Język węży.

18 czerwca 2017, Hogwart.


Nieubłaganie zbliżał się koniec roku szkolnego i choć czerwiec nie był tak upalny jak tegoroczny kwiecień wszyscy w Hogwarcie nie mogli doczekać się upragnionych wakacji. Prawie wszyscy. Tylko jedna osoba pragnęła by był dopiero wrzesień, by mogła spędzić tu jeszcze jeden rok.
Naida Gallagher siedziała w swojej sypialni w pustym, ciemnym dormitorium Slytherinu przeczesując po raz tysięczny te same podręczniki. W ciągu ostatniego miesiąca zdążyła się już nauczyć ich na pamięć i dosłownie możnaby ją było z tego odpytać o godzinie 2 w nocy, a ta i tak znała by wszystkie odpowiedzi. Wiedziała gdzie jest Komnata Tajemnic, wiedziała co się w niej znajduje, wiedziała co trzeba zrobić by tam wejść, nie wiedziała jednak JAK to zrobić. Bibliotekę odwiedzała niemal codziennie ale do tej pory nie znalazła żadnej książki która wytłumaczyłaby jej w jaki sposób nauczyć się języka węży. Wszystkie mówiły o tym, że wężoustnym trzeba się urodzić i innego sposobu nie ma. Wszystkie kłamały. Jeśli tylko miałaby dostatecznie dużo czasu mogłaby znaleźć węża i przygarnąć go. Może po kilku tygodniach, miesiącach, latach udałoby się jej z nim porozumieć i wiedziałaby w końcu jak otworzyć sekretną komnatę w której od 20 lat spoczywało ciało Czarnego Pana. Do końca roku zostało jednak zaledwie kilka dni, potem Naida, tak jak reszta siódmoklasistów wsiądzie na te same łodzie którymi płynęli 7 lat wcześniej i w ten sentymentalny sposób na zawsze pożegna Hogwart. Może za 10 lat uda jej się dostać w szkole posadę nauczycielską i wtedy mogła by spróbować jeszcze raz ale 10 lat to dużo, zdecydowanie za dużo, a Naida nie mogła tyle czekać, była spragniona widzy teraz, już. Dziewczyna cisnęła głośno kolejną książką w kąt pokoju i przetarła twarz dłońmi. Spędzała ostatnie dni szkoły na grzebaniu w podręcznikach gdy wszyscy jej przyjaciele przesiadywali na błoniach i przysięgali sobie, że będą do siebie pisać i nigdy nie przestaną się widywać. Te wszystkie fałszywe przyjaźnie nie przetrwają dłużej niż miesiąc. Teraz mogą udawać takich sobie oddanych, takich lojalnych, ale nie będą się widywac, nie będą do siebie pisać, a następnym razem spotkają się za 12 lat, przypadkiem na dworcu odprowadzając swoje dzieci na pociąg do szkoły. Wtedy też ledwo machną sobie i uśmiechną się kiwając lekko głową. Potem wrócą do domu i będą wspominać te wszystkie piękne czasy szkoły, te niesamowite paczki, te przygody, tych starych przyjaciół. Gallagher nie była zbyt lubiana. Wszyscy wiedzieli z jakiej jest rodziny i jakie wartości sobie ceni, a to nie było powszechnie lubiane w „nowym, przyjaznym Hogwarcie". Brudnym, szlamowatym Hogwarcie. Za każdym razem gdy sobie o tym przypomniała, gdy tylko spojrzała na łóżko stojące w drugim rogu pokoju, łóżko Roberty Anderson, szlamy która teraz dumnie nosiła barwy Slytherinu, wzbierała się w niej złość, nienawiść i obrzydzenie. Z impetem zrzuciła wszystkie książki z łóżka, a w tym momencie drzwi sypialni otworzyły się i weszła przez nie Tella Gotten, najbliższa Naidzie osoba w całym tym zamku.
- Oszalałaś? – Tella spojrzała przerażona na swoją przyjaciółkę. – Jest koniec roku, już dawno po egzaminach, a Ty się uczysz?!
Tella pochodziła z niezbyt zamożnej rodziny. Jej ojciec, Sybiliusz, czarodziej czystej krwi stracił wszystkich krewnych, ze strachu walczyli po stronie Czarnego Pana, podczas Bitwy o Hogwart, a razem z nimi przepadł ich rodzinny majątek. Matka Telli zmarła gdy miała ona 12 lat i od tamtej pory pan Gotten załamał się, nie mógł poradzić sobie ze śmiercią ukochanej żony. Przestał przykładać się do pracy przez co jego sklep z Magicznymi Ziołami i Przyprawami na ulicy Pokątnej popadł w ruinę i mało kto tam teraz przychodził. Tella nie miała wygórowanych ambicji, nie lubiła się uczyć i była pewna, że po skończeniu Hogwartu po prostu pomoże ojcu w sklepie i z powrotem staną na nogi. Mówiła, że jeśli to jej nie wyjdzie to rzuci wszystko i zacznie podróżować po świecie. Nie ma nic do stracenia. Dziewczyna rozsiadła się na łóżku obok Naidy.
- Nadal nie powiesz mi czego szukasz w tych podręcznikach? – podniosła z podłogi „Węże i jaszczurki – jak je hodować?" – Chcesz mieć węża? – spojrzała pytająco przyglądając się okładce.
- Myślę nad tym. – odpowiedziała szybko Naida i wyrwała z rąk przyjaciółki książkę. – Która godzina? – spytała przecierając oczy.
- Już prawie 18, zaraz niedzielna uczta w Wielkiej Sali. – zmierzyła ją wzrokiem. – Mogłabyś się jakoś... ogarnąć. Wyglądasz jakbyś nie spała 2 miesiące.
- Jakoś tak będzie... – mruknęła sarkastycznie pod nosem, ale Tella tego nie dosłyszała.


Widzę ciemność, widzę noc, widzę nienawiść. Gdzie jestem? Nie jestem przecież duchem. Nikogo tu nie ma. Nie mam władzy w rękach, nie mam władzy w nogach, nie czuję zapachu, nie czuję głodu, nie jestem spragniony, nie słyszę żadnego dźwieku, nie czuję bólu. Nie jestem zatem w piekle. Więc gdzie jestem? Oprócz mnie nie ma tu nikogo, a w tej ciemności nie przemyka żaden cień. Nie wiem czy stoję, nie wiem czy leżę, nie wiem czy siedzę, nie wiem czy latam, a może w ogóle mnie nie ma? W głowie mam miliardy myśli, miliardy pytań i nie potrafię znaleźć odpowiedzi na żadne z nich. Nie wiem od kiedy tu jestem, nie wiem jak się tu znalazłem, nie wiem jak mam się stąd ruszyć. Tylko ja i miliardy pytań na które nigdy nie znajdę odpowiedzi. Czy właśnie tak wygląda nieśmiertelność? Czy to moja kara? Skoro to moja kara to powinienem cierpieć, a ja nie cierpię. Powinienem czuć ból, a nie czuję nic. Nie mogę nic. Krążę na granicy życia i śmierci. Nie wiem czy żyję czy jestem już martwy. Nie mogę być martwy. Przecież widzę. Ale czy martwi nie widzą ciemności? Nie widzą nocy? Nie widzą nienawiści? Nie. Śmierć mnie nie dotyczy. Tylko ja mogę żyć wiecznie. Lord Voldemort powróci i tym razem będzie jeszcze silniejszy.