Umieram. Uwaga, gorąco przeżarło mi musk x,x
Wybaczta, ale jednak nie będzie rozbieranek XD W następnym rozdziale :P
Taiga otarł czoło z potu i z głośnym westchnieniem opadł na kanapę. Przez ponad pół godziny szarpał się z Aomine, zanim w końcu udało mu się go zmusić do opuszczenia jego mieszkania. Kiedy wszelkie argumentacje i próby zastosowania wobec niemu siły fizycznej zawiodły, Kagami ostatecznie uciekł się do gróźb, które z początku wywoływały u bezczelnego policjanta głośny śmiech.
Gdy zagroził mu telefonem do jego przełożonego, z jego twarzy po raz kolejny tego dnia, zniknął drwiący uśmiech i został zastąpiony przez szczere zdziwienie. Oklapł i spojrzał na niego z wyrzutem. Po tym bez słowa odwrócił się od niego i grzecznie poszedł do pracy, powłócząc nogami.
Odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy, oddychając głęboko. W sumie, to lubił jego towarzystwo, choć jako policjant wzór był z niego żaden (Ostatnio komendant przyłapał go na czytaniu świerszczyków w miejscu pracy, a także na łamaniu większości zakazów podczas jazdy służbowym samochodem. Widok policjanta pijącego piwo w radiowozie - bezcenne. To cud, że jeszcze nie wywalili go na zbity pysk!), ale jego umiejętności na boisku wciąż zapierały Kagamiemu dech w piersiach.
Śmieszyło go to ciągłe "jedynym, który może mnie pokonać jestem ja sam", wciąż to powtarzał, pomimo tego, że czasy liceum już dawno minęły. Kilka razy prawie udało mu się go pokonać, ale ten nie miał zamiaru dawać mu forów i za każdym razem, zapamiętale powtarzał swoje motto.
Kagami zamrugał powiekami i otworzył oczy. Podniósł głowę i przetarł oczy, uświadamiając sobie, że przez kilka chwil spał na jawie. Pogrążony w myślach, nawet nie zauważył, że odpłynął. Czuł miłe rozleniwienie i senność, kanapa wydawała się kusić miękkością i zapachem, który wydawał mu się dziwnie znajomy. Odurzał i przyciągał go do siebie, zaślepiając mu świadomość.
Nie tym razem. - pomyślał stanowczo, przeciągając się i natychmiast wstając. Sprężyny głośno zaprotestowały, gdy ciężar zniknął, a kanapa nie wydawała mu się już tak kusząca. Ziewnął szeroko i podrapał się po karku, stając w lekkim rozkroku. Niemal natychmiast dostrzegł brudne naczynia, piętrzące się w zlewie. Jęknął cicho i rzucił tęskne spojrzenie w stronę kanapy. Przez chwilę pożałował, że poskąpił sobie tych kilku minutek dodatkowego relaksu, a potem była już tylko piana, woda i szkło.
Aomine przeciągnął się w krześle i ziewnął szeroko. Jeszcze godzina i będzie wolny. Siedział w prawie pustym biurze i z niecierpliwością oczekiwał na sposobność, by jak najszybciej i niespostrzeżenie opuścić stanowisko pracy, co do tej pory było niemożliwe. Teraz poza nim w pomieszczeniu były jeszcze dwie osoby. Jedną z nich była sekretarka, która obecnie molestowała ekspres do kawy mokrą szmatką, a drugą osobą był inny policjant, wyraźnie skupiony na leżącym przed nim opasłym tomem książki. Nic prostszego.
- Dlaczego niby mam ślęczeć tutaj aż godzinę jak ostatni osioł, skoro szef już sobie poszedł i gówno go obchodzi, co robią jego pracownicy? - mruknął pod nosem, bawiąc się długopisem, który przed chwilą leżał obok jego krzesła. Z obrzydzeniem zauważył, że jego końcówka jest cała obgryziona i miała jeszcze świeże ślady zębów i śliny. Od razu odrzucił długopis, odkopując go pod czyjeś krzesło.
