Z akt sprawy dr. T. M. Riddle

Przypadek Edwarda C. notatki po drugim spotkaniu

Żądza krwi...

Edward łaknie krwi Belli. Co reprezentuje to tłumione pragnienie krwi? Zakazany pociąg seksualny? Edward mówi o Belli z tęsknotą, która sugeruje, że jest głęboko do niej przywiązany, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, a jednak nalegał, żeby ich związek pozostał nieskonsumowany. Dlaczego? Czy wynika to z dzielącej ich różnicy, czy bazuje na czymś innym?

Dlatego, że on jest nieśmiertelny, a ona śmiertelna... W jego imaginacji nie są zakochanymi w sobie chłopakiem i dziewczyną, ale dwiema istotami rozdzielonymi dzielącą ich przepaścią. W jego umyśle, ich związek pełen jest nieprzekraczalnych tabu, niosących ze sobą śmiertelne niebezpieczeństwo... Dlaczego? Dlaczego sam się od niej odsuwa? Dlaczego uważa, że nie wolno mu z nią być.

Edward obawia się, że może wyrządzić Belli krzywdę, jeśli pójdzie za głosem pragnienia, jeśli narazi jej życie na niebezpieczeństwo. Czy ma to związek z samym stosunkiem seksualnym, który w ekstremalnych, patologicznych wypadkach jest związany z wywieraniem presji, przymusu? Ze śmiercią? Miłość i śmierć intrygująco przeplatają się w jego imaginacji.

Postanowiłem zapytać Edwarda o uczucia, jakie żywi do Belli.

– Edwardzie. – Zacząłem delikatnie. – Czy wciąż kochasz Bellę?

Cień padł na jego piękną twarz, kiedy odpowiadał cicho. – Nad życie.

– A jednak wasz związek nigdy nie wyszedł poza pocałunki. – Sformułowałem to pytanie tak taktownie, jak tylko mogłem. – Dlaczego, Edwardzie?

Zarumienił się. – Ja... oczywiście byłem wodzony na pokuszenie... Ale musi pan zrozumieć, panie doktorze, że jestem niebezpieczny Gdybym... kochał się z Bellą, mógłbym ją zabić...

Stosunek seksualny podczas morderstwa. To ciekawe. To bardzo ciekawe. Co kryje za twierdzeniem Edwarda, że miłość zabija?

– O wiele lepiej będzie, jeśli będzie miała normalne, szczęśliwe życie. – Powiedział cicho. – Ona musi zapomnieć o mnie i mieć szansę.

– Szansę na normalne życie z kimś innym?

Jego twarz przybrała bolesny wyraz na samą myśl o tym. Westchnął. – Cóż... Przypuszczam, że to będzie nieuniknione. To będzie dla mnie ciężkie: widzieć ją u boku innego, ale co mogę zrobić? Belli będzie lepiej z daleka ode mnie. Tylko wtedy będzie naprawdę bezpieczna. Oczywiście są tacy, którzy nie mogą oderwać od niej wzroku. Słyszę ich myśli, napastliwe, pożądliwe... Weźmy na przykład tego Jacoba Blacka. On tak bardzo ją kocha...

– Black? – Przeszukiwałem moje notatki próbując znaleźć najdrobniejszą wzmiankę na jego temat. Nie, nic o nim nie ma, nawet w notatce od doktora Culenna. On musi być częścią wyimaginowanego świata Edwarda. – O kim mówisz?

– O tym chłopaku z rezerwatu Indian. Całkowicie zadurzył się w Belli. Jego plemię, Quileci są naszymi najbardziej zawziętymi wrogami. Wiedzą, kim jesteśmy, wiedzą jak działamy na śmiertelników... Nazywają nas Zimnymi Ludźmi.

– Zimnymi Ludźmi?

Edward spojrzał na mnie z politowaniem i irytacją, jak gdybym była nieco opóźniony w rozwoju. – To ze względu na naszą zimną skórę, rzecz jasna. Oczywiście, musiał pan to zauważyć, kiedy uścisnąłem pańską dłoń na naszym pierwszym spotkaniu.

