Komnata Tajemnic

23 czerwca 2017, Hogwart


Za każdą obsesją, za każdym osobliwym działaniem kryje się jakaś pobudka. (...) Czy chodzi o zdobycie fortuny, przypodobanie się krewnym, zapisanie w historii czy nawet... szalone morderstwo, wszystkie te niezwykłe działania są owocem specyficznego zamysłu.
~
Maxime Chattam


Brak snu może objawiać się różnie. Omamy dźwiękowe, halucynacje, niekontrolowane wybuchy agresji i śmiechu czy depresyjne myśli są w tym przypadku na porządku dziennym. Zamiast śnić odbywa się koszmary na jawie, a po pewnym czasie organizm jest tak przyzwyczajony do braku wypoczynku, do ciągłego wytężania umysłu, że pójście spać samo w sobie wydaje się jednocześnie najgorszym z koszmarów i największym z marzeń. Naida nie mogła sobie pozwolić na sen, za 2 dni na zawsze opuści mury Hogwartu, a nadal nie wiedziała nic. Stała właśnie nad umywalką w toalecie dziewcząt na pierwszym piętrze i od kilku godzin po prostu syczała licząc na to, że przypadkiem uda jej się otworzyć Komnatę Tajemnic. Nic się jednak nie wydarzyło. Nie wiedziała która jest godzina, gdy nie śpi się tyle dni czas przestaje odgrywać jakąkolwiek rolę. Gdy przez okna powoli wdarły się oślepiające promienie światła, a Naida spojrzała przez nie, słońce było już wysoko na niebie. Było przynajmniej południe. Dziewczyna wróciła do umywalki i nadal wydawała z siebie syki i nadal nic sie nie działo. Wyprostowała się gwałtownie i spojrzała w lustro które wisiało na wysokości jej twarzy. Zapadnięte oczy, potargane włosy, blada cera i spierzchnięte wargi. Wyglądała jakby spędziła noc w Azkabanie... i tak też się czuła. Odkręciła kran by chociaż przemyć twarz zimną wodą, ale nic z niego nie poleciało. Coś za to zaczęło chorobliwie stukać w rurach, jakby zamknięty był tam potwór którego właśnie ktoś obudził z głębokiego snu. Kran przed nią zaczął się lekko ruszać i przerażona Naida cofnęła się na krok gdy nagle wyleciała z niego Jęcząca Marta.
- OBUDZIŁAŚ MNIE! – jęknęła przeraźliwie wysokim głosem. – Leżałam sobie spokojnie w głównej rurze, a Ty mnie obudziłaś!
Przez głowę Naidy przeszło naraz tysiąc myśli co wywołało ogromny ból głowy. Próby analizowania znanych już faktów były bardzo ciężkie w takim stanie wyczerpania w jakim teraz był jej organizm. Zacisnęła mocno oczy łudząc się, że cokolwiek jej to pomoże. Jęcząca Marta. Marta Warren. Zabita w toalecie. Szlama. Bazyliszek. Zabita przez bazyliszka. W toalecie. Szlama. Bazyliszek. Potrzebuję snu, ale nie mogę teraz zasnąć. Komnata Tajemnic. Dziedzic Slytherina. Dziedzic Slytherina!
- Marto... – zaczęła nieco ochrypłym głosem Naida gdy duch dziewczyny powoli kierował się do jednej z toalet. – Znałaś Toma Riddla, prawda?
Marta gwałtownie zatrzymała się ale się nie odwróciła. Nie odzywała się dłuższą chwilę.
- Czemu o niego pytasz? Czemu Cię to interesuje? – odwróciła się gwałtownie i dostrzegła gdzie konkretnie stoi dziewczyna. – Chcesz tam wejść... Po co chcesz tam wejść?
- Podróżujesz tam czasem? Do Komnaty Tajemnic?
Naida liczyła, że Marta chociaż nieświadomie da jej jakąś wskazówkę, że chociaż powie czy widziała tam JEGO ciało. Ta jednak nie odezwała się ani słowem i głośno jęcząc wleciała w najbliższą toaletę tak, że woda rozlała się po całej podłodze. Ślizgonka była wściekła. Była tak wściekła jak nie była jeszcze nigdy. Odwróciła się z powrotem w stronę umywalki i z całej siły uderzyła pięścią w lustro które wisiało przed nią, a to stłukło się raniąc jej rękę. Naida była zmęczona, nie czuła nawet bólu który spowodowały kawałki szkła wbite w rozciętą rękę. Oderwała tylko kawałek materiału ze swojej sukienki szarej sukienki i przewiązała tym prowizorycznym bandażem dłoń. Musiała coś zrobić, zostały jej 2 dni, a zdawało się, że co minutę widziała coraz mniej. Komnata Tajemnic. Bazyliszek. Dziedzic Slytherina. Marta. Jęcząca Marta. Bazyliszek. Śmierć Marty. Bazyliszek. Potwór... Dziewczyna wciągnęła głęboko powietrze w płuca. Hagrid. Najszybciej jak tylko potrafiła wyszła z toalety, a potem z zamku. Na korytarzach mijała uczniów którzy patrzyli na nią zdziwieni dlaczego Naida Gallagher, która zawsze dbała o swoją urodę, teraz wygląda jakby stała się duchem i kroczy przez zamek w podartej sukience. Ta jednak nie zwracała na nich uwagi i nie zamierzała się zatrzymywać chociaż każdy krok wywoływał potworne bóle stawów przez co jeszcze bardziej kręciło jej się w głowie. W końcu dotarła do małej chatki stojącej na skraju Zakaznego Lasu. Mogła tam iść 5 minut, a mogła nawet godzinę. Czas przestał się dla niej liczyć. Zdrową ręką zadudniła mocno w wielkie dębowe drzwi i w środku ktoś zaczął się krzątać.
- Neville mówiłem Ci, cholibka, że te kapusty to na jutro dopiero będą... – Hagrid zaczął mówić jeszcze zanim otworzył drzwi, a gdy zobaczył, że nie stoi przed nimi profesor Longbottom tylko Naida Gallagher próbował z powrotem je zamknąć.
Dziewczyna jednak dosłownie wślizgnęła się do środka i olbrzym nie miał innego wyboru jak tylko z nią porozmawiać.
- Co tu robisz? – spytał groźnie. – Ostatnim razem powiedziałem Ci już za dużo. Mam za długi jęzor, za długi jęzor... – dostrzegł rękę dziewczyny z której leciały krople krwi prosto na podłogę. – Powinnaś iść do Pani Pomfrey, ona Ci opatrzy rękę. Odprowa...
- Jak otworzyć Komnatę Tajemnic? – spytała przez zaciśnięte zęby. – Wiem, że prawie 100 lat temu miałeś z tym coś wspólnego. Słyszałam plotki. Jak ją otworzyć?
- Nawet gdybym wiedział to bym Ci nie powiedział. – olbrzym zrobił poważną minę. – A teraz chodź do Skrzydła Szpitalnego, bo ta ręka wygląda poważnie...
Naida czuła się coraz słabiej. Była odwodniona, zmęczona, a z każdą ubytą kroplą krwi z jej ręki kreciło jej się w głowie jeszcze bardziej. Z wewnętrznej kieszeni luźnej kamizelki wyciągnęła różdżkę i zakołysała się niebezpiecznie na nogach.
- Nie zmuszaj mnie bym jej użyła. Jak otworzyć Komnatę Tajemnic? – spytała ostro i osunęła się na nogach uderzając z łoskotem w drewnianą podłogę.


