oryginał: Snape's Memories (link w moim profilu)
autor: paganaidd (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki.
Rozdział drugi
- Co? - spytał Harry ostro; nie miał pojęcia, co tam robi.
Snape, który opierał się o biurko dyrektora, sprawiał wrażenie dość odprężonego. Jak na Snape'a, w każdym razie.
- Czy... czy posłał pan po mnie? - Harry był zmieszany. Stało się coś ważnego. Coś związanego z jego rodziną?
Ginny została złapana podczas próby kradzieży miecza Gryffindora. Czy to dlatego znalazł się w tym miejscu?
- Proszę pana... Ginny nie zabrała tego miecza. My go znaleźliśmy. Srebrna łania zabrała nas do niego... - Nie miał nadziei, że Snape go wysłucha. Nigdy go nie wysłuchiwał, Harry jednak czuł się w obowiązku trzymać Ginny tak daleko od tego, jak to tylko możliwe. - Niech pan jej nie oddaje Carrowom.
Snape nie poruszył się, tylko kąciki jego ust lekko się uniosły.
- Jestem doskonale świadom tej srebrnej łani, panie Potter - powiedział cicho. - A Carrowowie od pewnego czasu nie żyją.
Tak, racja, przypomniał sobie Harry, nie żyją już od lat. Jego zaś nie było nawet w Hogwarcie za ich czasów. Nie był uczniem Hogwartu od przeszło dwudziestu lat. A Snape nie...
- Proszę pana - odezwał się powoli, podczas gdy jego umysł jakby zaczął myśleć - pan nie żyje.
Snape spokojnie przytaknął.
- Załapałeś wreszcie, Potter? - spytał miękko. Bez cienia urazy, która zwykle była w jego głosie, gdy rozmawiał z Harrym.
- Śnię? - Harry miał nadzieję, że faktycznie śni; miał za dużo do zrobienia, żeby nie żyć.
Wyglądający na rozbawionego Snape znowu skinął głową.
- Tak, śnisz.
Kolejna myśl przyszła Harry'emu do głowy.
- Jest pan prawdziwy czy pana wyśniłem?
Snape przewrócił oczami, jak zwykle, kiedy uważał, że Harry jest szczególnie tępy.
- To bezsensowne pytanie, Potter. Gdybym ci powiedział, że cię odwiedzam zza grobu, to byłoby właśnie coś takiego, co twoja rozpalona podświadomość mogłaby sobie wyobrazić, że bym zrobił. I odwrotnie, wizyta mogłaby mieć na celu, abyś pomyślał, że to wszystko jest snem. Choć raz sam wyciągnij wnioski.
Harry zdecydowanie będzie musiał wysłać sowę do uzdrowiciel Phoebe z samego rana.
- Więc co tu wobec tego robisz? - Przypomniawszy sobie, że jest teraz starszy niż Snape w momencie śmierci, Harry uznał, że prędzej go szlag trafi, niż zwrócił się do Snape'a per pan. Dotknął rękawa, pragnąc, aby znajdowała się w nim różdżka. Ku jego uldze była tam. Nie lubił bez niej podróżować nawet po krainie marzeń sennych.
- Mówiłem ci. Chciałem zamienić słowo - odparł Snape i wstał. Nadal miał na sobie czarne szaty nauczycielskie. Wyglądał lepiej niż ostatniej nocy, gdy Harry widział go żywego. Młodziej może albo jak lepiej odżywiony czy zadbany. Harry stwierdził, że nigdy nie widział Snape'a naprawdę wypoczętego, podczas wszystkich swoich szkolnych lat.
- Na jaki temat? Domyślam się, że gdyby miał to być jeden z tych prawdziwie paskudnych snów, już dawno zacząłbyś mi tu krwawić. - Ten konkretny koszmar nawiedzał Harry'ego przez pierwsze dwa czy trzy lata po wojnie.
Snape ponownie uśmiechnął się w ten swój ironiczny sposób.
- Nie tej nocy, Potter. Jeżeli chcesz, mogę to zorganizować na inną okazję. - Uśmiechnął się szerzej, kiedy Harry zadrżał. - Nie? - Podszedł do drzwi. - Chodź więc.
Harry ruszył za nim.
- Dokąd idziemy?
- Po prostu chodź.
Przeszli przez drzwi prosto na zalane słońcem błonia zamiast przejść przez zamek. Harry odległym zakątkiem umysłu zanotował, że w prawdziwym Hogwarcie byłoby to niemożliwe.
Niebo było jasne, a liście drzew wskazywały na wczesne lato. Snape zdawał się zmierzać do jakiegoś konkretnego celu, gdy szli tak, ramię w ramię, aż znaleźli się na brzegu jeziora.
Stali tam przez minutę czy dwie, po prostu patrząc. Harry pomyślał, że to to samo miejsce, w którym Snape rozmawiał z jego matką w piątej klasie. Kiedy spytał matkę Harry'ego, czy nadal są przyjaciółmi. Myśl o tym sprawiła, że serce zabolało Harry'ego lekko.
