Rozdział 6: Nie jesteśmy rodziną.
Poniedziałki zaczynały się wczesnymi zajęciami z Glee, co zwykle było stratą czasu. Kurt rozważał ominięcie próby, ale to oznaczałoby rozpoczęcie tygodnia od wizyty w śmietniku… Tina wysłała mu smsa w niedzielę po południu…
Mam nowy żakiet, musisz go widzieć!
Chłopak westchnął i zdecydował jednak iść na zajęcia.
Gdy wszedł do pokoju chóru, wszyscy już tam byli: Quinn, Brittany i Santana ćwiczyły sekwencję kroków do nowego występu Cheerios, chłopcy klepali się nawzajem po plecach z powodu ostatniego meczu futbolowego. Kurt ostrożnie ich zmierzył spojrzeniem, odsunął swoje krzesło od grupy i usiadł, by przejrzeć książkę do muzyki. Po kilku minutach Tina oderwała się od futbolistów i stanęła przed nim.
- I co o tym myślisz? – rozłożyła ramiona i wolno odwróciła się na palcach. Czarne koronki i brokat ciężko okręciły się wokół niej, dając orientalny zapach sklepu New Age, w którym kupiła żakiecik.
Kurt wydął wargi, ale jej entuzjazm z powodu nowego zakupu był tak zaraźliwy, że w końcu się uśmiechnął.
- Ładny. Świetnie ci pasuje, zwłaszcza z tymi spodniami. – gorączkowo szukał jeszcze czegoś, co mógłby pochwalić. – Bardzo mi się podobają te sznurowania po bokach, on jest na fiszbinach?
- Oczywiście! – Tina rozpromieniła się i radośnie wygładziła przód żakietu…
Rachel stanęła między dziewczyną a Kurtem, dramatycznie przycisnęła plik nut do swojej swetrowej kamizelki w romby i rzuciła chłopakowi gniewne spojrzenie.
- Musimy porozmawiać, zdrajco – wypluła i gardło Kurta się zacisnęło. Czyżby ktoś w szkole widział Blaine'a w szkolnym mundurku i się wygadał? Ale chłopak zdołał unieść brew i powiedzieć słodko:
- Słucham?
Rachel z oburzeniem odrzuciła włosy do tyłu. Finn stał tuż za nią.
- Jak w ogóle mogłeś o czymś takim pomyśleć? Po tym, jak zaśpiewałam z tobą duet!
I rzuciłaś mnie niczym gorącego ziemniaka w momencie, gdy zabrzmiała ostatnia nuta, nie żebym się czegoś więcej po tobie spodziewał.
- Nie mam najmniejszego pojęcia, o czym mówisz. – wydusił w całkiem dobrej imitacji swojego zwykłego, lekceważącego tonu, ale Finn gniewnie pokręcił głową.
- Stary, wiesz dokładnie o co jej chodzi.
Kurt rzucił mu ostre spojrzenie. – Myślałem, że mamy umowę – warknął – Nie mówisz do mnie, a ja nie wysyłam cię na izbę przyjęć po pełny gips…
- Um.… - Artie uniósł dłoń. – On może wiedzieć, o czym mówicie, ale reszta z nas nie za bardzo…
- Zmienia szkołę - Rachel rzuciła przez ramię i Kurtowi powietrze zamarło w płucach. Przełknął ślinę, a Rachel rzuciła swoje świdrujące spojrzenie po pokoju. – Idzie do Dalton. Do naszej konkurencji.
Nastąpił moment kompletnej ciszy. Basista delikatnie potrącił struny.
Po chwili Puck powiedział
pusto z drugiego końca pokoju: - Stary, to nie jest fajne.
- I to powiedział facet, który planował uciec z miasta i zostawić nas wszystkich na lodzie. – powiedział Artie i Puck, o dziwo, zamilkł.
