Z akt sprawy dr. T. M. Riddle

Przypadek Edwarda C. notatki po trzecim spotkaniu

Imaginacje Edwarda wydają się być coraz mroczniejsze. Uważa on, że Bella jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, zarówno ze strony siebie samego jak i innych.

Zdałem sobie sprawę, że nasz związek nie może dłużej trwać. Przebywanie blisko mnie i mojej rodziny staje się coraz bardziej niebezpieczne. Alice postanowiła urządzić przyjęcie z okazji osiemnastych urodzin Belli. Jej ojciec, Charlie Swan, jest miłym facetem, ale nie został zaproszony... Kiedy Bella zacięła się w palec kawałkiem papieru, a Jasper poczuł zapach jej krwi i spróbował ją zabić, po raz kolejny ocaliłem jej życie. Uświadomiłem sobie wówczas, że muszę zerwać z Bellą. Musiałem to zrobić, by ją chronić. Przebywanie w towarzystwie wampirów jest dla niej zbyt niebezpieczne. Powiedziałem jej, że już jej nie kocham i że nie chcą już jej widzieć. Jak łatwo mi uwierzyła! Przez jakiś czas była głęboko nieszczęśliwa, ale potem zaczęła spędzać czas z Jacobem. Jacobem Blackiem, wilkołakiem.

Jacob był dla niej dobry, ale potem Bella uświadomiła sobie, że słyszała mój głos w jej głowie, kiedy znalazła się w niebezpieczeństwie. I tak Bella, z miłości do mnie, zaczęła celowa narażać się na śmierć, żeby móc usłyszeć mój głos. Spadła z motocykla, skakała z klifu. Alice ma wizje, w których widzi to, co może zdarzyć się w przyszłości. Kiedy zobaczyła Bellę rzucającą się z klifu do morza, wszyscy uwierzyli, że nie żyje.

Zdałem sobie sprawę, że nie mogę bez niej żyć i zdecydowałem się zabić. Wampiry nie giną tak łatwo, więc postanowiłem udać się do Włoch, do Volterry i błagać ród starożytnych wampirów, Volturich, by skrócili moje cierpienie. Nie chcieli mnie zabić, więc zrozumiałem, że muszę ich sprowokować: musiałem pokazać się publicznie w świetle słońca. Volturi żyli w Volterze od ponad trzech tysięcy lat. Jest to najbardziej haniebne przestępstwo w wampirzym świecie. Aro, Kajusz i Marek... Są spokojni, ale wszelkimi środkami pragną utrzymać istnienie wampirów w tajemnicy. Gdybym pokazał się ludziom, w świetle słońca, to musieliby mnie zabić. Wampiry błyszczą w świetle słońca. Gdybym pokazał się publicznie, Volturi by mnie zabili.

Ale okazało się, że Bella żyje i wraz z Alice przyjechała do Włoch, by mnie ocalić od Volturi. Jednak, kiedy Volturi zobaczyli Bellę, byli zdumieni. Zdali sobie sprawę, że choć moja ukochana jest śmiertelna, to posiada zdumiewające umiejętności. Potrafię czytać myśli wszystkich. Bella jest odporna nawet na zdolności Volturich.

Mój Boże - co to za historia! Postanowiłem dowiedzieć się od Alice, co właściwie wydarzyło się w czasie osiemnastych urodzin Belli...

Jak się okazało, Alice rzeczywiście zorganizowała urodziny Belli.

– Och, to było cudowne! – Powiedziała mi swoim melodyjnym głosem. – Absolutnie uwielbiam planowanie uroczystości rodzinnych, a tata Belli nie zamierzał niczego specjalnego organizować... Mężczyźni nie są najlepsi w takich sprawach.

– Mówisz o Charliem? Charlie Swan?

Alice wyglądała na zdziwioną. – Charlie? Nie, ojciec Belli ma na imię Robert. A na nazwisko mają Jones. – Uśmiechnęła się nagłe, a promienisty wyraz jej słodkiej twarzy sprawił, że moje serce zadrżało. – Ale nie jestem zaskoczona, że biedny Edward chce nadać Belli nazwisko „Swan". Przecież ona jest tak wspaniała jak łabędź, prawda? – Alice westchnęła lekko.

Zastanawiam się, czy wszystkie młode dziewczyny tak bardzo podziwiają ukochane swoich braci?

