INFORMACJA

Kolejne rozdziały niniejszego tłumaczenia będą publikowane w różnych odstępach czasu, a częstotliwość ich ukazywania się jest w znacznej mierze uzależniona od aktywności czytelników. Aktywność czytelników jest zaś mierzona liczbą merytorycznych komentarzy do danego rozdziału. Więcej szczegółów można znaleźć w moim profilu, pod spisem tłumaczeń.

Czytelnicy, którzy merytoryczny komentarz do poniższego rozdziału zamieszczą i nie będą chcieli czekać na oficjalną publikację kolejnego rozdziału, mogą napisać do mnie e-mail na adres akumanakago[małpa]wp[kropka]pl (słowa w nawiasach kwadratowych należy oczywiście zastąpić odpowiednimi znakami) z wnioskiem o kolejny rozdział. Dostaną ten rozdział na e-mail, z którego wysłali wiadomość, lub na adres, który podadzą w treści wiadomości. Zastrzegam sobie prawo do nieodpowiadania na maile osób, które komentarza nie napisały lub ich komentarz trudno nazwać merytorycznym (czyli odnoszącym się do treści).


oryginał: Snape's Memories (link w moim profilu)

autor: paganaidd (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki.


Rozdział dziewiąty


Kilka minut zajęło Harry'emu wypełnienie formularzy z prośbą o udzielenie długiego, zaległego urlopu. Gdy się z tym uporał, razem z Ginny udali się odebrać ze szkoły Lily i Tima.

Uzdrowiciel zapisał chłopca na wizytę na następny dzień. Najpierw ogólne badanie, potem sesja z uzdrowicielem pracującym z ofiarami Cruciatusa. Wziąwszy pod uwagę wiek dziecka, wysoce prawdopodobne było, że ucierpiało zarówno magicznie, jak i umysłowo.

- Czy my sobie z tym poradzimy, Ginny? - spytał Harry żonę, kiedy przygotowywali się do skorzystania z połączenia siecią Fiuu.

W odpowiedzi dostał uśmiech - ten promienny, zdeterminowany uśmiech, który tak przypominał jej brata George'a.

- Oczywiście, że sobie poradzimy - zapewniła, biorąc męża za rękę.

Tim przez cały wieczór reagował nerwowo. Harry rozumiał, lepiej niż do tej pory, dlaczego malec miał w zwyczaju skradać się. Dlaczego wzdrygał się na dźwięk podniesionego głosu. To dziecko wcale nie było też głupie. Doskonale wiedziało, że Penny je sprawdzała. Harry słyszał, jak Tim pytał Lily, czy zdał.

Po kolacji cała czwórka rozsiadła się w salonie, jak to Potterowie mieli w zwyczaju. Ginny i Lily robiły na drutach. Sprawiający wrażenie nieco znudzonego Tim usiadł obok dziewczynki i Ginny wyczarowała kolejne druty. Lily cierpliwie pokazała chłopcu, jak się nabiera oczka. Palce Tima okazały się bardzo zwinne, jakby stworzone do tego zadania.

Harry siedział na kanapie z nogami na niskim stoliku i pergaminami rozłożonymi dokoła. Od czasu do czasu zerkał na żonę, myśląc o tym, jaka ona jest piękna i jakim on jest szczęściarzem.

- Tim? - rzuciła wiedźma po pewnym czasie, nie odrywając wzroku od robótki. Taką taktykę postępowania z dziećmi Harry widział u niej już nieraz. Często okazywało się, że łatwiej im się mówiło o trudnych rzeczach, jeśli oczy i ręce matka miała zajęte. - Jesteś zapisany na wizytę u uzdrowicieli jutro po południu, kiedy odbiorę cię ze szkoły.

Chłopiec przerwał pracę i podejrzliwie zmrużył oczy, potem jednak skinął głową i wrócił do swojego zajęcia. Harry zauważył jednak, że dziecko parokrotnie otworzyło i zamknęło usta, zanim w końcu szepnęło coś do Lily.

- Mamo? - odezwała się dziewczynka. - Mogę iść z wami?

