"…
Nie unosi się pychą
Nie dopuszcza się bezwstydu
..."
~Hymn o Miłości
...
...
Po powrocie odświeżyła się i zaczęła szukać swojego gościa, nie wiedziała czemu ale odkąd go poznała czuła jakby wypełniono pustkę w jej sercu, ale przecież miała Annę...Kristoffa...Olafa... A więc co się stało? I czemu gdy nie jest przy nim nagle zaczęła czuć się taka samotna? To wszystko nie miało sensu...Nagle przestraszyła się, jak ona wygląda? Stanęła przed lustrem starannie poprawiając sobie włosy, lśniły idealnie, wplotła w nie dodatkowo kilka kryształków lodu dla ozdoby...a suknia? Dotarło do niej co robi...po co to robi? Nie potrzebna jej nowa fryzura ani suknia do negocjacji handlowych! Skąd wpadł jej do głowy taki pomysł! Nie będzie się dla nikogo stroić, była Królową Śniegu! Stroić? A więc o to chodzi? Zaśmiała się.
Coś tu było nie tak a ona zamierzała się dowiedzieć o co chodzi.
Czyżby książę pragnął zmanipulować ją tak samo, jak poczynił to jego brat z biedną Anną? Jeśli myśli, że pójdzie mu tak łatwo to się myli. Ruszyła ze swoich komnat niczym burza a po chwili dołączyli do niej zdezorientowani Tristan i Harold. Wkroczyła po czerwonym dywanie do sali tronowej, promyki słońca rozświetliły jej suknię, jej cera była tak blada, że wydawała się przezroczysta, również na niej zatańczyły promienne refleksy. Czuć było od niej gniew i silne emocje, brwi miała zmarszczone a wargi zaciśnięte w wąską linię. Nie była tego świadoma ale ten widok zapierał dech w piersi. Zgromadzeni na sali odwrócili się w jej stronę a ona przeszła między nimi zajmując miejsce na tronie.
-Rozumiem, że możemy przejść do interesów-powiedziała patrząc surowo na księcia i swoich doradców - Im szybciej to załatwimy tym lepiej i tak mam sporo obowiązków na głowie, Książę Andrew możemy przejść do rzeczy?- Miała nadzieję, że to nie zabrzmiało głupio, szczególnie nie w takiej chwili. Książę jednak tylko się uśmiechnął, przez moment pomyślała, że nie widziała jeszcze tak pięknego uśmiechu, skarciła się, że nie powinna była zwracać uwagi na takie szczegóły. Jeśli chciał w ten sposób odwrócić jej uwagę udało mu się, patrząc na te piękne wargi zupełnie zapomniała czego dotyczyła umowa. Prawdopodobnie przyjmowała każdy postawiony jej warunek, po prostu siedziała na tronie i uśmiechała się.
Jedyne o czym mogła myśleć to rysy jego twarzy, dopiero teraz zauważyła u niego delikatny zarost, nie miał on jednak nic wspólnego z dziewiczym wąsikiem, wręcz przeciwnie sprawiał, że jego posiadacz stawał się jeszcze bardziej męski. Straciła poczucie czasu, zastanawiała się jak długo z nim rozmawia, skarciła się gdy zauważyła, że zaczyna nieśmiało z nim flirtować. Czy to miało aż tak łatwo pójść.
-...Dziękuję Wasza Królewska Mość, cieszę się, że obojgu udało nam się ustalić zadawalające nas warunki.
-Cała przyjemność po mojej stronie, możesz się udać do swoich komnat książę Andrew...
-Drew...
-Proszę?- zamrugała zdziwiona.
-Wolałbym gdyby Wasza wysokość zwracała się do mnie Drew...-pokłonił się.
-A więc ja nalegam abyś mówił do mnie Elsa. - Puściła do niego uśmiech gdy wychodził.
-Bardzo dogodny układ Wasza Wysokość. - Zwrócił się do niej Kaj, również patrząc na drzwi które przed chwilą zamknęły się za księciem. Jego głos wyrwał ją jednocześnie z błogiej zadumy.
-Układ...zaraz! Układ!- Krzyknęła gdy dotarło do niej, że właśnie podpisała dokument mogący poważnie osłabić obroty handlowe Arendelle. Wiedziała, że chciał ją wykorzystać! Wyrwała pismo z rąk swojego doradcy, podsunęła sobie pod nos i przeczytała uważnie.
A potem jeszcze raz.
