"…
Wszystko znosi
Wszystkiemu wierzy..."
~Hymn o Miłości
…
…
Niczym wicher wpadła na dziedziniec pałacu. Podała lejce Sitrona pierwszemu napotkanemu chłopakowi stajennemu, i pobiegła schodami w kierunku sali tronowej pozostawiając za sobą lekko zaniepokojone zwierzę.
Jak najszybciej musi spotkać się ze swoimi doradcami aby dowiedzieć się jakie są postępy w śledztwie, minął dopiero jeden dzień ale i tak dręczyły ją złe przeczucia, ku jej zaskoczeniu atmosfera panująca w zamku wydała jej się obca, mroczniejsza i zimniejsza, coś mówiło jej aby pozostała czujna. Coś było nie tak, to był jej pałac...ale jeszcze nigdy od śmierci rodziców nie wydał się jej tak złowieszczy. Usłyszała kroki z głębi korytarza, instynktownie schowała się za rogiem. Dotarła do niej myśl, że nie powinno jej tu być. Przycisnęła się do ściany pomiędzy zakurzonymi zbrojami, czując pod palcami szorstka teksturę tapet, wstrzymała oddech, wtedy w polu jej wzroku ukazał się pulchny mężczyzna.
-Kai!- wyspała, podbiegając do niego.
-Wasza Wysokość! Co Wasza Wysokość tu robi? Nie powinno tu Waszej Wysokości być! Ustaliliśmy, że podczas trwania śledztwa...
-Wiem, ale musiałam tu wrócić! Muszę pomóc w śledztwie, wiem, że mogę jakoś wyjaśnić tą sprawę i odmrozić Anthonego! Czy Anna jest bezpieczna? - Sama nie wiedziała czemu zadała ostatnie pytanie, czuła kierujący nią impuls, bądź instynkt. Służący odciągnął ją pod ścianę, garbiąc się przy tym, jakby chcąc uniknąć czyjegoś wzroku, oprócz zejścia z widocznego miejsca zniżył również głos.
-Niech Wasza Wysokość zrozumie, tu chodzi o Waszą Wysokość! Moja Pani, podejrzewają cię! Przebywanie teraz, tutaj to najgorsze co można zrobić! Tu chodzi o bezpieczeństwo, co jeśli ten ktoś, kto zamroził Króla Normanii tak naprawdę chciał zamrozić ciebie? Byliście wtedy razem, ten ktoś mógł cię wtedy szukać i w ciemności pomylił cię z nim! Ten ktoś może tu nadal być… - Elsa poczuła jak w jej gardle rośnie gula, tego nie przemyślała, była zbyt pochłonięta swoimi wewnętrznymi rozterkami, tak jak ostatnio, nawet nie zauważyła gdy zamroziła cały kraj...Teraz jest podobnie, tyle, że jej moce są pod kontrolą.
- Kai...Co mam robić? - nagle znowu poczuła się jak mała dziewczynka, zostawiona samej sobie, z decyzjami i odpowiedzialnością, która powinna przypaść komuś innemu, mądrzejszemu, silniejszemu...
-Niech Wasza Wysokość poczeka, pójdę po Harolda, on Was stąd zabierze, teraz najważniejsze jest bezpieczeństwo, potem zajmiemy się śledztwem..
-Co z śledztwem? Jakieś postępy? Tropy? -Popatrzyła na niego wyczekująco ze śladami żałosnej nadziei na twarzy, ale wyraz jego twarzy pozostał zmęczony i smutny. Spuściła zawiedziony wzrok. – Nic. -wyszeptała.
Kai zniknął lecz niemal natychmiast pojawiła się Gerda, służka od razu zaczęła biadolić nad zaniedbanym wyglądem Królowej, oznajmiła, że musi zabrać ją do kuchni na porządne śniadanie. Elsa zaprotestowała, mówiąc, że pierwsze musi znaleźć Andrewa, starsza kobieta zaprotestowała, starając się powstrzymać swoją Monarchinię ale ta i tak udała się w stronę skrzydła mieszkalnego.
-Wasza Wysokość! - Obie kobiety odwróciły się słysząc za sobą mocny głos.P przybiegł do nich Harold, wyraźnie zdyszany.
-Harold! Jak dobrze! Kai mówił, że cię znajdzie...
-Kai został zmieniony w bryłę lodu!
