Właśnie mijała trzecia noc, odkąd Aomine tymczasowo zamieszkał w jego domu. Początkowo miał w planach wykopać go z niego zaraz po tym jak odzyska siły, ale Aomine sprytnie wykorzystał swoją temperaturę jako pretekst, by móc dłużej nacieszyć się wygodami w domu Kagamiego i oświadczył, że dopóki ciepłota jego ciała nie będzie wynosiła idealnie 36.6 to nigdzie się stamtąd nie ruszy. Gorączki już nie miał, a do idealnej temperatury brakowało mu zaledwie kilku jednostek, których nie omieszkał wypomnieć mu za każdym razem kiedy zerkał na termometr.

Zaciskając zęby z bezsilnej złości, zgodził się na to jedynie pod warunkiem że pod jego nieobecność nie będzie mu wyżerał jedzenia z lodówki, jeśli w przyszłości nie zamierza zwrócić mu kosztów za „bezpłatny" posiłek. W sumie sam Kagami nie odczułby tego jako jakiś ogromny ciężar, zarabiał akurat tyle że mógł wyżywić dodatkowego darmozjada, a zdecydowanie lepiej wracało mu się do domu, kiedy ktoś na niego czekał. Nawet jeśli ten ktoś traktował go jak chodzące żarcie.

Trzecia noc upływała wyjątkowo spokojnie. Stan Aomine ustabilizował się na tyle że już nie potrzebował pomocy Kagamiego, dzięki czemu obaj mogli przespać ją spokojnie. Chociaż spali w osobnych pokojach, Kagami nie mógł wyzbyć się wrażenia, że cały czas znajdują się w jednym pomieszczeniu. Wrażenie bywało tak silne, że odczuwał je nawet przez sen. Być może sprawiły to wyczulone zmysły lub zbyt płytki sen, ale czasami naprawdę miał wrażenie, że ktoś był w jego pokoju.

- Aomine, miałeś spać na kanapie...- wymamrotał przez sen, przewracając się na drugi bok. Zmarszczył nos, a chwilę później jego twarz pojaśniała, kiedy jego powieki zostały przykryte czymś ciepłym. Westchnął cicho, czując jak ciepło delikatnie gładzi jego policzek i szyję. Nigdy w życiu nie spodziewałby się takiej delikatności po Aomine więc to musiał być tylko sen, przyjemny sen…

Kilka godzin później, Kagami otworzył oczy. Podniósł się do siadu i odruchowo pomacał miejsce obok siebie, jakby spodziewał się natrafić na jakiś niecodzienny kształt. Niczego nie znalazł, ale ze zdziwieniem odkrył, że pościel w tym miejscu wydała mu się ciepła, jakby jeszcze chwilę temu ktoś lub coś spało w tym miejscu. Może ten sen nie był snem i rzeczywiście ktoś spał obok niego? - pomyślał, przykładając policzek do pościeli. Kolejną zagadkę stanowiły otwarte drzwi. Nie pamiętał, żeby zostawiał je uchylone ale rzeczywiście, mogło być to winą jego roztargnienia, czasami zdarzało mu się, że zapominał o swoim tymczasowym współlokatorze. Pokręcił głową i wyszedł z pokoju, tym razem zamykając za sobą drzwi.

Aomine spał na kanapie w salonie, odwrócony do niego plecami. Kiedy tylko do niego podszedł, od razu otworzył oczy i podniósł się do siadu, tłumiąc ziewnięcie dłonią. Zwykle było ciężko go dobudzić, ale teraz wyglądał jakby w ogóle nie przespał tej nocy, świadczyły o tym silnie przekrwione oczy. Wyglądał na naprawdę zmęczonego, ale Kagami postanowił tego nie skomentować. Sam cierpiał na coś podobnego tuż przed ważnym meczem, ale co mogło być tak ważnego, że zaprzątnęło jego myśli na całą noc? Kagami nie miał pojęcia, co dokładnie mogło być tego powodem, może rzeczywiście chodziło o ten obiecany mecz. Naprawdę był aż taki ważny, żeby nie spać z jego powodu?

W ciszy wspólnie zjedli późne śniadanie, w ciszy na miarę której inni nie wahaliby się nazwać cichymi dniami, co zdarzało się zwykle wśród małżonków jak i najlepszych przyjaciół. Rzecz w tym, że Aomine i Kagami nie byli tym ani tym, czasami śmiali się jak przyjaciele, a czasami kłócili jak stare, dobre małżeństwo, byli czymś pomiędzy tymi dwoma kategoriami. Dotychczas ich stałym łącznikiem był Kuroko, ale w końcu nastały takie czasy, że byli w stanie się bez niego obyć. Ich relacje coraz bardziej skłaniały się ku przyjaźni, ale czy naprawdę mieli szansę zostać dobrymi przyjaciółmi?

