Ściśle tajne.

24 lipca 2017, Ministerstwo Magii


Pod presją ojca Naida w końcu zgodziła się na praktyki w Biurze Ministra. Z początku nie miała pojęcia na czym będzie polegać jej praca ale stawiała, że będzie porządkować papiery i zajmować się wszystkimi drobnymi sprawami na które Minister Magii nie ma czasu. Nie pomyliła się. Pracowała w Ministerstwie już 3 tygodnie i każdy dzień był jeszcze nudniejszy od poprzedniego, a jednak pracy było na tyle dużo, że dziewczyna nie miała nawet chwili by obmyślić czego i jak może się dowiedzieć w Ministerstwie. Po praktykach wracała do domu zmęczona więc od razu kładła się spać nie rozmawiając z nikim. Na książkach którym jeszcze miesiąc temu groziło rozpadnięcie się ze względu na częstość ich otwierania i zamykania dzisiaj spoczywała cienka warstwa kurzu.
W kolejny poniedziałkowy poranek znowu wstała i wkurzona samą myślą o tym, że dzisiaj znowu spędzi kolejnych dziesięć godzin nie robiąc absolutnie nic kreatywnego, za to bardzo pochłaniającego, dopiła pierwszą kawę. W Ministerstwie nie działo się nic szczególnego. Od rana padał deszcz i pomimo tego, że sam gmach znajdował się głęboko w podziemiach Londynu to i tak dawało się odczuć senną, przytłaczającą atmosferę.
- Panno Gallagher... – zaczął Odden Twycross. – Proszę podejść do Biura Aurorów i odebrać dokumenty.
Naida z tą samą znużoną miną wstała i wykonała kolejne ze służbowych poleceń. Biuro Aurorów było obszerną ciemnogranatową salą w której nie było żadnych biurek. Na środku stał długi stół przy którym kilku pracowników jadło właśnie drugie śniadanie. Na ścianach wisiały korkowe tablice do których poprzypinane były zdjęcia i krótkie notki. Dziewczyna stała przez chwilę zdębiała gdyż nie tak wyobrażała sobie to miejsce gdy usłyszała za sobą głos który na pewno słyszała już wcześniej.
- Nie dziw się tak, to głównie praca w terenie. – obok niej stał Harry Potter. – Przyszłaś po dokumenty, prawda? – uśmiechnął się i wręczył dziewczynie stos papierów.
- Przepraszam za tamto. – Naida spuściła lekko wzrok. – Na przyjęciu u profesora Flitwicka. Ja... Ja po prostu jestem bardzo ciekawa tego wszystkiego.
- Nic się nie stało, rozumiem. – odpowiedział po krótkiej chwili. – Przypominasz mi moją przyjaciółkę, Hermionę. Ona też szukała informacji wszędzie gdzie się dało. A prawda jest taka, że bez jej wiedzy nigdy nie udałoby się zakończyć tej okropnej wojny.
Naida zacisnęła zęby. Czy ten bezczelny Potter właśnie porównał ją do Hermiony Granger...? Do szlamy?! DO SZLAMY KTÓRA WALCZY O PRAWA SKRZATÓW DOMOWYCH?! Dziewczyna wciągnęła głośno powietrze i chociaż starała się uśmiechnąć najmilej jak potrafiła jej usta jedynie wykrzywiły się w szyderczym uśmiechu.
- Wiedza to jedno. To w jaki sposób się ją wykorzystuje to drugie. – Naida kiwnęła głową. – Do zobaczenia, panie Potter.
Odwróciła się i wyszła nie patrząc więcej na tego bezczelnego dupka. Gdy zamknęła za sobą drzwi chciało jej się krzyczeć. Jeszcze nikt nigdy tak bardzo jej nie obraził. Zacisnęła usta i stukając głośno obcasami pomaszerowała z powrotem do Biura Ministra. Papiery które wręczył jej Potter praktycznie rzuciła na biurko Twycrossa.
- Idę na przerwę. – wyszła z biura na tyle szybko, że jej szef nie był w stanie jej zatrzymać.
Bufet w Ministerstwie w którym można było kupić świeże drożdżowe bułeczki, ciepłą herbatę czy świeże sałatki o tej godzinie był praktycznie pusty. Przy jednym ze stolików siedziała para czarodziejów którzy zawzięcie dyskutowali na temat smoczych jaj niedawno odkrytych gdzieś w północnej Libii. Naidy nawet nie zauważyli. Ta kupiła sobie kawę i usiadła wpatrując się w stolik. Musiała się wyciszyć.


