Rozdział 2 Znów mieć jedenaście lat

Gdy zegar wskazał 12 Petunia usłyszała pukanie do drzwi. O tworzyła je, a przed nią staną chłopak niewiele wyższy od Harry`ego o jasnoblond włosach. Stwierdziła, że chłopak wygląda dojrzale mimo swojego wieku.

-Dzień dobry. Nazywam się Draco Malfoy. Chodzę razem z Harrym do szkoły. A dzisiaj zostałem wybrany przez ministerstwo, aby przyprowadzić Pani siostrzeńca na przesłuchanie. – Jest dobrze wychowany. Ale czemu ministerstwo wysłało osobę w wieku Harry`ego?

-Dzień dobry. Zapraszam do środka. Zaraz zawołam Harry`ego. – Draco wszedł do przedpokoju, który uznał za strasznie mały. Usłyszał jak kobieta coś mówi, a chwilę potem po schodach schodzi Harry. Jego widok bardzo zdziwił Malfoya. Był chudszy niż zwykle, jego i tak za duże ubrania wisiały na nim jeszcze bardziej niż przed wakacjami. Twarz pokazywała wszystkie uczucia. Niepewność, strach i zmęczenie. Draco bardzo dobrze je znał. Dzięki Nottowi. Włosy Harry`ego były dłuższe, niż zwykle, ułożone w nieładzie, jednak bardzo dobrze komponowały się z jego twarzą. Przynajmniej nie było widać blizny. Harry`emu także nie umknęła zmiana jaka zaszła w Draconie. Pierwsze co zauważył to wzrost swojego wroga. Był on od niego wyższy. Ubrany, jak zawsze w ubrania z drogich sklepów. Ciemne jeansy i czarna koszula idealnie kontrastowało z jego bladą twarzą i jasnymi włosami, które także urosły przez ten miesiąc, chociaż większa w tym była zasługa zmiany uczesania. Draco przestał zaczesywać je do tyłu, teraz miał grzywkę opadająca na oczy, jednak włosy po bokach były lekko przycięte.

Po chwili Draco uśmiechnął się.
-Co jest Potter? Moje oszałamiające piękno Cię onieśmiela?

-Zamknij się Malfoy.

-Jak zawsze elokwentny. – Gdy Harry szykował się na jakąś odpowiedź Draco szybko wtrącił. – Chodź, nie mamy dużo czasu. Do widzenia. – Petunia była bardzo zdziwiona więc nic nie odpowiedziała, tylko patrzyła jak dwóch chłopców opuszcza jej dom. Przez chwilę szli w ciszy w końcu Harry zapytał:

-Dlaczego nie teleportujemy się stąd?

-Uważasz, że jako piętnastoletni czarodziej potrafię aportować się z drugą osobą na duże odległości?

-Może nie wiesz, ale przez większość życia mieszkałem z mugolami i nie mam żadnego pojęcia na ten temat. – Po chwili zastanowienia dodał. – Nie możemy pojechać Błędnym Rycerzem?

-Nigdy tym nie jechałem i nie mam zamiaru. Słyszałem, że nie jest to zbyt wygodne. – Draco miał już dość tej rozmowy i chciał przejść do sedna sprawy, kiedy Harry pomyślał dokładnie o tym samym.

-Dlaczego akurat twojego ojca wybrali na mojego opiekuna?

-Pieniądze. – Harry zrobił zdziwioną minę, więc Malfoy kontynuował. – Zapłacił parę galeonów, aby to jego wybrali. W innym wypadku padłoby pewnie na Weasleya.

-Twój ojciec zapłacił aby móc przyprowadzić mnie do Ministerstwa? Dlaczego?

-Bo go o to poprosiłem. Prawdę mówiąc chciałem z tobą porozmawiać. – Tego było już za wiele dla Harry`ego. Nie potrafił uwierzyć, że jego największy szkolny wróg poprosił swojego ojca, aby ten umożliwił mu spotkanie z nim. Po chwili Harry zrozumiał. – W mgnieniu oka odskoczył od drugiego chłopaka, jednocześnie wyciągając różdżkę.

