"…

Miłość nie zazdrości

Nie szuka poklasku

..."

~Hymn o Miłości


Obudziła się w środku nocy słysząc natarczywe pukanie do drzwi. Westchnęła gniewnie nad swoim utraconym snem zastanawiając co aż tak ważnego musiało się stać aby budzić ją o tej porze. Podniosła się na łóżku, przeciągając się w świetle księżyca, które odbijało się na tysiące refleksów rzucanych przez jej strój. Cóż przynajmniej była ubrana, a jednak zaśnięcie bez przebierania się w pidżamę ma jakieś zalety. Zastanowiła się przez chwilę jak wygląda, prawdopodobnie jej włosy wyglądają jak kopa siana ale nie bardzo ją to obchodziło, była pół przytomna, nawet nie zmartwiła się zaistniałą sytuacją, a co gdyby w zamku wybuchł pożar?

-Królowo Elso jesteś w środku?-Wołanie nieco ją otrzeźwiło, zastanowiła się do kogo należy ten znajomy męski głos, do jednego z zalotników? Blondyn? Jej myślenie było znacznie otępione przez sen. Znajomy głos. Pacła się w czoło, gwardziści to musi być którychś z nich! Tristan? Harold? To raczej był Tristan. Tylko czemu postanowił zawracać jej teraz głowę?

-Tak jestem! Możesz wejść. I oby to było coś ważnego!

-Tak to raczej coś bardzo ważnego...-głos zmienił barwę ze zwykłego sztywnego tonu jej strażnika na bardziej melodyjny. Drzwi uchyliły się, a spanikowana Elsa podbiegła do nich aby jej zatrzasnąć, lecz mężczyzna stojący za drzwiami zdążył zablokować je już nogą i otwierając je pomimo oporu dziewczyny. Elsa rozpoznała już właściciela głosu..

-...mianowicie chciałem dokończyć to czego nie udało mi się zrobić ostatnim razem- W jednej chwili stanęła przerażona oko w oko z księciem Hansem zaskoczona zauważyła, że ten z diabolicznym uśmiechem na twarzy, niemal w teatralnym geście sięga po miecz.

-Nieeeee!-Krzyknęła, próbując się cofnąć lecz jej nogi nagle skamieniały, wyrzuciła przed siebie ręce starając się go zamrozić...ale nic się nie stało. Miecz uniósł się nad jej głową w ręce księcia niczym żywe stworzenie, pragnące skosztować a następnie zbroczyć się jej krwią. Mimika Hansa była przerażająca, jego ubranie zniszczone a włosy potargane. Elsa w geście rozpaczy chwyciła napastnika za szyję dusząc go, mimo tego, że w jej sercu znikł ostatni cień nadziei, że może go to powstrzymać. Zamknęła oczy zaciskając również ciasno dłonie czując pod nimi ciało napastnika i próbując samą siłą woli go zmiażdżyć. Następną rzeczą jaką sobie uświadomiła były silne ręce trzymające ją za ramiona.

-Królowo Elso!

Otworzyła oczy. Z przerażeniem stwierdziła, że stoi przy niej Harold potrząsając nią. Krzyknęła jeszcze głośniej zauważając przed sobą zielone oczy i uświadamiając sobie, że trzyma w żelaznym uścisku gardło Tristana, niemal go dusząc, przez co chłopak stał się nienaturalnie blady, puściła go a ten mechanicznie padł uderzając o podłogę.

-Och nie! Co - co ja zrobiłam?!-Krzyknęła a w jej oczach pojawiły się łzy. Czuła się okropnie- Co ja zrobiłam! - Co si stało!? - spytała drżącym głosem, rozglądając się poszukując wzrokiem ukrytego w cieniach Hansa. Ale nie było go tam.

-Usłyszeliśmy krzyki...

-Nic mi nie jest...-wychrypiał Tristan, podnosząc się z podłogi, masując jednocześnie sine ślady na szyi.

-...Myśleliśmy, że ktoś się włamał- Kontynuował Harold.

