Martwe pragnienia.
25 czerwca 2017, Hogwart
Naida stała w wejściu do bardzo długiej, zimnej komnaty. Wzdłuż ścian ustawione były wielkie, kamienne posągi łbów węży które wydawały się wynurzać zza ściany. Pomiędzy każdą z głów stała kamienna kolumna tak wysoka, że nie widać było sklepienia, tak jakby sklepienia w ogóle nie było. Dziewczyna zrobiła mały krok bojąc się, że coś ją zaatakuje gdy tylko wyczuje jej ruch. Nigdy nie była w tym miejscu i nie pamiętała nawet jak się tam znalazła. Zrobiła drugi kroczek i gdy znowu nic się nie stało zrobiła kolejny, a potem jeszcze jeden. Szła spokojnie przed siebie ale przez zieloną poświatę która unosiła się nad posadzką nie widziała dobrze do czego zmierza. W końcu zobaczyła wielką płaskorzeźbę głowy. Głowy Salazara Slytherina.
- Komnata Tajemnic... – wyszeptała do siebie i wzięła głęboki oddech.
Nie pamiętała jak się tu dostała, jedynie to, że jeszcze niedawno była u Hagrida. Może to on ją tutaj przyprowadził? Ale w takim razie gdzie on jest? Dziewczyna chciała krzyknąć z radości, w końcu udało jej się tu dostać. Na ziemi kilkanaście metrów przed nią zobaczyła czyjeś ciało i gwałtownie się zatrzymała. Nie było mowy o pomyłce, Naida faktycznie odkryła gdzie spoczywa ciało Voldemorta. Sparaliżował ją strach. Teraz gdy już osiągnęła cel nie wiedziała co robić dalej. Przez chwilę wydawało jej się, że słyszy czyjeś kroki za sobą ale gdy odwróciła się nikogo nie było i tylko woda spokojnie spływała do kanałów po bokach komnaty. Nadal stała w miejscu, a serce biło jej jak szalone. Całe ciało drżało i ledwo co utrzymywała w ręce różdżkę. W końcu zebrała się na odwagę i z prędkością żółwia zaczęła podchodzić do owego ciała bliżej. Z każdym krokiem miała coraz większe wątpliwości. Gdy w końcu była w takiej odległości, że mogła dostrzec czyje ciało przed nią leży. Różdżka wypadła jej z dłoni. Przez chwilę nie wiedziała czy to co widzi to tylko omam czy rzeczywistość. Podbiegła do truchła i upadła na ziemię dysząc ciężko.
- BRENDAN! – wykrzyknęła w rozpaczy widząc przed sobą martwe ciało swojego młodszego brata. – BRENDAN! – próbowała go ocucić ale jego twarz była zimna i szara.
- Nie możesz mu pomóc. – usłyszała za sobą znajomy głos i gdy się odwróciła dostrzegła swoich rodziców, smutnych i bez chęci życia.
- Co się stało? Czemu on tu jest? CO SIĘ STAŁO?! – krzyczała ale jej rodzice tylko wpatrywali się w nią pustymi oczami i nic nie odpowiedzieli. – Brendan... – wykrztusiła z siebie złamanym głosem.
Wtuliła się w pierś chłopca ale nie usłyszała bicia serca. Leżała tak przez chwilę, jej łzy wsiąkały w czarną szatę w którą ubrany był Brendan. Chwyciła go za rękę, choć czuła jakby chwyciła sopel lodu. Gdy podniosła głowę by jeszcze raz spojrzeć na twarz brata odskoczyła do tyłu. Leżał przed nią nie Brendan, a Lord Voldemort. Martwy. Wydała z siebie pisk tak wysoki i tak donośny, że spokojnie mógłby pobudzić wszystkich mieszkańców zamku.
Naida otworzyła oczy. Siedziała na łóżku w Skrzydle Szpitalnym. Zegar wskazywał 2 w nocy.
- To tylko sen... – powiedziała do siebie. – Tylko sen... – z powrotem zasnęła ale tym razem nie śniła już o niczym.