- Kim jesteś? Czego ode mnie chcesz? – Draco zaczął mrugać oczami. Nie wiedział co się właściwie dzieje. – Jesteś śmierciożercą? Użyłeś eliksiru wieloskokowego? Myślałeś, że dam się nabrać, a ty teraz zaprowadzisz mnie do Voldemorta? – Odpowiedział mu tylko śmiech – To trochę zbiło z tropu Harry`ego jednak dodał: - W twojej sytuacji zacząłbym się bać!

- Opuść tą różdżkę i się nie ośmieszaj. Chcesz użyć zaklęcia idąc do ministerstwa? Aż tak się spieszysz, aby zobaczyć pióro feniksa swojej własnej różdżki? – Gdy zobaczył niebezpieczny błysk w oczach Harry`ego powiedział– Naprawdę jestem Draco Malfoy. Uwierz mi i opuść różdżkę, bo jeśli mnie zaatakujesz nawet Dumbledore cię z tego nie wyciągnie. – Brak efektu. Po chwili Draco wpadł na świetny pomysł. – Widzę, że chcesz wymiotować ślimakami. Nie wiedziałem, że aż tak spodobał ci się pokaz Weasleya. – Wtedy Harry w końcu uwierzył. Uśmiechnął się i powiedział:

-Z twojego punktu widzenia to musiało być zabawne. Znowu zrobiłem z siebie idiotę.

-Tylko troszkę. – Harry spojrzał na twarz Draco i powiedział:

-W tej chwili powinieneś zaprzeczyć.

-Przepraszam. Uczono mnie, że nie wolno opowiadać kłamstw. – Na chwilę nastąpiło cisza, po której Draco wrócił do właściwego tematu. – Jak się pewnie domyślasz powodem naszego spotkania jest Czarny Pan. – Coś w tej wypowiedzi nie spodobało się Harry`emu. – Chcę ci tylko powiedzieć, że właśnie nadszedł czas, aby zaprzestać naszych dziecinnych kłótni.

-Jesteś jedynym, który zawsze je zaczyna!

-Teraz to nie ma żadnego znaczenia. Potter! Jest wojna i w każdej chwili możemy zginąć. Nawet teraz na naszej drodze mógłby stanąć wróg, a wtedy nasze szanse nie wyglądają zbyt kolorowo. I to wszystko przez głupotę Ministerstwa. Ci, którzy zajmują wysokie stanowiska już dawno powinni stracić posadę za swoje niekompetencje. – Zatrzymał się i spojrzał na Harry`ego. – Jesteś ostatnią nadzieją, aby przekonać Knota, że Czarny Pan naprawdę wrócił. – Ten monolog trochę zaskoczył Harry`ego. Wcześniej nie patrzył w ten sposób na przesłuchanie. Użalał się jedynie nad sobą, płacząc i rozmyślając o cmentarzu.

-Postaram się.

-Czyli rozumiem, że od teraz walczymy po jednej stronie?

-To nie jest takie łatwe. Twój ojciec jest śmierciożercą i wszystko wskazywało, że ty także nim będziesz. Nie wiem czy mogę ci zaufać.

-Doskonale cię rozumiem. Jednak mam ci coś do powiedzenia. Mam nadzieję, że dzięki temu mi uwierzysz. – Przez chwilę nic nie mówił, jednak Harry nie zamierzał się wtrącać więc kontynuował. – Ja już jestem śmierciożercą. – Gdy zobaczył dziwny ruch ręki Pottera w stronę kieszeni krzyknął – Wysłuchaj mnie do końca. – Ręka bruneta zatrzymała się w połowie drogi. Draco skinął głową dziękując – Miesiąc temu Voldemort zażądał zobaczyć się ze mną. Nie wypalił mi znaku, jednak powiedział, że wkroczyłem w szeregi śmierciożerców. Ale ja nie jestem taki jak mój ojciec. Nie mam zamiaru robić wszystkiego co każe mi Czarny Pan. Jestem szpiegiem. Wie o tym tylko Snape i to właśnie jemu przekazuję wszystkie informacje. Zaufaj mi. Chcę walczyć u twojego boku, dopóki Czarnego Pana nie spotka śmierć. – Harry słuchał, jednak nie wiedział co o tym myśleć.

-Skąd mam wiedzieć, że nie jesteś tu z rozkazu Voldemorta? W końcu cały czas nazywasz go Czarnym Panem. A poza tym jak możesz ufać Snapeowi?

