Po kilkunastu minutach spędzonych właściwie na bezczynnym siedzeniu w miejscu, Kagami zdążył już uspokoić się na tyle, żeby w końcu znaleźć materiał na okłady i w miarę czystą, plastikową miskę, do której następnie nalał zimnej wody. Tak przygotowane rzeczy zaniósł do salonu. Spojrzał przelotnie na leżącego na łóżku Aomine i przykląkł na podłodze, stawiając przed sobą miskę. Zamoczył w niej jeden z okładów i odczekał chwilę, aż cały materiał nasiąknie. Wyciągnął go i skręcił w dłoniach, wyciskając z niego nadmiar wody, która ciurkiem spłynęła z powrotem do naczynia.
Trzęsącymi się rękami, ostrożnie ułożył szmatkę na jego czole i szybko odsunął dłonie. Rysy twarzy Aomine ledwo dostrzegalnie pojaśniały, a z jego ust wypłynęło ciche westchnienie. Kagami chwilę później również westchnął i usiadł na podłodze obok kanapy. Nigdy nie przypuszczał, że ten idiota kiedykolwiek przysporzy mu tylu zmartwień ani tego, że kiedykolwiek będzie musiał się nim zajmować w ten sposób.
Martwił się o niego, nie chciał tego wcześniej przyznać, ale naprawdę się o niego martwił. Praca policjanta była zdecydowanie bardziej niebezpieczna, niż jego własna. Kagami jako strażak miał zdecydowanie mniej okazji i powodów do starć z innymi ludźmi. Każda wstępna papierkowa robota kiedyś się skończy i pewnego dnia Aomine będzie groziło prawdziwe niebezpieczeństwo. Nawet takie „niewinne" akcje mogą sprawić, że będzie leżał bezbronny tak jak w tej chwili. Kagami cieszył się, że przynajmniej nie został postrzelony, chociaż okoliczności zdobycia rany od samego początku wydawały mu się absurdalne.
Po kilku minutach ocknął się, nagle uświadamiając sobie, że powinien jeszcze raz sprawdzić jego temperaturę. Sięgnął po termometr i ostrożnie włożył go do jego rozchylonych ust. Kilka niecierpliwych minut później odebrał go i odczytał wynik. Było coraz gorzej, gorączka zwiększyła się o prawie dwa stopnie. Nie ma rady, musiał zaprowadzić go do lekarza. W tym problem, że Aomine był obecnie nieprzytomny i z pewnością źle zniósłby długą podróż zatłoczonym tramwajem do najbliższej przychodni.
- Co powinienem zrobić...- rozmyślał gorączkowo, w międzyczasie przygotowując mu kolejny okład. Odgarnął jego granatowe kosmyki z czoła i nagle go olśniło. Czy ktoś, kogo znał, o równie niezwykłym kolorze włosów miał jakiekolwiek doświadczenie z czymś takim? Midorima był lekarzem, z pewnością będzie wiedział co w tej sytuacji zrobić.
Kagami po chwili wahania chwycił za komórkę i przeszedł do kontaktów. Po chwili pustego wpatrywania się w listę, na której widniało jedynie kilka osób, zorientował się, że nie miał jego numeru. Właściwie to niezbyt za sobą przepadali, więc w jednej chwili miał ochotę zaśmiać się z samego siebie za ten głupi pomysł. Sama perspektywa wykonania do niego telefonu, nie wydawała mu się zbytnio zachęcająca, ale musiał jakoś pomóc Aomine, nie miał innego wyjścia jak tylko poprosić go o pomoc. Może Kuroko będzie wiedział, co z tym zrobić.
Odetchnął głęboko i przyłożył słuchawkę do ucha. Przez kilka sekund wysłuchiwał miarowego sygnału połączenia, który niebawem został przerwany i zastąpiony przez czyjś głos.
- Kagami-kun?
Osoba po drugiej strony miała nieco zniekształcony, zaspany głos, ale Kagami bez trudu rozpoznał jego właściciela. Była dopiero czwarta po południu, ale Kuroko z pewnością wykorzystywał każdą okazję, aby odpocząć po męczącym dniu z dzieciakami. Przez chwilę nawet odczuwał lekkie wyrzuty sumienia, że go obudził, jednak nie mógł sobie pozwolić na dłuższe rozmowy.
