Hm...ograniczyć piwo i jedzenie w opowiadaniach *odhacza sobie na liście*. Cholera, moje pomysły są zbyt dziwne, znowu przesadzam, przepraszam XD Lubię tych dwóch idiotów, są siebie warci~


Kolejne dwa tygodnie minęły zaskakująco szybko. Kagami był tak zapracowany, że w ogóle nie odczuł upływu czasu, a Aomine zdawał się lekceważyć wszystkie jego obowiązki i wpraszał się do niego zdecydowanie częściej niż zwykle. Przychodził głównie po to, żeby naigrywać się z niego i przeszkadzać, jednocześnie informując go o wspaniałej pogodzie za oknem. Nic dziwnego, że był tym wszystkim zniecierpliwiony, minęło już kilka ładnych tygodni od ich ostatniego sparingu na boisku. Drwił z niego i z jego papierkowej roboty przy każdej okazji, a gdy jego prowokacje nie dawały takiego rezultatu, jakiego się spodziewał, zaczynał zawodzić o tym, jak bardzo jest znudzony i chce już popykać w kosza. Czyżby policjanci mieli zbyt wiele czasu na zbyciu?

Aomine przychodził do niego na obiad i zostawał zazwyczaj na kolację, tłumacząc się tym, że szef podarował mu te dwie godziny, w zamian za dobre sprawowanie i za owocną współpracę. Kagami przyjął jego usprawiedliwienie z podejrzliwą miną, ale był tak zmęczony, że nawet nie zwrócił na to uwagi. Zdecydował się nie drążyć tego tematu, choć coś mu ewidentnie śmierdziało. Nie miał ochoty wiecznie mu matkować, to nie był jego obowiązek, żeby dopilnować, czy nie spieprzy sobie życia przez jakieś pierdoły.

Po ich pierwszym i ostatnim wspólnym gotowaniu, Kagami doszedł do wniosku, że bezpieczniej będzie już nigdy nie dopuszczać go kuchennego blatu, choćby do takich banalnych czynności jak krojenie. Prosił go, aby jedynie pokroił marchewkę w paseczki, a on pomylił warzywo z własnymi palcami. Po udzieleniu pierwszej pomocy, jego dłonie pokrywały plasterki różnej wielkości, miał nawet jeden na nodze, gdy przypadkiem upuścił nóż prosto na swoją stopę. Kagami pokroił resztę, a Aomine mamrotał przekleństwa pod nosem, z urażoną miną ścierając krew z blatu i podłogi. Taiga żartował sobie z niego przez cały dzień, a on niechętnie przyznawał mu rację i zgodnie z zapewnieniami pojawiał się punktualnie na obiedzie, czyli dopiero wtedy, kiedy wszystko było już pokrojone, ugotowane i podane.

Tym razem Aomine się spóźniał. Kagami już pół godziny temu ugotował obiad i teraz siedział bezczynnie przy stole z ponurą miną, nerwowo bębniąc palcami o blat stołu. Może się coś stało? - rozmyślał, coraz szybciej uderzając palcami, ignorując ciche brzęczenie sztućców. - Może gdzieś leży sobie nieżywy, może wpadł do jakiegoś rowu i kona samotnie z pustym żołądkiem? Ale znając jego zapędy, po prostu zabawia się gdzieś na boku. - pomyślał ze złością.

Kagamiego szokowało i jednocześnie wkurzało jego zachowanie, czego nie omieszkał się mu wytknąć za każdym razem, kiedy zaczynał opowiadać mu o swoich "podbojach". Nie mógł zrozumieć, jak można być aż tak niepoprawnym, żeby bez żadnych skrupułów wprost zaproponować dziewczynie tak zwany „szybki numerek". Był zły także na siebie, kiedy zaczynał mu zazdrościć tej części jego osobowości, która sprawiała, że mógł bez żadnych zahamowań w pełni korzystać z życia.

Jego rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Zatrzymał opuszki palców kilka milimetrów od powierzchni stołu i zamarł, wytężając słuch w absolutnej ciszy. Pukanie było tak ciche, że przez chwilę zastanawiał się, czy ten odgłos był jedynie wytworem jego wyobraźni, czy może rzeczywiście ktoś stał za drzwiami. Chwilę później jego przypuszczenia potwierdziły się, gdy ponownie usłyszał ten sam dźwięk, tym razem odrobinę głośniej. Kagami wstał z krzesła i pędem rzucił się w stronę drzwi, szybko przekręcając zamek.

