Zamieszanie.
29 kwietnia 2018, Hogwart.
Naida Gallagher była jedną z ostatnich przedstawicielek czystej krwi w Hogwarcie. Potomkini dwóch wspanialych rodów. Jej ojciec Barnabus Gallagher pochodził z Irlandii i był najmłodszym synem Cathala Gallaghera i Rosanne Parkinson, przywiązywali oni ogromną wagę do wykształcenia swojego syna i za ich namowami Barnabus był jednym z najznamienitszych mistrzów eliksirów w całej Wielkiej Brytani. Razem z zamążpójściem matki Naidy, Amandy Montoro, wygasło to nazwisko, nazwisko starożytnego włoskiego rodu czarodziejów czystej krwi. W jej rodzinnym domu ciągle można było słyszeć historie o wspaniałej Uczelni Magii Lernaea w Zamku Aragońskim na Wyspie Ischia. Według legend szkołę tą założyli 4 wieki przed naszą erą przodkowie Montorów. Była to druga szkoła magii na świeie! Jednak w wyniku konfliktów uczelnię tą zamknięto w XV wieku. Gdy tylko zniknęły zaklęcia ochronne Lernaea szybko stała się obiektem turystycznym dla mugoli, a dzisiaj nie pozostały tam żadne widoczne ślady magii, tylko pusty zamek stojący na wysokiej skalnej wyspie. Naida jak nikt była dumna ze swoich korzeni i czystości krwi, a jej rodzice byli zachwyceni gdy dostała się do Slytherinu. Z poszanowania dla tradycji od kilku lat jej ojciec i matka szukali dla swojej córki męża czystej krwi, co jednak było wyjątkowo trudne w tych czasach. Dziewczyna nie była tym zachwycona, ale nie sprzeciwiała się ich woli wiedząc, że to najlepsze dla jej rodziny, a tym samym dla niej.
Naida kończyła właśnie 7 rok nauki w Hogwarcie i przygotowywała się do Owutemów. Jej głowę jednak zaprzątały nie myśli o egzaminach (gdyż i tak w jej mniemaniu była do nich świetnie przygotowana) lecz o czymś czy o kimś zupełnie innym. Lekcje historie magii nie były najciekawsze, ale sam przedmiot był szalenie interesujący i dziewczyna od kilku lat większość wolnego czasu spędzała na studiowaniu historii świata czarodziejów. Uwielbiała słuchać legend o szkole Lernaea które opowiadała jej mama i od kiedy była bardzo mała zawsze chciała tam pojechać. Gdy odkryła prawdę o tym co stało się z dziedzictwem jej rodu popadła w rozpacz. Miała ledwo 14 lat i przysięgnęła sobie, że zrobi wszystko by Uczelnia Magii Lernaea na nowo otwarła swe mury na adeptów magii. Przez ostatnie 20 lat świat czarodziejów bardzo się zmienił, niestety nie na lepsze. Środowisko skrajnie liberalne nie sprawdzało się dla rodów które nadal miały szacunek dla czystej krwi. Jak wiadomo z podręczników - nie zawsze tak było. Jeden z takich okresów w dziejach magii fascynował Naidę najbardziej.
W XX wieku żył czarnoksiężnik którego imię nadal boją się wymawiać. Przyjął sobie za cel utrzymanie czystości krwi rasy czarodziejów i brakło mu niewiele by osiągnąć cel. Gdy ów czarnoksiężnik osiągnął potęgę wszyscy zdrajcy krwi i Ci czarodzieje których pochodzenie nie było pewne żyli w strachu o siebie i swoje rodziny. Zapanowały mroczne czasy i mało kto był w stanie sprzeciwić się jego woli. Zgromadził pod sobą ogromną armię która była na wszystkie jego rozkazy i w roku 1997, po śmierci Albusa Dumbledora, dosłownie przejął władzę nad światem. Lord Voldemort nadal wzbudzał strach pomimo jego upadku w 1998 roku gdy to ten słynny Harry Potter, zaledwie jako 18 latek, zniszczył wszystkie horkruksy i zabił najpotężniejszego czarnoksiężnika wszechczasów.
Gallagher, choć przed samą sobą się do tego nie przyznawała, miała już obsesję na jego punkcie. Codziennie spędzała kilka godzin na wyszukiwaniu informacji o tym jak doszedł do takiej mocy, o jego historii, horkruksach i potędze. Im więcej wiedziała tym bardziej się bała i tym bardziej się w to angażowała. Wszystko co robiła miało na celu poznanie tematu jeszcze bardziej. Naida wiedziała, że z pomocą Lorda Voldemorta odzyskanie Zamku Aragońskiego byłoby tylko formalnością, ale Voldemort nie żyje... Wszystkie horkruksy zostały zniszczone. Chociaż wydawało się to niemożliwym to Czarny Pan faktycznie zniknął 20 lat temu i nie było sposobu na to by powrócił.
