Jest puls, dzięki bogu. Już myślałem, że cię straciliśmy kochana. - Powiedział doktor do nieprzytomnej kobiety leżącej na ziemi, a potem odwrócił się do swojego zespołu. Podał jednaj z pielęgniarek defibrylator, a następnie powiedział.- Zabierzcie ją do ambulatorium, podłączcie pod kroplówkę i wykonajcie EKG, EEG i tomografię. Prawdopodobnie ma wstrząśnienie mózgu, ale musimy się upewnić, a i sprawdźcie jeszcze ranę postrzałową. Tak wysoka gorączka mogła być spowodowana tylko jakimś zakażeniem.
Personel medyczny podniósł przywódczynię z ziemi i umieścił na wcześniej przygotowanych specjalnych noszach. Następnie szybko udali się z pacjentką do ambulatorium. Kiedy wyszli Beckett skierował się w stronę nadal stojącego nieruchomo majora. Odchrząknął, aby zdobyć jego uwagę.
-Co z nią? Wyjdzie z tego?- zapytał zmartwiony Lorne.
-Mam nadzieję. Jestem tylko lekarzem, nie cudotwórcą, ale jeśli to tylko wstrząśnienie mózgu i niegroźna infekcja po postrzałowa, to tak. Jak najbardziej wyjdzie z tego, chociaż będę się musiał nieźle napocić. A teraz powiedz mi co się wydarzyło. Zacznij od wytłumaczenia mi dlaczego jej szyja jest pokryta czerwonym śladem, jakby ktoś próbował ją udusić!
-Sheppard ty sukin…- urwał, kiedy zobaczył pytające spojrzenie doktora.
-Przepraszam, ale co się w ogóle dzieje. I co ma z tym wspólnego pułkownik Sheppard?- major westchnął, a następnie opowiedział Carsonowi wszystko co wiedział. O misji, negocjacjach, pułapce, Elizabeth proszącej o ratowanie jej dziecka, a nie jej. Starał się niczego nie pominąć. Opowiedział mu o tym jak się dowiedział o plotkach krążących po mieście, o scenie na balkonie, o pijanym Sheppardzie, którego mijał ubiegłej nocy na korytarzu, o rozmowie z Elizabeth. W końcu powiedział mu to co mu wyznała. Powiedział mu, że wiedział o tym, że ona kocha Johna, że straciła jego dziecko. Opowiedział mu wszystko, kończąc na tym jak znalazł ją w łazience trzęsącą się z zimna i gorączką, majaczącą. Powiedział mu nawet o tym jak nazywała go imieniem pułkownika, jak poprosiła, aby ją pocałował. Powiedział mu nawet jak bardzo ją kocha i że zrobi dla niej wszystko. Kiedy skończył wziął głęboki oddech, jedyne o czym mógł myśleć to o jej czerwonym śladzie na szyi. Dlaczego go nie zauważył? Dlaczego mu o nim nie powiedziała? Naprawdę chciała kryć Shepparda? Czy aż tak bardzo go kochała, aby wybaczyć mu wszystko, każdą krzywdę jaką jej wyrządził? Widocznie tak, pomyślał. Dr Weir kochała pułkownika ponad wszystko, była gotowa poświęcić za niego swoje życie, jeśli nadeszłaby taka potrzeba. Wiedział, że z każdym momentem pułkownik Sheppard nie zasługiwał na uczucie jakim darzyła go kobieta. Nawet on, major Evan Lorne nie zasługiwał na nią. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek znajdzie się mężczyzna godny jej miłości. Była wspaniałą kobietą. Piękną, inteligentną, skromną, zaradną, miłą, szanowała ludzi, była zdolna do poświęcenia swojego życia. Była bezinteresowna, dbała o wszystkich, czasami zapominając o sobie. Szczęście innych było dla niej ważniejsze, niż jej własne. Evan był pełen podziwu. Z każdą chwilą szanował ją jeszcze bardziej, nie pragnął niczego więcej, niż chwili kiedy ujrzy ją szczęśliwą, w pełni znaczeniu tego słowa. Kto jak kto, ale ona zasługiwała na to najbardziej.