-Ty nie wiesz jaki naprawdę jest V…Voldemort. –Zawahał się wymawiając to imię, jednak chciał sobie udowodnić, że ma tyle odwagi, aby tego dokonać. - Samo przebywanie w jego obecności nie jednego doprowadziło by do śmierci. On jest potężny, jego magię można wyczuć w powietrzu. Ona pożera cię, bada każdy zakątek twojego ciała, także twoje serce. Nie wiesz jak ciężko jest go oszukać. Gdyby nie Snape dzisiaj byłbym pewnie martwy. Jednak chcę go pokonać, swój strach zamieniam w siłę. Ponieważ nie chcę więcej tego czuć, wiem że jedynym wyjściem jest zabicie go.

-A więc dlaczego zwracasz się z tym do mnie? Czemu nie poszedłeś do Dumbledora? – Harry miał ogromne wątpliwości, jednak kiedy widział wyraz twarzy Draco, gdy mówił o Voldemorcie sprawiał, że chciał mu uwierzyć.

-Nie mogę mu zaufać. Uważam, że jego metody… są złe. Nie ufam mu i wiem, że ty także. Nic ci nie mówił prawda? Nie wiesz nawet dlaczego twoi rodzice zginęli! Nie powiedział ci o Blacku! Rok temu, gdy twoje imię wypadło z Czary ognia, pozwolił ci w tym uczestniczyć. Przyglądał się temu z boku. Wiesz dlaczego? Po prostu chciał wiedzieć co się stanie. Kto tak naprawdę za tym stoi. Gdyby zadziałał wcześniej On mógłby nigdy nie wrócić. To ty jesteś bohaterem! To ty pokonałeś Voldemorta czternaście lat temu, powstrzymałeś go w pierwszej i drugiej klasie. Ty uratowałeś swojego ojca chrzestnego! Dumbledore nie robi nic! Dzisiaj także go nie ma.– Harry stał oszołomiony słuchając tych słów. Nie wierzył, że ten chłopak naprawdę był jego wrogiem. Ten, który zawsze się z niego naśmiewał przed chwilą nazwał go bohaterem. On naprawdę chce śmierci Voldemorta.

- Nie mógłbyś stanąć po jego stronie. Wiem to. W końcu jesteś moim wrogiem. Jednak przeceniasz mnie. Nie posiadam żadnej nadzwyczajnej mocy. Mam piętnaście lat i jedyne co posiadam to odwagę i głupotę. Mówisz, że jestem bohaterem jednak to przez mnie Voldemort powrócił. Gdybym zrozumiał przepowiednię nie dopuściłbym do tego. To była moja samolubna decy…

-Przestań opowiadać głupoty. Nie wiem w jaki sposób przyczyniłeś się do powrotu Voldemorta, ale jeśli chodzi ci o oddanie krwi to nie jest twoja wina i jesteś głupszy niż myślałem.

-Nie chodzi mi o krew. Nie zrozumiesz. Ty masz rodzinę.

-Całe wakacje tylko się nad sobą użalasz! Nie chcesz go zabić? Mordercy swoich rodziców?

-Oczywiście, że chcę. Ale co mogę zrobić? Mam piętnaście lat.

-To prawda, jednak ty nie jesteś zwykłym piętnastolatkiem. Kilka razy przeciwstawiałeś się Voldemortowi. On nie może cię zabić, choć próbuję od czternastu lat. On sam wybrał cię na swojego mordercę. Blizna na twoim czole jest tego dowodem. – Widząc sceptyczną minę Harry`ego dodał - To my pokonamy Voldemorta. Musimy to zrobić. Pierwszym krokiem będzie uświadomienie Ministerstwu, że On wrócił. Inaczej nie mamy żadnych szans. On przejmie Ministerstwo, a Knot nawet się nie zorientuje jak padnie trupem.

-Mówisz tak jakby to był nasz obowiązek. Moje dzieciństwo… - Harry nie wiedział co dalej powiedzieć więc dodał: - Chcę go zabić.

-Mogę sobie tylko wyobrażać co czujesz. Moje dzieciństwo też nie było zbyt doskonałe, jednak nie mogę się do ciebie porównywać.

