"…
Nie cieszy się z niesprawiedliwości
Lecz współweseli się z prawdą
..."
~Hymn o Miłości
…
…
-A więc to ma być "bezpieczne miejsce"? - Zapytała zdziwiona Elsa wpatrując się w średniej wielkości budynek. Zbudowany był z kamienia, który prawie całkowicie od strony frontu przykrywało dzikie wino. Sczerniała dachówka sama prosiła się o wymianę. Mimo tego, że całe podwórko sprawiało wrażenie przestarzałego i wymagającego remontu, było jednocześnie czyste i zadbane, jakby ktoś regularnie dokonywał tu napraw.
Dom znajdował się na uboczu miasta, trzeba było przejść przez zagajnik aby dojść do pierwszych zabudowań miejskich. Z boku do domu przylegał ogród warzywny, ogrodzony drewnianym płotem, na sztachetach powieszonych było kilka słoneczników, suszących się w promieniach słońca. Za nimi można było dostrzec soczyście czerwone pomidory, przejrzałą kapustę i fasolę. Były też tam niezidentyfikowane zarośla, które Królowej przywodziły na myśl ogórki lub cukinię. Dała sobie jednak z tym spokój uznawszy, że jej wiedza na temat warzyw jest zbyt skąpa.
-Super!- Uśmiechnął się Kristoff niosący rzeczy Elsy, jednocześnie poganiając ją skinieniem głowy aby weszła do bramy.
-Nie ma to jak słodki dom...-westchnął radośnie Harold, przystając przez chwilę i poprawiając uchwyt na jednym kufrze należącym do Królowej. - Naprawdę się nie spodziewałem, że Rada zgodzi się abyś mieszkała z moją siostrą! -zaśmiał się szczerze.
-Lepsze to niż chodzenie po tym sztywnym pałacu.- Mruknął do niego blondyn. Elsa jednak nie była z tych przenosin tak zadowolona jak oni. Jak długo będzie musiała to zostać? Czy ma tu po prostu bezczynnie czekać? Może jednak uda jej się pomóc w śledztwie? Przecież nie mogą jej tutaj zamknąć! I dlaczego ci dwaj są tacy entuzjastyczni! Spojrzała z niedowierzaniem na Kristoffa i Harolda, nie mogła uwierzyć jak mogą swobodnie rozmawiać i śmiać się, skoro na zamku stało się coś złego!
-Wujek przyszedł!- Do jej uszu dobiegł wrzask pochodzący z otwartego kuchennego okna , gdzie zapanował na chwilę jakiś niesamowity ruch i chaos a po tym kolejna seria wrzasków i pisków dobiegająca już z podwórza. W polu widzenia pojawiła się dwójka dzieci, chłopiec i dziewczynka, oboje w równym stopniu hałaśliwi. Dobiegli do Gwardzisty, który musiał postawić swoje tobołki na ziemi gdy zaczęli się na niego wdrapywać i wieszać po nim. Mieli na około pięciu lat, byli identyczni, oboje mieli niebieskie oczy i brązowe włosy. Dziewczynka była trochę niższa, ubrana w nieco zabrudzony fartuszek, chłopiec natomiast był cały biały od mąki, co mogło wskazywać na to, że właśnie pomagali matce w kuchni. Albo podkradali ciasteczka.
-Wujku! Wujku! Przyprowadziłeś Królową! To Królowa? Wujku, przecież wiesz, że to Królowa!- Zaczęła dziewczynka.
-Wujku! Czy to następny prezent urodzinowy dla nas! Wyczaruje dla nas śnieg!- przekrzyczał ją brat.
-Ja i Królowa będziemy z wami przez jakiś czas mieszkać...
-Będziecie z nami razem mieszkać?
-Zostaniecie na zawsze!
-Czy Królowa to twoja żona?