Wyszedł razem z Beckettem z jej pokoju. Skierowali się do najbliższego transportera. Beckett udał się do ambulatorium, natomiast major do centrali. Musiał powiadomić o zaistniałej sytuacji odpowiednie osoby. Kiedy dotarł do wieży kontrolnej, minął techników na służbie i udał się do sali odpraw. Drzwi się utworzyły, wtedy zobaczył siedzących przy stole Ronona i Teylą. Słabo uśmiechnął się w ich stronę, jednak zazwyczaj przyjaźni przyjaciele odpowiedzieli mu tylko piorunującym spojrzeniem. Lorne podszedł do niech bliżej i siadł przy stole. Po chwili odezwał się.
-Wiem, że pewnie słyszeliście plotki o dr Weir.- odparł spokojnym tonem. Ronon gwałtownie wstał i wycelował do niego ze swojej broni.
-Zapłacisz za to co zrobiłeś Sheppardowi!
-Ronon usiądź. Daj mu coś powiedzieć.- uspokoiła go Teyla zmuszając do ponownego zajęcia miejsca.
-Majorze słyszeliśmy wiele plotek. Ostatnia mówiła chyba, że jest pan ojcem dziecka dr Weir.- odparła.
-Słucham? Ja… ja wytłumaczę… To nie prawda.- powiedział. Teyla uniosła swoją brew, natomiast Ronon nadal mierzył go wzrokiem. Gdyby nie obecność Athosianki, pewnie byłby już nieźle pokiereszowany.- Dr Weir nie spodziewa się mojego dziecka. Nic nas nie łączy, oprócz przyjaźni oczywiście. Prawdą jest, że Elizabeth była w ciąży. Nie. Nie ze mną. Z Sheppardem.
-Co! On o tym wie? I dlaczego mówisz, że była?
-Dr Weir poroniła, gdy została postrzelona na naszej ostatniej misji. Nie powiedziała o dziecku pułkownikowi, tak więc ten nie ma kompletnego pojęcia co się dzieję. I wydaje mi się, że myśli, że to ja jestem…- urwał, następnie wziął głęboki oddech i kontynuował.- Dr Weir jest w kiepskim stanie. Właśnie wywieźli ją do ambulatorium.- kiedy to powiedział oby dwoje wojowników zerwało się ze swoich miejsc, jednak Evan szybko przekonał ich, że powinni go najpierw wysłuchać.- Była już w kiepskim stanie kiedy została zwolniona z ambulatorium po operacji, ale teraz… teraz… ehm… jest załamana. Widziała pułkownika z inną, potem jeszcze ta plotka. Kiedy znalazłem ją wczoraj wieczorem zapłakaną w pokoju po rozmowie z pułkownikiem Sheppardem, przeczuwałem, że stanie się coś złego. Boże to wszystko moja wina. Mogłem jej wtedy nie zostawiać samej, gdybym tego nie zrobił nie leżała by teraz w ambulatorium.
-Czy pułkownik Sheppard zrobił coś dr Weir?- zapytała zważając na słowa Teyla. Evan ponownie westchnął, a następnie skrócił im wydarzenia ubiegłej nocy i dzisiejszego poranka.
-Sheppard tego pożałuje!- odparł Ronon sięgając po swoją broń, kiedy tylko major Lorne skończył.
-Nie!- wykrzyknęli praktycznie równocześnie Lorne i Teyla. Athosianka kontynuowała.- Uważam, że powinniśmy zachować to w tajemnicy, szczególnie przed dr McKay'em. Nie chcemy przecież, aby…
-Co zachować w tajemnicy?- przerwał jej głos stojącego w drzwiach Rodney'a i Johna. Major Lorne momentalnie wstał i zasalutował dowódcy. Minęła spora chwila, podczas której panowała cisza. McKay i John weszli do sali odpraw. Usiedli przy stole. Lorne nadal stał.- Zapytałem co chcecie zachować przed nami w tajemnicy!
-Teyla?- John spojrzał na Athosiankę, jednak ta odwróciła wzrok. Nie chciała nic mówić. Przeniósł wzrok na Ronnona, jednak ten także się wykręcił.- Majorze co się dzieje?
-Sir, ja… to nie pańska sprawa, sir.- odparł. John wstał i podszedł do Evana. Stanął naprzeciwko niego i zmierzył wzrokiem.
-Jestem tutaj najwyższy stopniem, co czyni mnie dowódcą! A ty ignorujesz mój bezpośredni rozkaz. Chyba wiesz, co za to grozi. Powtórzę jeszcze raz, bo chyba do ciebie nie dotarło! Co się tu do cholery dzieje i gdzie jest dr Weir!