Ze zdziwieniem doszła do wniosku, że podpisana umowa jest raczej niekorzystna dla Wysp Południowych, a Arendelle narażony było jedynie na zyski.
-Wasza wysokość okazała się wspaniałą negocjatorką…
-Naprawdę?-Kai tylko kiwnął głową w odpowiedzi.
-Być może rozwiążemy dwie sprawy za jednym razem.-Dodał po namyśle, Elsa udała, że go nie słyszy i skierowała się do drzwi. Lubiła tego człowieka, opiekował się nią gdy była mała, był zaufanym doradcą jej ojca, teraz służył jej ale nadal miała wrażenie, że traktował ją jak małą dziewczynkę. Zawsze mu ufała i tym razem wierzyła, że jego osąd był prawidłowy. Nie wiedziała czemu ale czuła to w głębi serca. Z przemyśleń wyrwał ją Harold otwierając przed nią drzwi, nie zwróciła na bruneta zbytniej uwagi.
Wyszła na korytarz oświetlony jasnym światłem po czym skierowała się w stronę krużganków aby ominąć zatłoczone korytarze. Uwielbiała to miejsce, przesuwała się w cieniu mając światłość na wyciągnięciu ręki, wyciągnęła ją ku promieniom słonecznym a one zagrały między jej palcami, była to jedna z jej najlepszych zabaw, nie wiedziała czemu to tak ją uspokajało. Jeszcze raz patrzyła na migoczące refleksy i zobaczyła postać stojącą pośród biegających cieni, zrozumiała, że to mężczyzna stojący w ogrodzie, podeszła do niego, gdy usłyszał jej kroki odwrócił się do niej, a na jego twarzy wykwitł uśmiech.
-Nie spodziewałam się, że cię tu spotkam, Książę.- Powiedziała zatrzymując się jakiś metr przed nim, mimo obecności strażników czuła jakby była tu z nim sama, wpatrywała się w jego oczy i czuła, że mogłaby w nich utonąć.
Były takie niebieskie...Czy właśnie się zakochała? Czy to taka jest prawdziwa miłość? Odwzajemniła uśmiech księcia, gry ten niepewnie wyciągnął ku niej swoją rękę, uczyniła ten sam gest po czym poczuła jego ciepły dotyk na swojej skórze. Nie poczuła żadnej z tych tajemniczych rzeczy opisywanych w smętnych rycerskich romansach czytanych jej w dzieciństwie przez Gerdę, żadnego szoku, żadnego wstrząsu elektrycznego, po prostu ciepło i pewność jego obecności, pewność, że nie ucieknie niczym ulotny sen. Ucisk wokół jej palców i łagodny uśmiech na jego twarzy, teraz tylko te dwie rzeczy były dla niej prawdziwe. Pomyślała, że nigdy nie czuła czegoś tak rzeczywistego a jednocześnie przez myśl przeszedł jej pomysł, że to tylko marzenie.
-A ja nie spodziewałem się, że mnie tu znajdziesz.- W letnim powietrzu zabrzmiał jego mocny głos, przyprawił ją o dreszcze, kolejny raz pomyślała, że to najwspanialsza rzecz jaka ją spotkała. Nie mogła powstrzymać uśmiechu. - Proponuję abyśmy poszli razem na spacer? Zgadzasz się Wasza Wysokość?- Ta tylko się zaśmiała.
-Mówiłam abyś mnie tak nie nazywał! - Po chwili uspokoiła śmiech. - Jeśli zechcesz pokażę ci kilka wyjątkowych miejsc w Arendelle...
-Myślę, że to co najbardziej wyjątkowe już zobaczyłem...-zarumieniła się na te słowa. Przeszli pomiędzy grządkami kwiatów i doszli do bramy prowadzącej do pałacu, mężczyzna grzecznie otworzył drzwi przed Królową i wpuścił ją do środka, następnie sam wkroczył w mrok znajdujący się po drugiej stronie. Jego oczy nie zdążyły się jeszcze przyzwyczaić do nagłej zmiany oświetlenia, gdy poczuł, że ciężkie mahoniowe wrota zatrzaskują się zaraz za nim.
Uczuł ujmujący chłód.
Zamrugał zdziwiony chcąc zorientować się co właśnie się stało albo chociaż coś zobaczyć. Ukazał mu się dziwny widok. Elsa stała pod drzwiami, obrócona w jego stronę, opierając się o nie plecami, trzymała na ustach palec nakazując mu zachowanie spokoju. Po chwili dopiero zauważył grube igły szronu wystające z zawiasów i pokrywające zdobione deski i złotą klamkę o kształcie głowy lwa, który teraz podobny był raczej do niedźwiedzia polarnego za sprawą pokrywającego go lodu. Źródłem tej anomalii okazała się drobna kobieca ręka oparta o środek wrót.