-Co? - odpowiedziała, sama nie świadoma tego co mówi, wiadomość przekazana przez gwardzistę nie mogła dojść do jej świadomości. Kai? Zamarznięty? Przecież przed chwilą z nim rozmawiała! Nie, to niemożliwe, musiało mu się coś wydawać. Świat wokół niej zdawał się zatrzymać, to nie była prawda, to się nie stało, ona nie przyjechała do zamku, może jeszcze śni? - ...Nie wierzę...-Powiedziała, to wszystko wydawało jej się absurdalne, to musi być jakieś głupie kłamstwo...nagle uświadomiła sobie, że ugięły się pod nią nogi. To za dużo, to za duża odpowiedzialność. Jak ma ocalić obcych ludzi, skoro nie umie ochronić nawet bliskich?
Poczuła jak ściskają ją silne ramiona, to Harold złapał ją w ostatniej chwili, podtrzymał ją aż usiadła opierając się o ścianę. Biedny Kai, od śmierci rodziców był dla niej niczym ojciec... dlaczego to musiało spotkać jego..."Byliście wtedy razem, ten ktoś mógł cię wtedy szukać...i pomylił cię z nim! " ... nie... to jej wina...po co ona tu przyjeżdżała...zaszlochała i starała się otrzeć rękawem łzy zaczynające spływać jej po policzkach.
-Zaprowadź ją do pokoju, ja idę powiadomić członków Rady. - Harold zwrócił się do Gerdy.
-Chodź Kochana, wszystko będzie w porządku. - Szeptała służka, biorąc ją pod ramię i prowadząc dalej korytarzem. Elsa znowu doznała dziwnego uczucia obojętności, chciała, żeby to wszystko już minęło, chciała się od tego odciąć. Gdy była małą dziewczynką cztery ściany jej pokoju zdawały się jej bezpiecznym schronieniem, mogła się w nich schować, schować swoje moce, tylko tam wszelkie problemy przestawały się liczyć. Jakżeby chciała, żeby teraz też tak się stało. Jednak dorosła i wiedziała, że przed problemami nie można uciekać. Mimo tego jak w otępieniu usiadła na swoim łóżku i czekała na to co przyniesie los.
-Chcesz zobaczyć Annę? Mogę ją zawiadomić, że...
-Nie!- Tylko nie Anna. Ją nie może to spotkać...ona musi być bezpieczna...nawet jeśli to oznacza, że musi przebywać z dala od niej.
-Wasza wysokość? - Drzwi się uchyliły a do pokoju weszło kilku doradców, stanęli przed nią w półkolu.
-Słyszeliśmy wieści. Nasze kondolencje. - Akurat, ich to nic nie obchodzi, tym razem po jej policzkach nie popłynęły łzy, czy to znaczy, że jest bez serca? W pomieszczeniu zebrało się jeszcze więcej osób.
-... Bardzo nam przykro z powodu tego co się stało ale wygląda na to, że Wasza Wysokość stała się głównym podejrzanym.
-Co? Ale jak możecie o tym mówić! Tu giną ludzie!
-Wasza Wysokość była ostatnią osobą, która widziała Kaia... ekhem...żywego. - Wtrącił się inny głos.
-Przecież nie zrobiłabym czegoś takiego!
-Wasza Wysokość jest królową ale wszystkie dowody...
-Nie obchodzi mnie to! – Zaszlochała. - To nie ja! - przerwała na chwilę by złapać oddech, i chlipiąc zaczęła dalej - Znajdę tego kto to zrobił, znajdę i odczynię ten urok. - Skończyła, wpatrując się w przestrzeń.
-Składam wniosek o nałożenie tymczasowego aresztu domowego na Królową.
-Co!? Nie możecie! - oburzyła się.
-Wniosek przyjęty… - stwierdziło kilku doradców, kiwając do siebie porozumiewawczo głowami.
-Sprzeciw! Wniosek odrzucony! - Odezwała się inna grupka osób. -Nie ma dostatecznej ilości dowodów.
-Wnoszę o rozpatrzenie dowodów, przesłuchać świadków. -Aa aprobatą opowiedziały się przyciszone szepty zebranych. - Potrzebny jest ktoś, kto cały czas był z Królową... -Ktoś pchnął na środek niczego nie spodziewającego się Harolda - ...doskonale! Przesłuchać gwardzistów! Czy zauważyłeś coś podejrzanego?
- Eeee...nie...oczywiście, że nie!
-Czy byłeś cały czas z Królową?
-Tak! Nie odstępowałem jej na krok!
-Widzisz... - Po tłumie rozległ się przyciszony głos.
-Czy ktoś może to potwierdzić? - Tym razem na środek wypchnięty został Tristan, Elsa złapała się nad tym, że zastanawia się co tutaj on tutaj robi.
