Od tłumaczki

Na dzień dzisiejszy użytkowników, którzy dodali "Wspomnienia Snape'a" do ulubionych i/lub alertów, jest czternastu (w nawiasach podaję liczbę komentarzy, które te osoby dotychczas do tego tłumaczenia zamieściły): kruszynka85 (4), marusz (4), Zireael07 (2), kasias155 (1), Lenusek (1), Lossie (1), Alice Cullen-Potter (0), Arizona7355 (0), dosia1982 (0), ewcia20212 (0), Lexandra (0), Majordomus (0), Michalina2312 (0), Zilidya (0).

Obu osobom, które skomentowały poprzedni rozdział, bardzo dziękuję i życzę przyjemnej lektury.

Nakago


oryginał: Snape's Memories (link w moim profilu)

autor: paganaidd (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki.


Rozdział ósmy


- Wybierasz się na lancz czy będziesz jadł dzisiaj przy swoim biurku - spytał Ron od drzwi pokoju z aktami.

Harry wypełniał akurat kilka formularzy, które były konieczne do wystąpienia z prośbą o dostęp do akt mugolskich organów prawnych.

- Jeżeli dasz mi minutę - odpowiedział przyjacielowi - pójdę z tobą. Ale popołudnie mam wolne, omawiamy sprawę Tima z Hermioną i uzdrowicielem umysłów.

Ron pokiwał głową.

- Hermiona chyba wspominała coś o tym dziś rano.

Harry skończył z formularzami i machnięciem różdżki posłał je do Biura Współpracy z Mugolami.

- W porządku. Chodźmy.

- Spotkanie z twoim kuzynem było prawdziwą niespodzianką. Nie sądziłem, że będzie taki... - Ron zamilkł, szukając właściwego słowa.

- Ludzki? - poddał Harry sardonicznie. - Ja też nie. Czuję się, jakby moje życie stanęło na głowie w minionym tygodniu. Między Dudleyem a Timem... - Wzruszył ramionami. - To przywodzi na myśl sporo starych spraw.

- No raczej. - Ron pokręcił głową. - Co u Tima?

- Spięty, przestraszony, cichy. Trochę się już do nas przyzwyczaił. Prawdę mówiąc, przespał całą ostatnią noc. - Przerwał i uśmiechnął się czule. - Oczywiście aportowanie się na czubek dachu robi z dzieckiem takie rzeczy.

- Nic mu się nie stało? Nie rozszczepił sobie niczego?

- Nie, tylko się przestraszył - uspokoił przyjaciela Harry. - Ginny zabrała go dzisiaj do szkoły razem z Lily. - Chociaż wiele czarodziejskich dzieci przed Hogwartem uczyło się w domu, młodzi Potterowie uczęszczali do czarodziejskiej szkoły zorganizowanej na kształt mugolskich podstawówek. - Przysłała mi rano sowę, że gdy go zostawiała, wszystko było dobrze.

- Czyli nadal planujesz wziąć ten urlop, o którym wciąż mówisz? - zainteresował się Ron. - To chyba dobra chwila.

- Ginny też tak mówi.

xXxXx

Dokładnie o drugiej Harry spotkał się z żoną przed Biurem Opieki nad Czarodziejskimi Dziećmi. Przytrzymał Ginny drzwi, aby mogła przejść pierwsza, ona zaś jak zwykle żartobliwie klepnęła go w rękę.

W środku była już Hermiona oraz jeden z uzdrowicieli umysłów ze Świętego Munga. Hermiona czytała pergamin, który zapewne dopiero co nadszedł. Harry'emu nie podobał się sposób, w jaki jego przyjaciółka przygryzała wargę. Ginny najwyraźniej też nie, ponieważ zapytała:

- Czy to dotyczy Tima?

Wiedźma spojrzała na nich z beznamiętną, profesjonalną miną.

- Nie tutaj - rzuciła krótko, wskazując powszechnie dostępną dyżurkę.

Miała rację: przy ich szczęściu w pobliżu mógł się kręcić jakiś pismak z "Proroka". Potterowie już niezbyt często trafiali do gazet, ale mimo wszystko.

Hermiona zaprowadziła ich do sali konferencyjnej. Gdy wszyscy weszli, podała pergamin uzdrowicielowi, później zaś - ku zaskoczeniu Harry'ego i Ginny - wzbogaciła nałożone na pokój zaklęcie prywatności kilkoma własnymi, w tym Muffliato wycelowanym w drzwi.

- Hermiono, co... - zaczęła Ginny.

- Harry - przerwała jej wiedźma, siadając i wskazując Potterom krzesła. - To się, prawdę mówiąc, może przerodzić w sprawę dla aurorów - stwierdziła bardzo poważnie.

- Proszę? - zdziwił się czarodziej.

- Penny przysłała raport z porannej obserwacji i jest on... wielce niepokojący - wyjaśniła Hermiona. - Możesz mi powiedzieć, co Tim przekazał ci na temat życia z jego matką?

Ginny westchnęła.

- Ze mną o tym nie rozmawia. Mówi tylko, że jego mama czasami choruje.

- Wspomina kiedykolwiek o ojcu?

