"…
Nie szuka swego
Nie unosi się gniewem
Nie pamięta złego
..."
~Hymn o Miłości
…
…
"...Mam wkroczyć w razie przydarzenia się czegoś złego" Jego ostatnie słowa nadal rozbrzmiewały w jej głowie, nie mogła wyrzucić ich ze swojego umysłu niczym natrętnej melodii, boleśnie pulsował jej od tego mózg, być może było to jeszcze spowodowane sennym otępieniem? Nie obchodziło jej to zbytnio, nie miała ochoty na przyjmowanie gości, a teraz znalazła się w centrum uwagi, otoczona przez mężczyzn, z których każdy prężył się aby jak najlepiej się zaprezentować. Zdziwiła się, że nie zauważyła Andreawa, miała nadzieję, że za chwilę pojawi się aby ją uratować. Westchnęła głęboko, była Królową, nie mogła liczyć na to, że ktoś ciągle będzie ją wyręczał.
Postanowiła dzielnie znosić obecność obskakujących ją książątek, po kilku minutach miała dosyć. Po pół godzinie zaczęła wypatrywać Anny ale ona była zbyt zajęta swoim narzeczonym i gdy siostra pomachała w jej stronę, księżniczka pokazała jej zaciśnięte kciuki i uśmiechnęła się w czystym geście zadowolenia. Elsa nie bardzo wiedziała co oznacza ten gest. Anna miała nadzieję, że Elsa wybierze sobie jakiegoś z książąt? A może życzyła jej dotrwania do końca balu? Mogło jej też chodzić o to, żeby to Elsa trzymała kciuki ale po co...Miała teraz ważniejsze sprawy na głowie. Skojarzyło jej się to z przygotowanym do uchwalenia dokumentem umacniającym pozycję królowej, tylko po co ma go podpisywać? Już nie musiała tego robić. Oczywiście, że nie, już nie było to konieczne, sam ten pomysł wydawał się jej teraz głupi, może myśl o znalezieniu króla nie była taka zła? Elsa już zaczęła wyobrażać sobie portret królewskiej pary, ...siebie...a u jej boku miał stać wysoki szatyn o czarującym uśmiechu. Zarumieniła się na tą myśl, po chwili zrobiło jej się głupio, a jeśli on nie czuł tego co ona? Planowanie wspólnej przyszłości okazałoby się głupotą...zresztą, nie pojawił się jeszcze na balu... Elsa zaczęła się martwić, przecież to on miał na nią czekać, mimo, że nie łączyły ich żadne zobowiązania, poczuła żal. Nie chciała przyznać jak bardzo pragnęła znaleźć prawdziwą miłość, tak jak zrobiła to Anna, jednak wiedziała, że nie pisany jest jej taki los, była królową, musiała wybrać najlepszą opcję dla swojego królestwa, to kontakty handlowe i wspólne przymierza się liczyły, westchnęła, ostatnio zaczęła myśleć o wstąpieniu do nowo utworzonej Samowystarczalnej Unii Państw Morskich. Członkostwo w organizacji wydawało się kuszące, państwa wchodzące w jej skład mogły w jej kręgu bezgranicznie rozwijać handel, bez granic wznoszonych przez cła, handel miał toczyć się tak gładko jakby odbywał się na terenie jednego państwa, za to kraje z zewnątrz były traktowane dość surowo, Unia gwarantowała również pomoc militarną w postaci floty morskiej i gospodarczą, jeśli któreś z państw członkowskich zostało doświadczone głodem, biedą lub jeśli zostało napadnięte. Oto jakimi sprawami powinna zajmować się teraz królowa, przebywanie na takich balach powinno nie wchodzić w rachubę. Królowa Śniegu poczuła się okropnie, była winna, chociaż sama nie wiedziała co było jej zbrodnią. Mimo tego, że jej państwo wydawało się idealne, wiedziała, że musi trzymać rękę na pulsie, to całe zamieszanie z jej przymusowymi zaręczynami całkowicie marnowało jej czas...
-Królowo...- Odwróciła się, właśnie odprowadzała wzrokiem kilku kawalerów popijających z nią przed chwilą drinka i oczywiście toczących dyskusje na temat poboru podatków, gdy go usłyszała. W jej stronę zbliżała się znajoma postać.
