Od tłumaczki

Na dzień dzisiejszy użytkowników, którzy dodali "Wspomnienia Snape'a" do ulubionych i/lub alertów, jest czternastu (w nawiasach podaję liczbę komentarzy, które te osoby dotychczas do tego tłumaczenia zamieściły): kruszynka85 (4), marusz (4), Zireael07 (2), kasias155 (1), Lenusek (1), Lossie (1), Alice Cullen-Potter (0), Arizona7355 (0), dosia1982 (0), ewcia20212 (0), Lexandra (0), Majordomus (0), Michalina2312 (0), Zilidya (0).

Wszystkim komentującym, zarejestrowanym i nie, jak zwykle bardzo dziękuję i życzę przyjemnej lektury.

Nakago


oryginał: Snape's Memories (link w moim profilu)

autor: paganaidd (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki.


Rozdział siódmy


Harry i Tim poszli za panem Clarkiem ulicą. Przed domem mężczyzny znajdował się mały, zadbany ogród, a w kuchni wielki, staroświecki piec na węgiel. Gospodarz nalał wody do czajnika elektrycznego.

- Usiądźcie sobie obaj, to nie potrwa nawet minutę.

- Panie Clark? - spytał Tim cicho. - Mogę iść nakarmić pana rybki?

Staruszek uśmiechnął się.

- A pewnie, idź. - Kiedy chłopczyk zabrał z parapetu pudełko i wyszedł tylnymi drzwiami, mężczyzna spojrzał na Harry'ego. - Za domem mam sadzawkę pełną złotych rybek. Nie ma pan nic przeciwko, prawda? To tylko mała ogrodowa sadzawka, może się najwyżej zamoczyć, jeśli do niej wpadnie.

Harry przytaknął z uśmiechem, po czym przestawił swoje krzesło tak, żeby mógł przez okno widzieć chłopca.

- Czyli ma pan inne dzieci? - zainteresował się gospodarz.

- Tak, troje. Najstarsza dwójka jest teraz w szkole.

- Miło z pana strony, że wziął pan jeszcze jedno. - Pan Clark wstawił wodę i włożył torebki z herbatą do czajniczka. - Tak sobie myślę, że Tim musi być czarodziejem, skoro umieścili go w czarodziejskiej rodzinie?

Harry skinął głową.

- Ano, tak właśnie myślałem, że chłopiec jest trochę dziwny. - Staruszek wahał się przez chwilę, a potem wzruszył ramionami. - Cóż, dziwny na sposób, którego problemy jego matki nie wyjaśniały. Gdyby żyła moja żona, prawdopodobnie powiedziałaby o tym Agnes, ja jednak nie wiedziałem, jak się do tego zabrać. A biedna Agnes miała już wystarczająco wiele problemów.

- Zatem w rodzinie Tima byli tylko mugole?

- Mmm, tato Tima mógł być czarodziejem. Mary opowiadała o nim cudaczne historie, ale w ustach kogoś takiego, jak ona... Cóż, trudno stwierdzić, co jest prawdą, a co zmyśliła.

Harry znowu pokiwał głową, nie spuszczając wzroku z chłopca przy sadzawce. Tim kucał przy brzegu i po trochu sypał do wody karmę dla rybek z pudełka.

- To co pan wie o życiu Tima? - spytał czarodziej, przeszedłszy w swój profesjonalny "tryb przesłuchiwania świadków".

- Och, nie było ono łatwe, panie Potter. - Mężczyzna spojrzał na niego smutno. - Z Mary nigdy nie było do końca w porządku, rozumie pan. Zwłaszcza nie po... cóż... - Pokręcił głową.

- Nie po tym, jak weszła w narkotyki? - naciskał Harry łagodnie.

- Ano właśnie. To zła sprawa, zła. Myślę, że musiało jej się przytrafić coś okropnego. Agnes czasami dawała do zrozumienia, że ojciec Tima był... nie z tych najlepszych. To znaczy, Mary była trochę dzika, ale później zniknęła z tym gościem na trzy lata i Agnes nie miała od niej ani słowa. Potem pojawia się z małym i zostawia go Agnes.

- Kiedy po raz ostatni słyszał pan o tacie Tima?

Harry właściwie miał nadzieję, że mężczyzna nie da znać o sobie. Gdyby ojciec Tima okazał się czarodziejem i to choć trochę przyzwoitym, kwestia domu chłopca mogłaby ulec sporym komplikacjom. Naraz zrozumiał, że nie byłoby mu łatwo oddać to dziecko.

- Och, nie nazwałbym go tatą - zadrwił pan Clark.

Ton głosu był tak niepodobny do tego, co słyszał dotychczas od miłego staruszka, że Harry momentalnie zwrócił na niego całą uwagę.