-Dr Weir nie przyjdzie na odprawę. Jest zajęta, sir.- odparł major stojąc na baczność.
-Więc dlatego wysłała swojego chłopca na posyłki? Nie mogła nas powiadomić osobiście?- zadrwił pułkownik, na co major zmarszczył brwi.
-Uważaj na słowa pułkowniku, bo jak nie…- odparł.
-Bo jak nie to co? Majorze nie jest pan w pozycji mi grozić. A poza tym teraz przegiął już pan kompletnie.- zaśmiał się, następnie skierował się do dwóch żołnierzy z ochrony. Kazał im zabrać majora Lorna do celi pod powodem niesubordynacji względem przełożonego. Kiedy tamta trójka wyszła, John odwrócił się do Teyli i Ronnona. Kobieta pokiwała tylko głową i westchnęła, następnie minęła pułkownika i razem z Ronnonem udała się do wyjścia. Gdy drzwi sali odpraw się otwarły Ronnon wyszedł, a ona odwróciła się do Johna mówiąc.
-Nie musiałeś go wtrącać do wiezienia. John nie możesz wszystkiego wiedzieć. Jemu chodziło o osobistą przysługę. – odparła i stanęła w drzwiach.- A dr Weir leży w ambulatorium. Z twojego powodu.- wyszła zostawiając zmieszanego pułkownika i gapiącego się w niego Rodney'a.
John nie zważając na przyjaciela opuścił salę odpraw i ruszył do najbliższego transportera. Użył go, aby udać się do ambulatorium. Przeszedł korytarz, jednak kiedy dotarł na miejsce zatrzymał go Carson.
-Co z nią?
-Pytasz o stan fizyczny czy psychiczny?- zapytał doktor zastawiając swoim ciałem drzwi do izolatki, w której leżała jego pacjentka. Spojrzał na pułkownika, a gdy ten nie odpowiedział, Carson kontynuował.- Ma niegroźne wstrząśnienie mózgu, musiała się uderzyć w głowę. Do rany postrzałowej wdała się infekcja, właśnie będziemy rozpoczynać operację. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, Elizabeth szybko z tego wyjdzie, jeśli będzie oczywiście chciała.
-A dlaczego by nie miała chcieć?- zapytał.
-Po tym wszystkim co jej zrobiłeś, jeszcze się pytasz? – Carson uniósł brew i spojrzał na zmieszanego Johna.- Lepiej, abyś znalazł sobie jakieś zajęcie, pułkowniku. Nie chcę pana widzieć w ambulatorium przez następnie 48 godzin. Nie będę ryzykować pogorszeniem jej stanu psychicznego, tylko dla tego, że nagle jest ci przykro. Czy to jasne!- John kiwnął głową.- Jak skończę operację, dam panu znać o jej stanie, pułkowniku. Żegnam.- odparł doktor i odwrócił się na pięcie, kierując się w stronę czekających już na niego pielęgniarek.
John stał tam jeszcze przez chwilę. Z każdą sekundą, był bardziej zdezorientowany. Carson nigdy tak się nie zachowywał, do tego jeszcze Teyla i Ronnon, no i Lorne. Major pieprzony Lorne, który zniszczył mu życie. „ Co się tutaj do cholery dzieje, czy to jest jakiś żart? Coś mi się wydaje, że odpowiedź na to pytanie znają tylko trzy osoby, z czego jedna jest nieprzytomna, druga siedzi w więzieniu, a trzecia… no cóż Carson raczej nie powie mi prawdy. Elizabeth za dużo dla niego znaczy. Cholera! Elizabeth! Dlaczego wszyscy oskarżają mnie o coś o czym nie mam pojęcia? Dlaczego po prostu nie mogłaś mi spojrzeć w oczy i powiedzieć o dziecku, czy to naprawdę wyrządziłoby ci krzywdę?... Coś mi się wydaję, że muszę wyciągnąć odpowiedzi na moje pytania od twojego chłopca na posyłki, a jak nie od niego to od Ronona i Teyli. Oni zapewne wiedzą! No może nie od Ronona, ale Teyla prawdopodobnie mi powie. W końcu zawsze chciała, aby wszyscy się dobrze dogadywali." Podrapał się po głowie, a następnie udał się w kierunku celi więziennej. Musiał stawić czoło Lornowi, musiał wiedzieć, co jest grane.
TBC