-Coś się stało?- Sama nie wiedziała czy wypowiedziała to ze względu na jego wcześniejsze słowa czy dlatego, że była to pierwsza myśl, która przychodziła jej do głowy gdy go widziała.
-Po prostu uważam, że Wasza Królewska Mość musi chwilę odpocząć, wydajesz się zmęczona, Królowo, proponowałbym wyjście na taras- odpowiedział poważnie Tristan, jego twarz wydawała się bez wyrazu, jak to zwykle bywało gdy był otoczony tłumem.
-Aż tak to widać?- Zapytała idąc z nim ku oszklonym drzwiom na zewnątrz, po kilku minutach byli już z dala od tłumu. Elsa rozkoszowała się chłodnym podmuchem nocnego wiatru.
-Dziękuję Tristan, dbasz o mnie- Uśmiechnęła się do przyjaciela.
-W końcu za to mi płacą- ominął tytułowanie jej, prowadząc ją ku ogrodom różanym. Na niebie nie było ani jednej chmurki, księżyc świecił jasno, rzucając cudne światło na kwiaty białych róż. Elsa dopiero wtedy zauważyła ciemną sylwetkę mężczyzny przechadzającego się pomiędzy krzewami białych kwiatów, początkowo myślała, że jej towarzysz zawróci nie chcąc wejść w pole widzenia tamtego, lecz ten skierował się wprost na niego. Wtedy dopiero zauważyła kim jest nieznajomy ubrany w niebiesko-czarny strój, jej wzrok napotkał błękitne oczy pogrążone w głębokiej zadumie. Blond król zatrzymał się na skraju ścieżki kłaniając się im, Tristan zasalutował.
- Król Anthony...co za niespodzianka, jak miło, że cię spotykamy, właśnie miałem udać się na przegląd straży, wierzę, że mogę zostawić Królową w twoich rękach - Powiedział gwardzista odsuwając się na bok. Elsa posłała mu błagalne spojrzenie? "Jak możesz mnie z nim zostawić?" "Wybacz, ale w końcu musiałem zrobić to za ciebie" uśmiechnął się i zniknął między krzewami pnących białych róż.
-Królowa Elsa...
-Tak, to ja..-zaśmiała się niezręcznie, od dawna wyobrażała sobie rozmowę z nim jednak teraz nie wiedziała od czego zacząć, czuła się skrępowana chociaż nigdy wcześniej nie była onieśmielona żadnym mężczyzną.
-Czyż to nie piękna noc?
-Tak oczywiście, nie ma ani śladu chmur burzowych, to dobrze biorąc pod uwagę żniwa, plony w tym roku powinny być naprawdę udane. Niestety ostatnio zrobiło się naprawdę sucho...
-Widać wszystkie gwiazdy...
-Och...-zmieszała się, pojmując o czym mowa.
-W moim kraju uczą nawigacji morskiej z gwiazd- uśmiechnął się do niej życzliwie, jakby nie słysząc jej wcześniejszych wypowiedzi.
-W takim razie zakładam, że wywodzisz się z jakiegoś nadmorskiego kraju, prawdopodobnie z dobrze rozwiniętą armadą? Stawiałabym na państwo typu Wysp Południowych, jednak wydaje mi się, że cię poznaję, Książę Anthony z Normanii? Jakiś czas temu wpadł mi w ręce dziennik twego rodu, widniał tam portret twego ojca, jesteś do niego bardzo podobny.
-Dziękuję-uśmiechnął się łagodnie- Dobrze zgadłaś Królowo, Anthony z Normanii, jednak od niedawna mój ojciec już nie żyje a ja jestem królem.
-Tak mi przykro nie chciałam cię urazić...
-Nic się nie stało, umarł w jakiejś bitwie, nie był zbyt przykładnym władcą, kochał konflikty i wszelkie wojny.
-Ty nie wyglądasz mi na typ wojownika.
-Odziedziczyłem spokojny charakter po matce, za młodu zostałem wysłany na dwory w naszych północnych koloniach aby uczyć się manier i technik zarządzania państwem, wtedy też postanowiłem, że zmienię wojenną naturę mojego państwa..