-Hilda! Horacy! Dajcie wujkowi spokój! Nie widzicie, że przynosi ze sobą pracę do domu?- Przez drzwi z boku domu wyszła do nich młoda kobieta, wytarła sobie ręce o kuchenną ścierkę i poprawiła biały czepek, spod którego wysuwały się niesforne kosmyki jej pięknych brązowych włosów. - Tak miło mi was poznać, Wasza Wysokość. - Skłoniła się pośpiesznie przed Elsą. -Jestem tak zaszczycona, że Wasza Wysokość postanowiła się tutaj zatrzymać!- Powiedziała i jednocześnie chwyciła pod rękę swoje dzieci, które słały jej piękne uśmiechy, zapewniając ją tym samym, że nie wywiną Monarchini żadnego figla.
-To ja chciała podziękować, że możliwość pobytu tutaj.- Odpowiedziała jej jednocześnie stwierdzając, że cała rodzina jest do siebie podobna jak dwie krople wody.
-Pokażę Waszej Wysokości pokój, będziesz się mogła rozpakować i wypocząć, za mną proszę! - Zawołała radośnie, jak gdyby oprowadzała wycieczkę. Pociągnęła za sobą niezadowolone dzieci, niezbyt zachwycone z faktu, że nie będą mogły od razu pobawić się z Królową Śniegu.
-Dzięki za ratunek.-zdążył cicho szepnąć do niej Harold.
Jej pokój okazał się skromny ale przytulny, pojedyncze łóżko, pachnące świeżą pościelą, obok łóżka stolik nocny z nadpaloną świeczką potężna szafa oraz okno oblewające wszystko jasnym światłem. Podłogę stanowiły gołe deski, z jakiegoś ciemnego gatunku drewna, Elsa znowu nie mogła stwierdzić co to jest. Ściany natomiast były niemal całkowicie zapełnione, na jednej wisiało lustro, pod nim znajdował się stolik z miednicą napełnioną czystą wodą i przewieszonym przez niego ręcznikiem. W pokoju znajdowało się mnóstwo półek oraz świętych ikon, tam gdzie nie było półek. U okna powieszone były rożne zioła. Elsa zauważyła ze zdziwieniem, że przy łóżku z sufitu zwisał czosnek, na półkach natomiast znajdowała się moc przetworów oraz suszonych owoców i warzyw. Można się było domyślić, że pokój ten wcześniej pełnił rolę magazynu. Gospodyni wnet znikła u stup schodów mówiąc coś o tym, że musi iść na dół. Elsa zdołała posłyszeć jeszcze pojedyncze słowa jak: ...piec...szarlotka.
-Nieźle urządzone... rodzinnie...-Kristoff próbował zacząć rozmowę ale zaniemówił rozglądając się po pomieszczeniu.
-No cóż, to największa sypialnia w naszym domu, była sypialnią małżeńską Helgi, ale moja siostra wyniosła się już stad jakiś czas temu -skrzywił się.
-Ale tu tego jest. - rozglądał się po pokoju - suszona marchew! To coś takiego w ogóle istnieje!? Elsa dałabyś radę mi trochę tego przemycić?
-Zobaczę co da się zrobić Kristoff, pamiętaj, że zawsze możecie mnie tu z Anną odwiedzić, już tęsknie za pałacem...
-Wpadnijcie w niedzielę, moja siostra piecze ciasto marchewkowe! Tylko się pośpieszcie, bo bliźniaki wszystko zjedzą -starał się zrobić poważną minę, na co przez chwilę Elsa i jej kompan patrzyli z niedowierzaniem.
-Kristoff, dzięki za pomoc z moimi rzeczami.
-Nie ma za co, w końcu tak jakby jesteś moją siostrą, no nie? To do niedzieli, ja i Anna na pewno przyjdziemy. - pożegnał się z nimi i wyszedł.
-A więc?...Co mamy tu robić? - zapytała ze sceptycyzmem Elsa, jakby cała miła atmosfera wyszła wraz z Kristoffem.