-Jestem słaby i wiem to, ale nie spocznę póki Voldemort nie padnie u mych stóp błagając o litość. Chcę zobaczyć strach w jego oczach. – Blondyn przysłuchiwał się temu z zainteresowaniem. W jego głosie było czuć podobieństwo do Voldemorta. Ta blizna jest czymś więcej. Muszę porozmawiać o tym ze Snapem.

-Mówisz jakbyś był nim. Lecz nie uważam abyś był słaby. Pomogę ci wykorzystać twój potencjał. Wiem, że nie lubisz Snape`a jednak on naprawdę jest po naszej stronie i zrobi wszystko, aby nam pomóc. Zaufaj mi. - Harry Potter uśmiechnął się i powiedział.

-Zaufanie buduje się przez długi czas, ale ja chcę w ciebie wierzyć. Jesteś jedyną osobą, który chce mi teraz pomóc. – Po tych słowach zobaczył, że Draco wyciągnął rękę. Dokładnie tak jak przez ceremonią przydziału w Hogwarcie. Tym razem było jednak inaczej. Harry uścisnął dłoń. Gdy ich ręce zetknęły się blizna bruneta eksplodowała niewyobrażalnym bólem, widział tylko ciemność. Czuł jakby spadał głębiej i głębiej. Po chwili, choć dla niego była to wieczność ból zaczął ustępować, a zmysły znów zaczęły normalnie pracować. Gdy otworzył oczy zorientował się, że jest w Hogwarcie. Co ja tutaj robię? Malfoy mnie oszukał? Ludzie mogą być świstoklikami? Takie pytania formowały się w głowie Pottera, gdy usłyszał głos przeciągający sylaby. Poszedł za źródłem tego głosu i zobaczył coś czego kompletnie się nie spodziewał. Stała przed nim grupa jedenastolatków czekając na ceremonię przydziału. Wśród nich był Draco Malfoy, a także Harry Potter. Ściskali swoje ręce. Jednak oczy Malfoya skierowane były na rudowłosego chłopca stojącego obok Harry`ego.

-Co jest Weasley? Na co się gapisz? – Ron poczerwieniał ze złości, jednak nie odpowiedział na słowa Malfoya, lecz zwrócił się do Harry`ego.

-Harry? Myślałem… – Chłopak, zawahał się jakby nie wiedział co tak naprawdę chciał powiedzieć.

-Lepiej nie myśl zbyt dużo, bo Chyba się przegrzewasz. Twoja twarz będzie zaraz tak ruda jak twoje włosy. – Młody Harry jedynie przysłuchiwał się tej wymianie zdań zastanawiając się, czy podjął dobrą decyzję, jednak nie miał odwagi nic powiedzieć. W końcu przebywał wśród czarodziejów, których nie znał.

Piętnastoletni Harry nie mógł uwierzyć co się dzieje. Jednak dziwniejsze od widzianej sceny było to, iż odczuwał wszystko to co jego młodsza wersja. Po chwili wszystko rozmyło się i zobaczył siebie siedzącego na stołku z tiarą przydziału na głowie. Znów mógł odczuć ten paniczny strach, czy wszystko nie okaże się głupim żartem, jednak teraz nie odezwał się do tiary, po chwili usłyszał:

-Slytherin! – Odczuł ulgę jaką musiała czuć jego jedenastoletnia wersja. Starszy obrócił się i zobaczył klaszczącego Malfoya, widać było jego radość, zaś po drugiej stronie Sali siedział zawiedziony Ron. Harry mógł się tylko domyślać co on teraz czuje, jednak nie miał na to czasu i znów skupił się na sobie. Tak samo jak w Gryfindorze, dostał gratulacje, jednak nikt nie traktował go jak kogoś lepszego. Kilka następnych scen pozornie nie miała, żadnego znaczenia, jednak Harry Potter wiedział, że w ten sposób kształtowały się poglądy jego młodszej wersji. Malfoy wyrażał się w samych superlatywach nie tylko o swojej rodzinie, ale także o Voldemorcie. Młodemu chłopcu ciężko było słuchać o mordercy swoich rodziców, jednak trochę rozumiał jego uczucia w stosunku do mugoli i podzielał w pewnym stopniu poglądy. Następna scena miała znacznie większe znaczenie. Była to noc w której Quirrelowi udało się dostać do Kamienia Filozoficznego. Harry nie wiedział co się dzieje. Był środek nocy, a chłopiec właśnie przewracał się na drugi bok. Noc upłynęło w spokoju, jeśli nie liczyć cichego chrapania Goyla. Gdy słońce wyłaniało się z zza chmur i Harry myślał, że już nic się nie stanie, poczuł jakby jego głowa miała eksplodować. Dwóch Harrych krzyczało, odczuwając coś nie wyobrażalnego. Voldemort musiał dostać kamień. Wtedy Potter zrozumiał, że zwierciadło Ain Eingarp nie zostało przeniesione, aby ukryć kamień, gdyż sam wcześniej nie odkrył lustra. Voldemort musiał stworzyć Eliksir Życia. W następnej scenie ból ustąpił, a Harry znajdował się w skrzydle szpitalnym. Jego łóżko było zasłonięte, więc musiało to być coś poważnego. Przy nim czuwał jedynie Draco Malfoy. Było widać, że nie jest w najlepszym stanie. Harry nie zdziwił się, gdyż zaobserwował, że w trakcie tego roku bardzo się zżyli.

-Panie Malfoy czas odwiedzin właśnie minął. Powinieneś iść do swojego dormitorium. – W ostatnich tygodniach pani Pomfrey wypowiadała te słowa bardzo często, więc chłopiec siedzący na stołku bardzo dobrze wiedział, że musi opuścić swojego przyjaciela. Wychodząc usłyszał jak Dumbledore rozmawia z jakimś mężczyzną w dostojnej szacie. Usłyszał tylko strzępy informacji, jak to, iż Harry nadal się nie obudził i bez tego nic się nie dowiedzą, a także o podejrzanym zniknięciu Quirella. Prawie dorosły brunet chciał pójść za Malfoyem jednak jakaś siła przytrzymała go przy przyjacielu. Przez dłuższy czas scena się nie zmieniała. Harry dawno zrozumiał, że to wszystko w jakiś sposób różni się od wspomnienia pokazanego mu przez pamiętnik Riddle`a. Mimo iż tu także oglądał różne sceny, to dodatkowo odczuwał wszystkie emocje i uczucia swojego odpowiednika.

W kolejnej scenie Harry znów zaczął odczuwać ból. Jednak był on znacznie mniejszy niż ten, który odczuł dnia gdy Voldemort ukradł kamień. Przebywając tylko z nieprzytomnym sobą nie wiedział jednak czy wykonał on jakiś ruch. Potter spojrzał na samego siebie i zobaczył, że ten zaczyna się ruszać, miał też otwarte oczy. Najprawdopodobniej zaraz zacznie się wielkie dochodzenie. A więc nawet w Slytherinie nie obyło się bez wizyty w skrzydle szpitalnym. Młody Harry wstał z łóżka jednak po długim czasie leżenia w łóżku jego mięśnie praktycznie nie istniały więc od razu upadł na kamienną podłogę. To tylko wzmocniło ból głowy. Leż spokojnie. Jeszcze zdążysz się nacierpieć jeśli Voldemort odzyskał ciało. Dokładnie w chwili, gdy chłopiec próbował wstać do Sali weszła pani Pomfrey.

-Panie Potter! Co pan najlepszego wyrabia! Od miesiąca był pan nieprzytomny i od razu próbuje wyjść z łóżka? – Kobieta bardzo szybko znalazła się przy pacjencie zgrabnie manewrując różdżką do póki ten znów nie znalazł się na wygodnym materacu. Chwilę potem przywołała jakieś eliksiry. – Wiesz jak się nazywasz? – Brunet pomyślał tylko, ze to pytanie nie ma sensu skoro chwilę wcześniej nazwała go po nazwisku. Po krótkiej chwili odpowiedział

-Harry Potter – Następnie pielęgniarka zadała kilka standardowych pytań, podała odpowiednie eliksiry i zawiadomiła Dumbledore'a.