Po skończonym posiłku, Kagami zaniósł większość naczyń do zlewu, czekając aż w międzyczasie Aomine skończy swoją porcję. Wyciągnął rękę po jego talerz, a Aomine podał mu go, w biegu przełykając ostatnią łyżkę ryżu.

- Dziękuję. - powiedział cicho, a Kagami z wrażenia prawie upuścił talerz. Powoli odwrócił się do niego, patrząc na niego z niedowierzaniem.

- Co? Co ty powiedziałeś? - zapytał, mając nadzieję, że jednak się przesłyszał. Podziękowanie ze strony Aomine było dokładnie takie samo, co wybuch śmiechu u Kuroko - równie niewiarygodne.

- Powiedziałem "dziękuję". - wycedził przez zaciśnięte zęby. - Przeczyść sobie uszy jak niedosłyszysz, Bakagami.

- Pierwszy raz słyszę, żebyś mi dziękował...- powiedział powoli, zerkając na niego podejrzliwie. Aomine prychnął cicho i wywrócił oczami.

- I ostatni, nie przyzwyczajaj się zbytnio. - dodał, odwracając się do okna. Spojrzał ze złością na błękitne niebo, a Kagami westchnął i niechętnie odwrócił się do góry naczyń piętrzących się w zlewie.

- Następnym razem ty zmywasz naczynia... - burknął pod nosem, ponownie zanurzając dłonie między porcelanę. Pomimo tych słów, szczerze wolałby sam zmywać i gotować, bo za każdym razem Aomine udowadniał mu, że jego "pomoc" w sprzątaniu przysparza mu jeszcze więcej sprzątania i wzbogaca jego listę o nowe wydatki, których jednak wolałby uniknąć. Kiedy tak zmywał, myślami powracał do dzisiejszego poranka i nocy, która szczególnie zaprzątała mu głowę. Nigdy nie pamiętał snów, a już szczególnie takich, podobno nawet we śnie możemy czuć dotyk, ale głównie dlatego, że był to bodziec z "zewnątrz". To oznaczało, że albo tylko mu się to przyśniło albo ktoś naprawdę go dotykał.

Kagami drgnął i nagle zesztywniał, czując na sobie jego wzrok. Krzesło zaskrzypiała cicho, kiedy utrzymujący się na nim ciężar nagle zniknął. Nie usłyszał jego kroków, ale czuł go za sobą, czuł jego oddech na karku. Obaj trwali w bezruchu, obaj wiedzieli, że to on był u niego wtedy w nocy.

- Pójdę po piłkę. - powiedział w końcu Aomine i gorąco z jego szyi zelżało. Dopiero dudnienie bosych stóp po podłodze powiedziało mu, że Aomine naprawdę opuścił pokój. Kagami wyjął dłonie ze zlewu i nie zważając na pokrywającą je wilgoć, przetarł nimi czoło i zamknął powieki. Skoro tamten dotyk należał do niego, to czego konkretnie od niego oczekiwał?


Pogoda wyjątkowo dopisywała, słońce przygrzewało, a powietrze było rześkie i czyste: idealna pogoda na grę w koszykówkę. Aomine wyglądał na wyjątkowo ucieszonego tym widokiem, przez kilka dni oddychał domowym powietrzem, a na słoneczko mógł sobie jedynie popatrzeć przez szybę. Szybko ściągnął bluzę przez szyję i rzucił ją niedbale na ławkę, biegnąc już w stronę kosza. Był jak dziecko, które po raz pierwszy w życiu zobaczyło morze, ten obraz skutecznie rozproszył obawy, które Kagami żywił wobec niego jeszcze kilka chwil temu. Pozwolił sobie nawet na lekki uśmiech.

- Rusz się, nie będziemy cały dzień sterczeć w jednym miejscu. - zawołał przez ramię Aomine, widząc że Kagami nie jest zbytnio przekonany do gry w palącym słońcu. Ubrał swój zwykły, biały podkoszulek, wyjątkowo odsłaniający jego bandaż, który był właściwym powodem, dla którego Kagami nie był pewien, czy powinni grać kiedy znajdował się w takim stanie. Rana najprawdopodobniej już się zagoiła, ale Kagami zauważył, że krzywił się często gdy używał tej ręki. W końcu westchnął i także ściągnął bluzę, składając ją w schludną kosteczkę zanim położył ją na ławce.