- Tato dopilnowałby, żeby biedne maleństwo miało jedzenie w brzuszku i dach nad głową. Kiedy Mary wreszcie tu dotarła, mówiła, że mieszka w opuszczonym budynku, a ojciec dziecka nie daje jej ani pensa na rzeczy dla syna. Agnes przygarnęła ich oboje, ale dziewczyna po tygodniu uciekła, zostawiając Tima. - Westchnął i zalał herbatę w czajniczku. - Wolałbym, żeby już nie wróciła, prawdę mówiąc. Za każdym razem, gdy znów się pojawiała, mieliśmy nową katastrofę. - Przez chwilę wyglądał na zamyślonego, po czym kontynuował: - Oczywista, część tego mogła być przejawami magii chłopca. Mary zawsze miała problem z opuszczaniem domu Agnes razem z synem. Raz, jak zamówiła taksówkę, to samochód wybuchł, gdy tylko zatrzymał się przy krawężniku.

Harry otworzył usta, aby odpowiedzieć, ale w tym samym momencie z ogrodu na tyłach dobiegł go krzyk Tima, trzaśnięcie, a potem cisza. Znacznie wyprzedziwszy gospodarza, czarodziej rzucił się do drzwi, przeklinając się w duchu, że choćby na sekundę spuścił dziecko z oczu.

W ogrodzie chłopca nie było. Harry poczuł, jak zamiera w nim serce. Wcześniejszy trzask przypominał deportację.

- Panie Potter? Gdzie on poszedł?

- Ciii - powiedział czarodziej, który rozglądał się dziko i nasłuchiwał jakichkolwiek dźwięków. Nie usłyszał jednak płaczu chłopca, lecz pełen złości i strachu syk węża. Szybko zlokalizował małego zaskrońca uciekającego w trawie. - Zaczekaj - poprosił w wężomowie. Z doświadczenia wiedział, że węże często okazują się przydatnymi świadkami. - Co cię przestraszyło, wężyku?

- Hałas robiony przez małego. - Zaskroniec zatrzymał się, żeby spojrzeć na mężczyznę. - Taki hałas oznacza złe rzeczy dla naszego rodzaju. Duzi przychodzą z pałkami, żeby nas zabić.

Harry potrafił w to uwierzyć.

- Czy wiesz, gdzie poszedł ten mały?

Węże nie mogą wzdrygać ramionami, lecz kolejne syknięcie brzmiało, jakby ten właśnie to robił.

- Bawi się w ptaka.

Bawi się w ptaka?

Czarodziej uniósł wzrok i rozejrzał się dokoła, powoli przepatrując korony drzew i dach. Tam, skulony obok komina, siedział Tim, skamieniały i milczący ze strachu.

Harry uśmiechnął się z ulgą.

- Widzę go.

Pan Clark poszedł za spojrzeniem gościa. Po sekundzie szoku roześmiał się niepewnie.

- Meredith też tak robiła. Była w jednym miejscu, a zaraz potem w drugim. Potrzebuje pan pomocy w ściągnięciu go na dół? Mam drabinę.

- Nie. Poradzę sobie.

- Nie może pan tak po prostu pojawić się koło niego. Wystraszy go pan na śmierć - zauważył staruszek.

Przyjrzawszy się twarzy chłopca, Harry uznał, że to ma sens. Oczy Tima były szkliste i dziecko trzęsło się tak mocno, że było to wyraźnie widać nawet z tej odległości.

- Pójdę po drabinę - zdecydował pan Clark stanowczo. Poszedł do szopy i w ciągu kilku minut wrócił z drabiną, którą oparł o dom.

Harry nie spuszczał wzroku z Tima.

- Wszystko u ciebie w porządku? - zawołał.

Brak odpowiedzi. Nie spodziewał się jej zresztą.

Wspinając się po drabinie, czarodziej cieszył się, że poprzestał tego dnia na dżinsach i bluzie sportowej, zamiast ubrać coś bardziej eleganckiego.

Tim przyglądał się twarzy mężczyzny, który zbliżał się coraz bardziej. Harry starał się wyglądać uspokajająco.

Gdy tylko dotarł do chłopca, mały zasłonił twarz rękoma. Nadal się trząsł i było słychać, jak gwałtownie wciąga powietrze. Żeby nie ryzykować przerażenia dziecka jeszcze bardziej, starszy czarodziej usiadł obok.

Tim zerknął na opiekuna między palcami.

- Ładnie tu u góry - zagaił Harry. - Sądzę, że przypadkowo się aportowałeś. Ja również tak zrobiłem, gdy byłem mały. Ale strasznie się wtedy wystraszyłem. - Rzucił okiem na ogród pana Clarka i pomachał gospodarzowi. - Czy coś cię wystraszyło? - spytał. Miał nadzieję, że chłopiec nie boi się też wysokości, choć to właśnie mógł być powód, dla którego zasłaniał twarz.

- Nienawidzę węży - szepnął Tim, drżąc jeszcze bardziej. Harry obawiał się, że dziecko może przez to zsunąć się z dachu.

- Zaskroniec cię wystraszył? - upewnił się.

Malec przytaknął.

- Cóż, mogę go poprosić, żeby sobie poszedł i nie wracał dopóki stąd nie odejdziemy, jeśli chcesz - zaproponował Harry. - Mogę cię stąd ściągnąć?

Chłopczyk pokręcił głową.

Mężczyzna westchnął. Oto co mu przyszło z zadawania pytań.

