Najtrudniejsze było dopiero przed nimi. Musieli utrzymać całą sprawę w tajemnicy przed innymi narodami najdłużej, jak tylko się uda. Wymagało to od nich jeszcze więcej nieprzespanych nocy i niekończących się nieoficjalnych podroży. Ludwig z tyloma obowiązkami na głowie nie miał fizycznej możliwości ogarnięcia wszystkich drobnostek i niuansów dotyczących przejęcia ziem wschodniego sąsiada. Jego landy nie wiedziały nic o Gilbercie i nie chciał ich jeszcze wtajemniczać. Okoliczności, ani teraz, ani w 1947 roku, nie sprzyjały ujawnieniu faktu, że Gilbert przeżył.
Gdy Alianci podzielili jego ziemie i wypalili z map Prusy Wschodnie, obawiał się, że Jones zechce poprawić to, co zepsuł i zażąda wydania Gilberta. Potem nastąpił czas Zimnej Wojny. Bragiński ustawił swe wojsko w Berlinie i wprowadził je do wschodnich landów. Amerykanin, nie chcąc być gorszym, rozlokował rozrywkowych jankeskich żołnierzy w bazach na zachodzie kraju. Gdyby odkryli, że jego brat żyje, dla obu Beilschmidt'ów historia skończyłaby się przed plutonem egzekucyjnym. Zatajając prawdę Ludwig mógł mieć nadzieję, że w razie najgorszego Bayern, Saara i pozostali podwładni zostaną oszczędzeni.
Teraz, wobec braku innych opcji, z ciężkim sercem przyjął pomoc jedynej osoby, której ufał, zwłaszcza że Roderich sam wysunął taką propozycję. Niestety rozwiązanie jednego problemu stwarzało inny. Kto zaopiekowałby się Gilbertem? W obecnym stadium choroby był tak osłabiony, że potrzebował pomocy w najprostszych czynnościach.
Nie mogli odwlekać tej chwili w nieskończoność. Nadeszła pora, by poinformować go o ich decyzji. I tak oto przed kolejną podróżą służbową Ludwig i Roderich stawili się w sypialni starszego Beilschmidta.
Albinos zmierzył znudzonym wzrokiem ich garnitury. Uniósł brwi, a potem uśmiechnął się perfidnie. Ludwig znał ten wyraz twarzy aż za dobrze. Jego brat znów wymyślił jakąś głupią teorię i zaraz ich oświeci.
- Wyjeżdżacie? Obaj? – zasypał ich pytaniami - Cała chata dla mnie? Mogę zadzwonić po Tonia?
- Nie wpadaj w euforię – przerwał mu Roderich.
- Gilbert... Musimy ci coś powiedzieć.
- Uciekacie do Kalifornii by wreszcie zalegalizować wasz związek i spędzić tam upojny miesiąc miodowy?
Austriak w tym momencie zaimponował Ludwigowi. Nie zaczerwienił się, nie zaczął zgrzytać zębami, nawet nie zacisnął pięści. Podczas gdy jemu zrobiło się gorąco ze wstydu, Roderich zachował kamienną twarz.
- Nie wiem, o czym mówisz.
- Och, Roddy, nie musicie się przede mną kryć ze swoimi uczuciami – starszy z braci zaszczebiotał słodko, ale w tej słodyczy nawet nie próbował ukryć jadu.
- W porządku – odparł Roderich niezmiennie pozbawionym emocji tonem – Niech będzie jak chcesz. Jesteś dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałem.
Gilbert skrzywił się.
- Nie to miałem na myśli.
- Trudno. Mamy spotkanie w Brukseli. Potem Ludwig leci do Seulu, a ja do Warszawy.
- G8, G20, ekonomiczne bzdety, same nudy – stwierdził lekceważąco starszy Beilschmidt – Baw się dobrze, West. A ty co? Na koncert?
- Nie – Austriak pozostawił dalsze tłumaczenia Ludwigowi.
- Öst, - Niemiec jednym słowem przykuł całą uwagę albinosa. Bardzo rzadko używał dawnego przezwiska Gilberta ze względu na przykre wspomnienia, jakie przywoływało w nich obu.
- Planujemy przejąć Prusy Wschodnie.
Wydawało się przez moment, że Gilbert przestał oddychać. Patrzył na młodszego brata przestraszonym wzrokiem zupełnie niepodobnym do kogoś, kto niegdyś trząsł połową kontynentu. Rozumiał, dlaczego Ludwig zamierza tak postąpić i nie podobało mu się to ani trochę. Choć starał się, by cały świat uważał go za egoistę nie dbającego o nic i nikogo, Ludwig znał go lepiej.
Przez wiele lat dzielili swe troski i wątpliwości, aż w końcu lęki Gilberta stały się też jego zmorami. I tak jak Feliks Łukasiewicz bał się Rosji i niebytu. Ludwig Beilschmidt bał się wojny i upokorzenia.
- Wyślesz wojsko do Łukasiewicza? – zapytał cicho starszy Beilschmidt.
- Nie – Ludwig potrząsnął głową – On jest teraz w trudnej sytuacji. Zgodził się na pokojowe przejęcie jego terytoriów.
- Upiłeś go? Otrułeś? Podałeś narkotyki? Nie wiedziałem, że masz jaja by wyciąć taki numer – komentarz jakoś był pozbawiony humoru - Więc co? Podział jak zwykle? Połowa dla Wujaszka Wani ku chwale Mateczki Rosji?