- Nie - odparł Harry. - Przyjaciel rodziny, którego poznałem wczoraj, powiedział, że nigdy tego mężczyzny nie widział. Najwyraźniej babka uważała, że sprawia kłopoty.

- I jest bardzo nieufny w stosunku do mężczyzn?

Czarodziej przytaknął.

- Wszystko jest w porządku, jeżeli pozwolę mu wykonać pierwszy ruch. Nadal nie mogę go nakłonić, aby zwracał się do mnie inaczej, niż "panie Potter". W jakiś sposób wydaje się to jemu bezpieczniejsze. Jakby formalności trzymały mnie na bezpieczną odległość. Kiedy zaś uważa, że się gniewam, albo się kuli, albo całkowicie zamyka w sobie.

- Ten raport z całą pewnością wyjaśnia wiele kwestii w zachowaniu dziecka - uznał uzdrowiciel ponuro. - I jego brak prawidłowego rozwoju. Trzeba będzie ułożyć dla niego plan terapii. Nie spotkałem się z czymś takim od czasów wojny.

Nie brzmiało to dobrze.

Uzdrowiciel podał pergamin Ginny.

- To jest raport z obserwacji, jaką Penny przeprowadziła dzisiaj w szkole - wyjaśnił.

Harry przysunął się bliżej żony, żeby oboje mogli czytać w tym samym czasie.

Tim Dawson, wiek 7 lat.

Tim jest mugolakiem w trzecim centylu wzrostu według raportu uzdrowiciela. Nie zostały zapisane żadne dowody na obecne znęcanie się fizyczne tamże, jednak fizyczne zaniedbanie jest ewidentne w zakresie odżywienia i socjalizacji.

Obecnymi rodzicami zastępczymi są Harry i Ginny Potter.

Zaraz po przybyciu Tim miał drobne problemy z oddzieleniem od obecnej zastępczej matki, Ginny Potter. Wyrażanie przez niego uczuć jest raczej beznamiętne, zgodne z raportami, które otrzymaliśmy od pracownicy BOCD Hermiony Granger. Wydaje się być bardzo przywiązany do przyrodniej siostry Lily Potter, wiek 10 lat i 9 miesięcy. Oczywiste jest, że Lily przyjęła na siebie rolę obrońcy Tima, a on to zaakceptował.

Po porannym spotkaniu, kiedy dzieci rozchodziły się do swoich grup na lekcje, Tim ze sporym uporem odmawiał rozdzielenia z Lily. Zaczął być dość niespokojny i chociaż nie okazywał tego zachowaniem, kilka szklanych słoików w sali pękło pod wpływem jego przypadkowej magii. Lily okazała się bardzo pomocna: zasugerowała, abyśmy pokazali Timowi jej salę, żeby chłopiec wiedział, gdzie jest jego siostra. Stwierdziła, że Tim powiedział jej, że boi się znikania ludzi, którzy już do niego nie wracają.

Zaprowadziłam Tima i Lily do klasy dziewczynki i wyjaśniłam nauczycielce, że mogę być zmuszona do przerwania jej lekcji, gdyby Tim był niespokojny. To wydało się zadowolić chłopca.

Zabrałam Tima do pokoju testów, aby ocenić poziom jego wiedzy szkolnej. Okazało się, że czytanie i pisanie ma opanowane w stopniu przewyższającym poziom jego wieku, jakkolwiek w jego nauce są luki wskazujące na niekonsekwentne uczęszczanie do szkoły (patrz załączony raport o poziomie wiedzy).

Po zakończeniu sprawdzania wiedzy powiedziałam Timowi, że muszę zająć się pracą papierkową i że do lanczu może wypróbować zabawki znajdujące się w sali testów. Zajął się tym dopiero po kilku minutach. Sprawiał wrażenie niechętnego do samodzielnych prób.

Jego zabawa była bardzo sztywna - prawdopodobnie podejrzewał, że w rzeczy samej jest obserwowany - jednak po kilku minutach zaabsorbowała go zabawa zestawem ruchomych figurek i zamkiem. Zabawa ta obejmowała odgrywanie scenariuszy całkiem odpowiednich do jego wieku, do czasu, gdy znalazł figurkę czarodzieja ubranego na czarno. Skierował tę figurkę w stronę figurki jednej z wiedźm i powiedział: "Crucio".

Nie byłam pewna, czy dobrze usłyszałam, dlatego nadal obserwowałam, jak się bawi. Kilkakrotnie powtórzył tę klątwę. Upewniwszy się, że dobrze słyszę, spytałam Tima, skąd zna to słowo. Odparł: "Mój tata używał go czasem na mamie".

Pytałam dalej, czy wiązało się z tym użycie różdżki. Tim mgliście zdołał mi opisać wykonywane różdżką ruchy i powtórzył, że inkantacja faktycznie brzmiała: "Crucio".

Kiedy spytałam, dlaczego jego ojciec to robił, Tim odpowiedział rzeczowo: "Czasami robiła coś złego. Mi też to robi, jak jestem niedobry."

Raport ciągnął się dalej, lecz ani Ginny, ani Harry nie byli w stanie doczytać go do końca.