-Robić? Możesz pomóc Heldze w kuchni, albo w ogrodzie, wyłuskać groszek, szyć, cokolwiek aby się nie nudzić i zająć czymś myśli, nie polecam jednak opieki nad bliźniakami o ile chce się dożyć wieczora... O i w gabinecie na dole jest mała biblioteczka!
-Miałam na myśli postępowanie związane z incydentem na zamku. - "Incydent" Elsę przeszły ciarki gdy wymawiała to słowo.
-Polecam o tym zapomnieć, Elsa, zrób sobie wakacje, ostatnio się przepracowujesz, a może Król Anthony sam się roztopi? W końcu jest wikingiem, no nie? - zaśmiał się na swój żart.
- Jak możesz być tak spokojny!?
-Powiedźmy, że mam dobre przeczucia, rozmawiałem o tym całą noc z Tristanem i doszliśmy do wniosku, że sprawa sama powinna się rozwiązać, a teraz muszę zostawić Wasz Majestat aby sprawdzić stan i jakość szarlotki przygotowywanej przez moją siostrę.
-Co z jej mężem?
-Słucham?- zatrzymał się w drzwiach.
-Co z jej mężem, mówiłeś, że to była ich sypialnia ale nigdzie go nie widziałam.
-Zginął cztery lata temu. Był drwalem, wracał do domu w nocy, poślizgnął się na skale i wpadł do strumienia. To niby wąziutki strumyczek ale wtedy były roztopy, nie miał szans wypłynąć, nie wiadomo czy się utopił czy zabiły go uderzenia o skały, gdy go znaleźli był zimny i siwy. Podobno dostał premię w pracy, jego koledzy mówili, że kupił nawet butelkę dobrego wina na urodziny dla Helgi, prawdopodobnie je napoczął.
- Oh - powiedziała do pustego pokoju, bo Harold już zbiegał po schodach. Przed oczyma przesuwały jej się obrazy nieco zbyt wesołego jak na trzeźwy stan umysłu człowieka, niosącego pod pachą butelkę wina dla żony, pogwizdywał zadowolony z podwyżki i z tego, że zima się skończyła i nie będą mu już marzły ręce w pracy. W ciemności zamajaczyły mu kształty pierwszych przebiśniegów, idealne na prezent. Helga może nie będzie się tak gniewała za to, że upił trochę tego wina, wytężył wzrok próbując dostrzec kwiaty lecz nagle jego noga podwinęła się na resztkach śniegu pokrywających jakiś kamień. Nie mógł o nic się podtrzymać i runął jak długi. Świat wokół niego zawirował, a on był w zbytnim szoku aby poczuć jak ostre korzenie i kamienie rozdzierają jego kożuch i bladą po zimie skórę. Był zbyt otumaniony alkoholem, a ziemia zbyt kamienista i zmarznięta aby wbić w nią palce i przestać spadać w dół urwiska, pierwszą rzecz jaką poczuł było nagłe okrutne zimno, gdy wpadł do wody.
...
...