Gdy dziewczyna obudziła się rano nie pamiętała koszmarów jakie dręczyły ją tej nocy. Była sobota, godzina 8 rano. Za godzinę miało odbyć się śniadanie w Wielkiej Sali, a potem miała na zawsze opuścić Hogwart. Z jej oczu poleciały ogromne gorące łzy i kapiąc z jej nosa spadały na książki które pakowała do kufra. W sypialni nie było nikogo gdyż reszta dziewczyn zdążyła się już wcześniej przygotować do wyjazdu, na co Naida nie miała możliwości gdyż ostatnie 2 dni spędziła w Skrzydle Szpitalnym śpiac. Otworzyła swoją saszetkę w której teraz znajdowało się zdjęcie jej rodziny, zasuszona czterolistna koniczyna którą dostała w prezencie od ojca wiele lat temu, kieł rekina który podarowała jej babcia, miała fiolka Eliksiru Wielosokowego oraz Kamień Wskrzeszenia. Dziewczyna wpatrywała się jeszcze przez chwilę we wszystkie te przedmioty po czym schowała saszetkę na samo dno kufra i dokończyła pakowanie.
Gdy zeszła do Wielkiej Sali uczta już się rozpoczęła. Kierując się do swojego miejsca przy stole Slytherinu słyszała dookoła siebie szepty „Kompletnie jej odbiło.", „Meredith mówiła, że widziała ją jak biła się z Hagridem.", „Podobno na ostatnich eliksirach zaczęła rozwalać wszystkie kociołki.". Naida jakoś przełknęła dumę i starała się wyłączyć myślenie. Była zrozpaczona. Nie z powodu tych plotek i obrzydliwych śmiechów. Nigdy już nie będzie miała szansy by wejść do Komnaty Tajemnic. Za godzinę odpłynie, tak jak reszta jej rówieśników, na łodziach, potem wsiądzie do pociągu i po kilkugodzinnej podróży znajdzie się w Londynie. A tam znowu będzie z niczym i już nigdy nie pozna odpowiedzi na pytania których nigdy nie będzie miała okazji zadać.
Wszyscy siódmoklasiści przebrani w szaty swoich domów powoli wsiadali na łodzie. W ten symboliczny sposób mieli na zawsze opuścić mury szkoły, wejść w dorosłe życie. Siedem lat temu wydawały się one o wiele większe, dzisiaj te drewniane łajby ledwo co mieściły 3 osoby. Naida usiadła z tyłu, nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Zanurzyła się w swoje myśli i nim się spostrzegła prawie dobijali do małego portu. Odwróciła się jeszcze na chwilę by podziwiać Hogwart i z tym momentem poczuła jak wszystkie jej pragnienia umierają. Jej największe marzenie teraz wydawało się bezcelowe. W szkole było łatwiej, wydawało jej się, że ma mnóstwo czasu i wszystko zdąży zrobić. Teraz nie miała go w ogóle. Nie kochała Hogwartu tak jak wielu innych uczniów. Kochała spuściznę swoich przodków która teraz była tylko mugolskim obiektem turystycznym. Szkoła Magii Lernaea na pewno była o wiele piękniejsza, o wiele bardziej tajemnicza i zdecydowanie lepiej uczono tam magii niż w Hogwarcie. To mugole i szlamy, to polityka tolerancji i równości spowodowała, że teraz czarodzieje nie mają już nic. Historia jej rodu upada. Krew czarodziejska miesza się z krwią brudnych mugoli... Narastała w niej ogromna złość. Jest tylko jeden sposób by przywrócić dawny ład. Łodzią szarpnęło i dobiła w końcu do brzegu. Była tylko jedna osoba która mogła jej pomóc. Naida przysięgnęła przed samą sobą, że zrobi wszystko by czystość krwi odzyskała znaczenie, by mury Lerenaei znowu przyjmowały adeptów, by brudne szlamy nie były wpuszczane do środowiska prawdziwych czarodziejów, by Lord Voldemort powrócił i tym razem był jeszcze silniejszy.
