Durny skrzat.
Nie słyszę szeptów ani krzyków. Ta ciemność jest jak pochmurna noc w nowiu. Nie próbuje już uciekać bo i tak bym nie uciekł. Moje byłe pragnienia są teraz niczym, zastąpiło je jedno, większe. Być. Próbuję zamknąć oczy ale nie mam już powiek. Nic mnie nie chroni. Obawiam się, że nie mam już skóry. Brakuje mi powietrza, a jednak nie duszę się. Nie wiem która jest godzina ani który dzień ani który rok. Zresztą nie ma to już znaczenia, to nie ważne. Myślę gorączkowo co mogę zrobić ale nic nigdy nie przychodzi mi do głowy. Nie odczuwam zmęczenia, a jednak mój umysł z każdą chwilą działa coraz słabiej, a to tylko mi dowodzi, że nie jestem martwy, a się starzeję. Jeśli jednak nie jestem martwy to gdzie jestem? Nie słyszę nic, a jednak czasem przez ciszę przedziera się delikatny głosik mówiący„Tom, jest dla Ciebie nadzieja" ale chwilę potem milknie i znów nie słyszę nic.
Odgłos szarpania ucichł ale Naida bała się otworzyć oczy. Dopiero w tym momencie doszło do niej co właściwie zrobiła, bała się tego co zobaczy gdy w końcu zdecyduje się podnieść powieki. Kamień wysunął jej się z dłoni, a ta przełknęła głośno ślinę. Nie słyszała nic, jedynie szelest liści. Nie mogła tak dłużej, była zbyt ciekawa, delikatnie rozchyliła powieki.
Kilka metrów przed nią stał mężczyzna w czarnej szacie podobny do węża. Miał zamknięte oczy i spokojnie wciągnął powietrze w płuca. Wargi wykrzywił w lekki uśmiech. Lord Voldemort powrócił.
31 lipca 2017, Dworek Państwa Gallagher
Coś stuknęło i Naida otworzyła oczy. Jej ręka wystrzeliła w przód chwytając za szyję skrzata który właśnie zbierał puste kubki z jej pokoju. Głąbek zaczął się dusić.
- Co ja Ci mówiłam? – wycedziła przez zęby. – Nie wolno Ci wchodzić do mojego pokoju bez pozwolenia! – wykrzyczała i cisneła skrzatem o podłogę, a ten szybko podniósł się i uciekł z płaczem.
Dziewczyna przewróciła się na plecy. Jej koszmary były coraz bardziej realistyczne i coraz bardziej przerażające. Nie pamiętała momentu w którym zasnęła. Obok niej na łóżku leżał stos tak ważnych dla niej pergaminów i książek. Szybko je poskładała i schowała do szuflady szafki nocnej. Nadal była we wczorajszym ubraniu. Rzuciła okiem na torbę by upewnić się, że to faktycznie był sen, ale ta była pusta i nic nie wskazywało na to, żeby Naida opuszczała tej nocy swój pokój. Dziewczyna zafundowała sobie zimny prysznic który zupełnie by ją rozbudził i zeszła na dół do ogrodu na śniadanie. Tam siedziała już jej matka która przeglądała dzisiejsze wydanie Nowoczesnej Czarownicy, a koło niej kręcił się skrzat domowy podlewając kwiatki stojące na werandzie.
- Ta mała obrzydliwa kreatura coraz bardziej mnie denerwuje. – zaczęła Naida siadając koło matki. – Dzisiaj rano wszedł do mojego pokoju, bez pytania! – skarciła Głąbka przeszywającym spojrzeniem. – Durny skrzat. – pacnęła go w głowę gdy przeszedł obok niej.
- Gnojku, zrób Naidzie śniadanie. – powiedziała spokojnie pani Gallagher i przyglądnęła się córce. – Na pewno nie chcesz wrócić do Ministerstwa? – spytała z nadzieją w głosie.
- Nie ma mowy. Już Ci mówiłam. – Głąbek wniósł śniadanie i postawił je przed dziewczyną.
- Szukają dziennikarzy do Nowoczesnej Czarownicy, może byś... – ale nie zdążyła dokończyć, bo jej córka tylko odłożyła głośno widelec na talerz i spojrzała na nią z wyrzutem.
- Chcę podróżować, a potem wrócić jako nauczyciel do Hogwartu. Mówiłam Ci. – nie miała ochoty na jedzenie. – Wiem, że ojciec tego nie popiera ale nie widzę dla siebie innej ścieżki. Poza tym mamy dużo pieniędzy, poradzę sobie.