-To będzie trudne, Normaniiowie są słynni ze swoich szybkich, zbrojnych statków i morskich wypraw wojennych- zaśmiała się cicho, podobało się jej lekkie usposobienie młodzieńca, jego zamyślenie jakby jego głowę zaprzątały plany na temat przyszłości jego państwa, było to do niej naprawdę podobne.
-Kto nie ryzykuje, ten nic nie zyskuje-powiedział pół żartem, krocząc obok niej- mogę cię o coś spytać jeśli pozwolisz?- Zapytał, po czym kontynuował na jej skinienie- Słyszałem o twoich mocach, wydaje mi się to niezwykle, podobno podczas swojej koronacji zamroziłaś cały fiord. Nie gniewaj się na mnie ale odkąd tu przybyłem chciałem wiedzieć czy to prawda, czasami zastanawiam się co właściwie tutaj robię-zaśmiał się ironicznie - moi doradcy powiedzieli, że powinienem tu być, a ja nawet nie zamierzałem się żenić, nie jestem tacy jak reszta- skinął głową w stronę sali balowej. - Przepraszam jeśli cię uraziłem- dodał.
-Nic się nie stało, po prostu jesteś szczery-Uśmiechnęła się do niego.
-Nie...po prostu jestem zachwycony- Zamarła słysząc to.
-Chodź- pociągnęła go za rękę, zaśmiał się i oboje pobiegli w stronę ogrodowej fontanny – Coś ci pokażę…- W mgnieniu oka znaleźli się u celu, Elsa zanurzyła swe dłonie w kryształowo czystej wodzie po czym wyrzuciła je w górę sprawiając, że część wody zamarzła po czym wzleciała nad ich głowami i w nagłym błysku zmieniła się w chmurę świecącego pyłu, który opadł ku nim niczym śnieg. Krzewy róż pokryły się delikatną warstewką lodu sprawiającą, że ich kwiaty zaczęły błyszczeć w świetle księżyca niczym wykonane ze szkła.
Spacerowali dość długo po ogrodach rozmawiając i śmiejąc się razem, Anthony opowiadał głównie o swoim dzieciństwie i obyczajach z jego kraju. Elsa przysłuchiwała się zaciekawiona, czuła się z nim naprawdę dobrze, mogła zachowywać się przy nim swobodnie, jakby znała go od dawna. W końcu postanowili, że wrócą do środka, właśnie żegnała się z Anthonym gdy zauważyła kontem oka jakiś ruch. Na sali pojawił się Andrew, podchodząc do niej, był ubrany w niebiesko- biały kostium, stanowiący wyraźny kontrast ze strojem jej towarzysza. Elsa zwróciła się ku niemu. Nagle poczuła się jakby on i ona byli jedynymi osobami na tej sali, ten bez słowa ucałował jej dłoń i zaprosił do tańca, grali walca, Królowa pomyślała, że nigdy nie czuła się tak cudownie. Nagle nabrała pewności, że to ten jedyny, to uczucie nie można było pomylić z niczym innym, to musiała być miłość, przez chwilę w umyśle zobaczyła obraz Anthonyego lecz odrzuciła go szybko. Lubiła blond włosego Króla, lecz była pewna, że nie czuje do niego nic ponad to i prawdopodobnie nigdy nie poczuje, wcześniej wydawał jej się ideałem, jednak spóźnił się, może gdyby rozmówiła się z nim wcześniej byłaby nim zainteresowana, jednak sprawy potoczyły się inaczej, cóż prawdziwą miłość nie spotyka się od razu. Pomyślała, że nie powinna zaprzątać tym sobie głowy i wirowała dalej po Sali w ramionach swojego księcia z bajki.
…
…
Budząc się rano, Królowa uznała, że wczorajszy dzień był jednym z najszczęśliwszych w jej życiu, czas zatrzymał się w miejscu gdy tańczyła z szóstym księciem Wysp Południowych, wszystko wydawało się takie magiczne, nagle naprawdę poczuła się jakby żyła w jakiejś bajce, chciała aby te chwile trwały jak najdłużej, gdy jednak się zmęczyła, Andrew odprowadził ją w stronę bufetu i razem rozmawiali z pozostałymi gośćmi, przystojny szatyn dał się jej wtedy poznać z wspaniałego dowcipu i umiejętnego lawirowania między politycznymi tematami. Gdy trwał tak u jej boku wielu obecnych stwierdzało, że stanowią wspaniałą parę, a inni zalotnicy szczękali zębami ze złości.