- Kuroko, mam problem. - zaczął szybko. - Pilnie potrzebuję numeru do Midorimy.
Po jego słowach, w słuchawce zapadła głęboka, wręcz wymowna cisza. Po niej usłyszał cichy dźwięk, coś pomiędzy parsknięciem a chrząknięciem, które łudząco przypominało mu śmiech. Poczekał cierpliwie, aż Kuroko się uspokoi, a wtedy on kaszlnął cicho i odezwał się, wciąż lekko rozbawionym tonem.
- Wybacz, ale wydaje mi się, że Midorima-kun jest tobą średnio zainteresowany...
- Kuroko, ty draniu! - wykrzyczał do słuchawki, na krótką chwilę zapominając o całej sytuacji. Westchnął niechętnie i ponownie przyłożył aparat do ucha. - Aomine ma gorączkę. Przywlókł się cały zakrwawiony pod moje drzwi. Opatrzyłem go i ponownie odkaziłem ranę, ale zaraz po tym dostał wysokiej gorączki i ledwo się trzyma. Potrzebuję pomocy. - przyznał cicho. Kuroko przez chwilę milczał, najwyraźniej analizując jego słowa. Kagami w milczeniu czekał na jego odpowiedź, nerwowo bawiąc się palcami lewej ręki.
- Sam do niego zadzwonię. - odpowiedział po chwili. - Dopilnuję tego, żeby jak najszybciej się zjawił.
- Dzięki, Kuroko. - westchnął z ulgą, opadając na krzesło. - Rozłączam si...
- Zaskakuje mnie twoja troska o niego. - zauważył, zanim zdążył się rozłączyć. - Czyżby pomiędzy waszą dwójką wydarzyło się coś ważnego?
Kagamiego zupełnie zaskoczyła dwuznaczność jego słów, więc zanim zdołał zapanować nad głosem, z jego ust wyrwał się potok niezbyt dobrze dobranych słów, ukazujących jego zawstydzenie.
- O-o czym ty bredzisz, Kuroko? Co masz na myśli? - wybąkał, z szokiem odnotowując, że jest mu okropnie gorąco, zwłaszcza w okolicach twarzy.
- Tylko się głośno zastanawiałem, ale twoja reakcja na to pytanie zupełnie mnie przekonała co do słuszności moich przewidywań. - odpowiedział beznamiętnie. - A teraz jeśli pozwolisz, chciałbym już zadzwonić, zanim znowu pójdę się położyć.
- Okej, dzięki...
Wcisnął czerwoną słuchawkę i odłożył telefon na stół. Kagami odchylił się do tyłu w krześle i zakrył poczerwieniałą twarz dłonią. Kuroko zawsze potrafił powiedzieć coś, co mogło jednocześnie go wkurzyć i zawstydzić, ale dzisiaj przeszedł samego siebie. Znając tego małego diabła, z pewnością wypowiedział te słowa celowo, jednak Kagami nie wyczuł w nich nawet odrobiny ironii, tylko czyste, wręcz niewinne zainteresowanie. Być może naprawdę niczego szczególnego się nie dopatrywał w ich relacjach, po prostu Taiga zaczął myśleć nieco pod innym kątem. Te tygodnie wypełnione grą w koszykówkę i wspólnymi posiłkami musiały w jakiś sposób zbliżyć ich do siebie. Dodajmy jeszcze ostatnie wydarzenia, które naprawdę dały mu do myślenia.
Kagami niechętnie wstał z krzesła i przeciągnął się, krzywiąc się lekko. Musiał wrócić do salonu i sprawdzić, czy Aomine wciąż jest na swoim miejscu. Rozmowa z Kuroko i własne myśli nieco zepsuły mu humor, jednak nie mógł sobie pozwolić na to, żeby przez jego samolubność Aomine miał cierpieć bardziej niż to konieczne. Przykrył go lekkim kocem, żeby się zbytnio nie wyziębił i jeszcze raz wymoczył okład w chłodnej wodzie, który ponownie znalazł się na jego czole.