- Znowu miałaś koszmary? – Naida spojrzała na nią zdziwiona. – Nie patrz tak na mnie... Jesteś blada, nie chcesz jeść, masz podkrążone oczy i drży Ci lewa noga. Znam Cię 17 lat, zawsze tak samo wygląda poranek po ciężkiej nocy... Co Ci się śniło?
- Jakieś trolle. – skłamała. – Polowały na mnie i chciały mnie zjeść.
- Jesteś jakaś inna... – pani Amanda złapała córkę za rękę. – Co Cię trapi?
- Nie jesteś moją terapeutką. – warknęła dziewczyna. – Poza tym gdzie ojciec i Bernard?
- Pojechali do Londynu. Twój ojciec miał do załatwienia kilka spraw w Ministerstwie i przy okazji zabrał Bernarda by zrobić z nim zakupy na Pokątnej.
- Resztę zjem u siebie. – zabrała swój talerz z jajecznicą ale zostawiła go na stole w kuchni i pobiegła po schodach do swojego pokoju.
Wydawało jej się, że takie rozmowy z matką to strata czasu, jest mnóstwo rzeczy które mogłaby robić, bardziej pożytecznych. Wyciągnęła z szuflady pergamin i z powrotem zaczęła odszyfrowywać bardzo niedbałe notatki samego Barda Beedla. Większości z nich nie rozumiała, jednak miała wrażenie, że te notki zupełnie nie dotyczą jego baśni, co sprawiało, że albo są o wiele bardziej wartościowe albo nic nie warte. Cały czas przewijało się w nich kilka słów „płynne srebro", „Nick", „trucizna", „Aleksandra" i „księżyc". Oprócz tego wszędzie na bokach były proste rysunki ale pomimo dokładnego przeszukania Starożytnych Runów dziewczyna nie znalazła nic co chociaż byłoby podobne do obrazków. Pojedyncze słowa i dziwne bazgroły nic jej jednak nie dawały. Na pergaminie obok miała spisywać wszystko co uda jej się rozczytać, ale nie zapełniła nawet pół strony, a siedziała nad tym od kilku dni. W końcu po kolejnych godzinach udało jej się rozszyfrować słowo które pojawiało się nawet częściej niż poprzednie „tajemnica". Na ostatniej stronie był jedyny rysunek który Naidzie udało się zrozumieć. Był to układ słoneczny tyle, że nie było w nim połowy planet, w tym Ziemi. Słońce za to miało narysowane 4 strzałki wskazujące dziwne słowa których znaczenia nadal nie znała. Musiałaby się skonsultować z kimś. Z astronomem i kimkolwiek kto potrafiłby to rozczytać, ale jeśli pokazałaby komukolwiek te notatki trafiła by najpewniej do Azkabanu. Nie, nie mogła tego nikomu pokazać. Nikomu. W tym momencie do drzwi pokoju ktoś zapukał, a Naida upchnęła papiery pod pościel.
- Kto tam?
- Głąbek, proszę Pani. – cichutko odpowiedział skrzat.
- Właź. – syknęła Naida i chwilę mu się przyglądała. – Głąbku, potrafisz czytać? – skrzat pokiwał głową. – Musisz mi pomóc, ale nie możesz nikomu o tym powiedzieć co Ci pokazałam, zrozumiałeś? – powiedziała ostro, a skrzat znowu pokiwał głową.
Dziewczyna wyciągnęła spod kołdry pergamin z notatkami Barda Beedla i położyła je przed długim nosem Głąbka. Ten przyglądał się uważnie pergaminowi spokojnie lecąc wzrokiem po literach, ale mina nieco mu rzedła w miarę czytania.
- To strasznie niewyraźne, Pani. – pokłonił się lekko. – Gnojek nie potrafi rozczytać. - zabrał kubki których nie udało mu się wziąć rano i kłaniając się jeszcze niżej wyszedł z pokoju.
Naida była wściekła. Po co jej były oryginalne zapiski Beedla skoro i tak nie mogła ich odczytać? Brzuch zaczął jej burczeć z głodu, ale nie przeszkadzało to dziewczynie w dalszych poszukiwaniach. Uważała nawet, że głodnym się lepiej myśli. Wyostrzają się zmysły i dostrzegamy to czego nie widzieliśmy wcześniej.