Okazało się, że Harold miał rację, nie warto bawić się bliźniakami. Na początku rodzeństwo przyszło do niej pod pretekstem pomocy w zbieraniu ziół z ogrodu. Elsa ucieszyła się na ich widok, bo sama niezbyt dobrze wiedziała jak wyglądają rośliny o których przyniesienie poprosiła ją Helga. Następnie rodzeństwo przyniosło jej pewną grubą książkę z gabinetu, prosząc o to aby im przeczytała "choć jeden rozdział" po pięciu rozdziałach brat i siostra zaczęli się kłócić i popisywać, które lepiej z nich czyta. Horacy pociągnął Hildę za włosy, rozpuszczając jej wstążkę, a ona go uderzyła. Bójkę przerwała Elsa dając Horacemu książkę, a Hildę sadzając sobie na kolanach i obiecując, że uplecie jej pięknego warkocza. Potem dzieci znowu zaczęły się przedrzeźniać, nie wiadomo kiedy pobiegły do kuchni i przyniosły słoik słodkiej marmolady różanej, który zjadły cały, częstując przy tym Elsę, znowu znikły w chwili gdy pojawiła się ich mama mówiąca coś o znikającej marmoladzie. Następnie chciały Elsie pokazać w lesie drzewo na którym wybudowali bazę, mówiąc, że „jest super i Królowa musi ją zobaczyć"! Odwiodła ich od tego dopiero Helga, przekonując, że to naprawdę niedobry pomysł i znajdując przy okazji pusty słoik po marmoladzie. Elsa rozczulona ich smutnymi minami wyczarowała dla nich lodową bazę stojącą w ogrodzie. Hilda z miejsca ogłosiła się Księżniczką, Horacy rycerzem, po czym zmienił zdanie i postanowił być smokiem, Elsie została przydzielona rola księcia i musiała ratować księżniczkę przed złym smokiem. Do ich zabawy przyłączył się również szczeniak Kulka, którego bliźniaki dostały na urodziny, był on jednak bardziej zafascynowany ganianiem za własnym ogonem i gryzieniem czego popadnie.
Gdy Elsa dowiedziała się przy kolacji, że Helga jutro rano idzie na targ, była pewna, że dostała tiku nerwowego drgania powieki. W końcu położyła się do łóżka. W swojej głowie nadal słyszała jęki dzieci, pytających, dlaczego nie mogą spać w jednym pokoju z ich nową ciocią oraz obietnicę, że przyjdą do niej zaraz z rana. Westchnęła wiedząc, że ze zmęczenia zaraz zaśnie, postanowiła jednak chwilę pomyśleć o Drewie. Jak bardzo za nim tęskniła, nie mogła mu powiedzieć gdzie jedzie, jednak przed wyjazdem długo spacerowała razem z nim po ogrodzie. Chciała go ponownie zobaczyć, zastanawiała się czy on też o niej myśli i dobijała ją myśl, że nie może się z nim spotkać mimo tego, że zamek był tak blisko.
Z rozmyślań wyrwało ją dopiero rżenie kona dobiegające z podwórka. Z niezadowoleniem przewróciła się na drugi bok, lecz zanim zdążyła zwymyślać biedne zwierzę, zasnęła.
Obudziło ją słonce padające przez okno na jej twarz. Zamrugała kilka razy powiekami, niepewna gdzie się znajduje. To miejsce było inne niż jej komnata i pachniało inaczej, czuła mieszankę suszonych przypraw, to trochę ją otrzeźwiło i przypomniało gdzie jest.
Zdziwiła się i zastanowiła jaką prośbą czy groźbą Helga powstrzymała dzieci od budzenie jej rano, nadstawiła słuch. Z dołu dobiegały ją przytłumione piski i śmiechy, uznała, że powinna zajrzeć tam nim stanie się coś złego, na przykład dzieciaki spalą pół domu próbując zrobić sobie śniadanie. Pomyślała, że jej dzieciństwo było zupełnie inne, czy tak właśnie by wyglądało gdyby nie miała swoich mocy? Nie musiała by rozdzielać się z Anną?
Ubrała się szybko w czarno-zieloną a zarazem najprostszą i najzwyczajniejszą sukienkę jaką znalazła. Suknia tkana z kryształków lodu może i była efektowna ale niezbyt praktyczna przy wykonywaniu domowych obowiązków. Powoli przeszła korytarzem, zeszła po schodach, przystanęła w holu patrząc z rozbawieniem na scenę toczącą się w kuchni.
-Wujku! Zrobisz mi gorącej czekolady?
-Wujku! Podasz nam ciasteczka? Mama położyła je O! Tam na szafie! - piszczała radośnie Hilda której udało się wdrapać na plecy Tristana i siedziała teraz na nim na barana. Horacy najwyraźniej był za ciężki, uczepił się więc jego lewej nogi, wręcz oplótł się wokół niej tak, że mężczyzna z trudem nią poruszał. U prawej nogi natomiast miał uwieszoną Kulkę, która wgryzła się w jego but i warczała na jego właściciela.