-Co...-zaniemówił słysząc męskie okrzyki sprzeciwu i trzaski walenia pięściami w drewno.
-Cii...miałam już dość ich towarzystwa jak na jeden dzień. Chyba nie masz nic przeciwko temu abyśmy poszli sami?
-Ale...Ależ oczywiście, ale nie wydaje mi się zbyt roztropne pozostawienie ich tu ot tak...
-Racja, powinniśmy się zbierać zanim się do nas dostaną.- Na potwierdzenie jej słów dobiegł ich głośny huk, dużo silniejszy od poprzednich, jakby ktoś rozpędził się i uderzył w drzwi całą masą swego ciała z zamiarem wywarzenia ich. Po chwili nastąpił kolejny huk.
Patrzyli na drzwi zdziwieni, że trzymają się jeszcze razem, lodowe wzmocnienia jednak spełniły swoją rolę, ale determinacja strażników zdawała się większa. Jednocześnie kierowali spojrzenia po sobie, w oddzielającej ich przestrzeni pojawiły się nagle białe obłoczki ich oddechów, oboje się zaśmiali.
-Myślę, że powinniśmy iść.
-Racja, zamroziłaś zamki tak? Masz już w tym w wprawę, domyślam się, że robisz to nie pierwszy raz, zgadłem?- zaśmiał się książę biegnąc za nią.- Rano nie pomyślałby nawet, że spotka go dzisiaj coś takiego, Arendelle okazało się dużo ciekawsze niż przypuszczał.
...
...
Poszli razem na plażę, spędzili tam kilka godzin, nikt oczywiście ich nie znalazł, gwardziści pewnie nawet nie próbowali, wiedzieli, że to i tak nie miałoby sensu. Ale jednocześnie była wdzięczna Tristanowi, bo to dzięki niemu wpadła na pomysł aby się tu udać, miejsce idealnie pasowało do romantycznej przechadzki, czy mogła uznać to za pierwszą randkę? Serce podskoczyło jej do gardła.
Atmosfera była zdecydowanie romantyczna, plaża była jednym z najpiękniejszych miejsc w okolicy zamku, wprawdzie skończyło się ty, że musieli wytrzepywać sobie piasek z butów ale było warto, mieli przy tym dużo śmiechu.
Elsa nie mogła oprzeć się wrażeniu, że książę jest jej bratnią duszą, mogła z nim rozmawiać jak z nikim wcześniej, nawet na tematy zbyt poważne aby wymienić je z Anną, on tak samo jak ona był miłośnikiem czytania! Nawet lubili te same książki, to że znalazła kogoś takiego jak on zdawało się niemożliwe, a jednak niespełna kwadrans wcześniej odprowadził ją pod jej komnaty, w pożegnalnym geście nachylił się ku niej, tak jakby chciał ją pocałować, jednak wycofał się szybko i zarumienił nieśmiało, a przyznaje, że gdyby tego nie zrobił, ona nie zrezygnowałaby...Teraz znowu była sama w swojej sypialni i nie mogła przestać o nim myśleć, zdawało jej się, że zaczyna tęsknić za nim już po upływie tak krótkiego czasu, lecz to w jakim stopniu była podekscytowana z łatwością hamowało to uczucie.
W końcu niebawem zobaczy go znowu, musiał się odświeżyć, odpocząć po czym pokaże się na balu, a ona oczywiście do niego dołączy. Nie mogła się już tego doczekać, ale rozumiała, że Drew jest zmęczony po dalekiej podróży i po aktywnie spędzonym dniu. Ona sama przy nim zapomniała o obowiązku bycia królową, czuła, że tryska z niej energia, na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech. Przy nim czuła, że naprawdę żyję, że chwyta pełny oddech, że nareszcie ma wszystko.
Nie wyobrażała już sobie życia bez tego czegoś, nie wiedziała co się zmieniło, ale to nadawało jej sens i dzięki temu była szczęśliwa. Nie rozumiała już nawet jak na początku mogła nie ufać księciu, był zupełnie inny niż jego brat, był troskliwy i czuły, i wiedziała, że był taki naprawdę, potrafiła to rozpoznać, nie była tak naiwna jak Anna...
Ale czy on też ją kochał?
