony i nauczony czarnej magii w zamian za wykonanie niebezpiecznego zadania.

- Jaka to była misja? – Vinara zabębniła palcami o poręcz krzesła.

- Zebranie informacji o Gildii, głównie na temat posługiwania się czarną magią w Krainach Sprzymierzonych. Jednak najważniejszym zadaniem szpiega było zabicie mnie, jeśli nadarzyłaby się taka okazja.

- Co zrobiłeś z tym człowiekiem?

Sonea doskonale wiedziała, że Lorlen znał odpowiedź na to pytanie, ale musiał je zadać publicznie.

Twarz Akkarina była pozbawiona wyrazu.

- Nie mogłem puścić go wolno, bo nadal żerowałby na mieszkańcach Imardinu. Przyprowadzenie go do Gildii też nie było rozsądnym wyjściem, ponieważ przekazałby swojemu panu informacje o naszych słabościach. Nie miałem wyboru. Musiałem go zabić.

- Powinieneś był opowiedzieć nam to wszystko zaraz po swoim powrocie – powiedział cicho Balkan.

- Ryzyko najazdu było niewielkie. Liczyłem na to, że zabijając kolejnych szpiegów przekonam ichanich, iż Gildia nie jest aż tak słaba, jak myśleli. Gdybym został publicznie oskarżony, ichani dowiedzieliby się o tym, przekonaliby się, że Kariko miał rację. Gdybym zaś zdołał udowodnić wam, jak naprawdę przedstawia się nasza sytuacja, moglibyście uznać, że nauka czarnej magii jest jedynym sposobem na ochronę Kyralii. Nie chciałem mieć tego na sumieniu.

- Ilu może być tych ichanich?

- Od dziesięciu do dwudziestu – odpowiedział spokojnie Akkarin.

W sali rozbrzmiały śmiechy. Sonea zacisnęła mocno usta, czując przypływ złości i bezsilności. Głupcy! Najwyraźniej chcą się przekonać o ich sile na własnej skórze.

- Każdego dnia pobierają oni moc od swoich niewolników, którzy dysponują sporym zapasem energii porównywalnym z naszą. Wyobraźcie sobie czarnego maga, który ma dziesięciu niewolników. Gdyby czerpał moc od połowy z nich co parę dni, w ciągu kilku tygodni mógłby stać się wiele set razy potężniejszy od każdego z magów Gildii.

Lorlen uniósł ręce do góry, aby uciszyć zebranych magów.

- Czy są jeszcze jakieś pytania do Akkarina? Może ktoś jeszcze ma inne dowody w tej sprawie?

- Ja, Administratorze – Sonea zesztywniała, kiedy siedzący obok niej alchemik podniósł się z krzesła. Może jednak trzeba było mu powiedzieć?

~ Nie, nie byłoby lepiej, Soneo.

~ A teraz jest?! Słowa Rothena tylko pogorszą twoją sytuację!

~ Rothen nie uwierzyłby ci tak łatwo! Myślałby, że cię zmusiłem albo zastraszyłem.

Nie zdążyła mu odpowiedzieć, bo musiała skupić się na rozmowie.

- Pięć lat temu Sonea była świadkiem praktykowania czarnej magii przez Wielkiego Mistrza – Rothen zawahał się na moment. – To było za nim wstąpiła do Gildii. Podzieliła się ze mną tą wiadomością. Milczałem, ponieważ nie wiedziałem, do czego może być zdolny Akkarin. Bałem się, że może wystąpić przeciwko Gildii. Jednak Wielki Mistrz dowiedział się o wszystkim i przejął opiekę nad Soneą. To miała być gwarancja mojego milczenia.

Rozległy się oburzone krzyki magów.

- Czy to, co powiedział Mistrz Rothen jest prawdą, Akkarinie? – ostry głos Balkana uciszył wszystkich.

