Hermiona z przerażeniem spojrzała na Rona. W sali zrobiło się nieprzyjemnie cicho, każdy w napięciu oczekiwał dalszych wydarzeń, nawet Snape nie zamierzał na razie interweniować. Biodrem oparł się o biurko i skrzyżował ręce na piersi, przypatrując im się z pewną dozą rozbawienia.
Weasley nie wyglądał dobrze. Twarz i szyja pokryły się czerwonymi, wręcz bordowymi plamami, ręce zacisnął w pięści, aż pobielały mu kłykcie, a zielone oczy ciskały gromy.
Hermiona wciągnęła powietrze i wypuściła je z cichym świstem.
– Może powinnyście wyjść na zewnątrz? – warknął Ronald zupełnie nie przejmując się ciekawskimi spojrzeniami ani śmiechem. Tak jakby w ogóle tego nie zauważał.
Hermiona powoli przeniosła swoje spojrzenie na Dracona, chcąc dać mu sygnał, że potrzebuje pomocy. Jednak on zupełnie nie przejmował się powagą sytuacji, wręcz przeciwnie, zaciskał zęby, by na głos się nie roześmiać. Nie mógł uwierzyć, że Weasley robi dziewczynie scenę zazdrości, po tym jak rozmawiała ze swoim szkolnym wrogiem.
Kaszlnął kilka razy, nie mogąc dłużej opanować śmiechu. Zastanawiał się, jak to możliwe, że Granger, która w końcu uchodziła za najmądrzejszą dziewczynę od czasów Roweny Ravenclaw, zadawała się z takim… takim idiotą. Mógł o niej wiele powiedzieć, ale nie, że nie miała mózgu. Teraz jednak nie był pewien, czy używa go do czegoś innego oprócz nauki.
–Czemu się nie bronisz? Bo wiesz, że mam rację? – Ronald zerwał się z miejsca, jednak Hermiona uparcie milczała. Łzy upokorzenia i złości napłynęły jej do oczu. Nie mogła uwierzyć, że dzieje się to naprawdę. Spojrzała na profesora, niemal błagając go, by to przerwał.
– No dobra, koniec przedstawienia! – powiedział zimo Snape, zdając sobie sprawę, że nie ma sensu tego dłużej ciągnąć. Jednak po jego minie dało się wyczytać, że żałuje, że nie wynikła z tego żadna większa kłótnia. W końcu on też potrzebował rozrywki, prawda? – Weasley, zostajesz po lekcji. I odejmuję 40 punktów Gryffindorowi. Swoje prywatne sprawy proszę załatwiać po zajęciach na korytarzu.
Ron usiadł na miejsce i wlepił swój wzrok w pergamin, a jego czerwona twarz przybrała jeszcze głębszy odcień purpury, komponując się z włosami. Gdy profesor nie patrzył, Harry szeptał mu jakieś uspokajające słowa, jednak to w ogóle nie pomagało. Rudzielec po prostu emanował złością.
– Nie ma to jak zazdrosny chłopak – sprostował Malfoy, uśmiechając się szyderczo pod nosem. Hermiona spojrzała na niego ukradkiem, zaciskając dłonie w piąstki. Jeszcze tego pożałuje.
– O co ci w ogóle chodziło? – krzyknęła Gryfonka, jak burza wpadając do Pokoju Wspólnego. Rzuciła torbę na najbliższy fotel i drżącymi rękoma spięła włosy.
– Flirtowałaś z Malfoyem i to na moich oczach! – Ron, również nie panując nad emocjami, kopnął stół, od razu tego żałując. Złapał się za stopę, podskakując w miejscu niczym czekoladowa żaba.
Hermiona parsknęła śmiechem. Odrzuciła głowę do tyłu i aż usiadła na miejscu z wrażenia. Ron patrzył na nią w osłupieniu.
– Ja? Flirtowałam? Z tą fretką? – wysapała, nadal nie mogąc się uspokoić. W ustach Weasleya brzmiało to jeszcze komiczniej niż w jej głowie.
– A nie? – wyjąkał. – Sam widziałem. Wpatrywałaś się w niego jak w obrazek.