Czy ona naprawdę go kochała?
Czy to była prawdziwa miłość?
Tyle pytań kręciło się po jej głowie jak ćmy wokół płomienia świecy, płomień okazywał się dla nich zabójczy, czy jej umysł okaże się równie zabójczy dla kiełkującego w niej uczucia? Postanowiła o tym nie myśleć, nie wiedziała co będzie robiła do rozpoczęcia balu, jakoś jej doradcy radzili sobie na razie bez niej w prowadzeniu państwa, więc dzisiaj zrobi sobie wolne, może pójdzie na spacer? Nie, jeszcze miała drobinki piasku w butach...spotka się z Kristoffem i Anną? ...są zajęci planowaniem balu... W końcu padła na materac swojego królewskiego łoża z błogim westchnieniem, dopiero teraz poczuła jak bardzo zmęczone są jej mięśnie, a może po prostu się zdrzemnie? Pościel wydawała się taka miękka...Tylko na chwilę przymknie oczy...a potem coś wymyśli... Odprężyła się zamykając powieki.
-Królowo Elso!
Gwałtownie zerwała się z materaca, to było nieprawdopodobne jak gwardziści mogli uprzykrzać życie, westchnęła zmęczona, to już drugi raz... ale tym razem nie była specjalnie zachwycona z faktu, że odsunęli od niej widmo snu, oczywiście to musiał być Tristan, musi pamiętać aby zrobić mu na ten temat kazanie, a może potem zdąży się jeszcze przespać? Wstała i podeszła do drzwi, znalazła w ciemności klamkę, już miała za nią pociągnąć gdy zamarła. Hans? Ta scena była zbyt znajoma...
-Kto tam?- Zawołała, wyczekując odpowiedzi wstrzymując powietrze.
-To ja Tristan, Wasza Wysokość!-Dobiegł ją głos zza drzwi. Westchnęła uspokojona.
-Możesz mówić, co się stało- Powiedziała swoim zmęczonym, zaspanym głosem uchylając jednocześnie drzwi tak aby mogła je szybko zamknąć w razie potrzeby. Jednak na korytarzu ujrzała tylko znajomą postać strażnika, w jego włosach odbijały się światła rzucane przez lampy na korytarzu, ona sam świdrował ją na wylot swoimi zielonymi oczyma, właśnie tego w nim nie lubiła, gdy na nią patrzył czuła, że widzi wszystkie skrywane przez nią tajemnice, może wszyscy strażnicy tak mają? A może ona dostawała obsesji przez to, że musiała być przez niego pilnowana?
-Wasza Wysokość spała?- Tego już było za wiele, Elsa roześmiała się gardłowym głosem, nie, nie spała, chociaż była bardzo zmęczona, bo on oczywiście musiał przyjść pod jej drzwi...czyżby chciał pochwalić się tym, że nareszcie ją znalazł?- Przepraszam, nie chciałem obudzić Waszej Wysokości...ale zaczął się bal i od jakiejś godziny wszyscy czekają na...
-Godziny!?- Elsa była wstrząśnięta. Teraz dopiero zauważyła, że jest ciemno. To znaczyło, że musiała spać jakieś 2 godziny...Drew musi na nią czekać! Wpadła w panikę - Co!? Jak to się stało! Czemu mnie nie obudziłeś! Muszę się doprowadzić do porządku! Chwila...zaraz..-Zdążyła otrzeźwieć z pierwszego szoku -...A gdzie jest Harold?- Właśnie zauważyła nieobecność drugiego mężczyzny, a może nadal chodzi po okolicy zamku i jej szuka? Co jak co ale Elsa troszczyła się o swoich poddanych, a zwłaszcza tych tak zżytych z nią, że nie opuszczali jej boku ani na moment...
-Na balu jest dostatecznie dużo straży pałacowej, więc dostał wolne- Chłopak uśmiechnął się gorzko z odrobiną zazdrości na jego twarzy - Wspominał, że ma zaproszenie na urodziny swoich siostrzeńców...- Kobieta zauważyła pod jego oczyma głębokie cienie, wiadome było, że zarwał kilka nocy, teraz dotarł do niej fakt jak długo widzi go na nogach.
-A ty? Tobie nie należy się wolne?- Powiedziała po czym niedbałym gestem wygładziła sobie włosy, jednocześnie idąc z nim w kierunku sali balowej.