Usiadł na podłodze przed kanapą i czekał. Nie miał pojęcia, czy pomoc nadejdzie jeszcze tego dnia, ale wolał dmuchać na zimne i spokojnie poczekać. W pewnej chwili mimowolnie urządził sobie krótką, półgodzinną drzemkę, z której wyrwało go dziwne wrażenie, że ktoś go obserwuje. Po sprawdzeniu, czy wszystko jest na miejscu stwierdził, że musiało mu się wydawać.
Niecałe dwie godziny czuwania później, postanowił, ze wyjdzie kupić coś do jedzenia. Szybko wciągnął buty na stopy i narzucił bluzę na ramiona, a gdy tylko otworzył drzwi, stanął twarzą w twarz z Midorimą. Zielonowłosy najwyraźniej przymierzał się do zapukania w jego drzwi, ale jego misterny plan legł w gruzach, kiedy Kagami otworzył drzwi. Nie zważając na jego i własne zaskoczenie, Midorima wyminął go w przejściu i od razu przeszedł szybkim krokiem do przedpokoju. Zdziwiony Kagami otrząsnął się z chwilowego szoku i pobiegł za nim, starając się nie okazywać zbytniej niechęci na jego widok. Zamiast w pokoju, w którym leżał Aomine, zastał go w zupełnie innym miejscu. Midorima stał w kuchni i patrzył prosto w okno. Powoli obrócił się do niego i z godnością poprawił okulary. Najwyraźniej chciał się popisać szybką akcją, ale zabłądził.
- Gdzie jest ten obłożnie chory kretyn? - zapytał poważnym tonem, usiłując pod nim ukryć swoją złość. Kuroko z pewnością zdążył go już poinformować o zaistniałej sytuacji, niemniej Kagami był niesamowicie zdziwiony, że tak szybko udało mu się tutaj dotrzeć. Kuroko najwyraźniej miał sposoby, żeby całkowicie owinąć go sobie wokół palca.
- Eee... W salonie - wymamrotał, patrząc z przerażeniem na jego podręczną walizkę, jednorazową maseczkę na twarzy i przewieszony przez szyję stetoskop. Midorima wciąż miał na sobie lekarski kitel, jednak Kagami podejrzewał, że nałożył zapasowy jedynie dla picu, żeby być jeszcze bardziej przekonującym. Shintarou wmaszerował do salonu i spojrzał krytycznie na materac. Zmarszczył brwi i jeszcze raz poprawił okulary.
- A podobno idioci nie łapią przeziębienia.
- Wydaje mi się, że to nie jest przeziębienie, to przez ra...
- Kto tu jest lekarzem? - zapytał nagle Midorima, obracając się do niego. Kagami zamrugał kilka razy i zmarszczył brwi.
- ...Ty?
- Więc pozwól, żebym osobiście ocenił stan zdrowia pacjenta, zanim wydam ostateczny werdykt. - powiedział wyniośle i podszedł do kanapy, ściągając z szyi stetoskop. - Poza swoim, mam nawet jego szczęśliwy przedmiot, więc nie ma ryzyka niepowodzenia. - dodał, natychmiast kładąc obok siebie na stole błyszczyk i plastikowy pierścionek. Kagami skrzywił się i odsunął na kilka kroków. Z dziwakami się nie dyskutuje.
Midorima przykląkł na jednym kolanie i otworzył walizkę. Najpierw zaczął od obsłuchania go. Przez jakiś czas przesuwał metalowym kółeczkiem po jego klatce piersiowej, a następnie sprawdził bandaż, komentując pod nosem jego brak odpowiedniego przeszkolenia w kwestii zakładania opatrunków, na który Kagami odpowiedział wymownym chrząknięciem. Wykonał jeszcze kilka standardowych czynności, takich jak sprawdzenie tętna i temperatury. Kagami stał z boku, bacznie przyglądając się jego poczynaniom.
- Zastanawia mnie jedna rzecz...- zaczął, ostrożnie starając się zagaić rozmowę. - Kuroko zaproponował, że sam do ciebie zadzwoni. Myślałem, że się nie lubicie.