Pomyślała, że już nie boi się przyznać przed samą sobą, że się zakochała, a przecież znała go od tak niedawna...postanowiła jak najszybciej załatwić swe królewskie obowiązki, by się z nim spotkać. Potem uznała, że ze względu na niego zachowuje się zupełnie inaczej niż zwykle, a później dodała do tego, że nie może zmusić się do myślenia o kimkolwiek ani czymkolwiek innym, teraz liczył się dla niej tylko on, nawet Anna stanęła na dalszym planie.
Podpisała kilka dokumentów, po ówczesnym wysłuchaniu co na ich temat mają do powiedzenia jej doradcy, zrobiła audiencję kilku skłóconym wieśniakom, którzy przyszli do niej na skargę i jakimś cudem udało jej się ich pogodzić, po czym napisała długi i serdeczny list do swojej kuzynki obecnej księżnej królestwa Corona w odpowiedzi na zaproszenie na jej dwór.
W południe uznała, że zasłużyła sobie na wolne, kroczyła razem z Haroldem w stronę sali jadalnej, mając nadzieję, że spotka tam Andrewa. Od rana spostrzegła już, że gwardzista był w niepospolicie dobrym humorze, nie intrygowało jej to zbytnio lecz z minuty na minutę czuła się coraz bardziej zaciekawiona o co może mu chodzić, wrażenie to nie tyle potęgował jego chytry uśmiech, co jego nienaturalna małomówność.
-Widzę, że jesteś w dobrym nastroju?- nie wytrzymała.
-A i owszem- wyszczerzył się. Przyszło jej na myśl, że jego uśmiech jest zaraźliwy i tylko dzięki pracy z nim Tristan zaczął się uśmiechać - Słyszałem, że ktoś się tu bawi w swatkę - zaśmiał się.
-Kto ci powiedział?- zirytowała się i spiekła raka- To Tristan!? Niech ja z nim pogadam...
-Heh - uspokoił się - W sumie to sam się domyśliłem, już od dawna opowiadał o swoim chytrym planie, nawet nie wyobrażasz sobie jaki był wściekły po przybyciu przedstawiciela Wysp Południowych - cmoknął aby podkreślić powagę sytuacji -całe jego zadowolenie z siebie szlag trafił, jestem pewien, że ułożył się z tym całym Anthonym, może nawet miał dostać za to kasę?
-Słucham?
-Tak tylko głośno myślę...Ale niech mnie wasza wysokość nie słucha, Tristan to dobry facet, jestem pewien, że chciał dobrze...
- I przy okazji chciał się obłowić...
-Nie ufa mu wasza wysokość? Myślałem, że wszyscy jesteśmy przyjaciółmi, naprawdę nie ma powodu...
-Nie oto mi chodzi Harold...po prostu zastanawiam się, po co mu te intrygi, czy naprawdę tylko z tobą mogę być szczera?
-Dziękuję czuję się zaszczycony- Jego uśmiech jeszcze się powiększył- Ale moim zdaniem najważniejsze jest szczęście Waszej Wysokości. Bo w końcu o to w tym wszystkim chodzi, no nie? Skoro Waszej Wysokości podoba się ten Andrew, to niech Wasza Wysokość za niego wyjdzie, czy tylko tacy prości ludzie jak ja mogą widzieć proste rozwiązania?
-Dziękuję Harold, nawet nie wiesz jak podniosłeś mnie na duchu - posłała mu uśmiech, gdyby mogła, to prawdopodobnie by go przytuliła, sama nie była świadoma, jak bardzo pragnęła by ktoś ją poparł.
Wtedy obok nich, przebiegło kilku strażników, Harold i Elsa zeszli im z drogi i długo patrzyli za nimi.
-Co się stało?
-Nie wiem, prawdopodobnie nic poważnego.
-Idziemy sprawdzić?
-Za coś takiego straciłbym pracę, jestem gwardzistą, mam pilnować byś była bezpieczna.
-To ja raczej powinnam pilnować ciebie! Poradzę sobie, zapominasz o moich mocach!
