Rozpisałam się. To dla mnie bardzo ważny rozdział więc liczę, że się spodoba. Akcja dzieje się szybko gdyż pisałam go w przypływie ogromnej weny. :)
Czasami historia i legenda są jak dwie strony tej samej monety.
~ Rafael Ábalos
Wszystko ma swój koniec.
28 lipca 2017, Ministerstwo Magii.
Brytyjskie Ministerstwo Magii prowadziło współpracę z wieloma magicznymi instytucjami na całym świecie, w tym z Ministerstwem Magii w Hiszpanii. Kingsley Shacklebolt wraz z przedstawicielami kilku departamentów pojechał właśnie w delegację by walczyć o przedłużenie kilku kontraktów związanych z handlem, które widocznie były dość istotne, ponieważ cały urząd przygotowywał się do tego od kilku tygodni. W biurze został tylko Odden Twycross który większość czasu spędzał na rzucaniu papierowymi kulkami do śmietnika który stał w rogu pokoju i Naida Gallagher która przyglądała się temu bacznie. Zegar właśnie wybił 13 co oznaczało, że zostało im jeszcze 3 godziny pracy. Mała przesyłka miejscowa która właśnie wleciała przez drzwi była największą atrakcją jaką dzisiaj zobaczyli. Twycross leniwie otworzył liścik.
- Trzeba zanieść cały karton papierów do archiwum na poziom dziesiąty. – wskazał wzrokiem na tekturowe pudło stojące pod ścianą.
Naida wstała ziewając głośno. Nawet ta przejażdżka mogła być bardziej atrakcyjna od widoku jej szefa wrzucającego zgniecione kartki papieru do kubła. W windzie, poza nią, jechała jeszcze jedna czarownica ze spuchniętym czerwonym nosem którym non stop pociągała, ale ta wysiadła na poziomie szóstym. Na samym dole było zimno. Oprócz archiwum i sali rozpraw nie było tu nic. Dziewczyna odszukała właściwe drzwi. Wchodząc tam czuła jak kurz drapie ją w oczy i nos. Na kartonie widniał napis „Dział 18 Regał 9 Półka 4". Odnalezienie odpowiedniego regału i półki nie zajęło jej tyle czasu co samo szukanie działu. Wszystko było tam pomieszane i pomiędzy drzwiami do działu 17 i 19 nie znajdował się dział 18 tylko dział 40, a zaraz za działem 21 można było znaleźć dział 104. W końcu po długich minutach wędrowania tam i z powrotem Naida znalazła odpowiednie drzwi. Nikt normalny nie byłby w stanie połapać się w tym archiwum gdyż żaden karton nie był opisany inaczej niż tylko nazwą lokalizacji, a w dodatku każdy wyglądał dokładnie tak samo. Naida już chciała wychodzić gdy jej uwagę przykłuło coś co nie pasowało do reszty. Na regale numer 8 na półce numer 1 zamiast kartonu leżała skrzynka wykonana z lichego drewna. Wyglądała na bardzo starą. Dziewczyna rozglądnęła się by się upewnić, że nikogo oprócz niej tu nie ma i ściągnęła skrzynkę na podłogę kucając obok niej. Miała małą białą kłódkę, ale wystarczyło rzucić Alkohomorę by zamek się otworzył. Gdy Naida podniosła wieko skrzyni i zobaczyła co się w niej znajduje poczuła jakby oślepiły ją promienie jasnego światła, więc zamknęła i otworzyła ponownie oczy by upewnić się, że wzrok jej nie myli. W tym niepozornym miejscu w skrzynce którą pokrywała gruba warstwa kurzu znajdował się... rękopis Baśni Barda Beedla. Dziewczyna otworzyła szeroko usta i zasłoniła je ręką by nie pisnąć z wrażenia. Poczuła jakby jakaś niewidzialna siła specjalnie utawiła tu tą skrzynkę. Bardzo delikatnie wyciągnęła plik pergaminów uważając by nic nie uszkodzić. Jeśli faktycznie były to oryginalne rękopisy, a skoro były w tym archiwum to najpewniej tak, to musiały liczyć przynajmniej 500 lat, a to czyniło z nich wspaniałą pamiątkę historyczną. Pod spodem znajdował się kolejny plik pergaminu z pokreślonymi notatkami które ciężko było jakkolwiek odczytać. Na korytarzu za drzwiami usłyszała czyjeś kroki. Jeśli ktoś tu zaraz wejdzi i zobaczy ją z tymi dokumentami prawdopodobnie nigdy już tu nie wróci. Musiała zaryzykować. To mógł być klucz do wszystkiego. Dziewczyna zgięła pergamin i wepchnęła go do wewnętrznej kieszeni żakietu po czym szybko zamknęła kłódkę i odstawiła pustą skrzynię na to samo miejsce. W tym momencie otworzyły się drzwi i przeszedł przez nie Twycross.