-Jesteś drugim gwardzistą Królowej?
-...tak... ekhem...Tak!
-Potwierdzasz zeznania swojego kolegi, cały czas towarzyszyliście Królowej?
-...nie mogę tego powiedzieć...- Po sali przebiegł szmer - ...było by to kłamstwo...Królowa często znikała...Wymykała się nam, często schodziła nam z oczu.
-Tristan!- Elsa i Harold zawołali jednocześnie. Jak on mógł to zrobić? Dlaczego to zrobił?
-A więc postanowione. Niniejszym oświadczam, że na Waszą Wysokość nakładamy areszt domowy, aż do odwołania. - Pokój zaczął się opróżniać, gdy dworzanie po kolei go opuszczali, zostawiając Elsę samą.
-Tristan. - zawołała a ten zachwiał się w drzwiach, jakby bił się z myślami i po chwili zastanowienia wszedł do środka.
-Słucham?
-A gdzie się podziała "Wasza Wysokość"?
- Już nie jestem na Waszej służbie. Oficjalnie zostałem głównodowodzącym straży pałacowej.
-A więc o to cały czas chodziło, tak? - poczuła gorzki smak rozczarowania, przeliczyła się co do niego. - Cały czas liczyły się dla ciebie pieniądze? A ja ci ufałam. Nadal nie mogę uwierzyć, jak mogłeś mi to zrobić...
-To tylko tymczasowy areszt domowy. -Prychnął.
-To wygląda jakbyście przegłosowali, że to ja zamroziłam tych ludzi!
-Nie mamy pewności...Poza ty powinienem iść odebrać mój nowy mundur, to już nie moja sprawa.
-Tristan! Przecież wiesz, że to nie ja! Znasz mnie!
-Ale wasza wysokość nie zna mnie.
-A więc naprawdę przez ten cały czas chodziło ci tylko o pieniądze...myślałam, że nie spotkam już więcej tak fałszywych ludzi. - Nie zważając na jej słowa mężczyzna odwrócił się na pięcie i wyszedł lekko zamykając drzwi. Czy tak właśnie czuła się Anna gdy Hans zostawił ją na śmierć w pustym pokoju? Jak ona może myśleć w ten sposób! Jej siostra mogła umrzeć...a ona? Mogła zostać skazana, i mogła nie ocalić swoich poddanych. Ale Annie też złamano serce, ona też zaufała za bardzo, zaufała temu komu nie warto. Nie mogła uwierzyć, że zrobił to mężczyzna z którym rano jadła śniadanie. Skuliła się w kulkę i zaszlochała z żałością.
...
...
Otrzeźwiło ją pukanie do jej drzwi, wtedy zdała sobie sprawę z tego, że zasnęła płacząc. Do pokoju przez okna sączyło się przyciemnione zimne światło, była ciekawa która jest godzina, jednak patrząc na zachmurzone niebo nie mogła rozeznać się w czasie. Pukanie przerodziło się w walenie, zślizgnęła się z łóżka i podeszła do drzwi.
-Kto tam?
-Elsa, to ja! Wpuść mnie...-natychmiast rozpoznała głos Andrewa. Jak mogła o nim zapomnieć? Przez ostatnie wydarzenia książę zupełnie wypadł jej z głowy.
-Andrew? Byłeś u rady? Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Pozwolili ci mnie odwiedzić?- uchyliła drzwi, przez które szybko wśliznął się mężczyzna, po czym oparł się o nie z ulgą.
-Elsa. -Podszedł do niej. - Słyszałem co się stało...Elsa oni cię zamknęli jak więźnia!
-To nie tak...wszystko się wyjaśni a wtedy wszyscy zobaczą, że jestem niewinna...
-Ale Elsa! Skąd ta pewność! Ja wiem, że to nie ty...ale inni ci nie ufają...nie obchodzisz ich, chcą przejąć władzę! - Elsa przygryzła warg, w jej głowie kłębiła się masa czarnych myśli.
- Musisz stąd uciec, puki masz jeszcze czas...
-Co? O czym ty mówisz! Nie mogę uciec! Gdzie niby mam uciekać? - Oburzyła się.
-Płyń ze mną na Wyspy Południowe! Będziemy mogli być razem! - Ujął jej dłonie w swoje i ukląkł przed nią. - proszę, płyń ze mną...
-Drew...nie wiem...to mój kraj, a co ze śledztwem? Nie mogę tak tu tego zostawić!
- Będziesz na bieżąco, obiecuję ci, będziemy obserwować śledczych i pomagać w miarę naszych możliwości, wszystko będzie dobrze. A przynajmniej nie będziesz tu zamknięta...
