Wiejski Dworek Państwa Gallagher
27 czerwca 2017 r., Dworek Państwa Gallagher.
Państwo Gallagher nie lubili przebywać wśród ludzi, a zwłaszcza wśród ludzi których pochodzenie nie było im do końca znane. Osiemnaście lat temu dostali w spadku po prababce pana Gallagher piękny wiejski dworek. Wiejski dworek był w tym wypadku dość mylącą nazwą gdyż położony był z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Najbliższe miasto było w odległości 60 kilometrów co dawało wystarczającą dla państwa Gallagher przestrzeń między mugolami, a czarodziejami. O tej porze roku góry Północnej Irlandii wyglądały jak zaczarowane, a słońce budzące się do życia przeciskało się przez kotliny sprawiając wrażenie ospałego.
Barnabus Gallagher siedział właśnie na tarasie z tyłu domu i popijając poranną kawę przeglądał Proroka Codziennego. Gdy żona nie patrzyła dolał do niej odrobinę Ognistej Whisky i widok wschodzącego słońca wydawał się jeszcze piękniejszy z każdym łykiem. Nagłówki w gazecie były tak samo nudne jak zawsze. Dzisiaj pierwszą stronę zdobiło zdjęcie małej różowej żaby, a nad nią nagłówek „Odkryto nowy gatunek jadowitej żaby pustynnej.". Pan Gallagher odłożył gazetę kręcąc głową.
- Już nie mają o czym pisać... – mruknął pod nosem gdy jego żona spojrzała zdziwiona.
- Dziwisz się? – pani Amanda Gallagher nawet nie podniosła głowy i dalej piłowała paznokcie. – Och, mam nadzieję, że Bernard dobrze się bawi z Twoim bratem w tej Francji...
Siedzieli w ciszy przez dobre kilka minut gdy przez oszklone drzwi na taras wkroczyła ich ukochana córka przeciągając się jeszcze.
- Nai-Nai, słoneczko. – jej matka odsunęła jej krzesło by mogła usiąść.
Pani Amanda bardzo troszczyła się o swoje dzieci, może aż za bardzo, co w opinii jej męża oznaczało tyle, że „rozpuściła te bachory". Zarówno Naidzie jak i Brendanowi nigdy niczego nie brakowało. Wszystko mieli podane pod nos. Najlepsze ubrania, najnowsze podręczniki, wakacje w egzotycznych miejscach. Nigdy nikt ich nie karał za jakiekolwiek przewinienia. Rodzice nauczyli ich, że liczy się tylko czysta krew i fortuna zamknięta w dobrze strzeżonej krypcie w Banku Gringotta. Za Naidą na taras wkroczył skulony skrzat domowy. Miał na sobie starą poszewkę na poduszkę która miała tyle łat, że nikt nie był w stanie tego policzyć. Na lewym oku miał czarną przepaskę i utykał na jedną nogę zagryzając zęby z bólu przy robieniu każdego kroku. Postawił przed dziewczyną tacę z grzankami z dżemem, świeżym sokiem z dyni, czarną kawą oraz naleśnikami z syropem kokosowym i czekał na oddelegowanie. Naida wzięła łyka gorącej kawy i od razu się wykrzywiła.
- Co to jest?! – wrzasnęła na skrzata. – Nie chciałam gorzkiej kawy, chciałam waniliową!
Cisnęła w skrzata kubkiem. Gorąca kawa poparzyła go w twarz, a kubek nabił mu wielkiego guza który od razu zaczął rosnąć. Rodzice nawet nie zwrócili uwagi na to co się właśnie wydarzyło gdyż w tym domu było to na porządku dziennym. Skrzat zapłakany zaczął wycierać rozlaną kawę i odszedł w ukłonach by po kilku chwilach przynieść nową, tym razem dobrą kawę.
- Możesz iść. – syknęła Naida.
- Słoneczko, przyszedł list do Ciebie. Od samego Ministra. – powiedziała pani Gallagher z dumną miną która uwydatniła jej zmarszczki ukryte pod starannym makijażem.
Dziewczyna trochę zdębiała, nie ubiegała się tam o pracę i mówiąc szczerze obawiała się, że list może dotyczyć jej ostatniego ataku na Hagrida. Otworzyła go drżącymi dłońmi i w miarę czytania jej mina stawała się jeszcze bardziej zdziwiona. Gdy skończyła czytać jej matka wpatrywała się nią jak w obrazek czekając na informacje o czym pisał do niej sam Minister Magii.