Naida ściskała w dłoni mały czarny kamień z pęknięciem przez środek. Gdy znalazła go podczas jednego ze spacerów o świcie po Zakazanym Lesie od razu wiedziała co to jest, nie wiedziała jednak skąd TO się tam wzięło. Nie wiedziała jak go wykorzystać więc zwykle spoczywał w małym drewnianym pudełeczku na dnie jej saszetki ze wszelkimi skarbami. Nigdy nie powiedziała też nikomu, że go ma. Dziewczyna dużo czytała o niebezpieczeństwach jakie kryje w sobie ten kamień. Kamień Wskrzeszenia, jedno z Insygniów Śmierci należało teraz do Naidy Gallagher.
- Co tam masz? – za plecami usłyszała głos swojego młodszego o rok brata, Brendana.
- Nic co mogłoby Cię zainteresować. – odpowiedziała dziewczyna chowając pospiesznie kamień do saszetki. – Już wstałeś? – spytała spoglądając na zegar który wskazywał 7 rano.
- Tak, strasznie się denerwuję przed tą rocznicą. – chłopak faktycznie wyglądał na zmartwionego. – Mam nadzieję, że uda mi się porozmawiać z Harrym Potterem.
- Każdy ma taką nadzieję... – poklepała go po ramieniu. – Ale mam nadzieję, że Tobie się uda. Musze iść, mamy spotkanie prefektów. – wyszła z pokoju wspólnego Slytherinu i udała się do Pokoju Prefektów.
W sali było już kilku nauczycieli i prefektów, ale po Naidzie weszło jeszcze kilku spóźnionych. Flitwick zaczął mówić z lekką tremą o tym jak bardzo trzeba się przyłożyć by wszystko było perfekcyjnie i jak wiele od tego zależy. Bardzo starał się by ta Rocznica wypadła idealnie, nie dopuszczał do siebie myśli, że cokolwiek mogłoby pójść nie tak. Gdy już kończył swoją motywacyjną przemowę przez okno wleciała ogromna czarna sowa z liścikiem który zrzuciła prosto pod nogi Fliwticka. Ten otworzył kopertę i w miarę czytania mina mu zrzedła.
- Wygląda na to, że szanowny pan Potter przyjedzie dopiero jutro... – złapał się za głowę. – Tyle zmian w harmonogramie, nie wiem ja kto zrobić... – zaczął biegać dookoła sali i nikt nie wiedział co się właściwie z nim dzieje, gdyż ten mały człowieczek wyglądał jakby miał za chwilę eksplodować.
- Panie Dyrektorze... – zaczął nieśmiało krukon Petyr Versak. – Razem z panną Gallagher możemy się tym zająć...
Naida przewróciła oczami. Petyr już od jakiegoś czasu wyraźnie się w niej podkochiwał. Nie było by w tym nic złego gdyby nie fakt, że Versak był z rodziny mugoli, a to automatycznie dyskwalifikowało go w oczach dziewczyny.
- Dobrze. Panno Gallagher, panie Versak... – Flitwick powoli łapał oddech. – Po prostu... ogarnijcie to jakoś. Liczę na Was.
Dwójka prefektów wyszła z sali.
- Dzięki temu spędzimy trochę czasu razem... – zaczął Petyr.
- Słuchaj. – Naida naskoczyła na niego. – Nie wiem co sobie wyobrażasz ale nie jesteśmy i NIGDY NIE BĘDZIEMY parą, rozumiesz? – przyspieszyła kroku, ale chłopak dogonił ją.
- Ale czemu taka jesteś...? – spytał smutnym tonem. – Wyszłoby nam, dlaczego ciągle mnie odrzucasz?
Naida ignorowała to co mówił ten bezczelny chłopak i znowu przyspieszając tempa doszła do klasy 688 która na czas Rocznicy była „biurem organizacyjnym". Wprowadzenie kilku zmian w harmonogramie nie zajęło jej długo, choć Petyr w tym czasie bawił się małą drewnianą kukiełką która leżała na regale w rogu sali. Starając się by chłopak jej nie zauważył wzięła ze sobą nowy harmonogram i praktycznie pobiegla do Pokoju Prefektów skąd właśnie wychodził Flitwick i wręczyła mu listę. Dyrektor nie zdążył nawet rzucić na nią okiem gdy nad ich głowami przeleciał Irytek uderzając drewnianą chochlą w gar i śpiewając głośno:
Dwudziesta rocznicza już się zaczyna
Co na to Voldy? Voldy'ego nie ma!
Dobrze mu tak, zdechł gbur jeden
Potter, choć głupi, zniszczył horkruksów siedem.
- Muszę w końcu coś zrobić z tym okro... – profesor Flitwick nie dokończył i przyglądał się dokumentowi który przygotowała Naida. – Wybitnie. Bez pani pomocy, panno Gallagher, nie dałbym rady! – już odwracał się by odejść w stronę swojego gabinetu gdy nagle odwrócił się napięcie. – Proszę przyjść jutro o 19 do mojego gabinetu na skromny poczęstunek. Będą tam nasi goście, to świetna okazja by porozmawiać z niektórymi z nich. – uśmiechnął się radośnie i widać było po tym małym człowieku, że wraca mu dobry humor.