- Istotnie, nasze charaktery się nieco różnią od siebie, lecz to nie oznacza, że darzymy siebie szczególną niechęcią. - odpowiedział po dłuższej chwili. - W moim przypadku bardziej dotyczy to twojej osoby, niż Kuroko.
- ...Tak myślałem.
Wyjątkowo dużo dzisiaj mówi…- pomyślał Kagami.
- Utrzymujesz jeszcze jakiekolwiek kontakty z resztą? – zapytał, starając się, żeby jego pytanie nie wydało mu się zbyt nachalne. O dziwo Midorima zdecydował się odpowiedzieć całkiem wyczerpująco na jego pytanie.
- Nikłe, ale jednak są. - odparł po dłuższej chwili. - Cukiernia Murasakibary jest niedaleko szpitala, więc dosyć często mijamy się w przejściu. Kise dzwoni do mnie przynajmniej raz na dwa tygodnie, natręt. – dodał pod nosem. - Z Akashim spotykam się przeciętnie raz lub dwa w miesiącu na partyjce shougi, dość dużo czasu spędzam zazwyczaj z Kuroko. Nie żebym go jakoś szczególnie lubił, darujmy sobie te niedorzeczności. Wciąż dostaję masę zaproszeń do jego przedszkola, na spotkania z dziećmi. Męczy mnie ten rozgardiasz i zbędne pytania, dotyczące "ukochanego pana przedszkolanki" i mojego zawodu.
- Kuroko chyba doskonale się bawi...- mruknął do siebie Kagami.
Midorima poinstruował go krótko, jak miał przyrządzać posiłki, żeby Aomine szybko wrócił do zdrowia. Kagami słuchał go uważnie, starając się zapamiętać jak najwięcej. Zielonowłosy właśnie szykował się do zrobienia mu zastrzyku, ale gdy tylko przybliżył igłę do jego ramienia, Aomine drgnął i poruszył się delikatnie. Uchylił nieco powieki i spojrzał prosto na Kagamiego.
- Kagamiiiii...- jęknął głośno, zupełnie nieświadomy obecności Midorimy. - Chcę zagrać w ko...hę? A co ten dziwak tutaj robi? - wybełkotał zaskoczony, usiłując wyplątać się ze skotłowanej pościeli - I gdzie z tą strzykawą, wypierdzielać mi z tym! - zawołał gniewnie, wyrywając ramię z jego uścisku.
Midorima cofnął się i otworzył usta ze zdziwienia, z oburzeniem patrząc na to, że Aomine strąca wszystkie jego narzędzia prosto na podłogę, nic sobie z tego nie robiąc.
- Miej choć odrobinę szacunku do osoby, która właśnie cię uratowała - powiedział urażony, pospiesznie wpychając narzędzia do walizki. Aomine przekręcił głowę w jego stronę i spojrzał na niego jak na idiotę.
- Kagami mnie uratował, nie ty. - stwierdził szczerze, po czym obrócił się na drugą stronę kanapy. Midorima spurpurowiał ze złości i nic już więcej nie powiedział. Ze złością pozbierał wszystkie swoje rzeczy i pospiesznie wyszedł, głośno trzaskając drzwiami.
- Po cholerę żeś go tutaj sprowadził? - zapytał Aomine, wciąż leżąc do niego tyłem. Kagami wzruszył lekko ramionami.
- Bo nie wiedziałem, co mam zrobić.
- Jak to nie? - rzucił ostro. - Zrobiłeś opatrunek i położyłeś tą mokrą szmatę na czoło. Gdybym tylko przespał się jeszcze ze dwie, trzy godzinki, już byłbym w szczytowej formie.
Kagami otworzył szerzej oczy i zamarł w bezruchu. Najwyraźniej niepotrzebnie się o niego martwił. Mimo osłabienia, wciąż był tym samym, dobrym, bezczelnym Aomine. Zanim zdążył się powstrzymać, roześmiał się głośno, tak głośno, że Aomine obrócił się tak nagle, że prawie spadł z łóżka.
- I z czego się cieszysz?!
- Z ciebie, debilu. - powiedział tylko, bez całkowitego wyjaśnienia powodu jego rozbawienia. Aomine spojrzał na niego, wymownie unosząc jedną brew . Z obrażoną miną odwrócił się z powrotem do ściany.