- To tylko część prawdy. Przejąłem opiekę nad Soneą, ponieważ dysponowała ogromnym potencjałem, który był beznadziejnie zaniedbywany.

Sonea z trudem powstrzymała się od uśmiechu. Jednak zadowolenie szybko minęło. Akkarin chciał odwrócić uwagę magów od niej.

- Mam jeszcze kilka pytań do Akkarina – Balkan z namysłem spojrzał na maga w czarnych szatach.

- Posługiwałeś się czarną magią w celu zabijania szpiegów?

- Tak.

- Ci dwaj sachakanie, znalezieni przy Mistrzu Jolenie, byli czarnymi magami?

- Owszem. Była to dwójka słabszych ichanich.

Balkan zmarszczył brwi, myśląc intensywnie.

- Kto był twoim źródłem?

- Pobierałem moc dobrowolnie oddawaną przez mojego służącego, Takana – Akkarin zamilkł na chwilę. – A od jakiegoś czasu od Mistrzyni Sonei.

- Uzywałeś czarnej magii wobec Sonei?! – w oczach Vinary odmalowały się szok i niezadowolenie.

Na ustach Akkarina pojawił się lekki uśmiech.

- Sonea jest magiem i może dzielić się mocą w bardziej konwencjonalny sposób.

- Czy ona widziała o ichanich?

- Owszem, znała całą prawdę.

- Co zrobiłeś, żeby ją przekonać?

- Zabrałem Soneę do slumsów i pokazałem jej szpiega. Nauczyłem ją czytać jego myśli. Zobaczyła tam dostatecznie wiele, żeby przekonać się, że moja opowieść o przeżyciach w Sachace jest prawdziwa.

Balan prychnął niezadowolony.

- Powiedziałeś to wszystko nowicjuszce zamiast nam?!

Akkarin wzruszył ramionami.

- I tak wiedziała już sporo.

Sonea przymknęła oczy, chcą uniknąć pytającego i pełnego wyrzutu spojrzenia Rothena.

- Czy nauczyłeś ją czarnej magii? – Mistrz Sarrin po raz pierwszy zabrał dzisiaj głos i od razu zadał bardzo celne pytanie.

Akkarin zawahał się na chwilę.

- Dałem jej do przeczytania kilka ksiąg, aby lepiej zrozumiała naszego wroga. To wszystko.

Sonea dostrzegła, jak monarcha pochyla się nad ramieniem Balkana. Po chwili do dyskusji przyłączyła się Vinara i Sarrin.

- Uznaliśmy, że w zaistniałych okolicznościach należy odczytać myśli Mistrzyni Sonei – Balkan skinął głową na Lorlena. – Administratorze?

Serce uzdrowicielki biło jak szalone, kiedy zmierzała ku środkowi sali.

~ Lorlen nic nie powie.

~ Wcale mnie nie uspokajasz.

Myśl, że Administrator będzie zmuszony kłamać, wywołała w Sonei poczucie winy. Ciepłe palce maga w błękitnych szatach chwyciły ją za skronie.

~ Pokaż mi pokój swojego umysłu.

Nie mogła pozwolić mu na odczytanie swoich myśli. Lorlen doskonale o tym wiedział. To było tylko przedstawienie. W końcu Administrator puścił jej skronie. Nie łatwo przyszło mu naginanie praw Gildii

- Mistrzyni Sonea potwierdziła słowa Akkarina – Lorlen zaczerpnął głośno powietrze. – Akkarin pokazał jej szpiega i podsunął literaturę o historii Gildii…Nigdy nie uczył jej posługiwania się czarną magią.

Sonea wracała na swoje miejsce, czując się jak największy tchórz i kłamca. Powinna przyznać się i ponieść konsekwencje swojego wyboru.

~ Soneo, obiecałaś – wzdrygnęła się, słysząc gniew pobrzmiewający w głosie Akkarina.