Kurt oparł się o oparcie krzesła, splótł dłonie na kolanie i rzucił Finnowi najchłodniejsze, najmniej zachwycone spojrzenie, na jakie tylko mógł się zdobyć. Finn z powodu wzrostu nie był przyzwyczajony do zastraszania; nie trwało długo nim zaczął się wić, a wtedy Kurt powiedział najbardziej lodowatym tonem:
- To była prywatna rozmowa między mną a moim ojcem. Mogę zapytać, skąd się o niej dowiedziałeś?
Finn zwiesił ramiona i rzucił gniewne spojrzenie. – Słyszałem, jak mama rozmawiała o tym z twoim tatą przez telefon.
- Rozumiem. – Kurt uniósł brew. – I stwierdziłeś, że dało ci to prawo do poinformowania o mojej prywatnej sprawie czwartą najbardziej przeze mnie nielubianą osobę w szkole, by mogła ona oznajmić ją całemu klubowi bez sprawdzenia najpierw, czy jej informacje są prawdziwe?
Na chwilę oczy Finna odbiegły w bok. Po chwili wysunął żuchwę, założył ręce i powiedział: - Stary, ja jestem coś jak współkapitanem. To moja robota…
- Jesteś mięśniami Rachel, to wszystko. – Kurt warknął. – Wyciąga cię z magazynu tylko wtedy, gdy potrzebuje oprzeć coś okropnego na zastraszaniu.
Kątem oka Kurt zauważył słabe sapnięcie Rachel; jej policzki pokryły się różem, rzuciła pełne winy spojrzenie na Finna, ale chłopak nieświadomie kontynuował.
- Poza tym, jesteśmy, czymś w stylu rodziny, a to znaczy, że nawet jak ze mną nie rozmawiasz, powinieneś zapytać mnie o zdanie…
Kurt nagle był na nogach, patrząc wściekle tak blisko, jak tylko blisko mógł zbliżyć się do twarzy Finna.
- Nie jesteśmy rodziną. – wypluł i Finn cofnął się zaskoczony. – Nie jesteśmy rodziną. Nigdy nie będziemy rodziną. Nie obchodzi mnie to, jak długo nasi rodzice będą ze sobą chodzić. Nie obchodzi mnie, czy wezmą ślub. Ty i ja nigdy nie będziemy rodziną, bo nienawidzę cię, Finnie Hudsonie. Sam widok twojej głupiej twarzy sprawia, że jest mi niedobrze. Nie chcę nigdy więcej pamiętać o twojej egzystencji.
Para pałeczek do bębna upadła na ziemię. Nastąpiła cisza, Finn gapił się na niego tępo.
-Do licha! – powiedziała Santana z radosnym mruknięciem.
Rachel napuchła ze złości, jej oczy spoglądały to na Kurta, to na Santanę, jakby nie mogła się zdecydować, na kogo wybuchnąć najpierw. Nagle przestało obchodzić Kurta, co zrobi dziewczyna. Nałożył torbę na ramię i przeszedł obok niej w kierunku drzwi.
Rachel zająknęła się. – Gdz… gdzie idziesz? Nie możesz…
- Nie mogę? – zatrzymał się, ostro się odwrócił na pięcie i spojrzał na nią wściekle. – Tak dla waszej wiadomości – powiedział gorzko – jeśli kogokolwiek z was to obchodzi, nie zmieniam szkoły. Chciałem, ale tata się nie zgodził. – Usta Rachel znów się otworzyły. Brwi Finna zmarszczyły się w konfuzji. Za nimi, w oddali, Kurt zobaczył Mercedes i Quinn wymieniające zaskoczone spojrzenia, Tinę nerwowo wyłamującą palce, Sama patrzącego z dezorientacją. Bolało go gardło. Zamknął oczy.
- Co robię, - usłyszał sam siebie z bardzo daleka – to rezygnuję z Glee. Dobrej zabawy na pierwszym etapie. Mam nadzieję, że wam dobrze pójdzie.