-Harry nareszcie się obudziłeś. Nawet nie wiesz jak się martwiliśmy. Przez tyle czasu nie dawałeś znaku życia. – Jedenastolatek był bardzo skrępowany. W końcu pierwszy raz miał okazje rozmawiać z dyrektorem sam na sam. – Pani Pomfrey powiedziała, że twój stan jest dobry. Jesteś osłabiony, ale do tego wystarczy już tylko kilka eliksirów i dużo ruchu. – Harry nadal nie wiedział co mógłby powiedzieć więc dalej wpatrywał się w uśmiechniętego dyrektora. Ten zajął krzesło na którym zazwyczaj siedział Draco. – Chciałbym ci zadać pytanie. Czy wiesz dlaczego straciłeś przytomność? Miało na to wpływ jakieś wydarzenie? – Młody brunet przez chwilę nic nie mówił. W końcu udało mu się zebrać w sobie odwagę i odpowiedział: - Nie mam pojęcia co się stało. Pamiętam, że razem z Draco uczyłem się do późna. Później poszliśmy do dormitorium i musiałem zasnąć. Pamiętam tylko, że odczułem straszny ból, jakby moja blizna miała eksplodować i obudziłem się tutaj.

-Rozumiem. Czyli nic nie widziałeś? Nie miałeś jakiejś jak to nazywają mugole wizji?

-Nie. Nic takiego.

-A kiedykolwiek coś takiego przeżyłeś? Widziałeś coś niezwykłego w swoich snach?

-Raczej nie… oprócz błysku zielonego światła i czyjegoś śmiechu. Wie pan co to może być?

- Tak. Jest to najprawdopodobniej wspomnienie śmierci twoich rodziców. Jednak uważam, że nie powinieneś tego rozpamiętywać. Zapomnij o tym. Tak będzie lepiej. A teraz przepraszam, ale obowiązki wzywają. – Gdy Harry patrzył jak Dumbeldore opuszcza pokój przyszło mu do głowy jeszcze jedno pytanie.

-Mogę zadać pytanie?

-Właśnie to zrobiłeś. Ale tak Harry pytaj.

-Chciałbym wiedzieć dlaczego Voldemort chciał mnie zabić? – Piętnastoletniemu Harry`emu serce zabiło szybciej. Chciał poznać odpowiedź.

-Na to pytanie nie mogę odpowiedzieć. – Mogłem się tego spodziewać. Stary oszust.- Teraz naprawdę muszę już iść. – Wychodząc obrócił jeszcze głowę i zapytał. – Kamień filozoficzny. Słyszałeś kiedyś o nim? – Gdy Harry pokręcił głową wyszedł.

Scena po raz kolejny rozmyła się a Harry znalazł się w miejscu, którego nie znał. Poszedł za źródłem swojego jedenastoletniego głosu.

-Miło mi pana poznać. Draco wyrażał się o panu w samych superlatywach.

-Miło mi to słyszeć Harry Potterze. – Po chwili ciszy. – Więc tak wygląda chłopiec, który przeżył. Muszę się przyznać, że od dawna chciałem cię poznać. Tyle o tobie słyszałem. Ale ile jest w tych słowach prawdy, nie mam racji?

-Oczywiście. Im wydarzenie starsze tym więcej niezwykłych historii można o nim usłyszeć.

-Dobra odpowiedź. Jednak będziemy mieli wiele czasu, aby porozmawiać. Teraz Draco pokaże ci twój pokój. Do zobaczenia jutro na śniadaniu.

- Skoro zeszliśmy na temat Czarnego Pana chciałbym wiedzieć co o nim myślisz.

- Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony zabił moich rodziców, a także wielu niewinnych ludzi, jednak byłem wychowywany przez mugoli. Rozumiem jego poglądy na ich temat. Uważam, że czarodzieje nie powinni się ukrywać. Jesteśmy lepsi od mugoli. Moglibyśmy zabić ich wszystkich. Powinni się nas bać, a jedyne co robimy to się ukrywamy. Ministerstwo nawet każe ludzi za nieuzasadnione użycie czarów w obecności mugola. Uważam, że to głupota. – Gdy tego słuchał na twarzy Malfoya pojawił się uśmiech, którego nie potrafił ukryć. Stwierdził, że przyjaźń z Draco pomogła mu ukształtować odpowiednie poglądy.

- Gdyby Czarny Pan nadal żył dołączyłbyś do niego?

- Nie wiem. Mam dopiero dwanaście lat, więc w takim wieku trudno by mi było podjąć taką decyzję. Myślę, że nie potrafiłbym zabić człowieka.