- Myślałem, że się zgubiłaś. – powiedział z niewzruszoną miną.
Naida przełknęła głośno ślinę i starała się by nie było po niej widać jak bardzo się denerwuje. Za kradzież tych papierów mogło jej grozić nie tylko wydalenie z pracy ale też niepotrzebne pytania i na końcu więzienie.
- Nie. Ja... Em... Ja muszę iść. – przemknęła obok Oddena. – Rezygnuję z praktyk. – wybiegła z archiwum i szybko wsiadła do windy.
Musiała stąd jak najszybciej wyjść, jeśli źle odstawiła pudło i Twycross się zorientuje będzie po niej. Stukała obcasami tak głośno, że prawie zagłuszyła gwar w holu Ministerstwa. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu.
31 lipca 2017, Dworek Państwa Gallagher
Wielki zegar w salonie właśnie wybił północ. Wszyscy w domu, oprócz Naidy, smacznie spali. Dziewczyna rozmasowywała sobie skronia. Wertowała te same dokumenty od wielu godzin nie mogąc uwierzyć w to co w nich znalazła. Nie myślała nawet o tym co właściwie zrobiła. W tych rękopisach było wszystko. Dokładny opis Czarnej Różdżki, lokalizacja Fontanny Szczęśliwego Losu i co najważniejsze... sposób na prawidłowe użycie Kamienia Wskrzeszenia który nie był tak prosty jak ten opisany w bajkach dla dzieci. Insygnia skrywały wiele mrocznych tajemnic i nie można się było dziwić, że nigdy nie opublikowano tych baśni w oryginalnej formie. Spojrzała jeszcze raz na dopisek który widniał pod tytułem Opowieść o Trzech Braciach:
Gdy jedno życie umiera drugie życie się rodzi. Nawet najpotężniejsze czary nie mogą zaburzyć równowagi natury.
Dziewczyna wstała z łóżka i podeszła do rzeźbionej toaletki. Wpatrywała się długo w swoje odbicie.
- Nie byłabym w stanie...
- Musisz! To jedyny sposób!
- Ale to poważna zbrodnia.
- Nigdy nie uda Ci się osiągnąć celu bez jego pomocy. Pomyśl o swoim bracie który wychowuje się w środowisku szlam, zdrajców krwi. W brudzie.
- Bernard... Nie jestem... Nie umiem...
- Umiesz. Jesteś silna.
- To nie jest oznaka siły.
- Jest. To Twoja ostatnia szansa. Zrób to. Zabij.
Naida kłóciła się ze sobą w myślach. Jeśli faktycznie to zrobi, jeśli faktycznie zabije kogoś by Czarny Pan mógł powrócić to zginie o wiele więcej osób. Jeśli jednak tego nie zrobi zginie czysta krew i prawdziwa rasa czarodziejów, zginie jej dziedzictwo. Jest tylko jedno wyjście. Dziewczyna chwyciła skórzaną torbę na ramię której uważała jeszcze Hogwarcie i wysypała z niej wszystko na ziemię. Zamknęła powieki i ze sporym wysiłkiem rzuciła na nią zaklęcie zmniejszająco-zwiększające. Zaczęła w nieładzie wrzucać do torby to co znalazła. Kilka kompletów ubrań, wszystkie książki jakie były w jej pokoju, ciepłe obuwie, sportowe obuwie, paczkę papierosów którą dostała jeszcze od Telli. Spod łóżka wyciągnęła najważniejszą dla niej szaszetkę i bez zastanowienia ją również wrzuciła do torby. Pomiędzy kartki egzemplarzu Baśni Barda Beedla włożyła pergaminy z rękopisem, a z toaletki dosłownie jednym ruchem ręki zepchała do środka wszystkie kosmetyki. W torbie nadal było mnóstwo miejsca. Najciszej jak potrafiła zbiegła do piwnicy i ukradła ojcu spory zapas jego eliksirów nawet nie patrząc na to co bierze. Weszła jeszcze na górę i ostrożnie otworzyła drzwi do pokoju Bernarda. Gdy usiadła koło niego na łóżku ten otworzył oczy i spojrzał na nią zaspany.
- Naida. Co robisz? – spytał ziewając.