Z charakteru pisma Penny jasno wynikało, że rozmowa z dzieckiem nią wstrząsnęła. Ginny spojrzała na Harry'ego, zakrywszy usta dłonią. Wyglądała dokładnie tak, jak Harry się czuł: blada na twarzy i gotowa zwymiotować.

- Wygląda na to, że nie musimy się martwić powrotem ojca Tima - stwierdził auror beznamiętnym, obiektywnym tonem. - Lepiej wyślijcie to do naszego biura. Ktoś inny musi się zająć tym śledztwem. Zabiję go, jeśli go dorwę, a chłopcu nie wyjdzie na dobre, kiedy skończę w Azkabanie.

Miał wrażenie deja vu - myślał o lekkomyślności Syriusza, który ścigał Pettigrewa, zamiast podzielić się swoją wiedzą z Dumbledore'em.

- No to co teraz? - spytała Ginny, wziąwszy się w garść.

- Cóż - odezwała się Hermiona energicznym, urzędowym tonem, pod którym, o czym Harry wiedział, ukrywała poruszenie. - Musimy wiedzieć, czy jesteście chętni zająć się Timem na dłużej, skoro wychodzi na to, że jego powrót do rodziny jest niemożliwy.

- Niemożliwy? - zdziwiła się Ginny. - Myślałam, że jego matka przechodzi coś w rodzaju mugolskiej terapii?

Uzdrowiciel i Hermiona spojrzeli po sobie.

- Dzisiaj rano podpisała zrzeczenie się praw rodzicielskich. Ma dziewięćdziesiąt dni na odwołanie, oczywiście, nie sądzę jednak, aby to zrobiła.

- Dlaczego nie? - zainteresował się Harry.

Hermiona spojrzała na niego przepraszająco. Wyjęła z torby kolejny formularz, tym razem na mugolskim papierze.

- Powiedziała mi - zaczęła, po czym zawahała się, jakby nie chciała wymówić tego na głos. - Cóż, powiedziała mi jasno i wyraźnie, że nie chce Tima z powrotem. - Podała druk Potterom.

Pod mugolskim żargonem prawniczym znajdował się podpis Mary Dawson, którym zrzekała się praw do dziecka, zaś pod słowem "Komentarz" staranne pismo Hermiony głosiło: Panna Dawson stwierdziła, iż jest "szczęśliwa, że pozbywa się tego małego świra, bo on i jego ojciec zrujnowali jej życie".

- Ta pieprzona krowa - odezwała się Ginny z wściekłością.

Harry tylko kiwnął głową; nie był w stanie wydobyć z siebie głosu.

- Widzicie więc, że naprawdę musimy umieścić gdzieś Tima na dłuższy czas i to najszybciej jak to możliwe - ciągnęła Hermiona. - Jeżeli oboje jesteście gotowi podjąć to zobowiązanie, to byłoby idealne wyjście z sytuacji. Będzie w porządku, jeśli stwierdzicie, że tego nie chcecie, znaczy...

- Oczywiście, że zostanie u nas - powiedział Harry stanowczo, nagle odzyskawszy głos. - Biedak już uważa, że wszyscy będą mu znikali. - Rzucił okiem na żonę, ona jednak tylko przytaknęła zachęcająco.

Hermiona i uzdrowiciel odetchnęli z ulgą, jakby oboje poważnie się martwili.

- Powiem zatem w biurze, aby zaczęli przygotowywać dokumenty do zastępczej adopcji. Będziemy musieli przeczekać dziewięćdziesięciodniowy okres odwoławczy, podczas którego będziecie określani jako tymczasowi opiekunowie, potem zaś przez dziewięć miesięcy będziecie uważani za faktycznych opiekunów. Później możecie przeprowadzić oficjalną adopcję.

- Jaka jest różnica pomiędzy byciem opiekunem a adopcją? - spytał Harry.

- Och, to tylko formalność, choć skutki są trwalsze - wyjaśniła Hermiona. - Adopcja będzie oznaczała, że Tim może zmienić nazwisko na Potter, gdyby chciał, i że będzie miał takie same magiczne i legalne prawa do dziedziczenia, jak wasze rodzone dzieci. To kontrakt wiążący magicznie, podczas gdy bycie opiekunem nim nie jest. Gdyby rodzony ojciec Tima zjawił się w ciągu tego roku, będzie mógł wystąpić o prawo do opieki nad synem, zaś po adopcji będzie to niemożliwe. - Zrobiła nieustępliwą minę. - Tylko że po tym, czego się dowiedzieliśmy, odsiedzi dożywocie w Azkabanie za używanie Niewybaczalnych. Tak na dziecku, jak na mugolu. - Potarła dłonią oczy. - Podpiszmy to i będziecie mogli odebrać Lily i Tima o czasie.

Harry podpisał dokumenty z tym dziwnym złym przeczuciem, które przez cały weekend nie odstępowało go na krok. "Możliwe, że zjawiłem się tu, aby zapobiec powstaniu kolejnego Czarnego Pana" - powiedział w jego myślach na wpół zapomniany głos.


KONIEC
rozdziału ósmego


Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).