- Musisz mieć na nią oko, Kingsleyu. – powiedział spokojnie portret Albusa Dumbledora.
- To bardzo mądra uczennica, prymuska, prefekt naczelny, nigdy nie sprawiała żadnych problemów. – mówił Flitwick usprawiedliwiającym głosem. – Może gdybyś znalazł jej jakąś posadę w Ministerstwie...? Prawie wszystkie egzaminy zdała na Wybitny. To bardzo miła dziewczyna, uprzejma...
- Postaram się coś jej znaleźć ale wydaje mi się, że powinniśmy ją przesłuchać. Tak dla pewności. – Minister Magii Kingsley Shacklebolt wpatrywał się portret Dumbledora czekając na jego radę.
- Nic by Ci nie powiedziała, a przecież nie użyjesz na niej veritaserum. Po prostu trzeba mieć ją na oku, a nic złego się nie stanie. – odpowiedział uśmiechnięty portret.
- A gdzie ona teraz jest? – spytał Shacklebolt.
- Śpi w Skrzydle Szpitalnym. Nie spała kilka dni, rozcięła sobie rękę i straciła trochę krwi przez co zemdlała. Pani Pomfrey opatrzyła jej ranę. Poleży jeszcze jeden dzień i będzie w stanie wrócić do domu. – odpowiedział przejęty Flitwick. – Albusie, masz jakikolwiek pomysł czego ta dziewczyna mogła szukać w Komnacie Tajemnic?
- Nie mam bladego pojęcia. – skłamał Dumbledore.