- Dobra, to do ilu gramy? - zapytał, kiedy zrównał się z Aomine. Okręcił piłkę na palcu i odbił ją kilka razy przegubem dłoni, zanim na niego spojrzał.

- Do kiedy któryś z nas nie będzie w stanie ustać. - powiedział, szczerząc do niego zęby. - Ale skoro potrzebujesz wyznacznika to powiedzmy, że do trzydziestu, biorąc pod uwagę twoje słabe nóżki.

- Już dawno się zagoiły, a z nas dwóch to ty jesteś słabszy. - odparł Kagami, również się uśmiechając. - Jak twoja temperatura?

- Wciąż nie jest wzorcowa, ale nawet z gorączką zdobyłbym więcej punktów niż ty. - stwierdził, a Kagami spiął się jakby przygotowywał się do skoku. Słowne zagrywki w ich przypadku były lepsze niż jakakolwiek rozgrzewka.

Aomine przełożył piłkę do lewej dłoni i przekozłował z nią przez całe boisko razem z Kagamim depczącym mu po piętach. Pierwszy punkt naturalnie należał się Aomine, który zdążył wykonać wsad zanim Kagami zdążył chociażby musnąć piłkę palcami, po tym już nie patrzyli, który i ile zdobywał punktów. To był ich pierwszy mecz od dawna i pierwszy, który sprawił im taką radochę. Bawili się nawet dużo lepiej niż wcześniej, chociaż nie dawali z siebie wszystkiego. Szczególnie dotyczyło to Kagamiego, bo za każdym razem odnajdywał oczami bandaż, lśniący na ramieniu Aomine. To go rozpraszało, nie mógł wystarczająco skupić się na grze przez ten biały skrawek materiału.

- Uważaj!

Chwila nieuwagi i Kagami potknął się o coś twardego. Poleciał do przodu i z całej siły zacisnął powieki, czując że zaraz zaryje twarzą o beton. Zamiast oczekiwanego bólu, poczuł nagłe szarpnięcie za koszulę i czyjaś ręka oplotła go w pasie. Otworzył oczy i dopiero teraz dotarło do niego, że kierunek lotu nagle się zmienił i teraz leciał prosto na Aomine. Czas jakby zwolnił biegu, zdążył go złapać zanim upadł, ale pomimo tej sytuacji nie zapomniał o grze. Jedną ręką trzymając Kagamiego, drugą chwycił piłkę i lekką ręką rzucił ją do kosza.

- Prawie się wyrżnąłeś, uważaj trochę jak leziesz. - puścił go, a Kagami wymamrotał słabe podziękowanie i usiadł na ziemi. Od tego wszystkiego zakręciło mu się w głowie.

- Przestraszyłem się... - szepnął, przyciskając dłoń do klatki piersiowej. Drugą rękę przeniósł na rozgrzany beton, na którym chwilę temu prawie się wyłożył. Gdyby nie interwencja Aomine, w najlepszym przypadku poraniłby sobie brodę, łokcie i kolana, a w najgorszym...ugh, wolał nie myśleć o tym, jak wielka plama by z niego została po tym starciu.

- Drobiazg. - rzucił Aomine, od niechcenia machając ręką. - Jak nie jesteś w stanie czegoś zrobić, to się kurna zatrzymaj zanim wywalisz się na ryj. I nie prosiłem cię o to, żebyś mi dawał fory, zwal mnie z nóg jeśli będziesz musiał. - dodał rozgoryczonym tonem.

- Zareagowałem instynktownie. - sarknął Kagami, natychmiast podnosząc się do pionu. - Poza tym, ty także zareagowałeś tak samo jak ja. Nie musiałeś mnie łapać, może i bym się nieco poobijał, ale...

- Nieco poobijał? - W oczach Aomine rozbłysły gniewne iskierki, na co Kagami zamarł w bezruchu z lekko rozchylonymi ustami. - Widziałeś w ogóle na czym my gramy? To nie jest jakiś mięciutki tapczanik, na którym mógłbyś nabić sobie nieszkodliwego guza, a najprawdziwszy beton. Z twoim refleksem chyba powinniśmy grać na łące, tam przynajmniej nie powybijasz sobie zębów.

- Dobrze, czego się tak pieklisz? - zapytał pretensjonalnie. - Wyjaśniłem i podziękowałem, tyle powinno ci wystarczyć.