Hermiona znów zaczęła się śmiać.
– Broniłam cię. Gdybyście wczoraj nie szlajali się po ciszy nocnej i z nim nie zaczęli dyskutować, pewnie bym się do niego nawet nie odezwała, Ronaldzie.
Weasley spojrzał na Harry'ego szukając u niego wsparcia. Potter wzruszył tylko ramionami, w duszy stając po stronie Hermiony. Wybuch złości Rona też mu się nie spodobał.
– To urocze, że jesteś o mnie zazdrosny… – zaczęła panna Granger, podchodząc do chłopaka. – Ale spójrz na to racjonalnie. Malfoy to ostatnia osoba w tej szkole, nie, w Wielkiej Brytanii, na którą zwróciłabym uwagę. Pamiętaj o tym. – Położyła mu rękę na ramieniu, a po chwili mocno do niego przytuliła.
– Przepraszam – szepnął w jej włosy, również ją obejmując. – Zgoda między nami?
Hermiona kiwnęła głową, jednak nagle pomyślała o tym, jak bardzo Ron jej nie ufa. I jak bardzo ją to rani.
– Musimy iść na zielarstwo – powiedział Harry, kręcąc z niedowierzaniem głową. Czasami nie rozumiał tej dwójki.
Ginny powoli przemierzała korytarze Hogwartu. Upajała się spokojem i ciszą, jakie panowały w zamku. Był piątek wieczór, więc wszyscy uczniowie spędzali czas w dormitoriach, przygotowując się na nadchodzący weekend. Ginny spędzała go w samotności, ponieważ nie chciała siedzieć w Pokoju Wspólnym. Harry świetnie się bawił w towarzystwie Luny Lovegood, nie przejmując się nawet, gdzie zniknęła jego dziewczyna. Postanowił zaprosić Lunę na koleżeńską partyjkę szachów, tłumacząc się tym, że dawno jej nie widział. Ginny nie była typem zazdrośnicy i nie utrudniała mu kontaktów z innymi dziewczynami, ale fakt, że zamienili tylko kilka słów przez cały tydzień, strasznie ją dobijał. Chciałaby wyżalić się Hermionie, niestety przyjaciółka czas wolny od nauki spędzała z Ronem. Zauważyła, że bart zrobił się zaborczy i zazdrosny, jednak nie miała zamiaru wtrącać się w nieswoje sprawy. Jeżeli panna Granger będzie chciała porozmawiać, z pewnością się do niej zwróci.
Ginny westchnęła cicho, rozglądając się w około. Miała dziwne wrażenie, że ktoś jej się przygląda, śledzi każdy jej ruch, jednak korytarz był zupełnie pusty. Serce dziewczyny zaczęło wybijać szybszy rytm. W jednej chwili odnalazła swoją różdżkę i na wszelki wypadek uniosła ją wysoko przed siebie. W myślach próbowała się uspokoić. Przecież Voldemort nie żyje, a wszyscy zapaleńcy zostali złapani. Nie ma się czego obawiać, już nie.
– Strach cię obleciał, wiewióreczko? – Usłyszała tuż za swoimi plecami i szybko odwróciła się w stronę głosu. Na rogu korytarza o ścianę opierał się Blaise Zabini, uśmiechając się szyderczo.
– Chyba tak. Gdzieś w środku poczułam coś dziwnego, jakby ktoś skręcał mój żołądek. A nie, czekaj… Po prostu zebrało mi się na wymioty, jak cię zobaczyłam. – Ginny wyzywająco spojrzała w oczy Ślizgona, opuszczając przy tym różdżkę, ale mimo wszystko nie chowając jej do kieszeni. Tak na wszelki wypadek.
– Słodka jesteś – odpowiedział sarkastycznie, prostując się i robiąc kilka kroków w stronę Gryfonki. – Ale ciekawi mnie jedno… Co taka bezbronna dziewczyna robi sama w piątkowy wieczór? – zapytał złośliwie, podchodząc coraz bliżej. Ginny stała uparcie w miejscu, chcąc mu pokazać, że wcale się nie boi i nie jest taka bezbronna jak mu się wydaje. Jednak w środku każda cząsteczka jej ciała chciała jak najszybciej wrócić do Pokoju Wspólnego.