- Jeżeli chcesz - odparła Ginny pogodnie. - Weź ze sobą książkę; przebadanie Tima może zająć uzdrowicielowi trochę czasu.

Chłopiec znowu powiedział coś cicho do Lily. Dziewczynka spojrzała na niego ze zdumieniem.

- Co? Co masz na myśli?

- O co chodzi, Tim? - zainteresowała się Ginny, wciąż ostentacyjnie zajęta robótką.

- Czy będą mnie kłuli igłami? - spytał chłopiec ledwie słyszalnie.

Wiedźma w rozterce spojrzała na męża. Harry uśmiechnął się do niej, więc trochę się uspokoiła.

- Nie, Tim. Czarodzieje nie dostają zastrzyków. Jeżeli uzdrowiciel musi zaaplikować lek, który nie nadaje się do połknięcia, to zwyczajnie podaje go zaklęciem prosto do krwi.

- Czyli chodzi o coś w rodzaju tych szwów, które tato wtedy wypróbowywał? - upewniła się Ginny. Nie wiedziała wielu rzeczy o świecie mugoli, ponieważ Harry, w przeciwieństwie do innych mugolaków, nigdy nie widział sensu w utrzymywaniu kontaktu z nim.

- Wiele mugolskich eliksirów nie działa, jeśli się je wypije - potwierdził.

- To jak je wkładają do środka człowieka? - zaciekawiła się Lily.

- Używają wydrążonej igły, którą przekłuwają skórę - wyjaśnił Harry.

Dziewczynka zmarszczyła nos.

- Bleeee - stwierdziła.

Jej ojciec roześmiał się i skinął głową.

- Całkowicie się z tobą zgadzam.

Wkrótce po tej rozmowie dzieci były gotowe do spania. Harry otulił Lily kołdrą, myśląc, że dziewczynka jeszcze tylko krótki czas będzie mu na to pozwalała.

- Tato? - odezwała się Lily. - Czy Tim długo z nami zostanie?

- Tak, tak sądzę. Dlaczego? - spytał mężczyzna. Martwił się, że być może nieustanne zainteresowanie chłopca jej osobą zaczęło męczyć dziewczynkę.

Córka spojrzała na niego niezwykle poważnie.

- To dobrze. On się martwi, że go odeślemy. Mówiłam mu, że tego nie zrobimy, ale... - Skrzywiła się. - On mówi, że wszyscy po jakimś czasie mają go dość.

Harry przytulił ją.

- To trudne, kiedy jest się mugolakiem i twoja rodzina nie rozumie. A mama Tima jest poważnie chora. - Nie znał innego sposobu, aby wyjaśnić dziewczynce uzależnienie od narkotyków.

- Umrze? - spytała Lily z szeroko otwartymi oczami.

Jej tato westchnął.

- Nie, ale jest zbyt ciężko chora, żeby opiekować się Timem. I nie jest to choroba, z której łatwo wyzdrowieć. Nawet gdyby nasi czarodziejscy uzdrowiciele się nią zajmowali, nie mogliby tego naprawić.

- Och, to takie smutne - stwierdziła dziewczynka.

Harry zgodził się z nią i pocałował ją na dobranoc.

Potem zajrzał do pokoju chłopca. Tim leżał z książką skulony pod kołdrą. Spojrzał na mężczyznę z powagą.

- Dobranoc, Tim - powiedział Harry, wszedłszy do pokoju.

- Dobranoc, panie Potter - odparł chłopiec cicho.

Czarodziej sięgnął po nakrycie i szczelniej otulił nim dziecko.

- Kiedy znowu zobaczę się z mamą? - spytał Tim niespodziewanie.

Harry zamarł. Miał nadzieję, że ten temat zostanie poruszony jak najpóźniej. Wziął głęboki wdech i usiadł na łóżku chłopca.

- No cóż... nie wiem, czy zobaczysz się z nią w najbliższym czasie. Musi bardzo długo zostać w szpitalu i...

- Nie chce mnie z powrotem, prawda? - domyślił się Tim. - W porządku. - Wzruszył ramionami. - Zawsze mówiła, że znajdzie jakiś sposób, żeby się mnie pozbyć.