-Każdy potrafi to zrobić. Nie boisz się zabić człowieka, ale konsekwencji. Ale ty nie jesteś mugolem. Używając czarów możesz zabić człowieka i nikt się o tym nie dowie. Jedynym dowodem jest właśnie różdżka, ale jeśli nikt cię z morderstwem nie powiąże to nie będzie mógł sprawdzić twojej różdżki, jednak ja uważam, że dobrze jest mieć ich więcej, jeśli rozumiesz o co mi chodzi. – Harry na potwierdzenie kiwnął głową. Zrozumiał słowa Lucjusza Malfoya i stwierdził, że miał on rację. Piętnastoletni Potter patrzył na to wszystko ze zdziwieniem. Nigdy nie pomyślał, że sam mógłby wymówić takie słowa. Z taką łatwością myśleć o zabijaniu. Zaczynał się bać przebywania w tym dziwnym świecie, gdyż uczucia młodego bruneta stawały się także jego. Scena rozmyła się i brunet patrzył na siebie otwierającego prezent od Lucjusza Malfoya na dwunaste urodziny. Był to pamiętnik Toma Riddle.

Następna scena ukazała dormitorium Slytherinu. Harry właśnie pisał w notatniku:

-Skoro znasz moją przeszłość i podzielasz moje poglądy to może sam spróbuj kontynuować moje działania. Przynajmniej do momentu kiedy znów nie odzyskam ciała.

-Skąd wiesz, że wrócisz?

-Po prostu wiem. To tylko kwestia czasu. Jako cząstka duszy potrafię wyczuć, że część od której się odłączyłem wraca do pełni sił. Już niedługo znów będę kontynuować mój plan, a ty będziesz musiał wybrać po której staniesz stronie, ale do tego momentu możesz się zabawić.

-W jaki sposób?

-Pamiętasz jak opowiadałem ci o Komnacie Tajemnici i bazyliszku?

-Tak.

-No właśnie. Znasz język węży i wiem, że mógłbyś kontrolować węża. Przemyśl to. Jeśli potrzebujesz czasu zawsze możesz poczekać. Ja odkryłem tą komnatę dopiero na piątym roku. Ty jesteś na drugim, ale uważam, że lepiej zacząć już teraz gdy prawdziwy Voldemort powraca do życia. – Harry odczuwał ogromną ekscytację. Voldemort wracał do życia, a on sam dostał znakomite narzędzie do walki z mugolakami. Nie mógł z tego nie skorzystać.

To uczucie. Fascynacja Voldemortem. Wypełnia mnie od środka. Muszę… Muszę wrócić. Jego poglądy stają się moimi. Co się stanie jeśli po powrocie będę chciał zabijać mugoli? Hermoina w tym świecie jest w Ravenclavie więc najprawdopodobniej będzie jednym z moich celów. Inteligentna, ale jednak mugolak. Nie chcę tego oglądać i przeżywać. Chcę wrócić!

Nic się jednak nie stało. Harry dalej stał w tym samym miejscu patrząc na swoją młodszą wersję próbującą dostać się do Komnaty Tajemnic. Bazyliszek należy do niego. Słucha się go i czeka na rozkazy. Serce młodego bruneta przysłania cień. Zapomina on o dobru i czeka na odpowiednią okazję, na śmierć pierwszego mugolaka. Przestaje pisać z notatnikiem uważa, że go nie potrzebuje. Będzie słuchał tylko rozkazów prawdziwego Voldemorta.

-Co się dzieje Harry? Ostatnio zachowujesz się trochę dziwnie. Nie byłeś nawet na ostatnim treningu? – Do pokoju wspólnego wszedł właśnie Draco ubrany jeszcze w szatę do Quidditcha.

-Miałem ważniejsze sprawy na głowię. Pamiętasz ten pamiętnik który dostałem od twojego ojca na moje urodziny?

-Jakie to ma znaczenie? – Draco dziwnie przypatrywał się brunetowi. Oczywiście, że pamiętał ten stary notatnik, jednak nie wiedział co myślał sobie jego ojciec dając coś takiego Potterowi. – Zwykły stary pamiętnik.

-To było coś więcej. W nocy ci wszystko wytłumaczę.