- Ale mi nie wystarczy.

- To czego chciałbyś w takim razie? Mam ci coś ugotować? - dodał szybko, z lekką paniką starając się ominąć jego wzrok. W jego oczach czaiło się coś, czego nie chciał dostrzec. Nigdy wcześniej nie widział w nich takiego wyrazu, był zły to prawda, ale nie było w nim takiej typowej wściekłości. Był wściekły a jednocześnie zmartwiony, to go zdziwiło najbardziej.

Aomine wyglądał jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale ostatecznie z tego zrezygnował.

- Dobra, idę się zdrzemnąć. - wyburczał pod nosem i odszedł, zostawiając go samego z rozbieganymi myślami. Aomine także nie był w najlepszym stanie, gdyby Kagami wiedział, co takiego chodziło mu wtedy po głowie, jego twarz pewnie zyskałaby nowy, dotychczas nieodkryty odcień czerwieni.


- Wody...- wychrypiał od progu, człapiąc w stronę kuchni tak szybko, na ile pozwalały mu obolałe nogi. Jak głupim trzeba być, żeby zapomnieć wziąć ze sobą czegoś do picia w taki skwar? Aomine też nic ze sobą nie miał, obaj byli kretynami bez pomysłu na przyszłość, nawet jeśli chodziło tylko o pół litra czystej wody na głowę. - Właśnie, gdzie Aomine? - pomyślał, rozglądając się po pomieszczeniu. Pierwszy opuścił boisko, powinien być wcześniej. Może zasnął gdzieś po drodze.

Kagami kilkoma potężnymi haustami zdołał opróżnić pół dzbanka, pił tak łapczywie, że połowa wody zamiast trafić do jego ust leciała po jego szyi, częściowo mocząc jego ubranie. Był cały mokry od potu, więc taka ilość wody zbytnio mu nie szkodziła, a jeszcze musiał zaliczyć kolejny bliski kontakt z wodą, bo poprzednio nie dokończył zmywania.

- Kiedyś w końcu trzeba będzie to zrobić...- stwierdził ponuro, podwijając rękawy. Zaledwie kilka sekund po tym, jak zanurzył ręce w pienistej wodzie, drzwi mieszkania otworzyły się z hukiem i do domu wkroczył Aomine, ciągnąc ze sobą reklamówkę wypełnioną jedzeniem.

- Zamknij drzwi bo jeszcze ktoś wejdzie. - powiedział z kuchni Kagami, słysząc że od razu rozsiadł się na kanapie, mając w nosie ich bezpieczeństwo.

- Zara. - mruknął leniwie Aomine, przewracając kolejną stronę w czasopiśmie. Minęło pięć minut a on wciąż nie ruszył się z miejsca

- Rusz się i zamknij w końcu te drzwi bo jeszcze nam się coś zalęgnie...na przykład twoi koledzy z Pokolenia Cudów. - dodał, a Aomine prychnął i ukrył twarz w gazecie. Choć Kagami obiecał sobie, że nie zdradzi mu większości szczegółów z wypadu jakie zaprezentowała im tęczowa piątka w zeszłym tygodniu, Aomine sam dopowiedział sobie parę rzeczy, wykorzystując to, co znalazł w jego domu po ich wizycie. Do dziś był obrażony za ten znicz.

Westchnął, obrzucił tęsknym spojrzeniem miseczki E i niechętnie wstał z kanapy, z zamiarem zamknięcia tych cholernych drzwi. Przeciągnął się w miejscu i ziewnął, kątem oka zerkając na gospodarza, a chwilę później znowu na czasopismo. Kagami w dalszym ciągu był zajęty zmywaniem naczyń, kiedy czyjeś ręce wsunęły się między jego ramiona i spoczęły na klatce piersiowej.

- Co...co ty robisz? - zapytał niepewnym głosem, kiedy podbródek Aomine znalazł na jego barku, a ręce zręcznie zaczęły badać jego tors. - Wciąż masz gorączkę, Ahomine?

- Słyszałem, że od macania cycki robią się większe. Może i tu zadziała, nie ma to jak sprężyste, mięciutkie cycuszki. - stwierdził, na co Kagami skrzywił się z niesmakiem.

- Jesteś obleśny, zabieraj łapy. - warknął, próbując go z siebie strząsnąć. Gdyby miał wolne ręce...