-Nie wybaczyłbym sobie gdyby Waszej Wysokości coś się stało, a ja nie byłbym w pobliżu...po za tym żołd jest niski, a ja potrzebuję pieniędzy...-Oczywiście, jakiego wyższego poczucia obowiązku, mogłaby się spodziewać po takim najemniku...
-Pośpieszmy się, Dre...znaczy książę Andrew z pewnością będzie na mnie czekał. -Jej towarzysz tym razem uśmiechnął się szczerze i uniósł brew.
-Naprawdę Wasza Królewska Mość się tego po nim spodziewa? A w takim razie to prawda, co mówią.- Tym razem w akcie czystego rozbawienia pokazał rząd białych zębów.
-A co ty możesz wiedzieć Tristan!- Zaśmiała się z niego.
-Może nie wyglądam, ale znam prawiek każdego władcę starającego się o Twą rękę Pani.- Wygiął się niczym struna, parodiując postawę jakiegoś szlachcica. Elsa zachichotała, zdążyła się z nim zżyć przez ten rok w którym jej towarzyszył, z nimi obojga. Wiedziała, że Harold pochodził z rodu, z którego linii każdy mężczyzna zostaje zatrudniony w pałacowej straży, byli w niej obecnie jego wuj i kuzyn. Był szkolony do pracy jak ta od dzieciństwa, musieli wykazywać się sprawnością fizyczną ale również manierami i znajomością rodów królewskich.
Sytuacja Tristana była inna, po dworze chodziły plotki, że jest zubożałym szlachcicem, który okrył hańbą swój ród i został wydziedziczony, niektórzy spekulowali nawet, że za karę miał być posłany do klasztoru ale uciekł. Miał wiedzę, miał maniery, zdał testy sprawnościowe, na ochroniarza nadawał się idealnie. Elsę zdziwiło, że tak mało o nim wie, może po prostu nigdy nie miała odwagi spytać?
-A więc uważasz się za kolejnego eksperta miłosnego, co?-Nadal się śmiała.
-Powinnaś uważać na Andreawa.- Jego głos spoważniał - Są lepsi ludzie na tym świecie, jeśli już tak się uparłaś na te Wyspy Południowe polecam księcia Linusa, spokojny człowiek, wierny i uczciwy, nie udziela się zbytnio w życiu politycznym i może wydawać się trochę hmm...dziwny ale będzie idealny do posadzenia na tronie, mogłabyś wtedy praktycznie władać państwem bez jego udziału, zachowałabyś wtedy niezależność, a on byłby tylko figurą.
-Wybacz ale nie godzę się na takie układy, jeśli mam już wychodzić za mąż dla dobra państwa, wolałabym aby mój małżonek mnie odciążała a nie, żebym to ja miała za niego wszystko robić...
-Cóż po prostu twierdzę, że szkoda by było gdybyś pewnego pięknego dnia obudziła się i odkryła, że straciłaś wszelką władzę nad swoim królestwem...
-Ty coś sugerujesz?!- Oburzyła się Elsa. Teraz dopiero zauważyła jak czyny Hansa odbiły się na jego braciach, a przecież sama miała o nich złą opinię zanim poznała Andreawa.
-Po prostu myślę, że powinnaś roztropnie wybrać nowego monarchę, w końcu oni wszyscy są tutaj aby ci się zaprezentować, kieruj się rozumem, nie sercem, prawdziwa miłość nie istnieje, a przynajmniej nie dla Królowej. -Zatrzymał się przed szerokim wejściem do sali balowej, zauważyła, że posłał ukradkiem spojrzenie do miejsca gdzie stała Anna z Kristoffem przy stoliku z pączem, śmiejąc się z czegoś.
-Królowa Elsa z Arendelle!-Rozbrzmiał głośny głos Kaia, zapowiadający jej nadejście, odwróciła się w stronę sali, postąpiła krok w stronę gości, kolorów, muzyki, śmiechu i krok dalej od pozostającego w cieniu Tristana.
-Nie idziesz?- Odwróciła się do niego.
-Tam jest straż. - skinął w głąb sali -Mam rozkaz trzymania się z dala.
...
...
Ok, nareszcie dodałam następny rozdział:D
Przepraszam wszystkich, którzy musieli tak długo czekać, niestety byłam ostatnio bardzo zajęta, sprawy osobiste, szkolne itp. ;) Jeszcze raz proszę was o wyrozumienie:D
Mam nadzieję, że podobał się wam kolejny rozdział, jeśli ktoś miałby do mnie jakieś pytania albo spekulacje dotyczące mojej opowieści proszę pisać w opiniach:D