Swan – tak naprawdę, to łatwo zobaczyć symbolikę kryjącą się w tym imieniu! Słodka Bella, tak piękna i wdzięczna jak łabędź... Jak Leda z greckiej mitologii zapłodniona przez tego ptaka. Z tego, co pamiętam z tego związku narodziła się piękna Helena... cóż za wspaniała metafora! Ale dlaczego Edward twierdzi, że jej ojciec ma na imię Charlie? Charlie... Charlie i Carlisle... Te dwa imiona są do siebie dziwnie podobne, prawda? Nieomal są anagramami. Prawie tak, jakby były dwoma aspektami tej samej figury ojca...

– A co, moja droga Alice, stało się to w przyjęciu urodzinowym Belli?

Alice zaczerwiła się trochę. –Och... No cóż, to była moja wina. Nie powinnam podawać szampana, rzecz jasna.

– Szampana?

–No cóż, wszyscy jesteśmy trochę za młodzi do picia, ale pomyślałam, że to będzie tak pięknie wznieść toast szampanem, a Carlislie i Esme nie mieli zastrzeżeń...

Nie mieli? Jak niezwykle otwarci byli ten młody lekarz i jego żona...

Alice spojrzała na mnie wyraźnie nieswojo. – A potem... No cóż, Jasper wypił trochę za dużo. Szampan poszedł mu prosto do głowy, biedaczek. Rozumie pan, on nie jest to tego przyzwyczajony...

A reszta z was jest?

Pochyliłem się do przodu. – Więc, co dokładnie wydarzyło się w tych urodzinach, panno Alice?

– No cóż... – Rozejrzała się po moim gabinecie spłoszonym wzrokiem. Piękna, pełna wdzięku kłamczucha. – Jasper upił się i próbował... no dobrze, próbował pocałować Bellę na balkonie. Wtedy Edward przyszedł i zobaczył go, to było straszne... Obaj zaczęli się bić. Edward był trzeźwy, a Jasper niezbyt, więc obawiam się, że koniec końców to Jasper był najbardziej poszkodowany, biedactwo...

– Rozumiem. – Skinąłem głową. – Ale moja droga Alice, czy Jasper nie jest twoim chłopakiem? Z pewnością to wydarzenie musiało być dla ciebie przykre?

Alice spuściła głowę na bok. Z całej jej postaci emanował spokój, niezwykłe piękno i smutek. – Och. No cóż, ma pan racje. Ale o wiele bardziej byłam zdenerwowana Bellą. Biedactwo, była zupełnie roztrzęsiona... – Alice wydawała się być bardzo zaniepokojona stanem emocjonalnym Belli.

Wiem, że nawet najdłuższe studia i szkolenia psychoanalityczne nie są w stanie przygotować człowieka do zrozumienia umysłu nastolatka, ale i tak to wszystko wydawało mi się dziwne. Jasper, chłopak Alice całował się z piękną Bellą, a jednak Alice była zaniepokojona stanem Belli? Wszystko staje się coraz bardziej interesujące.

A potem, według Edwarda, Bella zaczęła spędzać czas z Jacobem, wyimaginowanym wilkołakiem. Dlaczego z wilkołakiem ? Czy wilkołaki stanowią symbol niebezpieczeństwa, zagrożenia, czy chodzi o cos innego? A może to po prostu inny aspekt wampira, za którego uważa się Edward?

Wilkołaki i wampiry... Wysysające ludzką krew potwory zmieniające swoje niewinne ofiary... Oba te monstra są być może reminiscencjami naszych wrodzonych lęków przed nieznanym, przed potworami, które czają się w mroku, potworami, które zabijają... Wilkołak, człowiek-wilk, człowiek, który traci swoje człowieczeństwo i staje się potworem... Być może przemiana w wilkołaka może być jako symbol morderczego szaleństwa jako takiego, impulsu, który sprawia, że człowiek traci człowieczeństwo i współczucie i staje się potworem?

Ale w starożytnych legendach wilkołak nie jest tylko potworem, lecz także wyrzutkiem. Starożytni Wikingowie określali zarówno wilkołaki jak i wyjętych spod prawa tym samym określeniem: vargr. Aby wilk był banitą i aby wyjęty spod prawa, musiał zostać wypędzony, wygnany ze społeczeństwa za swoje grzechy, zmieniony w oczach bliźnich w coś gorszego niż człowiek... Vargr... Czyż stare gotyckie tłumaczenie Biblii nie odnosi się do Chrystusa jako do wyrzutka, jako do vagr, do banity, swoistego wilkołaka? Chrystus jako wilkołak... Wilkołak jako wyrzutek i Odkupiciele w jednym?