Niebieskie oczy chłopca nie miały żadnego wyrazu. W jego głosie nie było nawet cienia łez czy złości. Harry uznał, że jest to dość niepokojące.

Milczenie mężczyzny musiało wystarczyć Timowi jako potwierdzenie, bo malec popatrzył na niego ostro.

- To gdzie mnie teraz wyślą? - spytał tym swoim beznamiętnym tonem.

- Ciocia Ginny i ja pomyśleliśmy sobie, że może chciałbyś zostać z nami - wyjaśnił Harry. Wiedział, że nie będzie łatwo dodać otuchy dziecku, postarał się jednak. - Możesz zostać z nami tak długo, jak tylko będziesz chciał.

Tim pokiwał głową.

- Ja... Tak. Znaczy, chciałbym zostać z wami... - zamilkł z, jak się wydawało, pewnym niepokojem.

Harry usłyszał niewypowiedziane: "Dopóki się mną nie znudzicie."

- Powinieneś się teraz ułożyć wygodnie - zmienił temat. - Czas do spania.

Chłopiec przytaknął; oczy już mu się zamykały. Mężczyzna użył różdżki, aby obrócić magicznie oświetlony kamień, którego używali do gaszenia świateł. Później wrócił do salonu, gdzie Ginny siedziała na sofie z kieliszkiem skrzaciego wina przy łokciu. Usiadł obok niej. Podała mu kieliszek wina, więc powiedział:

- Dziękuję, kochanie.

Nie rozmawiali zbyt wiele; prawie cały czas tylko patrzyli w ogień.

Po jakimś czasie Harry obudził się. Był sam. Ginny okryła go kocem, a ogień w kominku prawie wygasł. Harry uznał, że musiała pójść do łóżka, kiedy on się zdrzemnął.

- Nadal pan śpi, panie Potter - rozległ się dobiegający nie wiadomo skąd głos Snape'a.

Młodszy czarodziej usiadł i rozejrzał się. Śnił o tym, że jest w swoim salonie ze Snape'em, który umościł się w fotelu z wysokim oparciem.

- Czy ta rzecz to już tak zawsze? - spytał Harry.

Snape nie wyglądał tej nocy za dobrze. Otaczała go aura zmęczenia i udręki, którą Harry pamiętał z Hogwartu.

- Możliwe, Potter.

- Właściwie dlaczego mnie pan nawiedza? - Był zbyt wycieńczony umysłowo minionym dniem, aby bawić się w niedopowiedzenia.

Kącik ust Snape'a drgnął nieznacznie.

- Jestem nieco zbyt solidny jak na ducha, nie uważa pan?

Rzeczywiście był. Zamiast półprzezroczystej srebrnej zjawy w fotelu siedział Snape w całej swej nietoperzej chwale.

Harry westchnął, kolejny raz zastanawiając się, co właściwie jego podświadomość próbuje mu przekazać.

- Jest pan pewnie tym, co mi się przytrafia, kiedy mam za dużo stresu?

Snape uśmiechnął się ironicznie.

- W rzeczy samej. Mogę być nawet niestrawionym kawałkiem wołowiny, kleksem musztardy, okruchem sera, cząstką niedopieczonego ziemniaka - powiedział.

Młodszy czarodziej przewrócił oczami.

- Zamierza pan przejść do rzeczy?

Uśmieszek mistrza eliksirów przerodził się w coś przypominającego bardziej uśmiech rozbawienia, ale cienie pod jego oczami i jego kości policzkowe wciąż się mocno odznaczały.

- Mogę coś panu podać, profesorze? - zaproponował Harry, czując potrzebę zachowania przynajmniej jakiejś namiastki grzeczności.

W tym samym momencie na stoliku między nimi pojawiła się taca z herbatą. Snape sięgnął po czajniczek.

- Wiesz, co było najgorsze podczas mojego ostatniego roku w Hogwarcie, Potter? - spytał były nauczyciel po chwili.

- Nie. - Według Harry'ego to mogło być aż za dużo rzeczy.