Elsa zasłoniła dłonią usta starając się nie śmiać, dopiero wtedy strażnik zauważył ją i odwrócił się do niej.
-Aż tak źle wyglądam?- Zapytał siadając przy kuchennym stole. Dzieci gdzieś odbiegły. Elsa usiadła naprzeciwko Tristana, ten przysunął w jej stronę kubek z herbatą i grzanki. - W końcu czego można się spodziewać, gdy te czarty budzą o piątej rano. - zamruczał do siebie a tymczasem bliźniaki z radością usadowiły mu się na kolanach. Patrząc na niego Elsa uznała, że mężczyzna zaraz zaśnie na siedząco.
-To miło, że aż tak się poświęciłeś, dzięki tobie przynajmniej jedno z nas miało spokojny sen. - Zaśmiała się - Rozumiem, że przyjechałeś w nocy?
-Tak, miałem jeszcze kilka spraw do załatwienie w pałacu. - odpowiedział gdy bliźniaki zjadały ze smakiem jego śniadanie.
-Tosta? - zapytała Elsa wskazując na swój talerz, mężczyzna zawahał się przez chwilę po czym sięgnął po jednego mrucząc "dziękuję" -A więc? Na zamku działo się coś ciekawego pod moją nieobecność? Już tęsknię za całą tą robotą papierkową...
-Niech się Wasza Wysokość nie martwi, robota papierkowa cię nie minie, wręcz przeciwnie, złożyłem wniosek o awans. -Rozparł się dumnie na krześle, w tym samym czasie dzieci z piskiem wybiegły na podwórze, prawdopodobnie chcąc się pobawić z rumakiem na którym przybył Tristan. Elsa powiodła za nimi smętnym wzrokiem.
-Awans? Czyżbyś chciał nas opuścić?
-Nie, po prostu tam będę się lepiej wysypiał...i odpocznę od Harolda. Jego optymizm jest zbyt męczący. - Pomasował się po skroni. - Zaczyna mnie już wkurzać, albo nie wkurzał mnie na początku teraz już się przyzwyczaiłem. Zwróciłaś uwagę na jego rodzinę? Wszyscy mają imiona na "H"! Czy to nie dziwne? Jego żona pewnie będzie nazywała się Hanna... Nie, żebym twierdził, że jest złym kumplem, w końcu przygarnął mnie gdy tu przybyłem, ale nie zaszkodzi mi gdy nawiążę nowe znajomości.. Na przykład ze strażą pałacową...
Królowa Śniegu z uwagą słuchała jego mowy, znała go zbyt dobrze by wiedzieć, że do podjęcia tej decyzji musiał go popchnąć jakiś ważny powód ale wiedziała też, że nie powie jej o co chodzi. Wszyscy ją opuszczają. Złapała się na tym, że pomyślała czemu to Harold nie odchodzi, przyzwyczaiła się do nich obu ale gdyby miała z kogoś zrezygnować nie byłby to Tristan, dogadywała się z nim od pierwszego dnia, mimo, że grał gburowatego samotnika. Z czasem stał się jej powiernikiem na równi z Anną, był tym, który przynosił im podwędzone z kuchni czekoladki. Nie chciała by odszedł ale znała go dobrze i wiedziała, że go nie przekona.
-A więc co będziesz robił?
-Staram się o miejsce w straży zamkowej.
- Ambitne.
-Wiem, przy okazji zostanę blisko. - Uśmiechnął się do niej, zarumieniła się jednocześnie uświadamiając sobie, że czuje na twarzy jego ciepły oddech. Wpatrzyła się w jego zielone oczy. Dlaczego on nie może być z rodziny królewskiej? Zasmuciła się.
- Kiedy nas opuszczasz?
-Jeszcze nie wiem. Rada rozpatruje moją prośbę.