Cisza. Otworzył oczy. Quinn wpatrywała się w niego z otwartymi ustami. Puck i Mike wymieniali zdezorientowane spojrzenia. Mercedes otworzyła usta i zamknęła je znowu, z niedowierzaniem kręcąc głową. Oczy Santany zwęziły się, a usta zacisnęły, całe jej rozbawienie zniknęło w nagłej furii.
Kurt odwrócił się do nich wszystkich plecami.
-Nie możesz tego zrobić! – wykrztusiła Rachel za nim. – Konkurs zaczyna się za sześć tygodni!
Kurt zatrzymał się. – Więc lepiej, żebyście ustalili listę utworów i zaczęli próby, nieprawdaż? – powiedział, gdy pan Schue pojawił się w drzwiach z ramionami pełnymi nut i zdziwionym wyrazem twarzy.
Chłopak minął nauczyciela nim ten zdołał powiedzieć choć słowo i odszedł.
Resztę dnia spędził prześladowany przez członków chóru.
Na naukach społecznych pan Cartwright zabrał klasę do biblioteki. Kurt był między półkami, szukając książek Pearl Harbor, gdy się zorientował, że Mercedes odeszła od swojego stolika w czytelni i stanęła obok niego, zdjęła z półki jakąś książkę na oślep z półki, oparła się o nią i zaczęła kartkować bez patrzenia na strony.
- Jak myślisz, co powinniśmy zrobić na konkurs? – powiedziała cicho.
Kurt odsunął się od niej, wybrał kolejną książkę i otworzył ją na spisie treści.
- Czemu mnie pytasz? Zrezygnowałem. Dość stanowczo, o ile dobrze pamiętam.
Mercedes zaśmiała się z samozadowoleniem i pokręciła głową. Długie, jasne końce jej szalika przesunęły się po jej ramieniu.
- Wszyscy wiemy, że nie mówiłeś tego poważnie, tak samo, jak nie mówiłeś poważnie o Dalton.
- Doprawdy. – powiedział Kurt kpiąco.
- Tak, naprawdę. Przestań, Kurt. Ty w prywatnej szkole? Rzuciła mu rozbawione spojrzenie. – Musiałbyś nosić mundurek. Codziennie.
Westchnął i odwrócił wzrok. – Mercedes, możesz przestać? – zapytał cicho po chwili. Dziewczyna niepewnie spojrzała na niego. – Mówiłem poważnie o transferze do Dalton, mówiłem też poważnie o rezygnacji z Glee. Myślę też poważnie o tym, żeby dostać A z tego zadania, więc byłbym wdzięczny, gdybyś pozwoliła mi pracować.
Brwi zranionej dziewczyny zmarszczyły się. – Jeśli mówiłeś serio, dlaczego nie powiedziałeś nam o tym wcześniej? Albo chociaż mnie? Podobno jesteśmy przyjaciółmi…
Spojrzał na jej przyjazną, ładną twarz i szczery uśmiech, po czym westchnął.
- Kiedy rozmawialiśmy o czymś, co naprawdę jest dla nas ważne? – zapytał.
Mercedes pokręciła głową. – Myślałam, że rozmawialiśmy.
Książka miała mnóstwo nawiązań do Pearl Harbor. kurt zamknął ją i dodał do tych, które już trzymał na zgiętym ramieniu.
- Byliśmy przyjaciółmi przez ponad rok, a ty nawet nie wiedziałaś, że jestem ateistą. – powiedział. Mercedes zacisnęła usta i spuściła wzrok. – Nie mam pojęcia, co myślisz o polityce. Nawet nie rozmawialiśmy o tym, co chcemy robić po szkole, nie na poważnie. Może najlepiej, żebyśmy przestali udawać i po prostu zostawili siebie nawzajem w spokoju.
Znów pokręciła głową. – Zabrałam cię do mojego kościoła. To było poważne.