Bella potwierdza, że nie zna nikogo o imieniu Jacob. Zapewnia też, że nigdy nie trenowała skoków do wody z klifu, nurkowania czy innych sportów ekstremalnych. Jest spokojną dziewczyną, która wiedzie monotonne życie, oczywiście poza faktem, że wciąż jest zakochana w chłopaku, który traci rozum...

Nie może być żadnych wątpliwości, że Edward ją kocha, czy, że zakończenie ich związku spowodowało mu ogromny ból. Przyglądam mu się bardzo uważnie, gotowy na znalezienie myśli samobójczych, wyrażonych w halucynacjach o zemście Volturich.

Volturi, obraz niczym nie ograniczonego wampiryzmu... Dziwne jest to, jak często ten motyw powtarza się w halucynacjach Edwarda... Nie bardzo wiem, co mógłbym z tym zrobić, ale podejrzewam, że to istotne w jakiś sposób.

Kogo lub, co reprezentują Volturi, starożytne wampiry z Volterry? Volterra to piękne miasto w Toskanii, ale ta nazwa budzi również wspomnienie szesnastowiecznego włoskiego malarza Daniele da Volterra, słynnego z jednego z najgorszych przejawów purytanizmu w historii: w niedorzecznym akcie skromności namalował przepaski biodrowe na ciałach wspaniale przedstawionych, do tej pory nagich postaci z wspaniałego fresku Michała Anioła, Sądu Ostatecznego. Czy Volturi również mogą symbolizować w jakiś sposób pruderyjną skłonność do skrywania czegoś? A może symbolizują seksualną skromność w absurdalnym świetle, porównując ją z żartobliwym przydomkiem Volterry – Il Braghettone – „majtkarz"? Czy Volturi mogą stanowić pewnego rodzaju represję seksualną?

Aro, Kajusz i Marek. Co za ciekawa trójca! Aro... To imię oznacza „oram" po łacinie, prawdopodobnie nie ma to nic wspólnego z freudowskiej skłonności w doszukiwaniu się erotyzmu we wszystkim. Ekhm! „Orka" to jedna z najstarszych metafor seksualnych ludzkości, być może tak stara jak samo rolnictwo. Caius i Marcus... Oba te imiona wywodzą się ze starożytności rzymskiej, rzecz jasna. To bardzo odpowiednie dla kogoś, kto twierdzi, że żył w Volterrze od ponad trzech tysięcy lat!

Nie, zaraz. Trzy tysiące lat... Nawet Rzymianie nie mieszkali wówczas w Toskanii! Zapewne Edward dobrze o tym wie. Volterra, z tego, co sobie przypominam, istniała o wiele wcześniej. Zanim została zdobyta przed Rzymian mieszkali w niej Etruskowie. Była ona jedną z ich stolic. Enigmatyczni Etruskowie – starożytny lud, którzy rządził w Italii przed Rzymianami, a który ostatecznie zniknął, pozostawiając tylko nieliczne groby, piękne posągi, odrobinę krótkich napisów i kilka imion, które ostatecznie znalazły się w języku łacińskim. Imiona takie jak Cai i Marce, Kajusz i Marek...

Bardzo niewiele wiadomo o mitach i legendach starożytnych Etrusków. Niektórzy z ich bogów ostatecznie zostali przejęci przez zwycięskich Rzymian. Wydaje mi się, że w ich religii wiele zależało od wilków... Karun, bóg śmierci i świata podziemnego, jest wilkiem. A nawet etruski bóg nieba, błyszczący Tinia, bywał opisywany jako „wilk jedyny w swym rodzaju"... Edward też uważa, że błyszczy w słońcu, a Jacob wilkołak wydaje się być jego alter ego... mrocznym...

Kajusz... To imię zapisywano jako Gajusz. Czy właśnie nie tak nazywał się Cezar? Gajusz Juliusz Cezar. Inne imię przywołuje obraz... Edward jest oczytanym chłopcem. Zastanawiam się, czy przeczytał też szekspirowskiego Króla Leara? Biedny szalony król Lear ma dobrego przyjaciela, który nazywa siebie Kajus, ale jest nim, rzecz jasna, książę Kentu w przebraniu... Zastanawiam się, czy Kaiusz w imaginacjach Edwarda również reprezentuje przebranie i ukrycie?

Edward coś ukrywa... Ukrywa sekret, tak straszny, że wolałby stracić Bellę niż powiedzieć jej, czym jest jego mroczny sekret... Ale jego podświadomość próbuje komunikować się w swoim dziwnym języku symboli, co jego świadomy umysł stara się ukryć. Co ukrywasz, Edwardzie? I dlaczego uważasz, że ta tajemnica przyniesie śmierć Belli?