Major Lorne spacerował korytarzem w kierunku stołówki. Skończył swoją służbę kilka godzin temu, jednak nie mógł zasnąć. Nadal miał przed oczami widok bezbronnej i zapłakanej Elizabeth w jego ramionach. Nie mógł uwierzyć, że jego dowódca jest tak podłym człowiekiem. Nie zasługiwał na uczucie, którym darzyła go dr Weir.
Świadomie bądź też nie skręcił w prawo. Idąc dalej korytarzem znalazł się pod kwaterą Elizabeth. Zapukał, kiedy nikt nie odpowiedział odwrócił się. „Pewnie jest już w biurze i pracuje." Zrobił krok do przodu uruchamiaj w tym samym czasie swoje radio i próbując ją wywołać. Kiedy po drugim razie kobieta nie odpowiedziała, major zaniepokoił się. Podszedł po raz kolejny do drzwi i zapukał. Cisza. Zapukał po raz kolejny.
-Dr Weir? Elizabeth?- Evan podniósł rękę do panelu i otworzył drzwi jej kwatery. Bez zastanowienia wszedł do środka. Oświecił światło i wszedł dalej nadal ją wywołując. Jednak bez skutku. Rozglądnął się. Pokój wyglądał chaotycznie, mimo iż Elizabeth była osobą uporządkowaną. Niepościelone łóżko, na którym leżały szkice oraz raporty. Na ziemi także sterty papierów i laptop. Obok niego rozsypane tabletki oraz jej mundur. Po kobiecie nie było śladu. Major przeszedł przez pokój, odwrócił się i skierował do wyjścia, kiedy usłyszał cichy jęk. Szybko udał się w jego stronę. Kiedy wszedł do łazienki zobaczył na podłodze skuloną dr Weir. Kobieta była półprzytomna i trzęsła się z zimna, mimo iż w pomieszczeniu było bardzo gorąco. Major przykucnął przy niej i sprawdził puls. Był dość słaby. Następnie przyłożył swoją dłoń do jej czoła. Była rozpalona. Nie zastanawiając się dłużej uruchomił swoje radio.- Zespół medyczny do kwatery dr Weir. To pilne!
-Co się stało majorze?- odparł głos Becketta w słuchawce.
-Eliza… Dr Weir jest półprzytomna. Ma wysoką gorączkę i drgawki. – odsapnął.- Myślę, że może mieć wstrząśnienie mózgu. Jej głowa jest cała we krwi, musiała się uderzyć .
-Zaraz tam będę. Nie pozwól jej zasnąć. Beckett bez odbioru.
Evan spojrzał na kobietę, wstał. Chwycił malutki ręczniczek i zmoczył go zimną wodą. Następnie położył go na jej czole. Usiadł przy niej, kładąc jej głowę na swoje kolana.
-Trzymaj się Elizabeth. Dr Beckett zaraz tutaj będzie. – przejechał dłonią po jej włosach. Kobieta otworzyła przymknięte oczy i spojrzała w kierunku majora.
-J..John… przepraszam… ja…- odsapnęła.- Jestem zmęczona.
-Proszę cię tylko nie zasypiaj. Elizabeth!- Lorne delikatnie poklepał ją po policzku.- Elizabeth wszystko będzie w porządku. Tylko nie zasypiaj, proszę. Nie rób mi tego.
-K… Ko… Kocham c… ci… cię… J… Jo… John. Prze… przepra… prze… przepraszam…
-Nie przepraszaj. Nie masz za co. Jak poczujesz się lepiej porozmawiamy, dobrze?- spojrzał na jej twarz. Zobaczył, że cierpiała, nie tylko ze względu na fizyczny ból. Pewnie nadal rozpamiętywała ostatni wieczór, utratę dziecka. Wszystko co ostatnio ją spotkało. Powoli przymknęła powieki.- Elizabeth ja też cię kocham.
-J… John?- zapytała prawie szeptem chwilę później. Była blada i słaba. Spojrzała resztką sił na majora.- Pocałuj mnie. O… ostatni r… raz…
Evan nabrał powietrza w płuca i bez zastanowienia nachylił się zamykając przerwę między nimi pocałunkiem. Nie był ona ani dług, Anie namiętny. Wiedział, ze nie ma siły. Poza tym doskonale zadawał sobie sprawę, że ona nie brała go za majora Evana Lorne'a, którym był, tylko Johna. Johna Shepparda, jego dowódcę. Nie chciał jej wykorzystywać, aby zaspokoić własne pragnienia. Zrobił tylko o to o co go poprosiła, mimo iż wiedział, że nie była w pełni świadoma swoich czynów. Kiedy oderwali się od siebie, nieśmiało uśmiechnęła się.
-Z… Zimno m… mi…- odparła cichym głosem i powoli zamknęła powieki. Lorne położył swoje dwa palce na jej szyi, by sprawdzić puls. Nie wyczuwał go. Nie wyczuwał w niej życia.
W tym momencie do jej łazienki wkroczył dr Beckett z personelem medycznym. Spojrzał na Elizabeth, następnie przyłożył do niej stetoskop. Odwrócił się do podwładnych i kazał przygotować defibrylator. Szepnął parę słów do majora, a ten momentalne podniósł się, delikatnie kładąc głowę dr Weir na podłogę. Stanął z boku, aby nie przeszkadzać personelowi medycznemu w ratowaniu jego przyjaciółki. W głębi serca modlił się, aby wszystko było w porządku. Nie chciał je tracić, nie chciał aby cokolwiek się jej stało. Carson i dwie asystujące mu pielęgniarki krzątali się koło Elizabeth robiąc wszystko co w ich mocy. Evan spoglądał na nich. Dr Beckett przyłożył defibrylator do jej klatki piersiowej i wysłał pierwszy impuls. Nic się jednak nie wydarzyło. Przygotował się do ponownego użycia urządzenia. „ Boże wiem, że nie jestem zbyt religijny, wiem, że nigdy nie chodziłem do kościoła, rzadko się modliłem. Starałem się być dobrym człowiekiem, pomagać ludziom, ale nie zawsze mi to wychodziło. Teraz mam jednak prośbę. Proszę wysłuchaj mnie. Oddam wszystko, aby jeszcze raz usłyszeć jej śmiech, zobaczyć iskrę i radość w jej oczach Proszę nie zabieraj jej. Ona nie jest niczemu winna, jeśli taka twoja wola ukaż mnie, nie ją. Kocham ją i zrobię dla niej wszystko. Nawet jeśli ona postrzega mnie tylko jako przyjaciela, nie proszę o nic więcej. Pragnę tylko, aby żyła i była szczęśliwa. Proszę…" Modlił się w myślach, przerwał mu głos Carsona.
TBC
