Przepraszam, że nie pisałam tu przez ostatnie dni, ale zabiegana jestem. Zaczęły się jednak wakacje, więc będę pisać częściej. Proszę o komentarze z Waszymi opiniami, jestem spragniona krytyki. Co mogę poprawić, co zrobić inaczej? Macie pomysły? Czekam.


Ten słynny Harry Potter.

1 maja 2018, Hogwart.


Naida właśnie zbliżała się do gabinetu dyrektora, ubrana w jedną ze swoich najładniejszych czarnych sukienek, gdy dosłownie ktoś na nią wpadł.
- AŁA! – wykrzyknęła upadając na ziemię, a przed jej oczami wyrosły postacie 2 mężczyzn w średnim wieku. – Trochę uwagi...
- Przepraszam! – powiedział niższy w czarnych włosach i okrągłych okularach na nosie. – Na prawdę, proszę nam wybaczyć. – podał jej rękę by mogła wstać.
Tym mężczyzną okazał się nie kto inny niż ten słynny Harry Potter. Naidę zatkało. Stała z lekko otwartymi ustami wpatrując się wprost w jego czoło gdzie nadal widniała blizna w kształcie błyskawicy. Na chwilę przerzuciła spojrzenie na rudego mężczyznę który stał obok. Jego też nie było trudno rozpoznać, Ronald Weasley... Dziewczyna znowu spojrzała na bliznę Pottera i nie potrafiła wykrztusić z siebie słowa. Będąc jednocześnie pod ogromnym wrażeniem i kompletnie nie rozumiejąc tego przypadku, przypadku na który czekała od kilku długich lat potrafiła tylko wypalić najgłupszą rzecz która w tym momencie przyszła jej do głowy.
- Ta blizna ma kształt błyskawicy dlatego, że ruch ręką który trzeba wykonać by rzucić zaklęcie śmierci to błyskawica. – zmieszała się. – Przepraszam... Ja nie chciałam...
- Nic się nie stało. – roześmiał się Potter. – I tak, też do tego doszedłem.
- Harry, wracajmy na górę, bo Hermiona nas zabije za włóczenie się w nocy po zamku. – odezwał się rudy mężczyzna.
- Jak za starych, dobrych czasów. – niższy poklepał go po ramieniu.
Naida weszła za Potterem i Weasleyem do gabinetu dyrektora który dzisiaj ciężko było poznać. Nad głowami unosiły się brązowe świece, podobne do tych w Wielkiej Sali, a zamiast grubych szmaragdowych zasłon z okien zwisały firany z pawich piór. Tam gdzie zwykle stało biurko znajdowała się teraz fontanna z ponczem, a obok niej stół zastawiony przysmakami z całego świata, wliczając w to jagodowo-bananowy tort, gorzkie czarne jaja bahanek, pomidory nadziewane koralowymi śliwkami i, oczywiście, najlepsze wina skrzatów. Wszyscy goście przebrani w najlepsze stroje wyjściowe dyskutowali w najlepsze, a czas umilała im muzyka wykonywana przez zaczarowany fortepian stojący w samym kącie gabinetu. Nagle przez roześmiany gwar zaczęła przedzierać się postać wielkości 3 rosłych mężczyzn robiąc przy tym mnóstwo zamieszania i przewracając kilka osób.
- Harry! Ron! – krzyknął Hagrid na tyle donośnie, że prawdopodobnie jego głos słychać było daleko poza murami zamku. – Sto lat Was nie widziałem! Sto lat! Cholibka! – olbrzym rozpłakał się i ścisnął Pottera i Weasleya na tyle mocno, że Naida była pewna, że ich udusi.
- Hagrid! – mężczyźni ucieszyli się na jego widok. – Co u Ciebie?
- Całkiem nieźle, cholibka! Tak strasznie się za Wami stęskniłem. Tylko Wasze dzieciaki widuję, ale nikt nie odwiedzi starego Hagrida, co? – mrugnął do nich potężną powieką.
W tym momencie olbrzym dostrzegł Naidę która stała za jego przyjaciółmi i bacznie przyglądała się tej scenie.
- To ja może już... - Hagrid szybko się odwrócił i zmierzał w stronę swojej żony, Olimpii.
- Ciekawe co mu się stało... – skomentował Ron. – Eh... Muszę iść do Hermiony. – dodał szybko gdy zobaczył jak Granger patrzy na niego wymownie.
Naida Gallagher stała teraz niecały metr za TYM Harrym Potterem. Nikt ich nie zagadywał i choć w pomieszczeniu było mnóstwo ludzi to był ten moment gdy mogła z nim przeprowadzić rozmowę sam-na-sam.
- Panie Potter... Zastanawiałam się czy mogłabym panu zadać kilka pytań? – dziewczyna zrobiła najbardziej niewinną minę na jaką było ją stać. – Zawsze ciekawiło mnie jak to wszystko się stało i...
- Spokojnie, Panno...
- Naida Gallagher. – odpowiedziała dziewczyna.
- Panno Gallagher. Choć jestem winny pani chociaż rozmowę za ten niefortunny wypadek przed gabinetem to jednak muszę porozmawiać z profesor McGonagall, ale będzie jeszcze mnóstwo czasu by...
- Proszę. To tylko dwa pytania.
Potter przez chwilę przyglądał się bacznie Naidzie i w końcu kiwnął głową. Domyślał się, że tak łatwo się nie odpędzi od ciekawskiej czarownicy. W jej głowie w tym momencie rozpoczęło się gradobicie. Tylko dwa pytania? Miała ich całe mnóstwo, a jednak w tym momencie nie potrafiła wybrać które jest właściwie i co najbardziej ją interesuje, a nie mogła ich zmarnować. Drugiej takiej okazji nie będzie miała.
