– Czy naprawdę muszę iść do tej cholernej szkoły? – zapytał Draco, siadając na czarnej kanapie i układając się na niej wygonie. Odruchowo poprawił platynową grzywkę irytująco opadającą na czoło i pewną dozą irytacji spojrzał na swoją rozmówczynię. Narcyza jak zawsze wyglądała elegancko. Swoje długie blond włosy opuściła na ramiona, tylko pojedyncze kosmyki założyła za uszy, jej smukłą szyję zdobiły drogie kamienie, a poły szmaragdowej szaty wręcz idealnie układały się na jej szczupłym ciele. Z pozoru wyglądała doniośle i poważnie, jakby nic złego nie działo się w jej życiu. Jednak oczy koloru szaroniebieskiego były puste, zmęczone, bez jakichkolwiek uczuć, a cienkie, blade usta zaciśnięte w wąską linię.

– Już o tym rozmawialiśmy, Draco. Musisz tam jechać. Za kilka miesięcy będziesz przesłuchiwany, wyjdzie na twoją korzyść, jeżeli…

Malfoy Junior westchnął, przerywając tym samym wypowiedź matki. Kobieta spojrzała na niego ze złością, a ręce zacisnęła się w drobne piąstki.

– To, że nie ma tu ojca, nie oznacza, że możesz przestać odnosić się do mnie z szacunkiem. Gdyby był tu Lucjusz…

Draco nagle zerwał się z miejsca i, zupełnie nie panując nad emocjami, wydarł się na całe gardło.

– Nie ma go tu! Nigdy pewnie nie wróci, będzie gnić do końca życia w Azkabanie, a ty musisz się z tym pogodzić – warknął na koniec i wyminął matkę, udając się na górę do swojego pokoju. Narcyza opadła na stojący niedaleko fotel i już nawet nie próbowała zatrzymać łez. Mimo że nienawidziła Lucjusza, tęskniła za nim, przecież to dzięki niemu bezpiecznie wróciła do domu. Teraz została sama. Draco po bitwie chłopak zmienił się, jakby żałował. Nienawidził jej, widział w niej ojca, który zmuszał go do wykonywania rozkazów Czarnego Pana. A ona przecież zawsze go broniła, dbała o niego, kochała… Teraz to wszystko przykryła nienawiść, najgorsza odmiana, jaka istniała. Nienawiść syna do matki.

Wielka Sala powoli zapełniała się uczniami, którzy w dobrych humorach zasiadali do stołów i witali się z przyjaciółmi, których nie udało im się spotkać wcześniej w pociągu.

Hermiona całe wakacje wyczekiwała właśnie tego dnia. Czuła się jak za pierwszym razem, gdy jako jedenastolatka niepewnie przekroczyła próg zamku. Podekscytowanie, lekki niepokój i delikatne motylki w brzuchu…

Dziewczyna, po zajęciu miejsca pomiędzy Harrym i Ronem spojrzała na stół nauczycieli. Z radością stwierdziła, że wszyscy są: Hagrid, Flitwick, McGonagall, Slughorn, Sprout, Snape, Trelawney…

Nagle Hermiona zamarła. Co robił tutaj Severus Snape? Przecież na własne oczy widziała jego śmierć…

Gryfonka szybko szturchnęła Harry'ego i brodą wskazała na stół nauczycieli. Wybraniec zakrztusił się sokiem dyniowym, a gdy odstawił szklankę, szepnął:

– To niemożliwe, przecież… Nie wyczuwałem jego tętna! Byłem absolutnie pewien, że umarł!

Severus, jakby zorientował się, że o nim rozmawiają posłał mi groźnie spojrzenie i zmarszczył brwi. Szybko wstał ze swojego miejsca i zdecydowanym krokiem podszedł do mównicy.

– Cisza! – krzyknął, a każdy uczeń momentalnie zwrócił na niego uwagę. – Witam was, uczniowie, na kolejnym roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Wyjątkowo mamy więcej roczników, gdyż niektórzy osiemnastoletni czarodzieje wspaniałomyślnie postanowili ukończyć tutaj swoją edukację. Przypominam, że wchodzenie do Zakazanego Lasu po zmroku jest surowo zabronione. Grono pedagogiczne doszło do wniosku, że w tym roku urządzimy Bal Bożonarodzeniowy na cześć wygranej bitwy. A teraz, skoro w skupieniu i w ciszy wysłuchaliście mojego przemówienia, w takiej samej atmosferze zachęcam do zjedzenia kolacji, a do dwudziestej drugiej wszyscy mają znaleźć się w łóżkach.