– Potrzebowałam chwili samotności – odparła, siląc się na obojętny ton głosu. Z zadowoleniem stwierdziła, że ani razu jej się nie załamał.
– A Potter? – Ślizgon wyraźnie nie chciał odpuścić. Nic nie mógł poradzić na swoją wrodzoną ciekawość. Obserwował Wiewiórkę już od jakiegoś czasu i widział, że coś ją trapi.
– Nie twoja sprawa – odburknęła, chcąc go wyminąć. Ślizgon złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Spojrzał w jej zielone oczy, nagle mimowolnie się uśmiechając. Nigdy nie był z nią tak blisko. Z miłym zaskoczeniem stwierdził, że ładnie pachnie, jednak po chwili skarcił się za tę myśl.
– Może jednak moja – szepnął jej do ucha, czując jak po jej ciele przechodzi dreszcz. Jego uśmiech pogłębił się, gdy się zorientował, jak na nią działa.
Ginny przygryzła wargę, zastanawiając się, czy może jednak mu nie ulec. Z jednej strony to dupek, chcący ją upokorzyć. Nie powinna wierzyć w jego dobre intencje, przecież to były Śmierciożerca. Im nie wolno ufać! Jednak z drugiej strony chciała się komuś zwierzyć. Potrzebowała szczerej rozmowy, wiedziała, że to na pewno jej pomoże.
– To co? – zapytał, odsuwając się od niej, by spojrzeć na jej twarz.
– Chodźmy do Pokoju Życzeń – powiedziała beznamiętnie, wyrywając nadgarstek z jego uścisku i kierując się w stronę wyznaczonego miejsca. Po chwili odwróciła głowę i spojrzała na stojącego w miejscu Ślizgona. – Idziesz?
Chłopak odpowiedział jej pięknym uśmiechem i szybko ruszył za Gryfonką.
Ginny nawet nie wiedziała, kiedy pojawił się alkohol. Na drewnianym stoliku stały już trzy, w pełni opróżnione butelki po czerwonym winie, czwarta w połowie pusta znajdowała się w rękach Blaise'a. Ślizgon nalewał sobie trunku, przeklinając siarczyście.
– To skurwisyn! – wrzasnął na całe gardło wylewając przy tym resztę płynu na sofę. Gryfonka zaśmiała się cicho i odstawiła kieliszek na ławę. W jej głowie szumiało od wypitej ilości, jednak zupełnie jej to nie przeszkadzało. Czuła się dobrze, ba, fantastycznie!
– Zostaw to – mruknęła, łapiąc za ręce Ślizgona, który uparcie próbował pozbyć się czerwonej plamy, w zupełności zapominając, że może to zrobić za pomocą magii. Mimo wszystko poddał się dziewczynie i wstał, chwiejąc się przy tym niemiłosiernie, co spowodowało następną salwę śmiechu ze strony rudowłosej.
– Takie to zabawne? – zapytał patrząc na nią przymulonym spojrzeniem. – Jak cię złapię, to wtedy zobaczymy, kto będzie się śmiał, wiewióreczko! – krzyknął i zaczął ganiać Gryfonkę po pokoju. Nie było tak łatwo, jak mu się na początku wydawało. Ginny miała niesamowitą kondycję, dlatego sprawnie mu umykała. Jednak poprzez szumiący w głowie alkohol, nagle dziewczyna potknęła się i wywróciła. Jedyne, co zdążyła zrobić, to obrócić się na plecy. Zabini również się przewrócił, jednak w ostatniej chwili podparł się na łokciach, dzięki czemu jej nie zmiażdżył.
Czas jakby nagle zwolnił. Blaise odgarnął włosy z jej twarzy i szepnął:
– Potter to idiota. Nie wiem jak mógł pragnąć towarzystwa innej dziewczyny, gdy obok miał ciebie.