- W tę noc w Dolinie Godryka, gdy zaklęcie odbiło się od pana i ugodziło w Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać... Ja... Nadal nie mogę zrozumieć jak to się stało. Był pan tylko dzieckiem.
- Tarcza miłości. Moja matka oddała za mnie życie, więc Voldemort nie mógł mnie zranić. – Naida wzdrygnęła się nieco na dźwięk tego imienia. – Proszę się nie przejmować, on nie żyje, nie trzeba bać się tego wymawiać.
- Wiem, ja tylko... – przełknęła głośno ślinę, Potter w sumie nie powiedział by jej nic czego nie wiedziała, ale nadal nie potrafiła zrozumieć tej „tarczy miłości". – Gdy Czarny Pan jeszcze żył... Mieliście jakąś więź między sobą, prawda? Czarny Pan mogł ją wykorzystywać, prawda? Słyszałam, że włamywał się do pana umysłu, że pojawiały się w nim wizje. Zastanawiam się czy czuł pan kiedykolwiek coś podobnego po jego śmierci?
- Przez jakiś czas... Tak... – lekko spuścił wzrok. – Ale to już nie były wizje które Voldemort sam wszczepiał mi w umysł. To były tylko koszmary i wspomnienia z tego całego horroru. A teraz jeśli Pani pozwoli...
- Ostatnie pytanie. – Naida znów spojrzała na niego niewinnym wzrokiem. – Proszę, ostatnie. – Potter znowu przez chwilę ją obserwował i znów kiwnął głową.To była ostatnia szansa by czegokolwiek się dowiedzieć. Dziewczyna przeanalizowała wszystko jeszcze raz i żadne pytanie jakie mogła zadać nie dałoby jej odpowiedzi która mogłaby jej jakkolwiek pomóc. Najbardziej na świecie pragnęła dowiedzieć się gdzie został pochowany Lord Voldemort, pragnęła pójść tam i chociaż spojrzeć na jego ciało, a właściwie to co z niego zostało, licząc na to, że dzięki temu dowie się o nim czegoś więcej. Postanowiła zaryzykować i podpuścić Pottera, a szansę, że jej się uda były równe zeru.
- Ciało Czarnego Pana zniknęło. – mężczyzna zamarł.
Bez słowa wpatrywał się w dziewczynę czekając na moment w którym powie mu, że żartowała. Skąd mogła w ogóle wiedzieć gdzie został pochowany Voldemort. Wiedział o tym tylko on i Dumbledore.
- To niemożliwe. – skomentował krótko. – Nikt nie wie jak się tam dostać. Nikt nie potrafi.
- Ja wiem i potrafię. – serce stało jej w gardle i obawiała się, że za sekundę Potter przyłapie ją na kłamstwie.
- Na pewno pomyliłaś miejsca. – roześmiał się sztucznie. – Posłuchaj mnie. – z powrotem zmienił ton na poważny i mówił bardzo cicho. – Nie wiem po co szukałaś jego ciała, ale przestań. Rozumiem pragnienie wiedzy, ale to nie przyniesie Ci nic dobrego. Jego truchło jest dobrze ukryte i przysięgam Ci, że nikt nie mógł go ruszyć więc na pewno pomyliłaś miejsca. A teraz wybacz mi, ale muszę porozmawiać z profesor McGonagall.
Potter odszedł od Naidy zostawiając ją przerażoną i nieco zdruzgotaną. On jednak nie podszedł do starej nauczycielki tylko rozglądając się czy nikt go nie obserwuje wyszedł z sam z gabinetu. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i szybkim krokiem pognała za nim. Potter połknął haczyk, zamierzał iść i sprawdzić czy Naida na pewno się pomyliła i czy ciało Voldemorta faktycznie jest tam gdzie powinno być. Ściągnęła obcasy by mogła się bezszelestnie poruszać. Mężczyzna prawie biegł, co nie ułatwiło jej zadania gdyż co chwilę musiała się chować za wielkimi kolumnami, jednak całą drogę na pierwsze piętro udało się jej przejść niezauważoną. Potter wszedł do łazienki dziewczyn którą na co dzień zamieszkiwała Jęcząca Marta, niezbyt lubiany duch Hogwartu. Naida obserwowała go zza drzwi gdy stał plecami do niej pochylony nad umywalką i dziwnie syczał sam do siebie licząc na to, że umywalki rozsuną się i otworzy się tajemne przejście.
- Komnata Tajemnic. – wyszeptała do siebie do Naida i szybko schowała się z powrotem za framugę będąc pewną, że Potter ją usłyszał.
- Kto tu jest? – wyciągnął różdżkę i wpatrywał się w drzwi za którymi stała dziewczyna.
Nagle z jednej z rur rozległ się głośny jęk i z muszli klozetowej wyskoczył duch dziewczyny w ogromnych okularach.
- Marta. – Harry nabrał głośno powietrza w płucach.
- Harry... – uśmiechnęła się odsłaniając duże przednie zęby. – Nie wiedziałam, że przyjechałeś. Przyszedłeś mnie odwiedzić? – zamrugała kilka razy szczerząc się jeszcze bardziej.
Gallagher wykorzystała ten moment na ucieczkę ale nie wróciła już na przyjęcie do Gabinetu Dyrektora. Pognała prosto do dormitorium Slytherinu i porwała ze swojej szafki wielką księgę o Historii Hogwartu. Nie przebrała się nawet z pięknej sukni tylko rozsiadła przed kominkiem i przez całą noc czytała książkę szukając każdej możliwej informacji na temat Komnaty Tajemnic i tego jak się tam dostać.