- Nie mogłem już schodzić do gabinetu Minerwy i przekomarzać się z nią na temat quidditcha. Ani wypić z nią filiżanki herbaty pod koniec dnia. - Zadrżał. - Nie mogła na mnie patrzeć. Została, aby chronić uczniów, lecz nigdy nikomu nie oddała zwierzchnictwa. - Upił łyk napoju, po czym ciągnął z namysłem: - Sądziłem, gdy umarła twoja matka, że moja zdolność kochania umarła wraz z nią. Ten ostatni rok udowodnił mi, jak bardzo się myliłem.

- Co chce pan przez to powiedzieć? - zdziwił się młodszy czarodziej.

- Przez te wszystkie lata, które pracowałem z Minerwą, pokochałem ją. Była moim mentorem, kiedy zaczynałem uczyć, wiesz? Uważam, że bardzo przypominała miłą ciotkę.

Harry uśmiechnął się gorzko.

- Niewiele wiem o miłych ciotkach.

- Nie - zgodził się mistrz eliksirów. - Miałeś jednak Minerwę i Molly Weasley. Przynajmniej kogoś w rodzaju matki. Wyobraź sobie tylko, gdyby Molly patrzyła na ciebie ze strachem i obrzydzeniem.

- Minerwa prawie padła trupem na miejscu, kiedy usłyszała, że zabił pan Dumbledore'a.

- Wiedziałem, że nie uda mi się przetrwać wojny - mówił dalej były nauczyciel. - Do czasu, gdy Czarny Pan wreszcie był gotowy mnie zabić, ja sam już od dawna czekałem, aby z tym wszystkim skończyć.

Młodszy czarodziej skinął głową. Kolejny raz pomyślał, że Snape faktycznie był najodważniejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek znał.

- Mam wrażenie, że tak naprawdę poddałem się, kiedy usłyszałem, co ten łajdak zaplanował dla ciebie. I jaką miałem w tym odegrać rolę.

- Voldemort? - spytał Harry.

- Dumbledore.

Harry przytaknął. To dziwne doświadczenie, jakie przeżył po konfrontacji z Voldemortem, sprawiło, że odrobinę pogodził się z machinacjami dyrektora, ale to nawet w części nie wystarczyło.

- Spędziłem przeszło dwa lata na terapii temu poświęconej - wyznał.

- Zmarli nie poddają się terapii - zauważył Snape ponuro.

- No, chyba nie.

- To interesujące, jak ślepi jesteśmy na niektóre fakty. Nie zdawałem sobie sprawy, w jakim stopniu uzależniłem się od przyjaźni moich kolegów po fachu, dopóki jej nie straciłem - stwierdził mistrz eliksirów. - Odkąd byłem dzieckiem, z uporem wypracowywałem w sobie przekonanie, że nikt inny nie jest mi potrzebny. Lily była jedyną osobą, której pozwoliłem sobie prawdziwie zaufać. Nigdy się nie spodziewałem, że utrata szacunku kolegów-profesorów tak głęboko mnie zrani. Wszystkie pozostałe tak zwane przyjaźnie w moim życiu bazowały na strachu lub ambicji.

Młodszy czarodziej pokiwał głową.

- Nawet jako dziecko uznawałem, że zaufanie jest zbyt ryzykowne, że przez to stanę się wrażliwy na ciosy. Stąd zapewne po części wzięły się moje zdolności w dziedzinie oklumencji. - Snape wstał nieoczekiwanie. - Muszę iść, Potter. Możesz oczekiwać, że jeszcze się zobaczymy. Jak to określiłeś, ta "rzecz" potrwa prawdopodobnie dłużej.

Harry patrzył, jak mężczyzna wstaje, ale nie poszedł za nim. Uznał, że kanapa z jego snu jest dość wygodna i że lepiej będzie, jeśli nie ruszy się z miejsca (zastanawiał się, prawdę mówiąc, czy nie zacznie aby lunatykować i nie zabłądzi po drodze do swojego pokoju). Ciaśniej owinął się kocem, po czym zapadł w głębszy sen, podczas którego nic mu się nie śniło.

Chyba minęło nieco czasu, zanim obudziły go krzyki.


KONIEC
rozdziału dziewiątego


Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).