W sali znów rozległy się rozmowy, kiedy Lorlen zarządził przerwę. Uzdrowicielka w milczeniu obserwowała Króla w otoczeniu Starszyzny. Monarcha marszczył gniewnie brwi, słuchając Balkana, który wyglądał na co najmniej zdenerwowanego. Do rozmowy przyłączyli się Vinara i Sarrin. Lorlen wydawał się nieobecny. Najprawdopodobniej wysłuchiwał dalszych instrukcji czarnego maga…

- Soneo, dlaczego nic mi nie powiedziałaś? – w głosie Rothena pobrzmiewał smutek i żal.

- Nie mogłam – wykrztusiła. – Nie chciałam cię w to mieszać. Wolałam milczeć niż żeby miało coś ci się stać. Uwierz mi Rothenie, nie było mi łatwo.

Sonea poczuła, jak alchemik ściska jej dłoń w przyjaznym geście. Nie przyniosło jej to ulgi, wręcz przeciwnie, tylko spotęgowało wyrzuty sumienia. Nie powiedziała mu całej prawdy. Ile razy jeszcze będzie usprawiedliwiać swoje kłamstwa szlachetnymi powodami? Przecież kiedyś będzie musiała się przyznać.

- Nadszedł czas, aby osądzić, czy Akkarin z rodu Delvon, Domu Velan, Wielki Mistrz Gildii Magów jest winien zbrodni, o które go oskarżono – głos Administratora wyrwał Soneę z zamyślenia. Lorlen utworzył kulę świetlną, która natychmiast uniosła się pod sklepienie. Pozostali magowie poszli za jego przykładem i wkrótce pod sufitem zawisły setki światełek, a salę wypełnił blask. Ona jedna nie utworzyła kuli.

- Czy uważacie, że Akkarin z rodu Delvon, Domu Velan jest winny poszukiwania wiedzy o czarnej magii, studiowania tej sztuki i praktykowania jej i na dodatek do poprzednich oskarżeń zabijania za jej pomocą?

Uzdrowicielka wstrzymała oddech. Decyzje o losie Akkarina miała podjąć cała Gildia. Wszystkie kule natychmiast zapłonęły na czerwono. Ona jedna głosowałaby inaczej, ale ona nie była ślepa naprawdę. Nie chciała przyłączać się do rzeszy głupców popierających wygnanie czarnego maga. Równie dobrze mogła wydać wyrok na samą siebie. Ale jaki? Odetchnęła głęboko. Lorlen nie powiedział o rodzaju kary.

- Większość zagłosowała „tak". Określoną prawem karą za te zbrodnie jest śmierć, my, Starszyzna Gildii, rozważyliśmy słuszność tej kary w świetle przedstawionych wyjaśnień, jeśli są one prawdziwe. Wolelibyśmy odłożyć wydanie wyroku do czasu, kiedy będziemy mogli potwierdzić lub odrzucić prawdziwość tych zeznań, niemniej z powodu charakteru zbrodni musimy podjąć natychmiastowe środki – Lorlen wziął głęboki wdech. – Postanowiliśmy skazać Akkarina na wygnanie.

W sali rozbrzmiały głosy protestu i oburzenia. Sonea wpatrywała się w zebranych magów z niedowierzaniem. Jak mogli żądać surowszej kary? Złość rosła z każdą sekundą. Właśnie ich szanse na wygraną z ichanimi spadły praktycznie do zera. Wygnanie. Z pewnością wyślą go gdzieś poza granice Krain Sprzymierzonych, a najbliższym krajem, który nie był objęty przymierzem, była…Sachaka. Sonea zamarła. Serce waliło jej młotem z przerażenia. Zesłali go na pewną śmierć i wiedzieli o tym. Starszyzna nie chciała mieć na sumieniu śmierci człowieka, który mógł mówić prawdę. Woleli wezwać go w razie najazdu. Zamrugała, próbując pozbyć się łez. Jak on ma przeżyć sam na wygnaniu pozbawiony wsparcia? Musiała mu pomóc, musiała z nim wyjechać…

~ Siedź cicho! – gniewny, mentalny głos Akkarina przyszpilił ją do krzesła.~

~Nie wiesz, gdzie cię wysyłają?!