Rozejrzał się jeszcze raz. Sekretarka sobie gdzieś poszła, zostawiając wciąż uświniony ekspres, a policjant dalej był zajęty książką. Dyskretnie spakował wszystkie swoje rzeczy do podręcznej walizeczki. Podniósł się z krzesła i bez pośpiechu udał się w kierunku drzwi. Minął śpiącego w recepcji policjanta i bez zbędnych problemów udało mu się przekroczyć próg komisariatu
- To się Kagami zdziwi, ciekaw jestem, jak zareaguje na moje wcześniejsze przybycie. - uśmiechnął się pod nosem i zarzucił sobie walizkę na plecy, lekkim krokiem zmierzając w stronę domu Taigi.
Kagami wytarł ostatni talerz i pieczołowicie ułożył go na stosiku czystych, obsuszonych naczyń. Przetarł jeszcze kilka razy blat stołu, schował czyste sztućce do szuflady i wypolerował szklanki. Do sprzątania z początku podchodzi niechętnie, ale po jakimś czasie odkrywa, że działa to na niego kojąco i z rosnącą przyjemnością kontynuuje sprzątanie, czyszcząc wszystko , co napotka na swojej drodze. Podszedł do lodówki i sprawdził jej zawartość.
- Pusto w lodówce. - stwierdził, lustrując wzrokiem zaczęty słoik dżemu jagodowego, karton mleka i piwo, które podprowadził Aomine. - Na przygotowanie obiadu poszło prawie wszystko , co w niej było.
Spojrzał na przepełniony kubeł na śmieci i ponownie na wnętrze lodówki. Tyle wystarczy, żeby mieć pretekst do wyjścia.
- Aomine kończy pracę o 18. - mruknął z namysłem, zarzucając bluzę na nagie ramiona. Schował kilka banknotów do jednej kieszeni, a klucze do drugiej. - Zdążę do tego czasu jeszcze coś kupić i przy okazji wyrzucić śmieci.
- Ej, Kagami! - zawołał, już któryś raz z kolei uderzając pięścią w drewno. - Otwieraj!
Brak odzewu z drugiej strony drzwi. Aomine nie przewidywał takiej sytuacji, w której będzie zmuszony czekać tak długo, aż właściciel mieszkania będzie łaskawy go wpuścić. Zazwyczaj czekał najwyżej kilka chwil, ale teraz dobijał się do drzwi już prawie kwadrans.
- Jak widać nie jestem tu mile widziany...- mruknął gniewnie, rozgoryczony tym niemiłym powitaniem. - Może nie powinienem przychodzić tak wcześnie? - pomyślał, drapiąc się po głowie. Kagami pewnie wyszedł, nie dałby rady ignorować go tak długo. Już teraz wiedział, że na pewno nie ma go w domu, ponieważ gdy usiłował się do niego dodzwonić, niemal natychmiast usłyszał jego telefon przez drzwi.
Aomine uśmiechnął się szeroko, nagle przypominając sobie o jednej rzeczy. Sięgnął do kieszeni munduru i po krótkiej chwili wyciągnął z niej klucze, zawieszone na cienkim sznureczku.
- Jedynym, który może mnie pokonać jestem ja sam! - rzekł z triumfalnie, wyobrażając sobie w myślach wykrzywioną twarz Kagamiego.
Była osiemnasta. Powinien mieć jeszcze kilka chwil, zanim Aomine zdąży wrócić. Przełożył siatkę z jedzeniem do lewej ręki, a prawą sięgnął do kieszeni. Wyciągnął z niej pęk kluczy i wsunął jeden z nich do otworu w drzwiach. Przekręcił klucz we właściwą stronę, ale nie usłyszał znajomego kliknięcia, sygnalizującego zwolniony dostęp do drzwi. Drzwi były już otwarte.
- Co? Zapomniałem ich zamknąć?
Nie, to niemożliwe. - pomyślał Kagami, wyjmując klucz. Doskonale pamiętał, że zamykał drzwi, więc nie ma takiej możliwości, żeby zapomniał tego zrobić. Może zamek się zaciął i dzięki temu drzwi nie zamknęły się dobrze? Istniała jeszcze jedna możliwość. Ktoś miał klucze do jego domu. Miał w mieszkaniu intruza.
Otworzył delikatnie drzwi i ostrożnie postawił pierwszy krok. Podłoga zdawała się lekko uginać pod jego stopami, skrzypiąc cicho. Telewizor był włączony, właśnie leciała jakaś głupawa komedyjka, w tle było słychać salwy śmiechu. Podkradł się bliżej i zauważył doskonale mu znaną, granatową czuprynę, wystającą zza kanapy.