-Ale i tak będę uwięziona...tyle, że gdzie indziej...-odparła ze smutkiem. Jeszcze niedawno wydałoby się jej to wspaniałym pomysłem, ale przecież nie mogła się tak odsunąć na bok, nie mogła tak uciekać.
-Obiecuję, że jeśli tylko tak postanowisz, gdy tylko coś ci się nie spodoba, wrócisz tutaj chociażby od razu, proszę pozwól mi sobie pomóc...-Spojrzała mu w oczy, miały błagalny wyraz, krajało jej się serce. Jak mogła go zostawić? Ale co jeśli płynie w paszczę lwa? Co jeśli Hans nadal tam jest? Przestań być obsesyjna! Zaginął rok temu! Odpuść!
-Dobrze, popłynę z tobą.- Gdy tylko to powiedziała odetchnęła z ulgą. Książę pociągnął ją za rękę i już byli na zewnątrz, wtedy zobaczyła Harolda, który nieruchomy leżał pod ścianą, Elsa westchnęła głośno.
-Nic mu nie będzie, chodź. - przycisnął palec do ust nakazując jej być cicho. Pomyślała, że biedny gwardzista wpadnie przez nią w kłopoty lecz szybko odrzuciła te myśli, po chwili znowu biegli w dół schodów, wychodzących na dziedziniec. Elsę zaskoczyła pustka jaka panowała w pałacu, korytarze nagle opustoszały, przez chwilę zastanowiła się gdzie się podziali zalotnicy lecz dziękowała losowi za taki zbieg okoliczności. Na dziedzińcu jedynymi żywymi duszami wydawały się rżące głośno konie i staruszka stojąca w rogu przy kramie z kwiatami, prawdopodobnie przebiśniegami. Chmury kłębiły się coraz bardziej, tkwiły na nieboskłonie, niczym znak nieodzownie zbliżającej się jesieni, ruszyli w kierunku boksów dla koni.
-Stać!- Skamieniała na dźwięk znajomego głosu, wiedziała, że coś musi pójść nie tak. Próbowała rozpoznać jego właściciela lecz jej niespokojny umysł podsuwał jej jedynie sceny z minionego lata, gdy uciekła z lochu, gdy rozpętała straszną burzę śnieżną, gdy dowiedziała się strasznej prawy o tym co zrobiła własnej siostrze...Poczuła ucisk w żołądku.
-Stójcie! - Po schodach prowadzących na dziedziniec zbiegł Tristan, Elsa odetchnęła z ulgą, nie wiedząc czemu spodziewała się kogoś innego, strach już zaczął paraliżować jej kończyny, a teraz nawet ucieszyła się na widok swojego byłego gwardzisty. Zdziwiła ją zmiana w jego wyglądzie, zmienił mundur, był teraz ubrany w szaty straży pałacowej, lecz uwagę królowej skupił jego przerażony wzrok. Drew mocniej ścisnął ją za przegub.
-Puść ją!-Zawołał doniośle podchodząc do nich powoli, z szablą w ręce.
-Tristan to nie tak!...Och!-krzyknęła zaskoczona czując zimno żelaza przyciśnięte do jej szyi. Andrew zablokował jej ręce i przycisnął do siebie używając niemal jak żywej tarczy. Położył swoją głowę na jej ramieniu.
-Podejdź jeszcze krok, a ona zginie. - Wyszeptał do gwardzisty. Czuła jego oddech na swojej szyi, dostała gęsiej skórki.
-Tristan...-szepnęła bezgłośnie, patrząc w jego zielone oczy.
-Nie rób tego...to ci nie przyniesie żadnych korzyści... puść ją a będziesz mógł spokojnie opuścić ten kraj...
-Myślisz, że naprawdę się poddam? No no, musisz być naprawdę głupi braciszku...Aghhh!- zawył z bólu, gdy Elsa zraniła go wyczarowanym przez siebie lodowym sztyletem, kobieta wykorzystała chwilę jego nieuwagi i wyrwała się z jego żelaznego uścisku, przystając w połowie drogi między księciem a Tristanem patrząc jakie szkody poczyniła. Z Andrewa kapała krew, która pokrywała już całą jego rękę. Trzymał się za nadgarstek, gdzie musiała zaczynać się rana, która biegła aż do łokcia. Przeraziło ją jak mogła aż tak zranić innego człowieka, otrzeźwił ją Tristan, który dopadł do niej i chwycił ją za raniona, jednocześnie zasłaniając ją.