- A tak poza tym, to jestem głodny. – mruknął. - Zrób coś dobrego do żarcia.
Kagami bez żadnego słowa sprzeciwu stwierdził, że to dobry pomysł. To była właśnie ta chwila, kiedy mógł wykorzystać tą wiedzę, którą dzisiaj zdobył. Niecałe piętnaście minut później postanowił nakarmić go kleikiem, zgodnie z zaleceniami Midorimy. Aomine nieufnie przyjął łyżkę po ust, po czym skrzywił się i wypluł wszystko na kocyk.
- To jest paskudne! Oddawaj fartucha!
- Zjedz przynajmniej połowę! - zawołał Kagami, podtykając mu pod nos kolejną łyżkę. - A poza tym, dlaczego ja mam ciebie karmić, masz dwie sprawne rączki, to równie dobrze sam możesz to zrobić!
- Przecież powiedziałem, żebyś zrobił coś DOBREGO do żarcia.
- Dlatego dałem ci to, które polecił Midorima, pozwoli ci szybko odzyskać siły.
- Wiedziałem, że ten dziwak kiedyś będzie próbował mnie otruć, zabieraj to, nie będę jadł. - powiedział stanowczo, krzyżując ramiona na piersi w geście protestu. Przez kilka minut siedzieli naprzeciwko siebie, mierząc siebie wściekłymi spojrzeniami. Jako pierwszy kontakt zerwał Aomine, nagle interesując się dwoma przedmiotami, leżącymi na stole.
- Ej, to twoje? - zapytał, wskazując palcem na kolczyki i szminkę.
- Nie, Midorima to zostawił. - zaprzeczył. - Dziwne, że zostawił aż dwa, jeden z nich jest twoim szczęśliwym przedmiotem.
- Wiedziałem, że to pedał. - stwierdził opryskliwie Aomine. - Wywal to gdzieś, cokolwiek.
Kagami wzruszył tylko ramionami i położył je na komodzie, na wszelki wypadek, gdyby Midorima sobie o nich przypomniał zdecydował się po nie wrócić. W międzyczasie Aomine chwycił za pilota od telewizora i nacisnął losowy klawisz. Ekran pojaśniał i rozświetlił przyciemniony pokój swoim blaskiem. Akurat leciał mecz koszykówki. Daiki opadł z westchnieniem na kanapę i założył dłonie za głowę.
- Ej, Kagami.
- Hm?
- Kiedy ostatni raz graliśmy w koszykówkę? - zapytał Aomine, leniwie podrzucając pilot w dłoniach. Kagami oparł podbródek na dłoni i zamyśli się.
- Jakiś miesiąc temu. – odpowiedział po dłuższej chwili. Właśnie w tej chwili zdał sobie sprawę, że rzeczywiście sporo czasu minęło, kiedy mierzyli poziom swoich umiejętności na boisku. Szczerze tęsknił za tymi momentami, kiedy mogli się wyszaleć i zapomnieć o obowiązkach.
- Jak będziesz w pełni sił, to możemy zagrać. - zaproponował Kagami. Aomine prychnął, ale po chwili wyraz jego twarzy złagodniał. Powoli wyciągnął ku niemu dłoń i zrobił coś, co kompletnie go zaskoczyło. A mianowicie, wystawił mały palec. W Japonii ten gest oznaczał coś w rodzaju obietnicy nie do złamania, najczęściej składanej przez dzieci.
- Obiecujesz? - zapytał Aomine, dźgając go tym palcem bok.
Kagami westchnął głośno i zagryzł wargi, ledwo powstrzymując się przed śmiechem. Aomine zachowywał się i wyglądał teraz jak małe dziecko, które domagało się od rodzica spełnienia jego zachcianki. Być może ta gorączka tak na niego wpłynęła, wciąż rozpalała jego czoło.
- Obiecuję. - powiedział z szerokim uśmiechem, splatając jego palec z własnym. Ich skóra tworzyła tak niesamowity kontrast, że Kagami przez chwilę patrzył się na ich dłonie, dziwiąc się tym, jak bardzo się różnili. Ciała mieli prawie te same, jedynie Aomine był od niego nieco bardziej umięśniony i wyższy kilka centymetrów, no i jego skóra była odpowiednio ciemniejsza. Spojrzał w górę i napotkał zamglone spojrzenie szafirowych oczu. Na jego czole już pojawiły się pierwsze kropelki potu. Musiał zmęczyć się samą rozmową.