- Znowu wziąłeś klucze? - powiedział głośno, aby zwrócić na siebie jego uwagę. - Miałeś ich nie ruszać.
Aomine odwrócił się od telewizora i spojrzał na niego ze znużeniem.
- I tak miałem tutaj wrócić, więc uznałem, że lepiej będzie, leżeli jednak je ze sobą wezmę. - wyjaśnił, łypiąc na niego z pode łba.
- A nie łaska zadzwonić? Jestem w domu dzisiaj cały czas, więc bym cię wpuścił.
- Cały czas? - Aomine zmarszczył brwi i podniósł się nieco z kanapy. - To gdzie byłeś przed chwilą?
- Wyszedłem tylko na moment, śmieci wyrzucić i...
- Moment? Tkwię tu od ponad dwudziestu minut! - oburzył się. - Co, może jeszcze mi powiesz, że kolejka była, co?
- ... i poszedłem kupić coś do żarcia, więc lepiej bądź mi wdzięczny. - zakończył, dając wyraźny nacisk na ostatnie słowo.
- Co kupiłeś? - zapytał z nagłą ciekawością, najwyraźniej zapominając o wcześniejszej wymianie zdań.
- Pomidory, paprykę, ryż i mięsko.
- A piwo gdzie?
- Coś ty się tak uczepił tego piwa?
- Potaniało. Dlatego trochę go kupiłem... - powiedział, prezentując mu pełną reklamówkę, po brzegi wypełnioną puszkami z piwem. - Tak na wszelki wypadek, gdybyś ty nie kupił. – oznajmił z cwanym uśmieszkiem.
- Coś za dużo ostatnio go pijesz. - zauważył. - Powinieneś uważać, bo popadniesz w alkoholizm.
- Przesadzasz, jedno piwko czy dwa więcej nie zrobią zbytniej różnicy.
Kagami zdecydował powstrzymać się od drwiącego komentarza, odłożył zakupy na bok i dosiadł się do niego. Aomine rozsiadł się wygodniej na kanapie i sięgnął jedną ręką po pilota, a drugą po puszkę z piwem.
- Koniec z pracą do poniedziałku, zaczął się weekend, a ja mam ochotę porządnie się nachlać jakiegoś piwska. - rzekł uroczyście i spojrzał na Kagamiego. - Mam nadzieję, że nie masz nic przeciw...albo w sumie gdybyś nawet miał, to i tak miałbym twoje zdanie gdzieś.
- Dzięki.
Ostrożnie otworzył piwo, pamiętliwy poprzedniej sytuacji i podniósł puszkę do ust, pociągając z niej duży łyk.
- Przez ciebie straciłem te dwa piwa i musiałem kupić nowe. - powiedział, oblizując nieznacznie wargi. - Co zrobiłeś z tamtym? Wypiłeś je?
- Zostawiłem na później. - odparł. - Wieczorem smakuje najlepiej, gdy jest schłodzone.
Aomine w przytaknął mu i w milczeniu upił kolejny łyk. Kagami wstał i po krótkiej chwili wrócił, trzymając w ręku piwo.
- Dziwię się, ze wybrałeś moje towarzystwo. Nie wolałbyś pić z kolegami z pracy? - zapytał, szczerze zaciekawiony odpowiedzią.
- Ktoś musi się tobą zajmować.
Kagami wziął w tym momencie spory łyk, parsknął piwem przez nos i zaczął się krztusić. Tego się nie spodziewał!
- Tetsu mnie poprosił, żebym od czasu do czasu do ciebie wpadał, bo podobno płaczesz po nocach i masz halucynacje z niedożywienia, jak przez dłuższy czas nie masz z nikim znanym kontaktu. - powiedział, susząc do niego zęby i poklepując go mocno po plecach.
- Kurooooko...ty draniu...- wychrypiał, ocierając resztki piwa z brody. Mały diabeł.
Aomine cierpliwie zaczekał chwilę, aż Kagami osuszy się chusteczką, po czym przystąpił do kontynuowania rozmowy.
- Nie piję z nimi z prostego powodu - są nudni. - sprostował. - Zbytnio przykładają się do swoich obowiązków i nie rozmawiają o niczym innym, tylko o pracy. Nie tak sobie wyobrażałem spotkania w gronie ''kipiących'' testosteronem, policjantów. Poza tym wolę zjeść coś dobrego, niż siedzieć z bandą prawiczków, z szefem na czele. - wypalił.