- Tym razem biorę wszystko.
Gilbert spuścił wzrok.
- West... Czy ty na pewno wiesz, co robisz? – zapytał – Niańczyłeś mnie wystarczająco długo. Odpuść sobie...
- Nie – Ludwig zaprzeczył spokojnie.
Nigdy nie zrezygnuje. Nie zostawi własnego brata w potrzebie, tylko dlatego, że to rozsądne, mądre i korzystne dla wszystkich.
- Jeśli ci się to uda, jak nic wpakujesz się w wojnę. To ja byłem tym szurniętym Prusakiem knującym zamach na Europę. Nawet nie próbuj mnie kopiować – ostrzegł go Gilbert – Co zrobisz, jeśli rząd się na to nie zgodzi? A jak społeczeństwo zacznie protestować, dalej będziesz się upierał?
Ludwig wyprostował się.
- Tak. Dalej będę się upierał. I postawię na swoim.
- Idiota! – krzyknął chory zanosząc się kaszlem – Edelstein, nie stój tak! Przemów do jego zakutego łba! Skończy jak Łukasiewicz, albo jak ja!
- Gilbert, uspokój się... – Roderich po chwili stał przy łóżku chorego, ale ten odtrącił jego dłoń.
- Zawsze się znajdzie ktoś silniejszy. Zawsze! Bragiński to zakompleksiony dureń. Myślisz, że co zrobi? Co będzie musiał zrobić? Wiesz dobrze, jak on to odbierze!
- Polska nie należy do niego.
- Spróbuj powiedzieć to Bragińskiemu w cztery oczy. Jak nie dostanie swojej działki, pomyśli, że uważasz go za gorszego i będzie czekał na odpowiedni moment by się zemścić! Przerabialiśmy to! Roderich! Przekonaj go! Ciebie prędzej posłucha niż mnie.
Ludwig uniósł dłoń do twarzy i ścisnął lekko palcami nasadę nosa. Spodziewał się podobnej reakcji i bał się konsekwencji, jakie mogła mieć dla stanu zdrowia brata. Wiedział, ze postąpił słusznie, ale mimo to słowa Gilberta bolały.
- Oczywiście nie mogłem się spodziewać wdzięczności z twojej strony.
Ostatni raz popatrzył na jego chudą, bladą twarz i wyszedł na korytarz pozostawiając dalsze tłumaczenia Roderichowi.
Od razu napotkał pytający wzrok dwóch czekających na niego kobiet. Zignorował go. To nie pora na tłumaczenie Słowiankom zawiłych relacji germańskiej rodziny.
O szatynkę się nie martwił. Potrafiła w każdej sytuacji schować strach do kieszeni i bronić się jak lwica. Ale drobna brunetka w niebieskiej sukience nawet nie próbowała zebrać się na odwagę. Ściskała w rękach doniczkę z ziołami, które przyniosła chyba jako prezent dla gospodarzy i zerkała przestraszona na drzwi, za którymi leżał jego brat.
Ludwig zastanawiał się, dlaczego w ogóle przystał na propozycję Łukasiewicza, by te dwie zaopiekowały się Gilbertem. Pierwsza nie miała pojęcia o medycynie, a druga za bardzo bała się jego brata.
- Mario, on nic ci nie zrobi. To tylko chory facet, który nie może nawet wstać z łóżka - spróbował jej dodać otuchy.
- Jest wredny – rzuciła jej towarzyszka.
- Czasem trudno znieść jego humory – zgodził się – I dlatego jestem wam naprawdę wdzięczny za to, co robicie.
- Wszystko dla zjednoczonej Europy – szatynka uśmiechnęła się krzywo – Skoro Niemiec dziękuje nam na wstępie, to chyba będzie warto.
Maria posłała jej zgorszone spojrzenie. Ona nigdy nie pozwalała sobie na podobną poufałość w rozmowach z obcymi.
- Damy sobie radę, panie Beilschmidt – zapewniła słabo.
- Ludwig – poprawił ją niezadowolony – Nie potrzeba nam tylu formalności w obecnych czasach. Postaram się wrócić jak najszybciej. Macie wszystkie numery telefonów?
- Tak.
- Wiecie, gdzie są leki?
Maria skinęła głową.
- Zapamiętajcie, że nie jesteście tu służącymi, lecz gośćmi. Nie pozwólcie mu się rządzić. Do zobaczenia.
Ludwig był w połowie schodów, gdy usłyszał odgłos otwieranych drzwi i zaproszenie Rodericha. Zatrzymał się na sekundę, by podsłuchać, co się będzie działo. Teraz powinni się modlić, by Polki przez najbliższą dobę nie zwariowały ani nie popełniły morderstwa.
Dziękuję Anihilli, że poświęciła swój czas na poprawienie mojej stylistyki w tym rozdziale.
Teraz z innej beczki: udało mi się ostatnio dorwać „Zaginione Królestwa" Davies'a. Jest tam też rozdział o historii Prus. Po lekturze mogę stwierdzić jedno: to okoliczności i otoczenie geopolityczne pchają zwykle państwa ku wojnie, a przed I Wojną Światową Prusy naprawdę miały się kogo obawiać na wschodzie.