Snape po raz ostatni spojrzał na uczniów, na dłużej zatrzymując wzrok przy stole Slytherinu, po czym wrócił na swoje miejsce. Jego kroki echem odbijały się od podłogi, wprowadzając mroczny nastrój. Jednak, gdy na stołach pojawiły się wykwintne dania przygotowywane przez skrzaty, młodzi czarodzieje odzyskali humor i rzucili się na nie z apetytem. Tak też zrobił wiecznie głodny Ron, który wpakował sobie do buzi trzy kiełbaski i w trakcie ich przeżuwania zaczął nakładać purée ziemniaczane i udka kurczaka.

– Opanuj się – powiedziała radośnie Ginny, a brat zmierzył ją nienawistnym spojrzeniem, na co Wybraniec cicho się zaśmiał. Hermiona nie podzielała ich entuzjazmu. Cały czas zastanawiała się jak to możliwe, że Severus nadal żył. Może wąż Voldemorta nie zabił go, ale osobę pod wpływem Eliksiru Wielosokowego… Tylko kto zaryzykowałby własne życie, by ocalić Nietoperza?

– Co się stało? – spytał Ronald po przełknięciu ogromnej porcji mięsa.

– Nic – mruknęła, jednak po chwili dodała – Po prostu ciekawi mnie, jakim cudem on żyje, przecież…

– Oj, Mionka. – Rudzielec szturchnął ją w ramię i posłał delikatny uśmiech. – Przecież to nie jest takie ważne, prawda?

Gryfonka spojrzała na niego wzrokiem mówiącym: „to, że ciebie coś nie interesuje, nie znaczy to, że wszyscy inni są na to obojętni". Chłopak powrócił więc do zajadania kurczaka, nie chcąc prowokować kłótni.

– Padam z nóg. – Hermiona rzuciła się na łóżko i od razu przyciągnęła poduszkę do siebie, by po chwili ją objąć.

– Ja też – mruknęła Ginny rozpakowując kufer. – A jutro zaczynam dwugodzinnymi Eliksirami, dobrze, że nie…

Monolog rudej przerwało walenie do drzwi. Hermiona uniosła brwi i zsunęła się na podłogę. Szybkim krokiem podeszła do nich i otworzyła je szeroko. Za nimi stali Harry i Ron, obaj wyraźnie zdenerwowani i podirytowani.

– Co się stało? – zapytała Ginny, patrząc na nich ze zdziwieniem.

– Malfoy się stał – warknął Ron, chodząc po pokoju nerwowo. – Szyliśmy korytarzem, a nagle pojawiła się ta tleniona fretka. Oczywiście, musiał wtrącić swoje trzy grosze i zaczął nas wyzywać. A potem usłyszeliśmy mamroczącego pod nosem Nietoperza, a Malfoy nagle gdzieś zniknął i mamy teraz miesięczny szlaban za włóczenie się po nocach.

– Jest przecież po 22.00, Snape wyraźnie mówił, że…

– A ty jeszcze go bronisz! – podniósł głos Ronald podchodząc do niej zamaszystym krokiem. – Ja przychodzę, prosząc cię o wsparcie, zrozumienie, a ty jeszcze masz czelność mnie krytykować?!

Hermiona wzdrygnęła się lekko, cofając się do tyłu. Obie ręce wyciągnęła przed siebie w obronnym geście.

– Ron, ja tylko stwierdzam fakty. Poza tym, czemu łazicie po zamku po ciszy nocnej?

Ron zaczerwienił się jeszcze bardziej i posłał jej zmęczone spojrzenie. Nie miał ochoty na tłumaczenie jej czegokolwiek. Nie rozumiał, dlaczego Hermiona musi znać wszystkie szczegóły, nawet wtedy, kiedy on tylko potrzebuje wsparcia.

– Mionka – szepnął rudzielec, wyciągając do niej rękę. – Przecież nie jest to takie ważne, prawda?

Hermiona prychnęła jak rozjuszona kotka i przeniosła swoje spojrzenie na Wybrańca. Chłopak, czując na sobie jej wzrok, opuścił głowę, nagle zafascynowany kolorem i krojem swoich tenisówek.

– Harry? – zapytała miękko, podchodząc do przyjaciela. – Dlaczego nic nie mówisz? Co się stało? – Gryfonka położyła mu dłoń na ramieniu, uśmiechając się, by dodać chłopakowi otuchy. Co stało się z dawnym, walecznym, wiecznie radosnym Harrym Potterem, obrońcą świata, zawsze śpieszącym wszystkim z pomocą? Czemu coraz częściej chodził przygaszony, zamyślony? Te pytania przemknęły przez głowę Hermiony bardzo szybko. Coś musiało go trapić, przecież to on zawsze pocieszał ją, a nie odwrotnie.