~ Wiem – jego zimny jak lód głos sprawił, że po kręgosłupie Sonei spłynął dreszcz. Już dawno nie mówił do niej w ten sposób. – A ty zostaniesz tu i będziesz współpracować z Cerym!

Krew zaszumiała jej w głowie z gniewu. Sonea zacisnęła palce na poręczy krzesła. Traktował ją jak jakąś bezwolną i bezrozumną istotę. Jakby sama nie umiała podejmować decyzji o własnym życiu. Nie zdarzyła mu odpowiedzieć, bo Lorlen zabrał głos:

- Akkarinie, czy przyjmujesz ten wyrok?

- Jeżeli taka jest wola Króla.

Monarcha zmierzył czarnego maga chłodnym spojrzeniem.

- Tak, taka jest moja wola.

- W takim razie odejdę.

Spokój pobrzmiewający w jego głosie zaskoczył ją mocno.

- Czynię zatem wiadomym we wszystkich Krainach Sprzymierzonych, że Akkarin z rodu Delvon, Domu Velan, były Wielki Mistrz Gildii Magów zostaje skazany na wygnanie za zbrodnię nauki i praktykowania czarnej magii oraz zabijania za jej pomocą – Lorlen zszedł z mównicy i podszedł do Akkarina. Na twarzy Administratora odbiło się wahanie, kiedy chwycił poły czarnej szaty. Spuścił wzrok rozdzierając materiał. – Wypędzam cię, Akkarinie. Nie wolno ci więcej postawić nogi na mojej ziemi.

Akkarin wpatrywał się bez słowa w Lorlena.

Sachaka. Tam go wysłali.

Jak zawsze zachował zimny, obojętny i zdystansowany wyraz twarzy. Życie nauczyło go takiej postawy – nie pokazywania po sobie żadnych emocji. Sachaka. Mimo iż znajdował się w budynku Rady Gildii, koszmar sprzed lat powrócił. Nie zwracał uwagi na magów, którzy stawali przed nim, wypowiadali stałą formułę i rozdzierali jego szaty. Był obojętny na ich wrogie spojrzenia, które mimo wszystko raniły.

Wspomnienie niewoli wróciło. Z trudem powstrzymał się od wzdrygnięcia. Znów będzie uciekał jak jakieś zaszczute zwierzę. Przed oczami miał obraz Dakovy, który uśmiechał się, zabijając niewolnicę na jego oczach…

Duże, brązowe źrenice. Gładka skóra pod jego palcami. Pełne usta, które tak bardzo chciał skosztować, ale nie mógł. Itilith. Proste, długie, ciemnobrązowe włosy sachakańskiej niewolnicy rozsypane na ziemi, załzawione, martwe oczy. Delikatne ciało poplamione jej własną krwią.

~ Jesteś żałosny Akkarinie. Kto to widział kochać dziwkę. Chyba nie będziesz za nią płakał?

Cichy, kobiecy głos wyrwał go z zamyślenia. Sonea. Akkarin zmierzył ją oceniającym spojrzeniem. Była do niej tak podobna, a jednocześnie taka inna. ONA nie żyła. Była już tylko wspomnieniem, z którym on nie mógł się rozstać i pogodzić.

~ Akkarin.

Brązowe oczy uzdrowicielki wpatrywały się w niego ze strachem. Czuł jej ból, że musi się z nim rozstać, że może go już nigdy nie zobaczyć. Widział swoją twarz w jej oczami. Dotarło do niego echo rozczarowania Sonei wywołane jego obojętnością.

~ Uważaj na siebie.

- Powodzenia – wymamrotała cicho i odeszła.