-Wracamy do twojego gabinetu.- Jego głos spoważniał i stał się twardszy, z twarzy znikł uśmiech, miła pogawędka zmieniła się nagle w czysto zawodowe stosunki, Elsie zrobiło się żal ale dobrze wiedziała na czym polega jego praca. Bez słowa podążyła za nim.
Po kilku minutach znowu znaleźli się w sali tronowej. Harold zamknął za nią wrota a ona zaczęła mamrotać, że nikt już się z nią tutaj nie liczy, to był jej pałac a ona nawet nie mogła sprawdzić czy ktoś stłukł wazon albo poślizgnął się na schodach, przeszła przed nosami zdziwionych na jej zły nastrój doradców i usiadła na tronie. To miejsce ją uspokajało, wiedziała, że musi odkładać tutaj na bok wszystkie prywatne sprawy i swoje osobiste rozterki a zająć się ma sprawami państwa. Nadal jednak była oburzona a poręcze u tronu stawały się śliskie od lodu.
-Królowo!- Drzwi otworzyły się z trzaskiem, ukazał się w nich chudy żołnierz, za nim przepychając się wpadło kilku szlachciców, wykrzykujących coś pomiędzy sobą i machających rękami. Znikąd zjawiło się dwóch kolejnych żołnierzy starających się ich uspokoić.
-Spokój- Nakazała surowym tonem Monarchini -co się stało -zwróciła się do żołnierza.
-To król Anthony...Nie wiemy dokładnie co się stało, straż była w szoku, może wybuchnąć skandal, wasza wysokość musi go zobaczyć...my nie wiemy co robić! - Mówił jakby był w głębokim wstrząsie, ludzie stojący za nim posłali jej swoje strachliwe spojrzenia.
-Prowadź- odpowiedziała. Ten ruszył natychmiast korytarzem w kierunku korytarzy biegnących do sali balowej, tylko ze względu na towarzystwo Królowej powstrzymywał się od biegu, nieraz ruszał szybciej, po czym przystawał by inni za nim nadążyli.
Po kilku minutach dotarli na balkon, zwykle byłby on idealnym miejscem spotkań na tą porę dnia lecz dzisiaj było inaczej. W powietrzu unosiła się złowroga atmosfera, balkon zacieniony był przez porastające go pnącza, zwykle ich kwiaty roztaczały słodki zapach, tym razem zapach był stęchły, wręcz obrzydliwy, Elsa zakryła sobie nos wierzchem rękawiczki, drugą rzeczą która tknęła ją gdy wyszła na zewnątrz był nienaturalny chłód, było za wcześnie na przymrozki, po za tym to było niemożliwe aby przymrozek pojawił się w środku dnia...a jednak, dotknęła delikatnie zmarzniętego kwiatu pnącza, który w tej samej chwili rozsypał się w drobny proch błyszczący od kryształków lodu. Wszyscy obecni zadrżeli, jakby przeszła przez nich fala zimna, być może był to jednak efekt tego co zobaczyli. W najciemniejszym kącie, oparty o marmurowy filar- obecnie pokryty martwymi kwiatami- stał król Anthony. W pierwszym odruchu Elsa miała zamiar zapytać się go co się tu stało, lecz nagle powstrzymała się zrozumiawszy na co patrzy, on nie stał, on był przymarznięty do marmuru. Wyglądał naturalnie, może trochę bardziej skulony niż zwykle, jakby chciał osłonić się od zimna, zaś nienaturalny był jego bezruch. Podeszła bliżej, aż poczuła na ramieniu ostrzegawczą dłoń żołnierza. Spojrzała jeszcze raz na króla, tak jak wszystko na balkonie wyglądał na zbyt wyblakłego i poszarzałego wśród otaczających ich barw lata, bił od niego nienaturalny chłód, a w jego oczach widniało przerażenie.
-Co tu się stało?- Zapytała, a z jej ust wypłynęło kilka obłoczków pary.
-Nikt nie wie. Król nie pojawił się wczoraj w nocy na swoich komnatach, dzisiaj znalazła go tutaj pokojówka. -Odpowiedział starszy żołnierz, który był już na miejscu z grupą swoich podwładnych. - Wygląda na to, że zamarzł - Elsa przytaknęła głową, nie musiał jej mówić czegoś tak oczywistego - Ale to magiczny lód...