- Cóż...- westchnął. - Nie wiem, czy mam się z tego cieszyć, ponieważ wychodzi na to, że pasożytujesz na mnie.
- Spoko, jak już będziesz bankrutem, to dołożę ci kilka miedziaków, żebyś mógł dalej dla mnie gotować.
- Ty pieprzony egoisto...- Kagami wyszczerzył się do niego groźnie. - Zobaczymy, kto później dla kogo będzie gotował.
- Aż nagle nabrałem ochoty na meczyk. - Aomine odwzajemnił uśmiech, mocniej zaciskając dłoń na puszce. - Dawno nie graliśmy w koszykówkę. Trza pewnego razu rozruszać stare kości i popykać w kosza. Muszę sobie poprawić samoocenę, rozkoszując się twoją porażką.
- Chciałbyś! Tym razem, to ty ugniesz przede mną kolana!
- Dzisiaj pijemy piwo, ale jutro...
- Umowa stoi! No, chyba że nie będziesz w stanie grać z powodu kaca.
Jeszcze przez moment patrzyli na siebie wyzywająco. Kagami poczuł przyjemny dreszcz, przechodzący od karku w dół kręgosłupa. Podczas takich momentów odczuwał silne pragnienie aby natychmiast wbiec na boisko, rozładować tą energię, rozpierającą go od wewnątrz. Aomine jednak spuścił wzrok i odłożył pustą puszkę na stół.
- O, znam to! - zawołał i wskazał palcem na gazetę leżącą na stole.
Kagami zerknął ukradkiem na czasopismo. Spodziewał się ujrzeć jakieś zboczone pisemko, ale zamiast tego zobaczył całkiem przyzwoitą gazetkę popularnonaukową. Wielka gałka oczna o niebieskiej tęczówce łypała na niego złowrogo zza kolorowej okładki.
- Kuroko musiał to tu zostawić. - stwierdził. - Oddam mu ją, kiedy znowu mnie odwiedzi.
- Nie, to moje. - powiedział Aomine, od razu biorąc ją do ręki. - Kupiłem to ostatnio. Nie zdążyłem nawet przeczytać, myślałem, że to zgubiłem.
- Ty? - Kagami popatrzył na niego lekceważąco i parsknął śmiechem. - Ty co najwyżej możesz kupić sobie jakiegoś pornosa.
- Ranisz mnie! - zawył Aomine, teatralnie przykładając sobie nadgarstek do skroni. - Dlaczego masz o mnie takie okrutne mniemanie?
- A jakie mam mieć? Jesteś zbokiem, pijakiem i w dodatku darmozjadem.
- Jestem tak zajebisty, że mogę płacić za posiłek przez chwilę pozwalając innym pławić się w blasku mojej chwały. Jestem taki dobroduszny.
- I narcystyczny.
- Ale tą gazetę, to rzeczywiście kupiłem. Mam nawet paragon, ale zostawiłem go w domu.
- Od kiedy niby interesujesz się nauką? - zapytał, szczerze zdziwiony. - Myślałem, że tobie w głowie tylko cycki.
- Od kiedy w pornosach zaczęła być fabuła. - oznajmił i odchrząknął. - Tu przyda się jeden żart, który ostatnio gdzieś przeczytałem: Przychodzą dwie cycaste blondynki do fizyka i...
- Stop! Zamknij się!
- Hę? Nie lubisz sprośnych żartów? - zdziwił się Aomine. Wiedział, że niektórzy (nawet mężczyźni!) odczuwają niesmak do tego rodzaju kawałów, ale nie sądził, że dorosły facet może zarumienić się jak nastolatka. Miał w zanadrzu jeden z najbardziej zboczonych i seksistowskich żartów, wygląda na to , że będzie musiał poczekać, aż Kagami dorośnie.
- Po prostu nic nie mów! - powiedział stanowczo, odwracając wzrok. Przez chwilę kręcił się nerwowo na kanapie, starając się za wszelką cenę nie patrzeć na Aomine, który wydawał się być szczerze zaskoczony jego zachowaniem. Milczeli przez chwilę, Aomine westchnął raz, drugi, trzeci i...