- Nie rozbudzaj się. Wyjeżdżam w podróż po Europie. Będę badać wampiry. Wrócę niedługo, nawet nie zauważysz, że mnie nie było. Kocham Cię mocno. – pocałowała brata w czoło i nie dając mu dojść do słowa szybko wyszła z pokoju.
Gdy opuszczała dom z oczu zaczęły lecieć jej łzy, nie chciała się jednak odwracać, wiedziała, że ponowne spojrzenie wywoła w niej o wiele więcej bólu niż mogła wytrzymać, ale przecież robiła to dla nich. TRACH. Teleportowała się do najbliższego mugolskiego miasta jakie znała, Donegal. Na ulicach nie było żywej duszy. Chodziła w tą i z powrotem kilka razy ale wszyscy już spali. Gdy w końcu chciała zrezygnować, teleportować się dalej, może do Londynu, pod kościołem zobaczyła ruszający się cień. Bez chwili zastanowienia pobiegła w tamtą stronę. Przez tylne drzwi wchodził właśnie mugolski ksiądz i już miał je zamknąć.
- Stój! – wykrzyknęła dziewczyna, a ten zatrzymał się i spojrzał na nią zdziwiony. – Potrzebuję pomocy. Błagam.
Ksiądz uśmiechnął się pogodnie i zamykając z powrotem drzwi poszedł w jej stronę.
- Czego potrzebujesz, moje dziecko? – spytał spokojnie i schował pęk kluczy do kieszeni spodni. – Jak mogę Ci pomóc.
- Potrzebuję rozmowy. Proszę. – ksiądz kiwnął głową.
- Jak się nazywasz?
- Naida. Czy mógłby ksiądz złapać mnie za rękę? – na jego zdziwione spojrzenie dodała. – Będzie mi łatwiej mówić.
Gdy tylko mężczyzna dotknął jej dłoni zniknęli sprzed kościoła. TRACH. Byli głęboko w ciemnym lesie na małej polance. Ksiądz od razu puścił jej rękę i zaczął się rozglądać.
- Gdzie my jesteśmy? GDZIE JA JESTEM? – krzyczał.
- Zamknij się. – powiedziała bez wzruszenia Naida i wyciągnęła z kieszeni swetra różdżkę celując nią w ofiarę. – Incarcerous.
Z końca różdżki wystrzeliły liny które oplotły ciasno jego ciało na tyle, że nie był w stanie się poruszać. Dziewczyna zaczęła przeglądać swoją torbę w poszukiwaniu saszetki. Mężczyzna darł się w niebogłosy wystraszony, ale w takim lesie nikt nie był w stanie go usłyszeć.
- Powiedziałam żebyś się zamknął! – wykrzyknęła dziewczyna. – Nie mogę przez Ciebie myśleć. Silencio!
Ten nadal ruszał ustami ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Naida otworzyła ostrożnie saszetkę i wyjęła z niej najcenniejszy przedmiot z kolekcji. Kamień Wskrzeszenia. Przez chwilę wpatrywała się w księdza, potem w kamień, a jeszcze potem w niebo które dzisiaj rozświetlone było tysiącem gwiazd. Starała się wyciszyć. Przez ostatnią godzinę udało jej się po prostu nie myśleć, ale teraz nie było to już takie proste. Znowu się wahała. Stała tak ciężko oddychając przez dobre kilka minut. Gdy spojrzała znowu na swoją przyszłą ofiarę ta miała w oczach ogromne łzy. Nie wyglądał rozczulająco i Naidzie nie zrobiło się go ani trochę żal. Wzbudzał w niej obrzydzenie. Drżącą dłonią wycelowała w niego różdżką, a ten zaczął się szarpać jeszcze mocniej. Przymknęła oczy i wypuściła głośno powietrze.
- Avada Kedavra. – wyszeptała zaciskając mocno zęby i w tym samym czasie obróciła kamień w dłoni trzykrotnie.
Odgłos szarpania ucichł ale Naida bała się otworzyć oczy. Dopiero w tym momencie doszło do niej co właściwie zrobiła, bała się tego co zobaczy gdy w końcu zdecyduje się podnieść powieki. Kamień wysunął jej się z dłoni, a ta przełknęła głośno ślinę. Nie słyszała nic, jedynie szelest liści. Nie mogła tak dłużej, była zbyt ciekawa, delikatnie rozchyliła powieki.
Kilka metrów przed nią stał mężczyzna w czarnej szacie podobny do węża. Miał zamknięte oczy i spokojnie wciągał powietrze w płuca. Wargi wykrzywił w lekki uśmiech. Lord Voldemort powrócił.