-Ja-ja miałam zły sen...-Skuliła się otulając wokół siebie ręce chcąc powstrzymać swoje moce, lecz strach tylko pogorszył sytuację, po chwili na ścianach pojawiły się kryształki lodu a pościel zamarzła i zesztywniała niczym głaz, w powietrzu było widać każdy oddech gwardzistów - Myślę, że powinniście iść...dla własnego bezpieczeństwa -wyszeptała patrząc za nimi gdy wychodzili, chcąc się upewnić, że faktycznie nie uczyniła czarnowłosemu mężczyźnie krzywdy. Nie mogła uwierzyć w to co właśnie zaszło. Czuła gulę w gardle gdy nagle usłyszała szloch, po chwili uświadomiła sobie, że pochodzi z jej własnych ust, już dawno nie czuła się tak przerażona, łzy spływały strumieniami po jej twarzy, na początku pojedynczo, potem nie mogła już ich zahamować, właściwie nie wiedziała dlaczego płacze, w pewnym sensie nie zdawała sobie nawet sprawy, że to robi, nie zdawała sobie sprawy ze stresu jakiemu była poddana przez ostatnich kilka miesięcy, tak naprawdę nie otrząsnęła się jeszcze z traumy po tym co stało się ponad rok temu. Nie wiedziała co było straszniejsze, widok Anny zmienionej w lodowy posąg? Sprowadzenie klątwy zimna na królestwo? Czy próba zamordowania jej przez księcia Hansa? Na domiar złego nazajutrz miał przybyć do portu statek z Wysp Południowych z księciem na pokładzie, przekonującym, że musi załatwić z nią "niezbędne interesy".


Następny dzień był bardzo nerwowy, nie zdążyła odespać wydarzenia z zeszłej nocy. Czuła się niewyspana i pognieciona, nie była w stanie myśleć nawet o wykonywaniu swoich królewskich obowiązków. Zaraz z rana razem z Anną i Kristoffem zjedli prywatne śniadanie. Elsa jakoś nie miała ochoty na towarzystwo wścibskich książąt, była zmęczona i zła a atmosfera przy posiłku była dość sztywna i gęsta. Sama zachowywała się dość apatycznie, ledwo co skubiąc swój posiłek, przez większość czasu po prostu grzebała widelcem w talerzu. Jej towarzysze w końcu postanowili odpuścić i nie zadręczać jej pytaniami, zaczęli rozmawiać na temat czekającego ich balu wesoło szczebiocząc. Elsa nadal nie tknęła swojego posiłku wiedziała, że czekają na nią nieprzyjemne obowiązki. Punkt jedenasta miała stawić się w porcie aby powitać ostatniego z gości- Księcia Wysp Południowych, westchnęła zastanawiając się na czym ten świat stoi, z tego co powiedział jej Kai statek przycumował do ich brzegów w nocy, jednak załoga jak i również sam Książe postanowili odpocząć zanim zobaczą się z Królową. Zastanawiała się czy ten statek nie jest przyczyną jej koszmarów, zrobiło jej się niedobrze na wspomnienie minionej nocy, trauma jeszcze nie minęła. Na jej twarzy pojawił się wyraz zniechęcenia i otępienia.

-Myślisz o nim?- zapytała Anna.

-Aż tak to widać?

-Wyrażasz to całą sobą- Wtrącił Kristoff wpychając sobie do ust kanapkę.

-Hej nie musisz się denerwować, po prostu wyobraź sobie, że jest miły!

-Wyobraź sobie- Prychnęła Elsa –Dobrze, będę próbowała zachowywać się dojrzale –Na twarzy Anny mechanicznie pojawił się uśmiech -…pod warunkiem, że pójdziesz ze mną.

-Co!? Ale dlaczego? Kristoff zrób coś!

-Wybacz kochanie ale muszę się zajmować organizacją balu…-powiedział kończąc kanapkę

-Skoro tak bardzo mnie przekonywałaś aby pokazać gościnę, pomyślałam, że możesz dać mi przykład- Dokończyła Elsa mrugając do siostry, wiedziała, że dzięki niej oficjalne spotkanie będzie dużo bardziej radosne, Anna miała w sobie to coś, przez co ludzie w całym królestwie uśmiechali się, miała nadzieję, że na przyjezdnych to także działa.

-Hrabio Kristoffie, obawiam się, że będę musiała uprowadzić twoją narzeczoną.

-Ależ oczywiście- Mruknął uśmiechając się złośliwie do Anny, a ta westchnęła zrezygnowana.