Aomine opierał się leniwie o ramę drzwi i lekko huśtał w dłoniach siatkę z alkoholem. Kagami już otwierał usta, chcąc go zbesztać za spóźnianie się i picie alkoholu w tygodniu pracy, ale zauważył coś, co go mocno zaniepokoiło. Z początku wszystko wydawało mu się w jak najlepszym porządku, ale teraz dostrzegł, że słaniał się na nogach, miał ciemne kręgi pod oczami i wydawał się mu się taki jakby...blady. Aomine posłał mu wymuszony uśmiech i ukradkiem spojrzał na swoje ramię.

Kagami spojrzał dokładnie na to samo miejsce i aż zachłysnął się powietrzem. Dopiero teraz zauważył paskudną ranę na jego przedramieniu, ciągnącą się mniej-więcej od połowy ramienia do linii łokcia. Ubranie miał rozdarte, niemal cały rękaw munduru był oderwany. Zakrwawiony bandaż zsunął mu się z ręki, dzięki czemu Kagami mógł podziwiać w pełnej okazałości, odsłonięty skrawek czerwonego mięsa i poszarpane brzegi rany, będące pozostałością po oderwanej skórze.

- Co ci się stało?! - zawołał i złapał go za ramię, aby lepiej mu się przyjrzeć. Aomine syknął ostrzegawczo, ale nie zdołał powstrzymać głośnego jęknięcia, które nieudolnie usiłował przeistoczyć w udawany kaszel, gdy dłonie Kagamiego delikatniej ujęły jego rękę, wciąż pozostając w bezpiecznej odległości od rany.

- Podczas patrolu przechwyciliśmy jednego złodziejaszka, który akurat się napatoczył. - jego twarz wykrzywił grymas bólu pomieszanego ze złością, kiedy niechętnie zaczął tłumaczyć okoliczności wypadku, w międzyczasie dając się prowadzić w kierunku kanapy. - Pierdolony zwierzak a nie człowiek. - wypluł te słowa z pogardą.

- Co się stało? - zapytał, wciąż nie spuszczając wzroku z jego ręki. Rana już nie wydawała mu się aż tak straszna, gdy po raz pierwszy ją zobaczył. Kilka chwil temu miał wrażenie, że coś wyrwało mu kawał mięsa z ramienia. Teraz widział tylko powierzchownie zdartą skórę i małe, choć głębokie krwawe nacięcia. Mimo to widok rannego Aomine budził w nim niepokój, większy niżby mógł wcześniej zakładać.

- Mnie przypadł zaszczyt odprowadzenia tego szczura do radiowozu. - przewrócił oczami z irytacją, jakby to zadanie było dla niego bardzo uwłaczające. - Jak tego skurwiela próbowałem skuć, to mi się wywinął i użarł mnie w ramię! W dodatku przez mundur! Jak to w ogóle możliwe, przecież to nie byle sweterek tylko solidny mundur! - zawołał ze złością i syknął z bólu. Opadł z powrotem na kanapę, przypominając sobie o ranie, która w tym momencie zapiekła, paląc żywym ogniem.

- Już się zaczynałem martwić, że dzisiaj nie przyjdziesz... - wymamrotał pod nosem Kagami, ignorując potok przekleństw. - Tylko ci to opatrzyli i tak po prostu zostawili? - zapytał, zdejmując zużyte, przesiąknięte krwią bandaże.

- Odkazili, zanim zabandażowali. Ale jeszcze przeszedłem kilka testów, bo ten pierdolony szczyl mógł mieć wściekliznę, czy jakieś inne świństwo. I dostałem kilka dni wolnego, dlatego kupiłem piwo, żeby to uczcić. - kiwnął głową na reklamówkę porzuconą w przedpokoju.

- Uczcić? - wycedził Kagami, gniewnie zaciskając pięść. - Co ty tutaj chcesz uczcić? Jesteś ranny, debilu!

- Przynajmniej zyskałem kilka dni płatnego urlopu, jak tu się nie cieszyć? To rekompensata za urażoną dumę policjanta.

- Poczekaj chwilę, mam tu gdzieś apteczkę...- zignorował go i wstał, odchodząc w kierunku kuchni.