-Weź to. - Sięgnęła po swój pierścień, który łatwo ześlizgnął się z jej drobnego palca. - To moja pieczęć, w razie problemów daj to moim doradcom, wiesz, że życzę ci wszystkiego dobrego.
- Dziękuję ci Pani. - Uścisnął jej dłoń, gdy podawała mu pierścień. Poczuła, jak zaciska jej się gardło, nagle coś ukłuło ją na duszy zdziwiło ją jak bardzo to zabolało.
-Pójdę się przewietrzyć.- Wycedziła wstając i zostawiając go samego w jasnej kuchni. Już w holu zastanawiała się jak bardzo musi być głupia. Co ona tu w ogóle robi, nawet nie dowiedziała się jak przebiega śledztwo! A co z Andrewem! Nie może tu tak po prostu siedzieć, przecież musi się na coś przydać...w końcu jest Królową Śniegu! A co jeśli pod jej nieobecność, na zamku zamarzł ktoś jeszcze?
Jej serce na chwilę zamarło gdy wyobraziła sobie zamarzniętego Gwardzistę. Potrząsnęła głową starając się odpędzić tą wizję. Nie mogła do czegoś takiego dopuścić!
Przekroczyła próg domu i na chwilę oślepiło ją światło słoneczne, zasłoniła dłonią oczy, a do jej uszu dobiegło szczekanie Kulki. Na skraju podwórka dostrzegła Hildę i Horacego witających wracającą z targu matkę, a po chwili usłyszała wesoło rżącego na jej widok konia.
Potężny, bułany rumak stał przy ścianie obory, spoglądał na nią wesoło. Jego lejce przywiązane były do drewnianego pala. Trącił ją głową na powitanie, zauważyła, że był oporządzony i przygotowany do jazdy. Najprawdopodobniej Tristan obiecał dzieciom małą przejażdżkę konną po śniadaniu.
-Witaj Sitron. - Pogłaskała go po nosie. Przebiegła wzrokiem do kuchennego okna i z powrotem na zwierzę. Sama nie mogła uwierzyć w to co właśnie planuje zrobić. Tristan na pewno się nie obrazi... Odwiązała konia i wskoczyła na jego grzbiet. - Ruszaj! -zawołała siadając mocniej w siodle i uderzając go lekko łydkami. Zwierzę niemal natychmiast poderwało się do galopu parskając radośnie, zadowolone z faktu, że ktoś w końcu pozwoli mu się wybiegać. Elsa kątem oka dostrzegła wybiegającego z domu Tristana.
-ELSA! Stój! Co ty robisz!? Wracaj tu! Elsa! - Przygryzła wargę, niema na jego wołanie aż poczuła metaliczny smak krwi, a jego głos ucichł stłumiony odległością i tętentem kopyt. Już miała wyrzuty sumienia, oni chcieli aby była bezpieczna, ale przecież musiała dbać o swoich poddanych! Była przekonana, że jedyną osobą mogącą wskórać coś w sprawie tajemniczego zamarznięcia jest ona sama. Nadal jednak miała wyrzuty sumienia, zaczęło dręczyć ją poczucie, że kogoś zawiodła, ale przecież tego nie zrobiła, wszystko co robi, robi dla dobra innych, to powinno wystarczyć. Inną sprawą pozostawała kwestia Andrewa i to, że musiała natychmiast się z nim zobaczyć. Pozwoliła aby wszystkie te myśli od niej odpłynęły, został tylko wiatr smagający jej twarz i gołe ramiona.
…
…
A/N: Muszę przyznać, że do końca tego opowiadania zostało już mniej niż więcej rozdziałów. Innymi słowami THE END zbliża się wielkimi krokami:D
Proszę wszystkich o przesyłanie opinii oraz zawartych w nich rad co mogłabym poprawić albo wprowadzić do mojego opowiadania.
Mam nadzieję, że podobał się wam ostatni rozdział:)
