Gallagherowie i Montorowie.

3 sierpnia 2017, Ministerstwo Magii

- Gdzie ona jest? – Potter wszedł do gabinetu Ministra Magii zamykając głośno za sobą drzwi. – Gdzie ona jest?! Zwolniłeś ją? – nie mógł opanować nerwów.
- Jak urlop, Harry? – Shacklebolt nawet nie oderwał wzroku od listu od Norweskiego Ministra Magii który właśnie czytał.
- Byliśmy w Brazylii. James pobił się z Curupirami. – po chwili zorientował się o czym rozmawiają. – Nie to jest tematem. Gdzie jest ta dziewczyna? Podobno miałeś mieć na nią oko... Gdzie ona jest?
- Zwolniła się. A jak Mistrzostwa Świata w Quidditchu? Słyszałem, że Brazylia przegrała... Słabo... Słabo... Byli gospodarzami w końcu...
- Tak, ale sam mecz był niesamowity. Trwał ponad 8 godzin, nigdy nie widziałem tak podekscytowanej Ginny i nawet Albus... – potrząsnął lekko głową. – Stop. Zwolniła się?! – Harry nie mógł to uwierzyć. – Kto normalny zwalniałby się z takich praktyk? Przecież to otwarta droga do objęcia wysokiego stanowiska i to w tym wieku...! Kto normalny by to zrobił?
- Gallagherowie. – Kingsley oderwał w końcu wzrok od listu i spojrzał na Harry'ego.
Ten wydawał się nie rozumieć dlaczego odpowiedź 'Gallagherowie' miałabym mu wystarczyć. Minister w sumie nic mu nie wyjaśnił, a wręcz przeciwnie. Jeszcze bardziej go zaćmiło. Przez chwilę starał się znaleźć rozwiązanie tej zagadki w swojej głowie ale to nazwisko nie kojarzyło mu się teraz z niczym istotnym, nie znał tego rodu.
- Gallagherowie... – zaczął Shacklebolt gdy zobaczył tępy wyraz na twarzy Harry'ego. - ...to jeden z ostatnich rodów czarodziejów czystej krwi. – wychylił się lekko by sprawdzić czy drzwi na pewno są zamknięte. – Pochodzą z Irlandii. Matka Naidy przed wyjściem za mąż nazywała się Amanda Montoro. Montoro to najważniejszy ród włoskich czarodziejów. Ich przodkowie założyli Uczelnię Magii Lernaea...
- Co założyli? – Potter nigdy nawet nie słyszał tej nazwy.
- Harry... – Minister schował twarz w dłonie. – Czy Ty masz jakiekolwiek pojęcie na temat historii magii?
- Tak. – oburzył się. – Mogę Ci wyrecytować całą historię buntu goblinów z XVIII wieku. Binns męczył nas tym co tydzień przez cały rok. – Harry powiedział z dumą w głosie.
- Lernaea była drugą szkołą magii na świecie. Zamknięto tą uczelnię w XV wieku chociaż nikt tak na prawdę nie wie dlaczego... – Kingsley zamyślił się. – Gdy była otwarta nie było lepszej szkoły. Nawet Hogwart nie mógł się z nią równać. Uczyli się tam najlepsi czarodzieje tamtych czasów, zjeżdżali się z całego świata. Godryk Gryffindor, Helga Hufflepuff, Rowena Ravenclaw i Salazar Slytherin poznali się właśnie w tej szkole... Swego czasu wykładał tam sam Nicolas Flamel. – Potter nie miał bladego pojęcia o czym mówi jego przyjaciel. – Na brodę Merlina, Harry... NAPRAWDĘ nie słyszałeś o Lernaei?
Ten pokręcił tylko głową i analizował nowe fakty które właśnie usłyszał. Nie miał bladego pojęcia, że czworo założycieli Hogwartu spotkało się w innej szkole, zwłaszcza, że wszyscy pochodzili z wysp brytyjskich. Jednak po chwili uświadomił sobie, że skoro to oni założyli Hogwart to nie dziw, że uczyli się w szkołach poza granicami Wielkiej Brytanii.
- Ale co z tą dziewczyną? Tą Gallagher?
- Gallagherowie są dumni ze swojej historii... – zaczął poważnym głosem. – Zresztą nie ma co się im dziwić. – wyszeptał pod nosem. – Mają dużo pieniędzy i dużo znajomości, nigdy nie służyli Voldemortowi więc nie można im nic zarzucić ale nadal... – spojrzał na Pottera. – Posłuchaj bo to bardzo ważne. To co usłyszysz w tym gabinecie JAK ZAWSZE poza ten gabinet wyjść nie może. Nawet Ron i Hermiona nie powinni wiedzieć, rozumiesz? – Harry kiwnął głową, a Minister po krótkiej chwili znowu przemówił. – Jej ojciec, Barnabus... On nie zawsze był porządnym obywatelem. Słuchaj, nigdy mu tego nie udowodniono, to tylko podejrzenia, ale... Sądzimy, że 15 lat temu to on wypuścił deszcz Wywaru Żywej Śmierci na mugolskie wsie na południu kraju. TO TYLKO PODEJRZENIA, poza tym sprawa jest już za stara by ją badać. Teraz Barnabus z nami współpracuje i nigdy nas nie zawiódł. Jest mistrzem eliksirów, to dzięki niemu Święty Mungus ma ciągłe dostawy... – Kingsley przetarł oczy. – Harry... Nie będę z Tobą więcej rozmawiał na temat tej dziewczyny. Ona nie jest niebezpieczna, a ja nadal mam na nią oko a Ty... zostaw ten temat. Rozumiesz?
Potter kiwnął głową i bez słowa wyszedł z gabinetu Ministra. Obiecał mu, że nikomu nic nie powie ale aż go skręcało, chciał biec do Rona i Hermiony i o wszystkim im opowiedzieć, rozwiązać tą sprawę. Ufał Kingsleyowi, był Ministrem od 20 lat i nigdy Ministerstwo nie działało tak sprawnie, uporał się ze wszystkimi okropnymi sprawami po wojnie... Ale nadal coś było nie tak, a Potter miał to samo przeczucie które miewał jeszcze w szkole, że ta dziewczyna zrobi coś złego, a on nie zdąży zareagować.