Po drodze wyrzucił bandaże do kosza i sztywno przyklękł przy jednej z szafek. Otworzyła się skrzypiąc przeciągle, a na podłogę wysypały się przeróżne przedmioty, które wepchnął tam rok temu. Nigdy nie chorował, a w ciągu roku zdołał zarobić tylko jedną, choć dość sporą bliznę. Jak na tak niebezpieczną pracę, to był całkiem niezły wynik.

Po krótkiej chwili odnalazł pomiędzy pudełkami z lekarstwami upragnione bandaże. Szybko je wziął i odłożył na bok, szukając jeszcze czegoś, co mogłoby mu się przydać. Jego uwagę przykuło małe pudełeczko, zawierające lek przeciwbólowy i buteleczka z wodą utlenioną. Złapał wszystkie potrzebne mu rzeczy i wrócił do pokoju.

Gdy wrócił, Aomine siedział w tej samej pozycji, w której go zostawił. Kagami w chodzie postawił na stoliku szklankę z wodą i jedną pastylkę leku, po czym podszedł do niego z rozwiniętym bandażem w dłoniach.

- Wybacz, że musiałeś czekać, ale...Aomine? - zapytał niepewnie, pochylając się ku niemu. Aomine siedział prosto na kanapie ze spuszczoną głową, miał zamknięte oczy i lekko uchylone usta. Czyżby zasnął?

- Ej, Aomine! - syknął Kagami, kładąc dłoń na jego ramieniu. Zwykle reagował na takie zaczepki bardzo żywiołowo, na przykład wykręcając mu tą rękę za plecami, ale tym razem nie dał po sobie poznać, że w ogóle go usłyszał. Wciąż siedział w bezruchu, nie wydając z siebie nawet najmniejszego odgłosu. Kagami przez chwilę miał nawet wrażenie, że nie oddycha.

Odrzucił bandaże na bok i potrząsnął nim mocno, usiłując go wybudzić z tego stanu. Musiał przyznać, że w tym momencie naprawdę się przeraził, ale ku jego uldze, Aomine w końcu wytrzeszczył oczy i zaczął się krztusić, nie szczędząc mu niewybrednych przekleństw.

- Ała! Co ty do cholery wyprawiasz?! - wrzasnął i kopnął go, patrząc na niego wściekle.

- Co TY kurna wyprawiasz! - ryknął Kagami, wciskając mu w dłoń szklankę z wodą. - Chciałeś żebym dostał zawału?!

- To ty nagle zacząłeś mną trząść! - zaprotestował rumieniąc się ze złości. - To nie ja pierwszy zacząłem!

Przez chwilę mierzyli się wściekłymi spojrzeniami. Aomine z trudem utrzymywał grymas, co Kagami zauważył niemal natychmiast. Jego wzrok nagle złagodniał i jako pierwszy odwrócił wzrok.

- Przepraszam, spanikowałem...- wyznał, nerwowo zagryzając wargę. - Miałem wrażenie, że straciłeś przytomność.

Aomine popatrzył na niego ze zdziwieniem i podrapał się po głowie, namyślając się nad odpowiedzią. Z pewnością zastanawiał się, czy wcisnąć mu przekonywujące kłamstewko, czy być szczerym. Postawił na to drugie.

- Byłem zmęczony i pomyślałem, że długo ciebie nie ma, to sobie chwilę pokimam.

- Nie było mnie aż tak długo! - zaprotestował, szacując w myślach czas, jaki rzeczywiście mógł tam spędzić.

- Mniejsza. - mruknął Aomine, przewracając oczami z rezygnacją. - Po co tam w ogóle poszedłeś? Chyba mówiłeś coś o jakiś bandażach.

Kagami odwrócił się do stołu, na którym zostawił opatrunek. Rozprostował taśmę w dłoniach i wyciągnął ją w kierunku Aomine.

- Mam wszystko, co jest mi potrzebne do opatrzenia twojej rany. Wystaw ramię.

Aomine posłusznie wyciągnął rękę w jego kierunku i wbił znudzone spojrzenie w pobliską ścianę. Gdy Kagami uznał, że jest już bezpiecznie, szczodrze oblał nic nie przeczuwającego Daikiego wodą utlenioną. Rana natychmiast zaczęła buzować białą pianą, a jego pacjent wrzasnął głośno i zacisnął zęby.