- A tak właściwie, to co ty odpierdalasz? - zniecierpliwił się. - Masz już dwadzieścia sześć lat a zachowujesz się, jakbyś nigdy w życiu nie przeleciał żadnej laski.
Kagami zachłysnął się powietrzem i natychmiast spurpurowiał, raz otwierając, to zamykając usta. Nagle Aomine coś zrozumiał.
- Ha! - krzyknął, celując w niego palcem wskazującym. - Ale frajer!
- Zamknij się! - wrzasnął Kagami, rzucając w niego poduszką. Aomine zdążył się uchylić, co tylko go dodatkowo poirytowało. - To, że akurat ja szanuję swoje ciało nic nie znaczy. - Nie śmiej się! - ryknął, starając się zagłuszyć jego śmiech.
- Szanujesz ciało, powiadasz? - opowiedział po dłuższej chwili, ocierając łzy rozbawiania. - Szanować ciało, to może dziewczyna, ale żeby facet? Brzmi to jakbyś był męską kurwą.
- Przynajmniej nie złapię jakiegoś syfa. - zauważył złośliwie.
- Myślisz, że jestem głupi? Doceniam zabezpieczenia i wiem jak z nich korzystać.
- Nawet najlepsze zabezpieczenie kiedyś nawali. Pamiętaj o tym. - ostrzegł go, wracając do swojego piwa.
Aomine prychnął.
Czy kiedykolwiek miałeś jakieś głębsze doświadczenia z kobietami? - zapytał Aomine. - Miałeś jakąś dziewczynę?
- W sumie, to chyba nie...- powiedział niepewnie, drapiąc się po głowie. - Nigdy jakoś szczególnie się tym nie interesowałem, tylko grałem w koszykówkę.
- Aha, czyli nie te progi, co? - Aomine posłał mu drwiący uśmiech.
- Co masz na myśli? - zapytał, mając złe przeczucia co do tego uśmiechu.
- Może jesteś pedziem? - zaproponował, gniotąc w ręku puszkę po piwie. - Spokojnie, nie mam w sumie do nich nic, poza tym, że pchają swój interes nie tam, gdzie trzeba. Trudno, więcej dla mnie. - zarechotał i rzucił puszką w kierunku kosza na śmieci. Wleciała idealnie w sam środek, podskoczyła kilka razy, obijając się o ścianki i znieruchomiała.
Aomine po alkoholu stawał się bardziej bezpośredni i chamski niż w stanie trzeźwym. Podczas gdy Kagami dopiero dopijał swoje pierwsze piwo, on jechał już na trzecim. To nie tak, że Taiga miał słabą głowę do alkoholu, po prostu nie pił go głównie dlatego, żeby się upić, a dla smaku.
- Nie jestem homo! - wrzasnął Kagami i oblał się czerwienią, uświadamiając sobie podwójne znaczenie jego słów. Aomine bez pośpiechu wziął do ręki kolejne piwo, otworzył je i pociągnął z niego duży łyk. Zwrócił głowę w jego stronę, krzywiąc się lekko.
- Ale jeżeli przypieprzysz się do mnie, to...
- Nie. Jestem. Homo! - powtórzył, tym razem uderzając pięścią w kolano z każdym wypowiedzianym słowem. Aomine zaśmiał się gardłowo i nachylił się bliżej w jego stronę. Kagami skrzywił się, bezskutecznie próbując się uwolnić z ramienia, które chwilę temu objęło go mocno za szyję.
- A jeżeli bym ci powiedział, że ja jestem homo? - wyszeptał, zbliżając usta do jego ucha. Kagami czuł jego palący oddech w okolicach szyi. Aomine parsknął śmiechem i już po chwili zaczął mu rechotać prosto w ucho.
- I z czego rżysz! Jak ja ciebie kurwa nie lubię!
- Tylko żartowałem, no już nie unoś się tak. - poklepał go uspokajająco po plecach. - Kręcą mnie tylko cycki, nie penisy, tak tylko się nabijam.
Kagami siedział przygarbiony, z nosem w swoim piwie. Był mocno naburmuszony, a Aomine wydawał się doskonale bawić.
- Ale spokojnie - popracujemy nad tym. - zapewnił go i ponownie zarzucił mu ramię na plecy. - Jutro przyniosę ci trochę najlepszych albumów z mojego małego imperium pełnego biuściastych laseczek i rozpoczniemy należytą edukację.