- A teraz spać.
- ...Łeeee.
Za sprawą Kuroko i Midorimy, wszyscy w mgnieniu oka dowiedzieli się o zaistniałej sytuacji. Pierwszą oznaką nadejścia pierwszej fali było głośne, intensywne walenie do drzwi. Kagami instynktownie zjeżył się, wyczuwając niebezpieczeństwo. Zerknął przez ramię, sprawdzając, czy Aomine wciąż jest na swoim miejscu. Nikt, poza nim nigdy nie pukał do jego drzwi, nawet Kuroko wślizgiwał się do niego bezszelestnie.
Kagami był pełen obaw, ale w końcu walenie w drzwi zaczęło być na tyle upierdliwe, że nie miał innego wyjścia, jak tylko je otworzyć. Ledwo przekręcił klucz w zamku, a już osoba za drzwiami musiała je niemalże staranować, żeby wedrzeć się do środka szybciej niż miał to w planach. Kise wtoczył się do pomieszczenia, ściskając w pięści pomiętą, zużytą chusteczkę do nosa. Pociągnął nosem i bez słowa rzucił się na Kagamiego, chcąc go objąć. Kagami wrzasnął i zwinnie mu się wymknął, wycofując się od razu za mebel. Kise wykorzystał lukę w jego obronie i skoczył na niego, zamykając w niedźwiedzim uścisku.
- Aominecchi...Aominecchi umiera?! - zawył, wtulając głowę w jego tors.
- Zamknij się i przestań się o mnie wycierać! - zawołał ze złością Kagami, zapierając się rękami o jego głowę, bezskutecznie usiłując go od siebie odepchnąć. Kise przywarł do niego jeszcze mocniej i uwiesił się na nim całym ciężarem ciała, wyjąc w niebogłosy. Po kilku minutach wspólnego przekrzykiwania się, w miarę udało mu się uspokoić i przejść do salonu.
- Co ja teraz zrobię bez Aominecchiego?! - lamentował Kise, płaszcząc się przed kanapą. Aomine wciąż miał zamknięte oczy i leżał w bezruchu. - Najpierw Kurokocchi dał mi kosza, a teraz Aominecchi chce mnie opuścić...
- Przestań się wydzierać, bo jeszcze go obudzisz. - warknął Kagami, rozcierając czoło. Kise jednak nie zamierzał tak łatwo ustąpić, więc kolejne płaczliwe pół godziny spędził na wyciu, o dziwo jeszcze bardziej dramatycznym niż wcześniej. Przez ten cały czas Aomine ani razu się nie obudził, jedynie raz skrzywił się lekko przez sen, co natychmiast zostało skomentowane jeszcze głośniejszym kwikiem i Kagami musiał użyć praktycznie całej swojej siły, żeby go od niego odciągnąć.
- Kiedy w końcu łaskawie przestaniesz wrzeszczeć i sobie stąd pójdziesz?!
- O to samo mógłbym zapytać. Jesteś za głośno, Kise-kun.
Kise i Kagami odwrócili się w jednej chwili, żeby zobaczyć stojącego za nimi Kuroko. Wyglądał całkiem normalnie, wyraz twarzy - w porządku, ubranie - takie jak zwykle, tylko fryzura była inna. Każdy pojedynczy kosmyk sterczał w inną stronę. Pomimo zmęczenia jednak przyszedł.
- Łaa, Kurokocchi! co tutaj robisz?! - zawołał Kise, podbiegając do niego. - I co się stało z twoją fryzurą?!
- Przyszedłem w odwiedziny. - wyjaśnił, zwinnie uchylając się przed jego ramionami. Kise nadął policzki i odwrócił się od niego, krzyżując ramiona na piersiach.
- A to co za pudełko? - zapytał, momentalnie odzyskując zainteresowanie. Kuroko trzymał w rękach czarne pudełko średnich rozmiarów. Na pokrywce widniały małe nacięcia.