- Cóż, a możesz sam zejść po drabinie? Boisz się wysokości?

- Wąż sobie poszedł? - spytał Tim.

- Tak. Ona była równie wystraszona, jak ty, wiesz? - zapewnił go starszy czarodziej.

Dziecko nie odpowiedziało. Po długiej chwili przestało się trząść. Harry po prostu siedział z nim. Potem bardzo powoli mały zsunął się po dachu do drabiny i bardzo, bardzo powoli zszedł do ogrodu. Znalazłszy się na ziemi, mocno objął w pasie pana Clarka. Staruszek ukląkł i odwzajemnił uścisk. Chłopiec powiedział coś do niego, na co mężczyzna uśmiechnął się do Harry'ego, stwierdzając:

- Sądzę, że pan Potter nie będzie się gniewał, Tim.

Harry szybko zszedł po drabinie i pomógł gospodarzowi odłożyć ją na miejsce, po czym wszyscy trzej wrócili do domu na herbatę. Pan Clark wyjął z szafki wielkie pudło tych samych herbatników, które jadali Potterowie. Malec usiadł na podłodze przy krześle gospodarza i oparł głowę o nogę mężczyzny. Staruszek nalał mu herbaty i podał ciastko. Tim w milczeniu wypił herbatę, po czym odstawił filiżankę na podłodze koło siebie.

- Wygląda na to, że ma pan pewne doświadczenie w ściąganiu małych chłopców z dachów, panie Potter - zauważył gospodarz.

- Proszę mówić do mnie Harry. I tak, cała moja trójka znalazła się na dachu w którymś momencie. To chyba taka cecha czarodziejskich dzieci, szczerze mówiąc.

- Widzisz? - powiedział pan Clark do Tima. - Mówiłem ci, że nie będzie się gniewał.

Chłopiec miał zamknięte oczy - zasnął oparty o nogę gospodarza.

- Biedactwo. Zmęczył go ten strach - stwierdził staruszek.

- Wydaje się być do pana bardzo przywiązany - uznał Harry. Pomyślał, że śpiący Tim wygląda bardzo słodko.

- Może położy go pan na trochę na kanapie? - zaproponował pan Clark. - Wracacie do domu autobusem czy w magiczny sposób?

- Och, aportuję nas do domu - powiedział czarodziej, podnosząc dziecko. Potem zaniósł je do salonu, jak sugerował gospodarz.

Dobrze wykorzystał czas, jaki spędził z panem Clarkiem. Staruszek miał wystarczająco dużo informacji, aby Harry najpewniej mógł prześledzić kryminalne akta matki Tima, a możliwe też, że dzięki niemu Hermiona zdoła znaleźć psychiatryczną kartę mugolki. Według pana Clarka Mary była i w więzieniu, i w "wariatkowie", choć możliwe, że miał na myśli terapię odwykową.

Niektóre z cudacznych historii, które pamiętał z opowiadań Mary, mogły być związane z czarodziejem chcącym zachować swoją tożsamość w tajemnicy, lecz mogły być również wymysłami szalonej kobiety.

Jeżeli ojciec Tima był czarodziejem, Harry uznał, że mało prawdopodobne jest, aby był w stanie zgłosić pretensje do dziecka - przynajmniej sądząc z opisu sytuacji. Pomyślał, że musi sprawdzić, czy Agnes Dawson pobierała na chłopca zasiłek rodzinny. Jednym z problemów utrudniających wytropienie informacji o Timie było to, że Mary podała kilka fałszywych nazwisk swoich i dziecka.

- Naprawdę bardzo mi pan pomógł, panie Clark - stwierdził Harry w końcu. - Czy mogę mieć do pana jeszcze jedną prośbę? Miałby pan coś przeciwko temu, gdybym przyprowadzał czasem Tima z wizytą?

Twarz staruszka zmarszczyła się w uśmiechu.

- O nie, Harry. - Gospodarz promieniował radością. - Ty i Tim zawsze jesteście mile widziani. Zabieraj też pozostałe twoje dzieciaki, uwielbiam towarzystwo.

Czarodziejowi podobało się, że pan Clark powiedział "pozostałe twoje dzieciaki"; zdał sobie sprawę, że zgodnie z jego odczuciami Tim jest w takim samym stopniu jego, jak Al, James czy Lily.

- Chodź, Tim. - Delikatnie potrząsnął chłopcem.

Mały spojrzał na niego zaspanymi oczami.

- P-panie Potter?

- Możesz spróbować mówić mi Harry? - westchnął czarodziej. - W każdym razie już prawie czas na kolację. Ciocia Ginny na nas czeka.

Dziecko potarło powieki, uśmiechnęło się do Harry'ego blado i momentalnie znowu zapadło w sen.

Gospodarz spojrzał na starszego czarodzieja z rozbawieniem.

Harry tylko zachichotał, wiedząc, że przypadkowa magia wyczerpała Tima bardziej niż strach. Było całkiem możliwe, że chłopiec prześpi aż do rana. Podniósł go, wygodnie usadowił w objęciach i deportował się wprost z salonu pana Clarka.


KONIEC
rozdziału siódmego


Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).