- Co może być obleśnego w cyckach? Są dowodem na to, że tłuszcz może być seksowny. No, może męskie cycki są obleśne, ale dopóki twoje są zakryte nie mam z tym większego problemu. - rzucił beztrosko, a Kagami spiął się i zaczął dygotać. - Ej co ci? Płaczesz? Żartowałem z ty-

- Kurna mać!

- Ooo, przeklął!

- Jakim cudem taki zbok jak ty przypierdolił się do takiego faceta jak ja!

- Mam Taigowy fetysz, jak widzę jakiegoś kociaka to mi sta...- urwał nagle i odsunął się do tyłu, trzymając się za policzek. Po jego twarzy spłynęła mydlana woda, a policzek piekł jak oparzony. Wyraz jego twarzy w żaden sposób nie wyrażał oburzenia, a coś w rodzaju niedowierzania pomieszanego ze szczerym podziwem.

- Ała! To bolało! Po raz pierwszy w życiu spoliczkował mnie facet!

- Należało ci się. - stwierdził surowo Kagami, wycierając dłonie w kuchenny ręcznik.

- Ale dlaczego akurat przywaliłeś mi z liścia? Faceci dają w mordę, a nie plaskaczem po ryju!

- Bo wciąż masz gorączkę i majaczysz, dałem ci fory.

- To nie tłumaczy twojego babskiego zachowania, nawet Tetsu i Satsuki używają pięści w takich sprawach! - zawołał, a Kagami założył gniewnie ramiona na piersi i oparł się biodrem o szafkę. - Zawsze wiedziałem, że coś się kryje pod tym twoim fartuszkiem z falbankami, kiedy zaczynasz gotować, masz w sobie więcej kobiecości niż wszystkie inne kobiety razem wzięte!

- Przestań mnie porównywać do kobiety, Łosiomine! - wrzasnął Kagami, z całej siły uderzając go pięścią w brzuch. Aomine zatoczył się na bok, śmiejąc się bezgłośnie, a Kagami zrobił obrażoną minę i odwrócił się do zlewu z lekko zaczerwienionymi policzkami. Na swój sposób ucieszył się z jego słów, ale wolałby żeby Aomine nigdy więcej nie porównywał go do kobiety.

- Kagami.

- Co? - burknął, odwracając się do niego. Prawie krzyknął, kiedy zauważył twarz Aomine zaledwie kilka centymetrów od jego własnej. Próbował go wyminąć, ale granatowowłoy przycisnął go do kuchenki i zapobiegawczo ułożył dłonie po jego dwóch stronach, tym samym uniemożliwiając mu ucieczkę. Kagami zamarł i spojrzał ze strachem w szafirowe tęczówki, tak inne od jego rubinowych.

Zanim Kagami zdążył zareagować, jego usta zostały przykryte przez coś miękkiego i ciepłego. Od tego wszystkiego zakręciło mu się w głowie, zamiast przywalić mu w twarz, bez reszty oddał się zalewającemu go uczuciu. Oddał pocałunek z takim entuzjazmem, że Aomine zamruczał i przyciągnął go do siebie mocniej, zachłannie całując. W końcu zaczęło im brakować powietrza i musieli się od siebie odkleić.

- Hm...myślałem, że będą lepiej smakować. - stwierdził Aomine, kompletnie psując nastrój.

- Całuj sobie kurwa Kuroko, będziesz czuł waniliowego szejka! - zawołał Kagami, wyraźnie zawstydzony i zażenowany sobą, że pozwolił mu posunąć się tak daleko.

- Pojebało cię? - zapytał opryskliwie. - Tetsu jest facetem.

- A ja niby nie jestem?! - wrzasnął, a Aomine przyjrzał mu się uważnie, gładząc dłonią podbródek.

- Tak właściwie to tak. Nie masz cycków.

- Dopiero teraz to zauważyłeś?!

- Chwilę temu to sprawdzałem, ale było tam tak płasko, że już zapomniałem. - powiedział ze śmiechem. - Skoro początek mamy już za sobą, to może przejdziemy do punktu drugiego? - zapytał, próbując go jeszcze raz pocałować go w usta, ale Kagami w porę odwrócił głowę, więc musiał zadowolić się jego policzkiem.

- Nie myśl sobie, że od teraz tak po prostu będę spełniać wszystkie twoje zachcianki. - oświadczył twardo, dźgając go palcem w pierś. - Idź być zbokiem gdzie indziej.