Ginny zarumieniła się i przygryzła dolną wargę. Nie zdążyła odpowiedzieć na to wyznanie, gdyż Ślizgon zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem.
Harry chodził w kółko po Pokoju Wspólnym, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. Martwił się o Ginny, która wyszła i dotąd nie wróciła. W jego głowie rodziły się najróżniejsze scenariusze, a wszystkie kończyły się tragicznie. Nie mógł znieść myśli, że coś jej się stało.
Hermiona również niepokoiła się o losy przyjaciółki. Nie poświęcała jej tyle czasu jak kiedyś, skupiając całą swoją uwagę na nauce i Ronie. Miała lekki żal do Wybrańca i trochę obwiniała go o to, że Ginny włóczy się po zamku sama. Potter, po mistrzowskim uratowaniu świata, zdobył jeszcze więcej fanek i przestał troszczyć się o swoją dziewczynę tak bardzo, jak robił to kiedyś.
– Gdzie ona jest? – Rozmyślania Hermiony, przerwał zdenerwowany głos Harry'ego. – Powinna już wrócić, jest dawno po ciszy nocnej.
To samo zdanie powtórzył chyba setny raz, dobijając Gryfonkę jeszcze bardziej. Zaczęła się zastanawiać, gdzie swój wolny czas spędzała Ginewra. Ruda mogła być wszędzie. Gdyby istniał sposób, żeby…
– Wiem! – krzyknęła Hermiona, nagle zrywając się z miejsca.– Że też wcześniej na to nie wpadłam. Harry, daj mi swoją Mapę Huncwotów!
Chłopak ożywił się, karcąc się w myślach, że sam o tym nie pomyślał. Przywołał przedmiot, nie chcąc tracić czasu na jego poszukiwanie.
– Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego – mruknął, dotykając pergaminu różdżką. Zaczęły się na nim pojawiać czarne linie, łączące się i krzyżujące. Na samym szczycie ukazały się ozdobne zielone litery, układające się w następujące słowa:
Panowie Lunatyk, Gilzdogon, Łapa i Rogacz,
zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników,
mają zaszczyt przedstawić
MAPĘ HUNCWOTÓW
Harry starannie przeczesał całą mapę, niestety, nigdzie nie mógł znaleźć nazwiska Ginny.
– Gdzie ona jest?– szeptał zrozpaczony. Hermiona położyła mu rękę na ramieniu, chcąc dodać mu otuchy.
– Skoro nie ma jej imienia na mapie, oznacza to tylko jedno. Jest w Pokoju Życzeń – powiedziała spokojnie, wstając z miejsca.
Wybraniec podskoczył, a w jego sercu zapalił się ostatni płomyczek nadziei. Uradowany chciał wybiec z Pokoju Wspólnego, ale zatrzymała go Gryfonka.
– To ja powinnam po nią pójść, Harry. Jest w Pokoju Życzeń z konkretnego powodu i nie sądzę, żeby chciała, by znalazł ją ktoś przypadkowy.
Harry spojrzał na nią posępnie, w myślach jednak przyznając jej rację. Opadł na kanapę przy kominku i intensywnie zaczął wpatrywać się w ogień.
– Na pewno chcesz iść sama? – zapytał dotychczas milczący Ron, ściskając w dłoni rękę dziewczyny.
– Nic mi się nie stanie. Nie idę przecież na wojnę – zażartowała, posyłając przy tym Ronowi pokrzepiający uśmiech. Pocałowała go w policzek i szybko wyszła z Pokoju Wspólnego.
Bardzo cicho przemierzała korytarze Hogwartu, nie chciała, żeby któryś z nauczycieli przyłapał ją na chodzeniu po zamku po ciszy nocnej. Jeszcze nigdy nie zarobiła szlabanu z powodu takiej błahostki i nie miała ochoty tego zmieniać.
Po kilku minutach, gdy była już w połowie drogi, usłyszała kroki. To na pewno jakiś nauczyciel – przeszło jej przez myśl. Zdenerwowana natychmiast schowała się za najbliższą zbroją. Wiedziała, że najlepiej by było, gdyby użyła zaklęcia Kameleona, jednak, o ironio, nie wzięła ze sobą różdżki.