- Nie – odrzekł ze znużeniem. – To było niemiłe.
Po chwili oczy dziewczyny przygasły. Pokręciła głową, odłożyła książkę na półkę i odwróciła się; Kurt podniósł ją, sprawdził numer ewidencyjny i odstawił ją tam, gdzie miała być, udając, że nie patrzy, jak Mercedes odchodzi.
Następny był angielski. Kurt właśnie wyjmował książki z torby, gdy nagle na jego ławkę padł cień i ktoś głośno chrząknął.
- Err-hem!
Podniósł wzrok. Rachel oparła dłonie na biodrach i rzuciła mu gniewne spojrzenie. Uniósł swoją brew tak bardzo zniechęcająco, jak tylko potrafił i czekał. Rachel fuknęła z oburzeniem.
- Mercedes powiedziała, że odszedłeś na poważnie. Jak mogłeś mi to zrobić? Potrzebuję twojej pomocy w przygotowaniach do konkursu, sama nie mogę wszystkiego zrobić.
- I o dziwo wciąż nie czuję się poruszony. – Kurt powiedział sucho. Rachel zmarszczyła brwi i pomyślała przez kilka sekund. Nagle ją olśniło. Przez chwilkę żuła wargę, po czym pochyliła się.
- W porządku, słuchaj. Miałam zamiar powiedzieć panu Schue żeby dał ci małe solo na pierwszym etapie. Poprawiłeś się na tyle, że nie zniszczyłoby to kompletnie naszej szansy.
To by było na tyle jeśli chodzi o „jeśli wygramy Krajowe, to tylko dzięki tobie", Kurt pomyślał kwaśno, podczas gdy ona kontynuowała:
- Ale mogę zrobić coś więcej. Jeśli muszę, jestem gotowa podzielić się sceną. Możemy nawet zrobić ten duet Barbry i Judy…
- Rachel Berry! – zawołała pani Lister spod tablicy. – Nie przypominam sobie, żebyś była w tej klasie. Przypomnij sobie, gdzie powinnaś teraz być i idź tam!
- Przepraszam, pani Lister, ale to jest ważne! - Rachel machnęła niecierpliwie dłonią. – Nie będę pani długo przeszkadzać, ale musimy się dogadać jeszcze dzisiaj, konkurs rozpoczyna się już za sześć tygodni i …
- Rachel! – Pani Lister zaczęła iść w ich kierunku. Kurt położył książki na biurku i pochylił głowę w bok.
- Do widzenia, Rachel – powiedział stanowczo. Dziewczyna wydała z siebie dźwięk przypominający rozwścieczonego kota i usunęła się z pokoju.
Gdy poszedł do swojej szafki po muzyce żeby wyjąć podręczniki do biologii, na korytarzu stali ręka w rękę Tina i Mike, obserwując go z identycznymi, zmartwionymi wyrazami twarzy. Szybko wyjął książki i odszedł, nim zdążyli do niego podejść; gdy skręcił za róg, zobaczył zbliżającego się Karofskiego i skręcił, by oddzielały ich trzy dziewczyny z Cheerios. Karofsky spojrzał na niego znacząco i zacisnął pięść . Kurt szedł dalej, z wzrokiem utkwionym przed siebie. W czasie lunchu najpierw dokładnie sprawdził kafeterię. Gdy nie zobaczył ani śladu Karofskiego, Azimio czy też członków Glee, uniósł brodę i przyłączył się do kolejki. Właśnie przyglądał się podejrzanie wyglądającej sałatce z tuńczyka, kiedy Finn stanął za nim, grożąc niczym nadąsana chmura burzowa.
- Stary, co z tobą nie tak?
- Poza tobą? – warknął Kurt, porzucił tacę i miejsce w kolejce, by odejść do jednej z Sali ćwiczeń z muzyki. Był w połowie „Autumn Leaves" kiedy drzwi się otwarły i zorientował się, że był uwięziony w małym pokoju razem z osobą, która przez nie wejdzie. Przełknął w napięciu i czekał.