- Chciałbyś! - powiedział wściekle i wstał, odchodząc w kierunku kuchni.
- Cooo, moja ulubiona dziewica znowu się zawstydziła? - powiedział zaczepnie, uśmiechając się wrednie. Podążył za nim do kuchni. - Nie ma się czego wstydzić, kochanie! Daikuś zaraz doprowadzi cię do...
- Zamknij się! - odwrócił się do niego i natychmiast zamilkł, zauważając go zaledwie krok od niego. Odruchowo cofnął się i napotkał plecami na coś twardego. Właśnie oparł się o kuchenkę. Aomine pochylił się lekko w jego stronę, cały czas wpatrując się w jego twarz. Kagami zadrżał, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa, tymczasem Aomine uniósł rękę i powoli przybliżał ją do jego twarzy. Tuż przed jego czołem wyprostował palec wskazujący i dotknął nim przerwy pomiędzy brwiami.
- Twoje brwi rzeczywiście są rozdwojone. - powiedział, przesuwając palcem na jedną z nich.
- Wkurzasz mnie! - ryknął. - Jeszcze jeden taki numer, a wypierdolę cię z mojego domu!
Minęło trochę czasu, zanim Kagami dał się uspokoić na tyle, żeby ponownie usiąść obok niego na kanapie, powstrzymując się od władowania mu pięści w zęby.
- Aomine, a dlaczego TY nie masz dziewczyny? Nigdy nie słyszałem, żebyś był w jakimś poważnym związku.
- Dziewczyny są dla nieudaczników, którzy nie mogą w sieci znaleźć dobrego pornola.
- A tak na poważnie? - zapytał, przewracając oczami.
- Była taka jedna w komendzie policji, ostra babeczka. - westchnął, kręcąc głową. - Za ostra. Nie jestem masochistą, żeby pozwolić na poniżanie, bicie pałkami w krocze i chlastanie batem. Tak więc musiałem zrezygnować z podbojów, mimo jej ogromnych piersi. Miseczka FF jak się patrzy...
- To nie jest jedyny powód, prawda? - zapytał, z satysfakcją obserwując jego wymowny wyraz twarzy. - Z pewnością miałeś więcej dziewczyn do wspominania. - powiedział, mocząc usta w swoim piwie.
- Kobiety mają wiele...zalet. - powiedział niepewnie. - Zwłaszcza cenię sobie pewne, najczęściej zakryte partie ciała, ale jest jeden problem. To wręcz chorobliwe gadulstwo doprowadza mnie do szału. Wciąż narzekają, że mężczyźni traktują je przedmiotowo, ale jak mają tego nie robić, skoro poza ciałem nie mają nic atrakcyjniejszego do zaoferowania?
- Myślałem, że po kolejnym piwie będziesz bardziej wulgarny, a tu taka niespodzianka...Chyba pora się już zbierać, bo jeszcze będziesz tak pijany, że nie będziesz mógł wcelować w dziurkę od klucza.
- Czym wycelować? - zapytał, udając niewiniątko.
- Nie wkurzaj mnie!
Odprowadził go do drzwi. Aomine był już całkiem porządnie podchmielony, ale dopiero gdy wstał, mógł w pełni to zauważyć. Mógł przynajmniej wziąć jakieś ubrania na zmianę, gdyby ktoś go zobaczył, że jako policjant, wyraźnie słania się na nogach i jest pod wpływem alkoholu, mógłby stracić pracę. Jednak nie miał zamiaru go odprowadzać tuż pod drzwi domu, już na początku to ustalili , to było ich głównym warunkiem picia alkoholu. Jak dotąd pili tylko u niego, nie miał jeszcze okazji zobaczyć, jak wygląda jego mieszkanie.
Aomine strzepnął jego ramię z barku i wyprostował się nagle.
- Nie mam dziewczyny głównie dlatego, że mi bardziej odpowiadały "konkretne" spotkania. Jednorazowe. Potem była kolejna i kolejna. Jestem zbyt dobry na małżeństwo. - wybełkotał, posłusznie przechodząc przez otwarte drzwi.
- Chyba za głupi. - odburknął pod nosem Kagami, zamykając drzwi.
- Słyszałem to! - wykrzyknął jeszcze, zanim zdążył całkowicie zamknąć mu drzwi przed nosem.