- Chcą mnie na praktyki. Do Biura Ministra. – wyjaśniła bez jakichkolwiek emocji w głosie.
Pani Gallagher zakryła usta dłońmi i prawie rozpłakała się ze szczęścia, a pan Gallagher odchrząknął i poklepał dumnie córkę po ramieniu.
- Mam dać im odpowiedź do końca tygodnia. – Naida włożyła z powrotem list do koperty.
- Świetnie, świetnie! Nie ma co czekać. Zaraz zawołam Głąbka by przyniósł Ci pergamin i pióro... – zaczął Barnabus Gallagher.
- Ojcze... Ja nie wiem czy chcę pracować w Ministerstwie... – dziewczyna spuściła wzrok i zaczęła dłubać widelcem w naleśnikach. – Myślałam raczej o podróży do Egiptu, Rumunii, Bułgarii i Albanii by zbadać tamtejsze wampiry i zostać nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią.
- Nonsens. – ojciec zmarszczył brwi. – Nauczyciele kiepsko zarabiają, a z takimi praktykami za jakiś czas będziesz miała szansę zostać Doradcą, a potem może nawet Ministrem Magii. Tak... To dobra ścieżka kariery dla Ciebie... – gdy dostrzegł przeszywający go wzrok żony na chwilę zamilkł. – Ale oczywiście... Przemyśl to jeszcze.
Resztę śniadania spędzili w niezręcznej ciszy. Po posiłku Naida wzięła ze sobą kilka książek i poszła na spacer by pomyśleć w ciszy. Rozsiadła się pod drzewem i obserwowała dwie goniące się wiewiórki. Z małej torebki wyciągnęła paczkę papierosów którą niedługo przed wakacjami dała jej Tella dodając, że pomagają się odstresować.
- Incendio. – powiedziała cicho kierując różdżkę w końcówkę papierosa który od razu się odpalił.
Głęboko się zaciągnęła i trzymając przez chwilę dym w płucach faktycznie czuła chociaż odrobinę spokoju. Musiała przygotować plan. Praca w Biurze Ministra miała dużo plusów, miała by dostęp do dokumentów które nie są publicznie znane, można poznała by kilka tajemnic z tej historii. Za chwilę jednak pokręciła głową uznając, że to niemożliwe, że zostanie dopuszczona do tych dokumentów i najpewniej są one świetnie strzeżone. Otworzyła saszetkę którą zawsze miała ze sobą i jeszcze raz spojrzała na Kamień Wskrzeszenia. Użycie go nie przywróciłoby życia, jedynie wspomnienie. Insygnia Śmierci kryją za sobą jednak wiele tajemnic i może istnieje sposób na faktyczne przywrócenie życia, na uzyskanie właściwego ciała. Kamień Wskrzeszenia. Insygnia Śmierci. Śmierć. Opowieść o trzech braciach. Naida otworzyła Baśnie Barda Beedla. Zawsze miała je przy sobie licząc na to, że znajdzie tam coś czego wcześniej nie dostrzegła.
Drugi w kolejności starszeństwa brat, który miał złośliwe usposobienie, postanowił jeszcze bardziej upokorzyć Śmierć i poprosił o moc wzywania umarłych spoza grobu. I Śmierć podniosła gładki kamień z rzeki, dała mu go i powiedziała, że ów kamień ma moc ściągnięcia umarłego zza grobu.
(...)
Tymczasem drugi brat powędrował do własnego domu, w którym mieszkał samotnie. Zamknął się w izbie, wyjął Kamień, który miał moc ściągania zmarłych zza grobu i obrócił go trzykrotnie w dłoni. Ku jego zdumieniu i radości natychmiast pojawiła się przed nim postać dziewczyny, z którą miał nadzieje się ożenić, zanim spotkała ją przedwczesna śmierć.
Była jednak smutna i zimna, oddzielona od niego jakby woalem. Choć wróciła zza grobu, nie należała prawdziwie do świata śmiertelników i bardzo cierpiała. W końcu ów drugi brat, doprowadzony do szaleństwa beznadziejną tęsknotą, zabił się, by naprawdę się z nią połączyć.
I tak Śmierć zabrała drugiego brata.[1]
Naida przeczytała jeszcze raz podkreślone fragmenty i zamknęła oczy. Wystarczyłoby żeby obróciła trzykrotnie kamień w dłoni i przed nią stałby sam Voldemort. Co jednak zrobić by prawdziwie należał do tego świata?
[1] Fragmenty Opowiadania o Trzech Braciach autorstwa J. K. Rowling w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego.