– Ach, tak, oczywiście. Zimna skóra. – Skinąłem głową, nie przypominając sobie, żeby dłoń Edwarda czy kogokolwiek z jego rodziny była szczególnie chłodna.

Jakie to interesujące. Dlaczego on uważa, że wampiry mają zimną skórę?

Kontynuował, z odległym spojrzeniem w swoich złocistych oczach. – Ci Indianie są inni... Są tak nieznośnie gorący, nabuzowani kipiącą krwią, podczas gdy my przypominamy lodowce... Quileci są jednymi z nielicznych stworzeń, które rozumieją, czym jesteśmy i prawdopodobnie jedynymi, które mogą nas zniszczyć...

Stworzeń?

– Tak. – Edward skinął głową. – Oni są wilkami, widzi pan... Według ich plemiennych legend, są potomkami wilków i kiedy są szczególnie rozwścieczone mogą zmienić się w wilkołaki, przyjmując na jakiś czas swoje prawdziwe formy.

Wampiry i wilkołaki... Zimne i gorące... Przeciwieństwa, które być może są dwoma stronami tego samego medalu... Wampiry, jak i wilkołaki są myśliwymi; oba te gatunki tworzą swoich pobratymców poprzez ukąszenie...

Zastanawiam się czy ów Black nie jest alter ego Edwarda? Edward jest chłodny, analityczny, daleki... Trzyma swoje emocje pod kontrolą. Czy Black reprezentuje tą część Edwarda, która pragnie wyeksponować jego uczucia i lęki? Black... Czarny. Czy jest mroczną stroną Edwarda? Być może Jacob odnosi się do biblijnego Jakuba? Tego, który ukradł bratu przyrodzone mu pierworództwo. Zastanawiam się, co stało się z bratem Edwarda, tym, który zmarł...

Wilkołaki i wampiry... Wydaje się, że w umyśle Edwarda Bella jest w ciągłym niebezpieczeństwem...

Ale cokolwiek reprezentują wilkołaki, to jednak są o wiele mniej niebezpieczni dla Belli niż wampiry. Edward powiedział mi, że nie tylko on pożąda krwi Belli... O i jego rodzina przysięgli powstrzymać się od picia ludzkiej krwi, zamiast niej używając zwierzęcej. Ale inna, o wiele groźniejsza grupa wampirów, które piją ludzką krew, zaczyna krążyć w pobliżu Belli.

Edward opowiadał o tamtych wampirach ze strachem. – Było ich troje. – Wyjaśnił. – Laurent, James i Victoria. Gdy James zrozumiał, że kocham Bellę, jego łowieckie instynkty dały o sobie znać i zaczął na nią polować... Laurent nas ostrzegł, ale James śledził Bellę i próbował ją zabić... Udało nam się go w końcu zabić, tak, że Bella jest bezpieczna. Ale nadal bardzo boję się powrotu Victori...

Laurent – jak myślę to imię świętego. Świętego Wawrzyńca? Być może reprezentuje on tą stronę Edwarda, który pragnie chronić Bellę. Ale kim jest James? Bardziej niebezpieczną częścią Edwarda, który chce zniszczyć to, co kocha? Ale dlaczego?

James, Victoria i Edward… Imiona, które mają ze sobą coś wspólnego – wszystkie są imionami angielskich monarchów. Król Jakub, królowa Wiktoria, król Edward... Czy królowa Wiktoria nie była matką króla Edwarda? Czy to oznacza, być może, że imiona tych wampirów są ściśle związane z Edwardem, albo, że symbolizują te jego części, które Edward woli spychać w głąb własnego umysłu, by chronić Bellę? Może Edward obawia się swoich morderczych inklinacji symbolizowanych przez sadystycznego Jamesa i mściwą Victorię? Czy znajduje się jakieś inne, głębsze znaczenie tych imion, które wciąż mi się wymyka?

Morderczy impuls... Poprosiłem moją niezawodną sekretarkę, panią L., aby sprawdziła, czy nie ma nowych informacji na temat tajemniczej śmierci brata Edwarda, sprzed piętnastu lat. Ale nawet pani L. nie zdołała dowiedzieć się zbyt wiele. Znalazła kilka artykułów w lokalnej prasie, krótkie powiadomienia wskazujące, że tajemnica wciąż pozostaje nierozwiązane, udało jej się wytropić jednak jedną osobę z lokalnego biura szeryfa, która była przydzielona do tej sprawy.