3 sierpnia 2017, Wiejski Dworek Państwa Gallagher

Przez uchylone drzwi do pokoju Naidy wcisnął swój okropny, połamany w trzech miejscach nos, skrzat domowy Głąbek. Delikatnie wsuwając głowę rozchylił drzwi które zaskrzypiały co sprawiło, że dziewczyna automatycznie się obudziła zrywając się z łóżka.
- Czego?! – warknęła głośno i poprawiała sobie włosy udając, że nie śpi.
Promienie południowego słońca oślepiły ją. Tej nocy znowu rozszyfrowywała notatki Beedla ale od kilku dni stała w miejscu. Wyglądała potwornie. Miała mocno podkrążone oczy, bladą cerę i rozczochrane przetłuszczone włosy. Gapiła się na skrzata próbując się dobudzić.
- Głąbek nie... nie chciał prze... przeszkadzać... – zaczął jąkać się skrzat. – Pani pokazała Głąbkowi te... te... te notatki i... i Głąbek myślał o nich... bardzo mocno... i Głąbek chyba coś wie... – ściszył głos.
Naida w ciągu ułamka sekundy z zaspanej i znudzonej zmieniła się w rozbudzoną i pełną energii. Ręką pokazała skrzatowi żeby wszedł do pokoju, a ten zamknął za sobą drzwi.
- Co wiesz? Głąbku. Powiedz mi. – mówiła spokojnie nie chcąc go wystraszyć.
- Jeden z symboli...
- Który?! – zeskoczyła z łóżka i rozłożyła na podłodze przed nim wszystkie papiery. – Który symbol?
Skrzat wskazał długim, kościstym palcem na jakiś symbol koła któremu dziewczyna nie przyglądała się wcześniej.
- Uroboros... – wyszeptał. – Głąbek jest prawie pewny, że to Uroboros... Głąbek odbierał kiedyś zakupy dla pana Barnabusa z Londynu i w jednym sklepie... w sklepie tym był ten symbol i Głąbek patrzył się na niego, a... a miły pan właściciel powiedział Głąbkowi co to jest i Głąbek zapamiętał i...
- Co to był za sklep? – dziewczyna przełknęła głośno ślinę.
- Apteka pana Mulpeppera na Nokturnie.
Naida uśmiechnęła się szeroko odsłaniając zęby. Ten adres to nie było wiele, ale był to pierwszy krok jaki zrobiła od znalezienia tych dokumentów, coś co pozwoli jej w końcu nie stać w miejscu.
- Możesz odejść, Głąbku. Bardzo mi pomogłeś.
Skrzatowi zaczęła się trząść dolna warga i wpatrywał się w dziewczynę jak w obrazek. Nie był przyzwyczajony do grzeczności w tym domu, starał się sobie przypomnieć czy ktokolwiek wcześniej był dla niego tak miły w tej rodzinie. Jego ogromne szare oczy zeszkliły się automatycznie i na marne, wychudzone policzki spłynął delikatny uśmiech. W pokłonach, prawie całując podłogę, wyszedł z pokoju i zamknął cicho za sobą drzwi, a zaraz za nimi rozpłakał się głośno ze szczęścia.