Nie rozdarła jego szat, nie odrzuciła go. Akkarin poczuł ukłucie winy, gdy uświadomił sobie, czym to było spowodowane. Kochała go. Przypomniał sobie ten epizod w slumsach. Jej pożądanie łączące się z miłością i zaufaniem, kiedy jej dotykał. Gdyby to on nosił jej krwawy pierścień, Sonea wyczułaby jedynie pożądanie i głęboko skrywany strach przed samotnością. Nic z głębszych uczuć. Nie kochał jej tylko wspomnienie, które ona tak bardzo przypominała. A jednak miał wrażenie, że za tym wszystkim stało nie tylko pragnienie. Może to on sam tłumił w sobie uczucia, nie chcąc pogodzić się z przeszłością.

Potrzeba posiadania kogoś tylko dla siebie uczyniła z niego egoistę. Zranił ją.

Sonea stała na dziedzińcu i wraz z innymi magami obserwowała Akkarina razem z eskortą przygotowującą się do odjazdu. Nie miała okazji z nim porozmawiać, a potrzebowała jego wskazówek. Wiedziała, że teraz została tylko ona, była jedyną osobą, która mogła stanąć do walki z ichanimi. Jednak najbardziej niepokoił Soneę sposób w jaki ją potraktował. Akkarin zachowywał się tak, jakby do niczego miedzy nimi nie doszło, jakby to nic nie znaczyło. Zdawała sobie sprawę, że mieli teraz istotniejsze problemy na głowie, ale ta zimna obojętność wobec niej nie dawała jej spokoju.

~ Soneo.

Nie mogła powstrzymać ulgi, kiedy się odezwał.

~ Takan jest u Cerego. Będziesz się z nim kontaktować. Noś pierścień wieczorami.

Lekkie ukłucie zawodu. Tylko tyle miał jej do powiedzenia?

~ Teraz moje znajomości są twoimi. Od ciebie zależą losy Kyralii.

Sonea zamrugała gwałtownie. Serce zamarło w jej piersi na chwilę.

~ Mówisz tak, jakbyś miał już nie wrócić.

~ Nie wiem, czy dożyję powrotu.

Strach wdarł się do jej umysłu. Przecież musiał wrócić. Nie mógł tak wszystkiego zostawić, nie mógł zostawić jej! Wyczuła w jego mentalnym głosie dystans i niepewność, które chciał przed nią ukryć. Dziwiło ją to i irytowało. Wróciła dziwna niepewność. Może nie odwzajemniał jej uczuć, może jej nie kochał?

~ Soneo! – gniewny głos rozbrzmiał w jej umyśle. – Musimy się zająć ważniejszymi sprawami. Masz utrzymywać swoją wiedzą o czarnej magii w tajemnicy!

~ Gildia będzie potrzebowała czarnego maga.

~ Nie najmądrzej będzie ujawniać teraz istnienie drugiego maga posługującego się zakazaną sztuką, skoro dopiero co zdecydowali się mnie wygnać. Muszą się sami przekonać, że nie poradzą sobie bez czarnej magii w starciu z ichnimi.

~ Nie mamy na to czasu!

~ Wątpię. Z tego co powiedział mi Lorlen, Balkan już zdecydował, że odbędzie się zebranie Starszyzny, na którym zdecydują co dalej. Na razie masz milczeć!

Tętent końskich kopyt rozbrzmiał na dziedzińcu. Sonea wpatrywała się w jeźdźców zmierzających ku bramie Gildii.

~ Bądź ostrożny.

~ Ty też na siebie uważaj, Soneo.

Serce ścisnęło jej się z bólu. Znów ta obojętność w jego głosie.

Bezradnie obserwowała, jak znika za bramą. Bała się o niego. Bała się, że go już nigdy nie zobaczy. Zostawił ją samą z bagażem obowiązków i odpowiedzialności oraz niepewnością, która zakradła się do jej serca.

Został po nim tylko tuman pyłu na drodze.