Scena ukazała dwóch chłopców, trzymających miotły i stojących przed wejściem do łazienki dziewczyn.

-Co my tu robimy? To łazienka dla dziewczyn.

-Właź. – Draco niechętnie, jednak wkroczył do łazienki. Zobaczył jak Harry podchodzi do umywalki.

-Otwórz się. – Z ust Harry`ego wydobył się krótki syk.

-To był język węży? – Brunet tylko się uśmiechnął.

-Czemu wcześniej tego nie powiedziałeś?

-Myślałem, że w tym świecie nie jest to nic nadzwyczajnego. Ale to nie ma znaczenia. – Brumet przez chwilę zamyślił się. – Myślę, że łatwiej będzie zjechać. Miotła przyda nam się później.

-Chcesz tam zejść? – Spytał Draco patrząc w długi korytarz nie mający końca.

-Rób co mówię. – Dwóch chłopców zjechało po rurach, a następnie lecieli długimi korytarzami, aż dotarli do głównej komnaty. – Pamiętaj, aby nie patrzeć w jego oczy. Chyba, że chcesz umrzeć. – Draco miał dziwną minę widząc jak jego przyjaciel znów syczy, więc Harry powiedział – To bazyliszek. Ale nie martw się. Nie skrzywdzi cię. Nie będzie patrzył w naszą stronę, przynajmniej z otwartymi oczami, ale dla bezpieczeństwa patrz na jego tułów. – Draco nie wiedział co powiedzieć, więc patrzył oszołomiony, jak z otworu w ścianie wychodzi długie oślizgłe cielsko węża. – Nie uważasz, że jest wspaniały.

-Skąd go wziąłeś?

-Z pamiętnika Toma Riddle`a. To prawdziwe imię Voldemorta. Przelał część swojej duszy do tego notatnika, dzięki czemu mogłem z nim rozmawiać. Powiedział mi o wężu.

-Co masz zamiar z nim zrobić?

-Oczywiście to samo co Voldemort pięćdziesiąt lat temu. Napuszczę go na mugolaków. Najlepiej na ta szlamę Granger. Tak mnie wkurza.

-Chcesz ją zabić?

-Według mnie jest najlepszym celem. – Draco patrzył na swojego przyjaciela próbując odczytać emocje malujące się na jego twarzy, co nie było wcale trudne. Był podekscytowany. –Co o tym myślisz?

-Jesteś szalony. – Ekscytacja Harry`ego zniknęła w ciągu chwili i została zastąpiona przez zdziwienie.

-Myślałem, że mój pomysł ci się spodoba.

-Nie mogę uwierzyć w to co mówisz! Uważasz, że spodobałoby mi się to, że chcesz kogoś zabić? Obojętnie jak kusząca by nie była propozycja uciszenia Granger raz na zawsze to nie mam zamiaru ci pomagać. Jeśli chcesz to zrobić droga wolna. Rób co chcesz, możesz być pewny, że nikomu tego nie powiem. – Po tych słowach Draco usiadł na miotle i zaczął lecieć w kierunku wyjścia z Komnaty. Udało mu się jeszcze usłyszeć Pottera krzyczącego:

-Voldemort niedługo wróci! Pamiętaj o tym, będziesz musiał zdecydować po czyjej staniesz stronie! Ja już wybrałem i mam zamiar to udowodnić! – Starszy brunet ciężko dyszał. Emocje jedenastoletniego Harry`ego zderzały się z jego własnymi. Znów zaczął odczuwać ból głowy. Nie mógł tego wytrzymać. Następną scenę widział jak przez mgłę. Jednak doskonale mógł wyczuć ogromną radość. Hermiona leżała martwa. Nic już nie mogło przywrócić jej do życia. Tak samo skończyło się życie młodego niewinnego chłopca. Zmienił się on w osobę nie znającą takich uczuć jak przyjaźń, miłość, czy litość. Dla niego istniała tylko władza i potęga.

-Niiiieeee! – Piętnastoletni Harry krzyczał. Bolało go serce i piekła blizna. Nadmiar sprzecznych uczuć doprowadzał go do szału. Chwilę potem wszystko ustało, a on leżał na chodniku patrząc na zszokowaną twarz Dracona Malfoya.