- Pomyślałem, że nazbieram mu trochę cykad. Chcesz je zobaczyć, Kise-kun? - zapytał niewinnie, uchylając delikatnie pudełko.
Kagami nie wiedział, co Kuroko właściwie zrobił, ale okazało się to diabelnie skuteczne. Kise momentalnie pobladł na twarzy i zaczął się tłumaczyć, że wpadł tylko na chwilę i że ma dużo pracy, dlatego musi już wracać. Zmył się tak szybko jak się pojawił, a uszy Kagamiego odczuły ogromną ulgę, kiedy przestały być już w polu rażenia.
- Dzięki, miałem już go dosyć. - powiedział, siadając na podłodze. Kuroko skinął głową i uczynił to samo. Czarne pudełko znowu przykuło jego uwagę, mimo wszystko był ciekawy jego zawartości.
- Mam dla niego mały prezent.
- Nie spodziewałbym się po tobie, że kiedykolwiek będziesz skłonny przynieść mu jakiś prezent. - zdziwił się Kagami. - Co to takiego?
Kuroko ostrożnie zdjął pokrywkę i odłożył ją obok niego. Oczom Kagamiego ukazał się mały, szklany, czerwony…znicz. Zamarł z szeroko otwartymi ustami, patrząc na niego z niedowierzaniem. Po Kuroko mógł się spodziewać różnych, dziwnych rzeczy, ale to już przekroczyło jego najśmielsze oczekiwania.
- Przyniosłem znicz na wszelki wypadek…- wyjaśnił spokojnie, ignorując szok, który malował się na jego twarzy.
- Aomine był kiedyś twoim partnerem!
- Dlatego go przyniosłem. Pomyślałem, że godnie go pożegnam.
Kagami z bolącym sercem i z równie obolałymi żebrami, był zmuszony także wyprosić Kuroko ze swojego domu. Starał się zrobić to w miarę grzecznie i chyba poszło mu całkiem nieźle, bo Kuroko wymierzył mu tylko kilka ciosów, po czym sam opuścił pomieszczenie, zostawiając znicz. Kiedy na kilka minut spuścił gardę, pojawił się nowy przeciwnik. Poszedł do kuchni, tylko na moment, a gdy wrócił, on już tam był.
- Co ty do cholery robisz?! - wrzasnął Kagami, idąc w kierunku nowego przybysza. Aż się zdziwił, że ktoś takich rozmiarów mógł niezauważalnie się tutaj przemknąć. Stanął za nim i zadygotał ze wściekłości, czekając, aż w końcu zaprzestanie wykonywanej czynności i zwróci na niego uwagę. Murasakibara zerknął przez ramię i zmierzył go znudzonym spojrzeniem.
- Co to jest? - wycedził przez zaciśnięte zęby, wskazując palcem na kanapę.
- Mine-chin jest raaanny. - odparł przeciągle Murasakibara. - Pomyślałem, że jak zje cukiereczka to odżyje.
- Cukiereczka? Obłożyłeś go WATĄ CUKROWĄ!
- A, to? - machnął ręką, oblizując się lekko. - Będzie miał bardzo smaczny powrót do zdrowia.
- Jeśli to się do niego przylepi, to zapaskudzi mi całą kanapę! Zdejmij to natychmiast!
Minęło trochę czasu, zanim Murasakibara w końcu dał się wypchnąć za drzwi, razem z całym asortymentem, jaki ze sobą przytargał. Niewiele brakowało, a Kagami oberwałby, bo wbrew pozorom, takiego wielkoluda jakim był Murasakibara bardzo łatwo jest sprowokować, więc gdyby kłócili się jeszcze z minutę, mogłoby być dla niego za późno. Kiedy w końcu mu się to udało, oparł się o drzwi, dysząc ciężko.
- Pokolenie cudów jest pełne dziwaków, którzy działają mi na nerwy! - podsumował na głos, ocierając pot z czoła. Nie wiedział jednak, że kolejny wróg wykorzystał otwarte drzwi i potraktował je jako zaproszenie. Wrócił do salonu i załamał się tym, co zobaczył.