Wstała od stołu wraz z Anną a jak cienie podążyli za nimi gwardziści, po drodze dołączyło do nich kilku dostojników, dam dworu ciekawych przybycia nowych gości a przy bramie pałacu żołnierze mający eskortować Królową, zastępując gwardzistów, którzy przesunęli się na sam koniec pochodu. Pogoda była piękna, mimo późnego lata, nie było widać ani śladu zbliżającej się jesieni a wręcz przeciwnie, słońce raźnie świeciło a od paru dni panowały prawdziwe upały, ku uciesze Olafa, który coraz częściej proponował wspólne wycieczki czy piknik. Dzisiejszy bal będzie dla niego prawdziwym powodem do radości, mały bałwan wydawał się być jedyną osobą nie znudzoną obecnością takiej liczby gości w pałacu. Przez chwilę Elsa odprężyła się ale ciarki znowu zaczęły biegać jej wzdłuż kręgosłupa, w sumie to nie wiedziała czemu jest tak nie chętna temu człowiekowi, może było to utarte w jej głowie, że nie powinna mu ufać albo raczej jakieś dziwne przeczucie. Jej obcasy zastukały gdy weszła na drewniany pomost przy którym zacumowany był okręt. Zadarła głowę by się mu lepiej przyjrzeć, był imponujący, już rozumiała czemu Wyspy Południowe były uznawane za taką potęgę morską, dużo słyszała o ich statkach, ten przemysł naprawdę dobrze się u nich rozwijał, ponoć nie mieli sobie równych ,zaczynanie z nimi bitew morskich musiało być posunięciem godnym nie lada odwagi lub głupoty, pomyślała, a oto stała przed najwspanialszym przedstawicielem floty Wysp Południowych, okrętem królewskim. Zobaczyła, że przez tłum w jej stronę przepychają się jej osobiści strażnicy po czym stają za jej plecami. Tak na wszelki wypadek, gdyby nagle pojawił się pewien płomienno włosy Książe z zamiarem zamordowania jej. Ugryzła się w język aby nie powiedzieć tego Annie ale ta była jeszcze zajęta przyglądaniem się łajbie. Anna szturchnęła ją łokciem. Nagle na pokładzie stanął niski, brzuchaty jegomość w pokaźnej siwej peruce. W jej oczy od razu rzucił się jego wystający nos, była ciekawa czy wszyscy na Wyspach Południowych takie mają. Mężczyzna ubrany był po szlachecku, w ciemno zielony surdut, czarne spodnie i białe rajstopy według najnowszej mody, na nogach miał czarne trzewiki pod kolor spodni. Królowa podniosła brew na widok tego oryginału. Człowiek zatrzymał się przed pomostem prowadzącym za statku, przez chwilę wyglądał jakby miał zamiar im zasalutować następnie znikąd wyciągnął wielki pergamin, Elsa zastawiała się czy trzymał go w rękawie, lecz jej przemyślenia zostały przerwane gdy ten zaczął czytać.

-Mam zaszczyt przedstawić szóstego potomka króla Malkolma i królowej Annelise sprawiedliwie i uczciwie dzierżących berło i koronę pereł na mapie oceanu wspaniałych Wysp Południowych, szóstego w kolejce do tronu, czcigodnego Księcia, generała oraz lorda Wyspy Saint. Książę Andrew.

Wycofał się a zza niego wyszedł postawny ,młodzieniec o opalonej cerze, ciemnych włosach, Elsa była prawie pewna, że były czarne, niebieskich oczach i czarującym uśmiechu, z którym nie mógł się nawet równać jego młodszy brat, był również od niego wyższy i lepiej zbudowany. Był ubrany w czarne spodnie i czerwoną marynarkę, której jaskrawy kolor wyraźnie kontrastował z ubraniami załogi. Nieśpiesznie zszedł po podeście, ciągle się uśmiechając w stronę królewskich sióstr po czym skłonił się do pasa. Anna natychmiast zarumieniła się, co było jej naturalną reakcją, co Elsa zdołała zauważyć podczas przybycia każdego z książąt obecnie przebywających w ich zamku.

-Książe Andrew…- zaczął swoim głębokim głosem, Elsie aż zaparło dech w piersiach, nie wiedziała co to było ale takiego głosu nie słyszała jeszcze nigdy, ciekawa była czy takiego samego uczucia doznała…

-Księżniczka Anna z Arendelle – dygnęła grzecznie uśmiechając się szeroko.

-Królowa Elsa. Monarchini Arendelle. –Pokłoniła się, zanim się zorientowała ten ujął ją za dłoń i ucałował. Przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć, zaraz odzyskała jednak zdrowy rozsądek, nie jest przecież Anną, nie zakochuje się na widok pierwszego spotkanego księcia…i to Księcia wysp Południowych!

-Bardzo mi miło. Proponuję abyśmy skierowali się w stronę zamku- Zaproponowała i razem z nowym towarzyszem zaczęli wycofywać się z portu, do pochodu dołączyło również kilku jego dworzan.