- Wiesz - odezwał się cicho - po tym, jak umarłeś, i starałem się oczyścić twoje imię, Ginny powiedziała, że byłeś dziwny przez cały rok. Mówiła, że gdy dowiedziałeś się, że ona, Luna i Neville próbowali ukraść miecz, strasznie nalegałeś przed Carrowami, że wysłanie ich do Zakazanego Lasu z Hagridem jest o wiele gorsze od wszystkiego, co oni mogą zdołać wymyślić. Powiedziała, że żadne z nich nie potrafiło wtedy wpaść na to, dlaczego ich broniłeś.
Snape skinął głową.
- Dumbledore... - Przerwał i przełknął ślinę. - Kazał mi przysiąc, że będę się opiekował uczniami najlepiej jak potrafię. - Odwrócił się do Harry'ego z chmurną miną. - Ponieważ tak wybitnie się spisałem, chroniąc ciebie, jak sądzę - syknął. - Nie było łatwo utrzymać cię przy życiu, wiesz? Kiedy byłeś tak zacięty i zdeterminowany, by dać się zabić.
Harry miał trochę czasu na rozważanie, jak to wszystko musiało wyglądać ze strony Snape'a. Westchnął.
- Wtedy to się wydawało całkiem niezłym pomysłem.
Snape skrzyżował ramiona na piersi i mruknął coś, co brzmiało jak zgoda. Potem dodał:
- Przepraszam.
Harry wybałuszył na niego oczy.
- Przepraszam?... - powtórzył bezmyślnie, zastanawiając się przez chwilę, jak to rozumieć. Bez względu na to, czy był wytworem jego rozpalonej podświadomości, czy nie, to nie było coś, co spodziewał się usłyszeć z ust Snape'a. - Przepraszam... za co?
Snape zacisnął zęby.
- Chcesz litanii moich zbrodni, Potter?
- Nie... Tylko... Po prostu nie uważam, żebyś był mi cokolwiek winien. - Harry wzruszył ramionami.
Niebo zaczęło złowieszczo szarzeć.
Snape wziął głęboki wdech. Wydawał się zaskoczony.
- Ach - powiedział. - No cóż, podejrzewam, że ja mam inne odczucia - stwierdził sztywno. - Chyba powinienem ci wyjawić, że zamierzałem zająć się sprawami, o których dowiedziałem się podczas naszych lekcji oklumencji zanim się one raptownie skończyły.
Harry poruszył się z zażenowaniem.
- Przepraszam za to...
Snape uniósł dłoń, aby zatrzymać wyjaśnienia Harry'ego.
- Zamierzałem iść do Dumbledore'a ze wspomnieniami, które dostrzegłem w twoim umyśle podczas tych lekcji. Wiedziałem, Dumbledore umieścił cię tam dla ochrony, jaką zapewniały osłony, byłem jednak przekonany, że mógłby znaleźć inny sposób. Zamierzałem zagrozić Dumbledore'owi, że pójdę z tym do Ministerstwa. Moją intencją było umieszczenie cię pod opieką członka Zakonu. A potem wyciąłeś ten... - zamilkł, szukając odpowiedniego określenia.
- Nieprzemyślany dziecinny numer? - podpowiedział Harry cicho, pamiętając aż za dobrze, jak to było, oglądać wspomnienie Snape'a, na którego zasadzkę urządzili sobie jego ojciec i Syriusz. Jak wściekły, a nawet bliski obłędu był Snape, gdy odkrył Harry'ego w myślodsiewni.
- Hm. Tak - zgodził się Snape gorzko. - No cóż, odpuściłem, po tym. Uznałem, że najlepiej będzie cię ignorować. Nadal mogłem coś zrobić z tym, co widziałem, ale doszedłem do wniosku, że to musiało być... cóż...
- Nie takie złe? Nie pana problem? - Harry znowu dokończył zdanie za niego. Kilka lat gniewał się na Dumbledore'a, lecz naprawdę nie umiał winić Snape'a. Snape wiódł zbyt ryzykowne życie, żeby miał specjalnie dużo czasu poświęcać takim rzeczom.
Snape odwrócił wzrok i wzruszył ramionami.
- Wiedziałem, że było źle - ciągnął cicho. - Nigdy się nie zastanawiałeś, dlaczego nie miałeś więcej problemów niż miałeś? Dolores Umbridge z zachwytem poparłaby każdą karę, jaką bym wymyślił. Przy Dumbledorze, który wypadł z łask i uciekał przed Ministerstwem, mogłem cię wydalić, uznając, że osłony krwi ochronią cię przed Voldemortem.
Harry zastanawiał się, czy to prawda, czy to po prostu jego śniący umysł stworzył takie wytłumaczenie. Może Minerwa coś o tym wie. Zapyta ją przy następnej okazji.
- Ma pan nowego podopiecznego, panie Potter. - Snape nieoczekiwanie zmienił temat. Nie żeby Harry miał coś przeciwko temu.
- Mówisz o Timie? - spytał Harry z czułym uśmiechem.
- Niech się pan o niego troszczy, panie Potter - powiedział Snape cicho.
- Harry? No dalej, spóźnimy się, jeśli zaraz nie wstaniesz. - Ginny potrząsała jego ramieniem. Do pokoju wlewało się światło słoneczne.
KONIEC
rozdziału drugiego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