- Co ty tu robisz z tymi nożyczkami?! - zawołał zamiast powitania, natychmiast do niego podchodząc. Akashi powoli podniósł wzrok i spojrzał na niego beznamiętnie.
- Pomyślałem, że Daiki potrzebuje strzyżenia, jego włosy są zbyt długie.
- Odłóż je, zrobisz mu krzywdę!
Zanim łaskawie wyszedł, kazał sobie zaparzyć herbaty, po którą Kagami musiał zasuwać do sklepu, który był oddalony o ponad kilometr od domu. Kiedy wrócił zastał Akashiego, który najwyraźniej doskonale się bawił, kładąc na głowę Aomine niewyciśnięty okład, z którego woda leciała strużkami i zalewała mu całą twarz. Normalnie można by uznać to za przejaw troski, gdyby nie sadystyczny uśmiech na jego twarzy. Nie tyle co Kagami nawet nie starał się pozbawić go tej radości, ale po prostu wolał zachować dystans pomiędzy nim a jego nożyczkami, więc postanowił pokojowo wycofać się do kuchni, żeby przygotować herbatę.
Kiedy Akashi się znudził, przystąpił do degustacji herbaty, przyrządzonej przez Kagamiego. Skrzywił się kilka razy, ale nic nie powiedział. Akashi z nich wszystkich, siedział u niego najdłużej. Nie mówił zbyt wiele, po prostu siedział i „zajmował się" nieprzytomnym Aomine. Być może jako jego były kapitan, odczuł coś w rodzaju nagłej potrzeby aby pomóc byłemu podopiecznemu. Nawet przytargał swój podręczny zestaw shougi, którymi grał tuż obok jego twarzy. Kagami przez ten czas ledwo się powstrzymywał od wywalenia go za drzwi, ale jedno ostre spojrzenie wystarczyło, żeby się zamknął w sobie i wycofał do swojego kącika.
Kiedy ten cały koszmar minął, Kagami szczelnie zaryglował drzwi, żeby już nikt więcej przez nie nie przeszedł, przynajmniej nie dzisiaj. Chwiejnym krokiem wszedł do salonu i przystanął przed kanapą. Osunął się na ziemię i przymknął oczy. Nigdy się nie spodziewał, że jednego dnia będzie gościł w swoim domu wszystkich z Pokolenia Cudów. Ale to było zdecydowanie za dużo jak na jego siły, potrafili być męczący nawet gdy nie znajdowali się na boisku. Ale dzięki temu spotkaniu jego wspomnienia z przeżytych w liceum meczów zostały nieco odświeżone i pomimo zmęczenia, czuł także ogromną ochotę żeby zagrać w koszykówkę.
- Kagamiii?
Taiga otworzył oczy, kiedy poczuł mocniejsze szturchnięcie w okolicach ramienia. Szarpnięcie wyrwało go z otępienia i nieco rozjaśniło jego zmysły.
- Tak? - zapytał, odwracając się do niego. Aomine wciąż leżał na plecach i patrzył w sufit. Musiał go kopnąć.
- Miałem dziwny sen...- zaczął, marszcząc brwi. - W sumie nie sen...koszmar. Akashi zmieniał mi okłady i bredził coś o jakimś strzyżeniu...
- Naprawdę? - zapytał, udając zdziwienie.
- I to nie wszystko, wydawało mi się, że słyszałem Kise...a to co za słodycze?
Kagami uznał, że lepiej na razie nie mówić mu całej prawdy, więc zbył go za pomocą zaledwie kilku zdań. Aomine nie był tym zachwycony, ale wyglądał już dużo lepiej niż poprzednio. Na szczęście temperatura powracała już do normy, a rana zdawała się odpowiednio goić. Jedynie Kagamiego zmartwiło to, jak teraz Aomine na niego patrzył. Był jakby milszy...Zjadł nawet kleik, niechętnie, ale zjadł. Jego spojrzenie wydawało mu się jakby cieplejsze, łagodniejsze. Być może wydarzenia z ostatnich dni sprawiły, że w umyśle Aomine zaszły nieodwracalne zmiany, choć Kagami przypuszczał, że było to jedynie zasługą gorączki. Miał nadzieję jak najszybciej ujrzeć go w pełni sił.