- Jak na razie interesuje mnie ta para męskich cycków, które mam przed nosem. - mruknął, łakomie wpatrując się w jego klatkę piersiową. Zaatakował odsłoniętą szyję i skubnął go lekko zębami, a Kagami syknął ostrzegawczo. Przejechał przepraszająco językiem po ugryzieniu i przeniósł usta na jego obojczyk. Taiga zajęczał cicho i wygiął się w łuk, patrząc zamglonym wzrokiem w przestrzeń. Nagle wrzasnął, a Aomine oderwał się od niego jak poparzony, ze strachem rozglądając się po pomieszczeniu. Kagami sturlał się z kuchenki i ukrył się za jego plecami, palcem wskazując na szczelinę w drzwiach.

- Od kiedy tutaj stoisz?! - wydarli się na niego, a błękitnowłosy wzruszył lekko ramionami i cofnął się kilka kroków w tył.

- Od samego początku. - odparł Kuroko, ukradkiem starając się zejść im z pola widzenia. Przez chwilę w osłupieniu wpatrywali się w miejsce w którym zniknął, zanim rzucili się za nim w pościg. Dzięki niemu reszta w mig dowiedziała się o wszystkim.


Akashi kiwał się lekko w fotelu, z filiżanką herbaty w dłoniach. Po jego prawej stronie siedziała czwórka Pokolenia Cudów z Kuroko włącznie, a Aomine i Kagami stali po jego lewej, podpierając ścianę. Powoli podniósł filiżankę do ust i upił z niej łyk. Ponowił czynność jeszcze kilka razy, a Aomine zaczął coraz szybciej tupać nogą, czekając aż łaskawie raczy przemówić do zgromadzonych w pomieszczeniu osób.

- W chwili kiedy po raz pierwszy ujrzałem Taigę, wiedziałem już, jaka będzie jego przyszłość...- zaczął z lekkim uśmiechem, zwracając swój wzrok na nich. - O dziwo, zdecydował związać się z tobą, a to była dopiero druga opcja.

- Taaa, idź mieszać gdzie indziej. - warknął Aomine, zaborczo chwytając Kagamiego w pasie i odprowadzając go z dala od Akashiego na drugi koniec pokoju.

- Szkoda, że Kagamicchi wybrał kogoś takiego jak Aominecchi...- westchnął Kise, ignorując wrzask "jeszcze niedawno mnie podziwiałeś, ty tleniona łajzo!" - Ale ja i tak wolę Kuro...

- Przestań się do niego kleić, Kise. - wtrącił Midorima, w porę odciągając Kuroko poza zasięg jego ramion.

- Łaaa, Midorimacchi?! - wrzasnął, patrząc na nich ze sporym szokiem. - To będzie drugi ślub? A kto będzie ze mną?

- Nikt. - stwierdził twardo Aomine. - Ewentualnie Murasakibara zgodzi się ciebie wziąć, o ile kupisz mu coś słodkiego… Albo Akashi, jeśli dasz mu się pociąć. - dodał ze śmiechem, patrząc jak oczy Kise napełniają się łzami i z naburmuszoną miną odchodzi w najbardziej oddalony od nich kąt pomieszczenia. Aomine wciągnął z lodówki piwo i rozdał każdemu z nich poza Kise, a Akashi stanowczo odmówił i zadowolił się własną herbatą. Aomine i Kagami z braku wolnych miejsc musieli usiąść pod ścianą, siedzieli tak blisko, że stykali się ramionami kolanami.

- Długo zamierzasz to ciągnąć? - zapytał Kagami, szturchając go lekko w bok. - Znaczy…Bo odniosłem wrażenie, że zamierzasz tu zostać. - dodał, a Aomine upił łyk ze swojej puszki i wyszczerzył się do niego.

- Niedługo powinienem się wprowadzić i zostać twoim małżonkiem.

- Chyba utrzymankiem i kochankiem, który tylko żeruje na mojej dobroci. - zauważył, a Aomine wybuchnął śmiechem, nie zważając na resztę osób, uważnie śledzących ich poczynania. - Bo jak na razie nic od ciebie nie dostałem. - dodał z lekko naburmuszoną miną.

- Jak to nic? Ej, wynocha z domu, chcę dać coś Taidze! - wrzasnął na nich, a oni zatoczyli się ze śmiechu i pokręcili głowami. - No przecież nie będę się przy was rozbierał, wynocha! - dopiero to na nich podziałało i pędem wygramolili się z kanapy, powoli zmierzając w stronę wyjścia. Kiedy wszyscy wyszli, przenieśli się na kanapę z zamiarem spędzenia na niej całego tygodnia. Ich własne ramiona wystarczyły, żeby czuli się naprawdę szczęśliwi. I tak już zostało.


Koniec :D