- Kagami, ty gnoju...- wycharczał, pozwalając sobie owinąć ramię bandażem. Kagami zrobił zgrabną pętelkę z końcówek opatrunku i odsunął dłonie, oceniając swoje dzieło pod różnymi kątami. Nigdy tego nie robił, ale osobiście uważał, że wyszło całkiem nieźle. Aomine najwyraźniej miał zdecydowanie mniej pochlebną opinię, bo za każdym razem, kiedy patrzył na bandaż, krzywił się i natychmiast odwracał wzrok.

- Ostatni raz proszę ciebie o opatrunek.

- Co jest z nim nie tak? - zaciekawił się Kagami, mrużąc oczy. Ta kokardka na końcu nie była aż taka zła.

- Serio nie wiesz? A ta słitaśna kokardka to co? - trącił palcem wystający kawałek opatrunku. - Już prędzej dałbym Akashiemu mnie opa...albo nie, może jednak nie...- w ostatniej chwili zmienił zdanie. Już raz miał przyjemność być opatrzonym przez byłego kapitana po jednej bójce za czasów gimnazjum. Zyskał wtedy więcej ran niż miał na początku.

- Ciesz się, że ktoś ci to opatrzył. - burknął. - Nie marudź tylko połknij tabletkę.

- Co to jest?

- Lek przeciwbólowy

- Nie potrzebuję czegoś takiego - prychnął i odtrącił jego dłoń. Kagami wzruszył ramionami i usiadł obok niego na kanapie.

- Po prostu to weź. Jeśli nie chcesz to twój problem, ja nie będę ciebie do niczego zmuszał. - rzekł, przeciągając się leniwie. Aomine zerknął na niego z ukosa i szybkim ruchem wrzucił pastylkę do ust i duszkiem wypił całą szklankę wody. Oderwał szkło od ust i z głośnym stuknięciem odstawił je na blat stołu. Odetchnął głęboko, ponownie przybierając twarz człowieka zmęczonego życiem.

- Mam prośbę. - rzekł z poważną miną.

- Jaką? - zapytał z ze zdziwieniem Kagami. Widział już wystarczająco wiele filmów, w których osoby ciężko chore lub umierające miały swoje ostatnie życzenie. Czyżby Aomine chciał przekazać mu coś ważnego?

- Mógłbym się tu na godzinkę walnąć? Dzięki.

Po tych słowach ułożył głowę na jego udach i natychmiast zamknął oczy. Kagami znieruchomiał i otworzył szeroko usta ze zdziwienia.

- Ej! Ale nie na mnie! - zaprotestował, niepewnie zastanawiając się nad zepchnięciem jego głowy ze swoich kolan.

- Cicho siedź. - mruknął, wygodniej układając się na jego nogach. - Głowa mnie boli od twojego jazgotu.

Kagami westchnął ciężko i przeniósł dłoń na jego czoło. Zmierzwił kosmyki atramentowych, lekko szorstkawych włosów i dotknął opuszkami palców rozpalonego czoła. Drgnął nagle, uświadamiając sobie, że to z pewnością nie jest normalna temperatura.

- Aomine, masz gorączkę! - zawołał, przyciskając dłoń do jego twarzy. Aomine westchnął cicho, z ulgą przyjmując chłodniejszą dłoń.

- Rzeczywiście, jest mi trochę gorąco... - wyszeptał, wciąż mając zamknięte oczy. - Muszę zaraz iść do pracy.

- ...Na pewno jesteś chory, nigdy się do tego nie rwałeś! - stwierdził Kagami, patrząc na niego tak, jakby nagle postradał zmysły. - Czekaj, wezmę termometr i zmierzę ci temperaturę. Nie ruszaj się stąd.

Podniósł jego głowę ze swoich kolan i upuścił ją na podsuniętą pod nią poduszkę. Zignorował jego ciche protesty i wrócił do kuchni, z zamiarem ponownego przeszukania szafki z lekarstwami. W momencie w którym odnalazł potrzebny mu termometr, usłyszał odległe biadolenie Aomine:

- Jeszcze nie wypełniłem zaległego raportu, nie wysprzątałem biurka, nie pomogłem przenosić sterty nikomu niepotrzebnych dokumentów...

Kagami wrócił do pokoju i bez słowa wepchnął mu termometr do ust. Aomine posłał mu znudzone spojrzenie i posłusznie przetrzymał go w ustach.