Jej kryjówka okazała się idealnym miejscem. Miała bardzo dobry widok na to, co działo się na korytarzu, cały czas pozostając niezauważoną.
Kroki robiły się coraz głośniejsze, a Gryfonka w napięciu czekała, by ujrzeć patrolującego korytarze nauczyciela. W duchu modliła się, by to nie był Snape, gdyż zawsze istniało prawdopodobieństwo, że ją spostrzeże.
Jakie wielkie było jej zaskoczenie, gdy ujrzała blond czuprynę i nieziemsko ukształtowany tył znienawidzonego blondyna.
– Malfoy? – powiedziała trochę za głośno, gdyż Ślizgon usłyszał ją i od razu odwrócił się w jej stronę.
– O witam, witam. – Szyderczy uśmiech wkradł się na jego twarz. – Co ty tu robisz?
– Mogłabym zapytać ciebie o to samo.
– Ale ja zrobiłem to pierwszy. – Odpowiedział podchodząc bliżej. – Więc?
Hermiona wzięła głęboki oddech. Z drugiej strony, może Weasley już dawno wyszła z Pokoju Życzeń, a Malfoy ją widział. Powinna go zapytać.
– Szukam Ginny – powiedziała odsuwając się od blondyna, a przy tym natrafiając placami o zimną, kamienną ścianę. Cholera – przeklęła w myślach, widząc, jak Ślizgon podchodzi coraz bliżej.
– Czyżby mała wiewióra się zgubiła? – zaśmiał się cicho, wyciągając różdżkę. Nie miał złych intencji, ale przerażenie, jakie wstępowało na oblicze Gryfonki przysporzyło mu wiele radochy. Zaczął bawić się patykiem, obracając go w różne strony. – Ja za to szukam Blaise'a.
Nagle znowu dało się słyszeć kroki zbliżające się w ich kierunku. Malfoy, w przypływie paniki, podbiegł do zbroi, przy której stała Hermiona i szybko wcisnął się za nią. Ich ciała stykały się ze sobą, przez co fala gorąca oblała Gryfonkę. Na jej policzki wstąpiły delikatne rumieńce, a speszona dziewczyna odwróciła wzrok, by tylko nie patrzeć na blondyna.
Chwila ta trwała zaledwie kilka minut, jednak dla tych dwojga trwało to niemal jak kilka godzin. Nareszcie, gdy profesor Snape zniknął w ciemnościach, a jego kroki ucichły, czarodzieje opuścili kryjówkę. Hermiona odetchnęła z nieukrywaną ulgą. Nienawidziła takich niezręcznych sytuacji, a szczególnie, jeżeli zamieszany był w nie ktoś taki jak Malfoy!
Między Ślizgonem a Gryfonką trwała niezręczna cisza, której żadne z nich nie chciało przerwać. Szybko ruszyli przed siebie, idąc ramię w ramię, nie odzywając się do siebie ani słowem. Nawet nie rzucali żadnych kąśliwych uwag, odnoszących się do tamtej sytuacji, jakby w ogóle się to nie zdarzyło.
–Łał! Jesteście obok siebie i oboje żyjecie! Robicie postępy. – Usłyszeli za sobą rozbawiony głos Zabiniego. Chłopak nonszalancko opierał się o ścianę, robiąc przy tym dziwne miny.
Draco zmroził go swoim spojrzeniem, które mówiło, że jeżeli powie jeszcze jedno słowo na ten temat to oberwie. Hermiona również nie miała zadowolonej miny, usta zacisnęła w wąską linię i szybko zerknęła na zegarek. Właśnie wybiła godzina pierwsza. Świetnie. Po prostu genialnie. Jak dobrze, że jutro (a właściwie już dzisiaj) była sobota.
– Muszę już iść – mruknęła cicho i odwróciła się na pięcie. Obaj chłopcy patrzyli na nią, dopóki nie zniknęła za rogiem korytarza.
– Nic nie mów– warknął Malfoy ruszając w przeciwną stronę. Blaise znacząco uniósł w górę brwi, ale nie odezwał się już ani słowem.