-Widzę, to niemożliwe aby ktoś zamarzł o tej porze roku -dodała sucho.
-Próbowaliśmy go stopić ale nic się nie działo, wygląda na to, że ten lód jest tutaj źródłem chłodu, nie wystarczy go ogrzać jeśli on sam cały czas obniża swoją temperaturę...-znowu kiwnęła głową, sama nie wiedząc dokładnie jak to działa- ...uznaliśmy, że Wasza Królowa musi postarać się go roztopić.
Oczywiście, to było do przewidzenia. Musiała mu pomóc i była jedyną osobą zdolną to uczynić. Nie mieściło jej się w głowie jak to wszystko mogło się stać, miała jednak kruchą nadzieję, że da się to wszystko odkręcić. Uniosła rękę chcąc odmrozić biednego monarchę. Nic się jednak nie stało.
-Nie rozumiem!-mruknęła. Powtórzyła ten gest jeszcze kilka razy wzdychając z determinacji, zmęczenia i złości, ale lód się nie topił.
-Wystarczy- Powiedział Harold, chwytając ją za rękę -Najwyraźniej Wasza Wysokość nie może mu pomóc.
-Ale przecież to jest lód! A ja władam lodem! Przecież powinnam to rozmrozić! -Zawołała ze złości, nie rozumiała tego, poczuła się mała i bezradna, to były jej moce, dlaczego nad nimi nie panowała? Dlaczego lód jej nie słuchał? W drugiej dłoni wyczarowała kilka płatków śniegu aby upewnić się, że wszystko z nią w porządku, te stopniały bez zarzutu na jej rozkaz, jęknęła ze złości. - Nie rozumiem co się dzieje! Co mam zrobić! Przecież nie możemy go tak zostawić! - Przebiegła wzrokiem po swoich doradcach, w końcu jeden z nich zabrał głos.
-Myślę, że najważniejszą rzeczą jaką powinniśmy zrobić to ustalenie sprawcy..
-Zgadzam się- Przerwała mu w pół słowa.
-Jednak uważam, że wysnucie wniosków nie powinno być zbyt trudne biorąc pod uwagę fakt, że Wasza wysokość jest tutaj jedyną osobą władającą mocą lodu...
-To niedorzeczne! Przez cały czas była z wami! Nigdy nikogo bym nie skrzywdziła!
-Istnieje możliwość, że był to wypadek... Wasza wysokość mogła nawet nie zdawać sobie sprawy z tego co zrobiła podobnie jak było ze sprowadzeniem strasznej śnieżycy w środku lata na nasz kraj...
-Ale...
-Należy brać też pod uwagę incydent z udziałem księżnej Anny...
-Dość tego!
-Przepraszam -odezwał się nagle cicho Kai - Ale myślę ,że powinniśmy przeprowadzić dokładniejsze śledztwo, w końcu królowa Elsa nie miała powodu aby zrobić coś takiego - Kiwnęła głową w aprobatę.
-Stwierdzam, że Królowa mogła uczynić to aby odstraszyć zalotników, w końcu wszyscy wiemy, że nie miała zamiaru wychodzić za mąż, pracowała nawet nad dokumentem...- kontynuował jakiś szlachcic
-To nie jest powód aby kogoś zamrażać!- Wybuchła, modląc się jednocześnie w duchu aby nie zamrozić ze złości wszystkich tu zebranych.
-Postanawiam, że powinniśmy na razie "ukryć" króla Anthonego aby nie wzbudzać zbytniej sensacji, a królowa na czas trwania śledztwa powinna zostać odesłana w jakieś bezpieczne miejsce... mogę liczyć na poparcie Królewskiej Mości -zapytał Kai.
Elsa nie odpowiedziała, było jej to już wszystko obojętne, wpatrywała się tylko w przestrzeń. Nie zrobiła tego. Jak ktoś może ją o to oskarżać? Nigdy nie chciała nikogo skrzywdzić...a prawie zabiła własną siostrę.
…
…
A/N: Ok to by było na tyle:) Mam nadzieję, że wam się podobało :D Na razie może wydawać się wam poplątane, ale nie martwcie się… Następne rozdziały będą jeszcze gorsze 3
Przepraszam również za długą nieobecność. Zaczęły się wakacje, więc będę miała więcej czasu na pisanie:)