– Musimy już iść – warknął Ron w stronę Wybrańca. Chłopak spojrzał na dziewczyny przepraszającym wzrokiem i powlókł nogami za Weasleyem.

– To było dziwne – powiedziała Ginny, gdy zamknęły się za nimi drzwi. Hermiona nieznacznie kiwnęła głową i rzuciła się na łóżko, mętnym wzrokiem wpatrując się w bordową poduszkę.

Między dziewczętami panowała cisza, której żadna z nich nie chciała przerwać. W głowie Hermiony rodziły się różne scenariusze dotyczące zachowania Harry'ego. Każdy nowy pomysł był bardziej absurdalny od poprzedniego, co znacznie dobiło Gryfonkę. Nic nie mogła poradzić, że zalicza się do altruistów. W przeciwieństwie do Rona, który zawsze patrzył tylko na czubek własnego nosa, robił to, co w danej chwili mu odpowiadało i zupełnie nie liczył się z innymi. Podobno przeciwieństwa się przyciągają…

– Idziesz do łazienki? – Przerwała jej rozmyślania Ginny. Hermiona spojrzała na nią lekko zamglonym wzrokiem i pokręciła głową. Ruda posłała jej pokrzepiający uśmiech i zniknęła za drzwiami łazienki. Dopiero po dwudziestu minutach opuściła ją ubrana w piżamę zdecydowanie nieadekwatną do swojego wieku. Hermiona parsknęła śmiechem, na co oberwała poduszką. Ginny od razu, jakby obawiając się kontrataku, wślizgnęła się do swojego łóżka i ułożyła się tak, by mieć widok na przyjaciółkę.

– Jak myślisz, o co chodziło z Malfoyem? – zapytała. – Uważam, że nie powinien robić sobie wrogów. Rozmawiałam z tatą, niedługo Draco ma przesłuchanie. Podobno jest na przegranej pozycji. Czeka go Azkaban.

– Witamy, panno Granger. Jak miło, że zaszczyciła nas pani swoją obecnością – profesor Snape uśmiechnął się złośliwie i wskazał jej miejsce obok Malfoya. – Gryffindor traci 20 punktów.

Hermiona spojrzała na Ślizgona, który uśmiechał się do niej szelmowsko. Przewróciła oczami i zaczęła się rozglądać dookoła, jednak wszystkie inne miejsca były już zajęte. Spojrzała na Rona groźnie, próbując mu uzmysłowić, jak okrutnie postąpił nie zajmując jej miejsca obok siebie. Z rezygnacją opadła na krzesło obok Dracona.

– I co, Granger? Podnieca cię fakt, że ze mną siedzisz? – szepnął w jej stronę, ani na chwilę nie spuszczając wzroku ze Snape'a.

– Chyba śnisz – prychnęła, zaglądając mu przez ramię. Chłopak posłał jej pobłażliwe spojrzenie i zasłonił dłonią swój pergamin.

– Nie mam wszystkich notatek. Mogę je od ciebie spisać? – zapytała cicho, modląc się, by się zgodził. Przecież na notatkach Rona i Harry'ego nie mogła polegać.

– Nie – odpowiedział krótko, a Hermiona zacisnęła pięści i wzięła kilka głębokich wdechów. Odsunęła się od Malfoya jak najdalej mogła i po prostu zaczęła go ignorować. Blondyn co jakiś czas zerkał na nią, nawet zaczął coś mówić, jednak ona zupełnie się tym nie przejmowała. Dopiero gdy usłyszała imiona swoich przyjaciół mimowolnie spojrzała na chłopaka.

– Trzymaj ich na smyczy, Granger. Ciesz się, że szedł wtedy Nietoperz. Przynajmniej mają szlaban, a nie pogrzeb…

– Nie musiałeś ich atakować, Malfoy – warknęła, przenosząc swój wzrok z powrotem na profesora.

Ślizgon prychnął cicho, co zwróciło uwagę Hermiony. On również wlepił w nią swoje oczy. Zawsze były dla niej niedostępne, puste, jednak teraz w tych szaroniebieskich tęczówkach czaiły się jakieś uczucia… Strach, ból… Nie, to musi być jakaś jego gra, podstęp, przecież on nic nie czuje, nie ma serca…

– Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam! – Usłyszała i z przerażeniem odwróciła głowę.