- Teraz, gdy nie jesteś w Glee, nie powinieneś używać tych pokoi.
Westchnął.
- W przeciwieństwie do ciebie, Rachel, uczę się muzyki. Mam większe prawo d używania sal ćwiczeń niż ty. Czego chcesz?
Nastąpiła chwila ciszy.
- Kim jest pozostała trójka?
Odwrócił się na stołku pianina. – Słucham?
Rachel przekrzywiła głowę. – Powiedziałeś że jestem tylko czwartą najbardziej nielubianą przez ciebie osobą w tej szkole. – powiedziała i, o dziwo, usłyszał w jej głosie nutę dumy. – Kim jest pozostała trójka?
Kurt przechylił głowę w bok i niedowierzająco zmierzył ją wzrokiem. - Karofsky, Finn i Azimio – powiedział w końcu. – Ale jeśli wciąż będziesz mnie denerwować, uwierz mi, trafisz z powrotem na szczyt tej listy. Teraz odejdź, proszę, próbuję ćwiczyć.
Rachel zmarszczyła brwi i zaczęła się bawić końcówkami włosów. – Nie wiedziałam, że umiesz grasz na pianinie.
- Oczywiście, że nie wiedziałaś. – powiedział Kurt ze znużeniem i zaczął utwór od nowa. Po chwili drzwi zamknęły się za jego plecami.
Podczas nauki indywidualnej jakiś nerwowy pierwszoroczniak pokazał się w drzwiach biblioteki i wyszeptał coś do bibliotekarki; kobieta wskazała na Kurta i dziewczyna przydreptała do jego stolika. – Pan Schuester chce z tobą porozmawiać w swoim biurze. - pisnęła i odeszła. Kurt westchnął, spakował się i skierował w stronę skrzydła języków.
Zatrzymał się w drzwiach biura pana Schue i powiedział bezbarwnie:
- Nie, nie mam zamiaru zastanowić się jeszcze raz nad odejściem z Glee.
Pan Schue spojrzał na niego ze zdezorientowanym zmarszczeniem brwi. Pomachał ręką wskazując krzesło przed biurkiem. Kurt zignorował jego gest, oparł się o jedno biodro i splótł luźno ręce na pasku torby. Pan Schue westchnął.
- Nie rozumiem, skąd przyszło ci to na myśl, Kurt. – powiedział zranionym głosem. – Myślałem, że kochasz chór . Zawsze byłeś jednym z najbardziej rzetelnych dzieciaków w klubie. Wiem, że ostatnio było ci ciężko i mam też świadomość, że mogłem nie wykorzystać twojego talentu na tyle, na ile zasługujesz, ale bardzo trudno znaleźć utwory do twojego głosu…
Spojrzał z nadzieją na Kurta. Chłopak zamknął oczy.
- Panie Schue, moje powody do rezygnacji z chóru mają bardzo mało wspólnego z chórem samym w sobie. – powiedział cicho. – I nie może pan nic zrobić, żebym zmienił zdanie.
Odwrócił się i odszedł w kierunku biblioteki. Pan Schue nie zawołał za nim.
Po drodze na sztukę minął na korytarzu Santanę i Brittany. Santana rzuciła mu naprawdę imponujące spojrzenie obiecujące śmierć. Odwzajemnił się jej i niemal parsknął śmiechem, kiedy Brittany pomachała mu radośnie palcami i Santana skierowała swój wzrok na nią, uderzając ją w kostki. Ale potem nie było nikogo aż do ostatniego dzwonka; Kurt był w połowie drogi do wyjścia, kiedy się zorientował, że Artie jedzie obok niego.