- Mam dość. - stwierdził po chwili i wcisnął mu termometr w dłoń, obracając się do niego tyłem. Kagami westchnął i spojrzał na trzymany w dłoniach termometr.

- Ponad 39 stopni!

Muszę szybko zbić mu temperaturę. - pomyślał z paniką Kagami. - Jaka metoda jest najskuteczniejsza? Moja mama w dzieciństwie chłodziła mnie zimnymi okładami, po czym gorączka ustępowała. Trzeba spróbować, żaden inny sposób w tej chwili nie przychodził mi do głowy.

- Wybacz Aomine, ale będziesz musiał się rozebrać.

- Że co mam zrobić?! - zawołał Aomine i obrócił się do niego, wytrzeszczając na niego oczy.

- Ale tylko do bielizny, więcej ani mi się waż ściągać. - zagroził. - Masz gorączkę, więc najpierw muszę ci zbić temperaturę zimnymi okładami, a potem...

- Chyba cię popierdoliło. - wypalił, patrząc na niego jak na idiotę. - Nie będę niczego ściągał!

- Zdejmuj to albo ci pomogę!

- Żaden facet nie będzie mi ściągał spodni. Wypierdalaj z tymi łapami!

- Zagotujesz się! Masz gorączkę idioto!

- Wolę umrzeć, niż pozwolić facetowi ściągnąć mi spodnie! - wrzasnął, jedną ręką trzymając się za klamrę paska, a drugą usiłując odepchnąć Kagamiego.

- Nie zachowuj się jak dzieciak! To dla twojego dobra!

- Ratunku, ratunku zboczeniec! - zawył Aomine i wierzgnął, boleśnie kopiąc go w łydkę.

- Nie szarp się tak! - syknął Kagami przez zaciśnięte zęby.

Po dość długiej walce, podczas której zarobił kilka siniaków, w końcu udało mu się ściągnąć jego spodnie, które teraz walały się gdzieś na podłodze. Aomine leżał teraz w samych bokserkach na jego kanapie. Zmęczony szarpaniną, usnął natychmiast, a przynajmniej na to wskazywał jego równomierny, choć nieco świszczący oddech. Kagami usiadł na podłodze obok i odpoczywał. Co był cud, że udało mu się pozbawić go ubrania. Nawet jeśli był osłabiony przez ranę.

Wstał z podłogi i spojrzał na niego z góry. To był pierwszy raz, kiedy widział go bez koszulki, bez spodni właściwie też. Był smukły i miał wyraźnie zarysowane mięśnie pod skórą. Ciemna skóra nadawała mu drapieżnego wyglądu, ale najbardziej zdumiało go to, jak niewinnie i bezbronnie wygląda będąc we śnie. Kucnął przed kanapą, przyglądając się jego twarzy z bliska. Prosty nos, oczy o migdałowym kształcie, mocno zarysowana linia szczęki - typowa męska uroda. Widział cień zarostu, pokrywający jego cerę. Położył dłoń na jego rozpalonym czole i przesunął ją na jego policzek.

- ...gami. - wychrypiał cicho przez lekko rozchylone usta. Aomine chwycił jego dłoń i wtulił się w nią. Kagami poczuł, że się rumieni i odruchowo wyrwał rękę z jego uścisku. Niespodziewany ruch Aomine tak bardzo go zaskoczył, że potknął się o stolik i runął na ziemię, boleśnie obijając sobie pośladki o podłogę. Spodziewał się ujrzeć szeroki wyszczerz i po chwili usłyszeć kolejną drwiącą uwagę, ale Daiki wciąż miał zamknięte oczy. Kagami zadrżał i przycisnął dłoń do klatki piersiowej. Czuł, jak jego serce bije w szalonym tempie, niemal boleśnie obija się o żebra.

Dlaczego zareagował tak na innego faceta? Fakt, był w samych bokserkach, ale to nie tłumaczy jego nagłej ekscytacji!

- Ja-Jakbyś czegoś potrzebował to będę w kuchni! - powiedział szybko i poszedł przygotować chłodne okłady. Zamierzał wrócić dopiero wtedy, gdy uda mu się uspokoić i zebrać myśli. Nie chciał, żeby Aomine był świadkiem jego emocjonalnej porażki.