-Przy naszym pierwszym spotkaniu z miejsca chciałem przeprosić za to co się stało rok temu. Zachowanie mojego brata było niedopuszczalne…

-Niedopuszczalne było również to, że rok temu po odsiedzenia niecałych dwóch miesięcy wyroku uciekł lub został zwolniony z więzienia…

-Ależ wasza Królewska Mość, mój ojciec już tłumaczył, że królewska rodzina nie miała z tym nic wspólnego. Możliwe, że mój brat przekupił strażników, jednak do tej pory nie zdołaliśmy zgromadzić dowodów przeciwko żadnemu z nich…

-Ale jednak ktoś musiał go wypuścić, ponoć jego cela nie nosiła żadnych śladów ucieczki…

-Jak już mówiłem śledztwo trwa, całe szczęście przez ten rok nie pojawił się on na ziemiach Waszej Królewskiej Mości…rozumiem, że zadbałaś o własną ochronę- mruknął po czym skinął na jej strażników, ci rozglądnęli się niepewnie, niezbyt zadowoleni z faktu, że zwrócono na nich uwagę. -…W każdym razie…- Zmienił temat- … Na Wyspach Południowych też poczyniono odpowiednie środki ostrożności…-Jaki on miał piękny głos…Elsa przez chwilę przestała rozumieć o czym on mówi…-…oraz nikt odpowiadający jego rysopisowi nie może wejść na żaden statek…- A jego oczy są takie niebieskie…Ponownie zwróciła sobie uwagę, to co się z nią działo było niedopuszczalne! - … Bezpieczeństwo w takich czasach jest bardzo ważne, szczególnie gdy na wolności błąka się niebezpieczny więzień…

-Przepraszam ale obawiam się, że nie mogę towarzyszyć w dalszej drodze…

-Czyżbym uraził Waszą Wysokość? Mam nadzieję, że to nie wpłynie na uregulowanie naszych stosunków handlowych , w końcu dlatego tu przypłynąłem…

-Ależ oczywiście, że nie…- przystanęła wyprostowana, słońce świeciło, mewy krzyczały a ona starała się uwolnić od tego człowieka – Po prostu najpierw muszę załatwić pewną sprawę. Harold odprowadź naszego gościa do komnat. – Ten wyszedł zza niej i wraz z całym pochodem zaczął się oddalać, ona nadal stała w miejscu z jednym gwardzistą za plecami. Zapadła niezręczna cisza.

-Czy będziesz miał coś przeciwko jeśli pójdziemy do zamku dłuższą drogą przez plażę?- Zaczęła niepewnie.

-Będę towarzyszył Waszej Wysokości gdziekolwiek Wasza Wysokość pójdzie, jednak wspominam o tym, że ma Królowa obowiązki…

-Co do obowiązków, to tak naprawdę chciałam porozmawiać z tobą na osobności. – Chłopak trochę się zmieszał – I przeprosić za to co stało się ostatniej nocy..-Gwardzista mechanicznie pomasował się po szyi, Elsa ze smutkiem stwierdziła, że ubrał dzisiaj wysoki kołnierz aby ukryć siniaki –Wzięłam cię za postać z mojego koszmaru, naprawdę nie chciałam cię skrzywdzić…

-Nic się nie stało, w końcu to dobrze, że Królowa umie się bronić, to znak, że może poradzić sobie sama w sytuacji zagrożenia, miałem szczęście, że Wasza Wysokość nie użyła swoich mocy.. - zaśmiał się niezręcznie, wprawdzie towarzyszył jej non stop od ponad roku ale nadal nie mógł się zachowywać swobodnie u jej boku, drażniło ją to niezmiernie, w końcu tak jak on była tylko człowiekiem – Jeśli mogę zapytać, kto śnił się waszej wysokości?

-Książę Hans.- Odparła i osowiała, podobną reakcję spostrzegła na twarzy swojego podwładnego, a zarazem szok, smutek, trwogę i kilka innych emocji których nie mogła rozpoznać gdyż po chwili zniknęły przysłonięte zwykłą maską obojętności, z domieszką pokory.

-To ja przepraszam.

-Za co?

-Za to, że cię wystraszyłem Królowo, gdyby nie ja nie miałabyś koszmarów…zawsze znajdzie się powód do przeprosin.- Maska ponownie opadła z jego twarzy ujawniając zamyślenie i smutek, słońce nadal niemiłosiernie przygrzewało ale za to poruszył się chłodny jesienny wiatr rozwiewając kosmyki jego czarnych włosów. Elsa była ciekawa o czym myśli, to dziwne, że znała tego człowieka tak długo a tak mało o nim wiedziała.

-Już ci mówiłam Tristan, to nie twoja wina tylko Hansa, ty jesteś najmniej winny w tej całej sytuacji – posłała mu uśmiech- A teraz chodź, jestem pewna, że książę Andrew już na mnie czeka z przygotowanymi warunkami handlu pomiędzy Południowymi Wyspami a Arendelle…- Pomyślała o nim i nie wiedząc czemu poczuła motylki w brzuchu gdy na jej twarz wpłynął uśmiech.


Oczywiście dziękuję za wszystkie przesłane opinie, dzięki nim mam motywację aby dalej pisać ….Hmmm na razie może być „dość sztywno" ale proszę pamiętajcie, że to moja pierwsza opowieść, za to niektóre rozdziały będą tak poplątane, że 'sztywność' będzie przy tym niczym;)