Zacisnął na chwilę usta, po czym poddał się i zapytał z irytacją:
- Też masz zamiar mnie dręczyć albo wściekle na mnie patrzeć, albo zastanawiać się, czemu nagle zrobiłem się taki nieodpowiedzialny?
Artie przechylił głowę do tyłu z niedowierzaniem i poprawił okulary.
- Żartujesz? Gdyby moich rodziców było na to stać, trafiłbym do Dalton lata temu. To świetna szkoła. Czy twój tata naprawdę się nie zgodził?
- Powiedział, że o tym pomyśli. – Kurt poprawił torbę i starał się zignorować sposób, w jaki gardło się mu zaciskało, gdy wypowiadał te słowa. – Wiesz co to znaczy.
- Tak. – Artie obrócił się by spojrzeć na niego dokładniej. –Ale i tak zrezygnowałeś z Glee.
Kurt westchnął. – Tak, To nie było coś, co miałem w planie, gdy przyszedłem dzisiaj rano na zajęcia, ale to była najlepsza rzecz, jaką mogłem zrobić.
- Och. – Artie pomyślał przez chwilę i skinął głową. – Okej. Ale i tak będziemy tęsknić. – powiedział i skierował się w kierunku nowego podestu dla wózków inwalidzkich.
Przez chwilę usta Kurta drżały i piekły go oczy; twardo nabrał powietrza i zawołał:
- Powodzenia w szukaniu dwunastej osoby na konkurs!
- Dzięki! – Artie pomachał nad ramieniem i zniknął na końcu rampy. Kurt stał tam w korytarzu, wpatrując się przed siebie, podczas gdy tłok wokół niego robił się coraz mniejszy…
Ręka mocno zacisnęła się na jego ramieniu. Poleciał na ścianę, spróbował nabrać powietrza i odwrócił się. Jego plecy uderzyły w mur i zobaczył Karofskiego górującego nad nim, tak blisko, że Kurt czuł ciepło jego ciała. Poczuł, że skręca mu się żołądek.
zasłonił usta ręką i próbował się wyślizgnąć, ale Karofsky oparł rękę o ścianę i Kurt był w pułapce.
- Pytanie dla ciebie, homo. Powiedziałeś komuś o tym, co się stało? O tym, jak… - jego oczy uważnie zmierzyły okolicę. - … mnie pocałowałeś?
Mnie pocałowałeś? Oczy Kurta zwęziły się. Wyprostował się i Karofsky odrobinę się odsunął. – To ty mnie pocałowałeś, Karofsky – powiedział ostro. Ale zobaczył dziwny rodzaj strachu w oczach Karofskiego i po chwili pokręcił głową. – I nie. Może trudno ci w to uwierzyć, ale rozumiem, że to musi być dla ciebie trudne, więc nikomu nie powiedziałem. Na razie.
Karofsky wpatrywał się przez chwilę w niego. Nagle jego małe oczka zaświeciły. – Dobrze. – powiedział z satysfakcją i podniósł rękę. – Bo wiesz, co? – dźgnął palcem ramię Kurta, bardzo rozmyślnie i Kurt się skulił. – Jeśli powiesz komukolwiek… - palec prześlizgnął się w dół po piersi chłopaka, bardzo wolno i Kurt zatrząsł się pokonując mdłości. - … zabiję cię.
Płuca Kurta przestały pracować. Żołądek mu ciążył. Karofsky pochylił się i rzucił złośliwy uśmieszek…
Kurt odepchnął się silnie od ściany, stanął bliżej i spojrzał gniewnie na chłopaka. – I żebyś wiedział, - powiedział cicho i jadowicie – że mam teraz o wiele ważniejsze rzeczy na głowie niż ty, ukryty przypadku więc zejdź mi z drogi i nie zbliżaj się do mnie.
Po czym oddalił się, bardzo szybko, nim Karofsky mógł wpaść na jakiś pomysł, mając nadzieję, że kolana go nie zawiodą przez dość czasu, by mógł się dostać na parking.