-Wszystko dobrze?-Zwrócił się do niej, nadal jednak wpatrywał się w napastnika.
-Tak, chyba...- nie dokończyła gdy uderzyła w nich kula ognia. Elsa nie miała pojęcia co się stało, była świadoma tego, że jakaś siła nagle wyrzuciła ją w powietrze, podniosła się z ziemi w miejscu położonym dziesięć metrów od tego w którym stała. Oparła się na jednej ręce, drugą wycierając krew i brud z twarzy, chciała wstać, lecz jej ciało przeszyła fala bólu, zasyczała przez zaciśnięte zęby. Mogła poczuć wszystkie swoje kości, suknie miała zachlapaną krwią i ziemią, to samo tyczyło się jej zmierzwionych włosów. Podniosła wzrok i przeraziła się widząc Andrewa podnoszącego z ziemi półprzytomnego Tristana, zauważyła również kobietę, jej twarz była zimna i zastygła niczym skała, włosy i oczy ciemne niczym płaszcz zakrywający całą jej postać. Królowa rozpoznała postać. Staruszka. To staruszka sprzedająca przebiśniegi. Ale jak? Nie była podobna, ale Elsa wiedziała, że to ta sama osoba.
-Ty...-wychrypiała przez poharatane gardło, w uszach jej pulsowało, słyszała jedynie przytłumione dźwięki, słyszała śmiech.
-Tak to ja.- Postać znowu się zaśmiała. - Od dawna cię obserwuję dziecino, nawet nie wiesz od jak dawna.- Przyjrzała się jej z pasją.- Widziałam gdy zamykają cię w pokoju, bałam się, że stracisz swoją moc, zapanujesz nad nią i przepadnie...ale widziałam twój strach i wiedziałam, że jesteś moja...tak samo jak twoja moc.- Uśmiechnęła się czarująco, jakby z drwiną, ale jej twarz pozostała ciemna i zimna.
-Moc, a więc o to ci chodzi, po to, to wszystko? To ty zamroziłaś tych ludzi!
-Ach tak...musiałam szybko działać.-Jej twarz znów stężała. - Rok temu wydarzyło się coś, co zakłóciło moje plany, już prawie wpadłaś w moje ramiona...ramiona strachu, lecz wtedy nauczyłaś się kontroli...poprzez miłość.-Wręcz wypluła ostatnie słowo - Na szczęście udało mi się odnaleźć w pewnym więzieniu, jednego księcia, również obdarzonego mocą...Nie, nie taką jak twoja, twoja moc jest mocą zewnętrzną, możesz się nią cieszyć do woli, jego moc była mocą wewnętrzną, w środku trawiły go płomienie! Płomienie nienawiści! Z łatwością przekonałam go do oddania jej mi za zwrócenie mu wolności i możliwości zemsty na tobie...ale teraz… - Jej wypowiedź została przerwana przez krwawy kaszel Tristana -...ale teraz musimy się zbierać. Nie martw się kochana, jeszcze cię odwiedzę.- Skończyła, po czym wyciągnęła rękę ku niebu a chmury nad nimi zawirowały, porwał się wiatr i błyskawice, po chwili cała trójka zniknęła przy uderzeniu gromu.
-Nie...-wyszeptała Elsa wstając, i próbując kuśtykać w tamtą stronę.
-Elsa!- z pałacu porwał się krzyk, odwróciła się i ujrzała Kristoffa i Annę biegnących w jej stronę.
…
…
A/N A więc pojawił się główny złe charakter xD Tak to czarownica. Tak, ona również włada żywiołami. Tak to ona zamroziła tamtych ludzi. Tak, ten cały teatrzyk był po to by przestraszyć Elsę i odebrać jej moce. Mam nadzieję, że trochę wyjaśniłam sytuacje, radzę się przygotować, bo w następnym rozdziale wprowadzę jeszcze więcej fikcji xD
Przepraszam wszystkich czytelników za tak wielkie opóźnienie …no cóż zrobiłam sobie małe wakacje :S Kto by pomyślał, że minęło już tyle czasu odkąd ostatnio coś wstawiałam… Przyznam się, że tak naprawdę chciałam porzucić to opowiadanie, zostałam totalnie zdemotywowana faktem, że serial „Once Upon a Time" trochę namieszał z „Frozen" przez co mój fanfik z „niekanonicznego" stał się „totalnie niekanoniczny" :S. Ale kto by się przejmował, dzięki wsparciu pewnej osoby…
*Ta osoba teraz powinna się domyślić, że o niej mowa xd
…Postanowiłam kontynuować