„To rzeczywiście była bardzo dziwna sprawa". Napisał w swoim mailu do niej. „Nawet FBI nie było w stanie odkryć niczego nowego. Odnotowano w aktach sprawy zagraniczną kobietę przebywającą w tym czasie na naszym terenie; włożyliśmy wiele czasu w śledzenie jej, ponieważ była wówczas jedyną obcą osoba w Forks. Myśleliśmy, że może on być matką tych dwóch małych chłopców. Ale kiedy w końcu ją znalazłem, okazało się, że była chora psychicznie, a my nie mieliśmy dostępu do tłumacza, zresztą w tym, co mówiła nie było większego sensu. Obawiam się, że nie pamiętam już skąd pochodziła, być może z Rosji, albo z Rumunii, ale nie mieliśmy wówczas dostępu do badań DNA, więc nie wiemy, czy była związana z którymkolwiek chłopców i nie wydaje się byśmy mieli kiedykolwiek to odkryć... Jak pan już wie starszy z chłopców nie przeżył. Ale raport koronera zawierał jeden szczegół, który nie został udostępniony opinii publicznej w tamtym czasie, ponieważ nie chcieliśmy spowodować jakiekolwiek przesądnej paniki wśród mieszkańców. Prawdą jest, że chłopak miał tylko niewielki znak na szyi, podczas gdy reszta ciała wyglądała na nienaruszoną. Jednak biuro koronera stwierdziło, że bezpośrednią przyczyną śmierci był duża utrata krwi. Faktycznie, wydawało się, że cała krew została wyssana z ciała..."

Czytałem ostatnie zdanie wydruku wiadomości, jaki dała mi pani M. przepełniony, och, musze to przyznać– poczuciem zabobonnego lęku. Musiałem przypomnieć sobie, po raz kolejny, że Edward nie jest wampirem. On jest tylko nastolatkiem cierpiącym na dziwne, schizofreniczne złudzenia. Niektóre traumatyczne wydarzenia w jego przeszłości mogły spowodować to, że popadł w szaleństwo, ale to ja musiałem je odkryć.

Po tym jak pani L. dała mi te cokolwiek skąpe informacje, jakie tylko była w stanie znaleźć, odwróciła się do wyjścia. Ale kiedy dotarła do drzwi, zatrzymała się na chwilę.

– Jest jeszcze jedna rzecz, panie doktorze...

– Tak, pani L.?

Zawahała się przez chwilę. – Ja... czuję się głupio nawet wspominając o tym, ale...

– Pani L., muszę wiedzieć wszystko, co może mi pani powiedzieć, a co mogłoby mieć jakiekolwiek znaczenie w tej sprawie. Nieważne jak głupie i nonsensowne się to pani wyda. Wszystko.

– Tak... – Przełknęła głośno. – Jak powiedziałem, to jest najgłupsza rzecz... Tyle, że ja miałam to przeczucie, kiedy ten biedny chłopak po raz pierwszy wszedł do pańskiego biura, wydawało mi się, że ja go już widziałem...

– Widziała go pani wcześniej? Ma pani na myśli Edwarda?

Skinęła głową. – Tak. No cóż, może nie jego, ale kogoś, kto wygląda jak on. Nie pamiętam gdzie go widziałam. Być może w jakiejś książce lub gazecie...

Spojrzałem na nią z zainteresowaniem. Jakie to dziwne! – Czy czytała pani wcześniej jakieś artykuły o tamtym morderstwie w Forks? Może wkrótce po tym, kiedy to się stało?

Pokręciła głową. – Och, nie. To było na długo przed tym. Myślę, że jeszcze wtedy, kiedy byłam małym dzieckiem.

– Co? – Zamrugałem ze zdziwienia. – Ale to niemożliwe! Kiedy była pani małym dzieckiem, to Edwarda nie było jeszcze na świecie...

– Wiem. – Jej głos drżał lekko. – Dziwne, prawda?

Tak, to bardzo dziwne...