- Widzę, że zatrudniłeś nową praktykantkę... – powiedział Potter rozsiadając się na przeciwko Ministra Magii w jego biurze. – Naida Gall... Gallamet, tak?
- Gallagher właściwie... Tak. To ściśle tajne, ale Flitwick i Dumbledore chcieli bym miał na nią oko. – Kingsley ściszył głos. – Chwilę przed końcem roku szkolnego zaatakowała Hagrida. Rozumiesz...? HAGRIDA. Chciała by powiedział jej jak się dostać do Komnaty Tajemnic.
- Komnaty Tajemnic? – Potter przełknął głośno ślinę i przez chwilę wpatrywał się w Shaklebolta nie wiedząc czy powinien coś dodać. – Dobra. Nie powiedziałem Ci tego wcześniej ponieważ wydawało mi się, że to tylko spragniona wiedzy dziewczyna, ale... Na przyjęciu u Flitwicka... Pamiętasz jak trochę mnie nie było? – Kinglsey kiwnął głową. – Rozmawiałem z nią wcześniej. Powiedziała mi, że ciało Voldemorta zniknęło. Nie wiem skąd mogła wiedzieć, że to tam...
- Moment. Chcesz mi powiedzieć, że ciało Voldemorta zniknęło z Komnaty Tajemnic, a Ty nic mi nie powiedziałeś? HARRY. – Minister uniósł się lekko na krześle.
- Chodzi o to, że ciało ciągle tam jest. Poprosiłem Jęczącą Martę by tam poleciała i sprawdziła. Na początku nie robiła nic oprócz wycia, jak to Marta, ale w końcu udało się ją wyprosić. Ciało Voldemorta nadal spoczywa w Komnacie Tajemnic.
- Nie za bardzo rozumiem. Chcesz powiedzieć, że Gallagher otworzyła Komnatę? Że wiedziała, że znajduje się tam ciało Voldemorta? Czemu niby miałaby Ci mówić, że zniknęło? Nie jest głupia, wie, że to ściąga na nią nasze oczy.
- Jest też bardzo sprytna. Nie jestem pewien ale myślę, że liczyła na to, że wygadam się o lokalizacji, że była to część jakiegoś większego planu... Może dopiero potem odkryła, że to Komnata Tajemnic. Chociaż nadal nie jest dla mnie jasne jak to zrobiła.
- Może Cię śledziła? – wypalił nagle Minister, a Harry pokręcił głową.
- Nie sądzę. Bardziej obawiam się, że ktoś jej powiedział...
- Harry Potterze. O tym gdzie spoczywa to ciało wiem tylko ja, Ty, Ron, Hermiona i Dumbledore. Ja jej nie powiedziałem, Dumbledore też nie, a chyba nie sądzisz, że Ron i Hermiona byliby w stanie to zrobić?
- Zapominasz o kimś kto też wie... I domyślam się, że to z mojej winy. – Potter przełknął ślinę. – Marta.
- Co teraz zrobimy? – Kingsley wpatrywał się z Harry'ego z pełną powagą. – Nie ześlę jej do Azkabanu za same zadawanie pytań. Nie mogę jej zwolnić, bo stracę ją z oczu.
- Na razie nic nie rób. Nie ma sensu rozmawiać z Martą gdyż i tak by mi nic nie powiedziała, a Veritaserum niestety nie działa na duchy. – przełknął głośno ślinę. – Veritaserum... Wystarczy dodać jej trochę do herbaty i dowiemy się co planuje...
- Harry, nie. To wbrew prawu, a jakbyś nie zauważył jesteśmy w Ministerstwie Magii, a ja jestem cholernym Ministerem. Nie ma mowy. Jak dowiem się, że to zrobiłeś to Cię zwolnię, przysięgam. – Shacklebolt wpatrywał się w przyjaciela z poważną miną.
Minister wiedział, że Potter i tak to zrobi. Nigdy nie trzymał się zasad i zawsze wydawało mu się, że wie najlepiej co powinien zrobić. Harry za to wiedział, że jeśli tylko odpowiednio to rozwiąże Kingsley nigdy nie wykryje co zrobił. Ron z pewnością mu pomoże.