– O mój Boże – szepnęła Granger, gdy weszła do Pokoju Życzeń. W pomieszczeniu panował niemiłosierny bałagan, na stole walały się puste butelki po winie, jedna leżała na czerwonym już dywanie. Piękna, biała sofa również ubrudzona była trunkiem. To właśnie na niej siedziała upita Gryfonka. Miała nieodgadniony wyraz twarzy, nawet nie zwróciła uwagi na Hermionę. Jej ubrania były mocno potargane, tak samo jak włosy, a usta i oczy delikatnie opuchnięte. Obie dłonie przyciskała gorączkowo do piersi.
– Ginny… – Hermiona podeszła do przyjaciółki i objęła ją ramieniem. – Co tu się stało? – zapytała cicho.
Ginewra spojrzała na nią przerażonym spojrzeniem, ale po chwili uśmiechnęła się smutno.
– Hermiona – wydusiła tylko, wtulając się w przyjaciółkę. – Przepraszam.
– Kochanie, jestem tutaj. Nie masz przecież za co przepraszać – powiedziała, głaszcząc Rudą po miedzianych włosach. – Sama to wszystko wypiłaś?
Dziewczyna pokiwała głową i oderwała się od Hermiony.
– Skosztowałam tylko troszeczkę – dziewczyna, jakby dla potwierdzenia swoich słów ułożyła kciuk i palec wskazujący tak, że oddzielała je tylko malutka przestrzeń.
– Nie sądzę – westchnęła Hermiona i szybko wzięła różdżkę Ginewry. – Chłoszczyć! – dzięki zaklęciu w pomieszczeniu znów zapanował porządek. Stłuczone kieliszki z powrotem stały na drewnianym stoliku, a puste butelki po trunku wylądowały w koszu na śmieci. Tylko sofa i dywan nie chciały się doczyścić, ale Hermiona nic nie mogła na to poradzić. W końcu to nie jej różdżka.
– Ale super! – krzyknęła Ginny, zafascynowana patrząc jak wszystko wraca na swoje miejsce. – Ja chcę jeszcze raz! – To mówiąc, wzięła jeden kieliszek i rzuciła nim w wiszący niedaleko obraz. Szkło rozbiło się na milion kawałeczków, rozcinając przy tym płótno. Hermiona powtórzyła zaklęcie z cichym westchnieniem. Ginny zachowywała się tak, jakby pierwszy raz widziała na oczy magię. Chciała powtórzyć to jeszcze raz, ale Miona w porę ją zatrzymała.
– Accio Eliksir Trzeźwości – przywołała fiolkę z pokoju. Trzymała różne, uwarzone przez siebie eliksiry na wszelki wypadek. Naczynie pojawiło się w jej dłoni po krótkiej chwili, jednak było puste. Hermiona westchnęła podirytowana i spojrzała na Ginny z nadzieją.
– Musisz przywołać eliksir, nie wzięłam swojej różdżki – wyjaśniła. Weasley, po kilku nieudanych próbach, w końcu udało się wykonać poprawnie zaklęcie.
– Wypij to – nakazała Ginny. Dziewczyna niepewnie spojrzała na fiolkę, ale szybko wypiła zawartość.
– Lepiej ci już? – zapytała Hermiona z troską w głosie. Ginny z ulgą pokiwała głową i podziękowała Granger.
– Nie chcę wracać do Pokoju. Nie mogę zobaczyć się z Harrym – szepnęła spuszczając głowę.
– Chcesz zostać tutaj na noc? – zapytała Hermiona, zamykając oczy. Wyobraziła sobie ich sypialnię z łazienką. Ginny uśmiechnęła się z wdzięcznością i ucałowała przyjaciółkę w policzek.
W czasie, gdy Weasley brała prysznic, Hermiona napisała szybki list do chłopaków.
Nie wrócimy z Ginny na noc do dormitorium, nie chcemy ryzykować szlabanu za włóczenie się po nocy. Spotkamy się jutro na śniadaniu.
Dobrej nocy,
Hermiona
